Jake Gacy
29 lat, Ardara – Bedford – Londyn
szare oczy – sto osiemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu – znamię w kształcie serduszka na lewej łopatce – wystające żebra – wielokrotnie połamany nos

Jeśli będzie wymagane od niego zbyt wiele – zniknie. Jeśli ktoś zacznie się o niego troszczyć – wyperswaduje mu to. Jeśli kiedykolwiek zacznie potrzebować czyjejś pomocy – zastrzeli się. Jeśli jakiś człowiek okaże się nazbyt wymagający w sferze uczuciowej – dostanie po mordzie. Jeśli jakiś nieszczęśnik zacznie mu coś wmawiać – roztrzaska mu nos. Jeśli ktoś mu zajdzie za skórę – dostanie po mordzie. Jeśli jakiś facet klepnie go w tyłek – pożegna się ze swoją ręką jako całością. Jeśli znajdzie się kretyn, który ubzdura sobie, że może go mieć na własność – zniszczy go psychicznie. Jeśli ktoś zwróci uwagę na to, że woli gdy jego partnerom seksualnym coś dynda pomiędzy nogami – dostanie po mordzie. Jeśli zabraknie mu fajek – zdemoluje pół mieszkania, zanim wyjdzie do sklepu. Jeśli nie wypije rano kawy – będzie nieznośny. Jeśli znów złapie go na czymkolwiek policja – będzie miał przejebane. 

3 komentarze:

  1. Szczerze nie znosił miejsc takich, jak to, w którym niedawno wylądował. Były zbyt głośne, kolorowe i przeludnione. Jednak istniały też jakieś plusy takowych klubów, chociażby łatwość w upatrzeniu sobie przygodnego partnera, takiego do spędzenia wspólnie tylko i wyłącznie jednej nocy. Tak więc łatwość była tym jednym plusem, ale tkwił w nim również minus, czyli pewne ryzyko, wiążące się ze sprowadzeniem do własnego mieszkania kompletnie obcej osoby, która mogłaby okazać się mordercą, złodziejem czy innym zwyrodnialcem. Choć wymienianie tego typu zagrożeń nawet na głos i tak nie powstrzymałoby Gabriela przed kolejnymi wyjściami.
    Dziś poszczęściło mu się dość szybko, bo już na samym wejściu do wyżej wspomnianego klubu. Od razu wpadł w oko jednemu z palących przed budynkiem mężczyzn, tak więc nie pozwolił sobie przepuścić takiej okazji i przychylnie odpowiedział na zaczepkę, dzięki czemu parę minut później trzymał już w dłoni pierwszego darmowego drinka.
    Nie miał pojęcia, ile alkoholu wlał w siebie tej nocy i szczerze miał to gdzieś, bo zbyt długo tkwił w pustym mieszkaniu i myślał o własnej śmierci, by teraz nie odreagować w dobrze sobie znany sposób. Było mu dobrze, kiedy miał stały dostęp do kolorowych drinków i gdy znajdował się w centrum zainteresowania, był obejmowany i całowany na oczach innych ludzi. I jakże wielkie było jego zdziwienie, gdy nagle, w parę sekund to wszystko zostało mu tak po prostu odebrane, a jedyne co czuł, to czyjeś palce, boleśnie wybijające się w ramię.
    Dopiero, kiedy został wyprowadzony na zewnątrz, mógł dokładniej przyjrzeć się napastnikowi. To był Jake. Ten Jake, który przez swój kaprys zdecydował się zerwać z nim kontakt.
    Drgnął niekontrolowanie, w chwili gdy brzęk kopanego kosza na śmieci poniósł się echem przez pustą ulicę. Gabe nie rozumiał. Nie potrafił pojąć tego, co przed chwilą zaszło.
    - Ja? – uniósł brwi, nie kryjąc swojego zdziwienia całą tą sytuacją. - Raczej co ty odpierdalasz – wyrzucił gniewnie, poprawiając sobie kurtkę na ramieniu. – Najpierw znikasz, w zasadzie bez słów wyjaśnienia, a teraz pojawiasz się znikąd i odstawiasz mi jakąś scenę? – wypalił jeszcze, w ten sposób wyzbywając się narastającej wewnątrz agresji. W tej chwili ani trochę nie przypominał siebie. Alkohol, krążący w żyłach zdecydowanie robił swoje, przez co na ten czas zginął ślad po cichym i przestraszonym Gabrielu.

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  2. [taki ukryty więc chyba nikt go znaleźć nie miał, a taki oryginalny jest, że tylko pozazdrościć.]

    Dave F.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uniósł wysoko obydwie brwi i to była właściwie jedyna reakcja, na usłyszane przed momentem słowa. Jake ewidentnie nie wiedział czego tak naprawdę chciał, a Gabe nie miał pomysłu na to, by jakkolwiek pomóc mu się określić. Zresztą, nawet nie zdążyłby wypowiedzieć choć słowa, skoro zaraz został porządnie uderzony w twarz. Aż zaszumiało mu w głowie nieprzyjemnie i nie potrafił już rozróżnić tego, czy to sprawka alkoholu czy może pięści Jake’a. Dopiero po chwili szczęka zaczęła go boleć w miejscu, w którym została uderzona. Wtedy też został przyparty do ściany budynku, co kompletnie zbiło go z tropu. Zamiast choćby spróbować się obronić, zasłonić się rękoma czy zawołać po pomoc z zewnątrz, on patrzył mężczyźnie prosto w oczy z niemym pytaniem: dlaczego? Nie był w tym stanie skojarzyć żadnych faktów, ani rozważyć w myślach zaistniałej sytuacji, bo cała jego uwaga była zaabsorbowana przez kolejne ciosy, które musiał przyjąć. Ale nic nie bolało go tak bardzo, jak słowa usłyszane na sam koniec, kiedy został puszczony wolno i mógł swobodnie opaść na ziemię. Gdyby nie stan, w jakim w tej chwili był, zapewne z chęcią by się zapierdolił, tak jak życzył sobie tego Jake, bo czuł się gorzej, niż kiedykolwiek. Czuł odrazę na myśl o sobie samym, bo był tylko nic niewartym śmieciem, ścierwem, które nie miało prawa bytu… i rzeczywiście chciał tej śmierci. Chciał jej tak intensywnie, jak jeszcze nigdy dotąd. Krztusił się własną śliną, przemieszaną z krwią i w duchu błagał o śmierć. Jednak zamiast niej nadeszła pomoc…
    W drodze do szpitala stracił przytomność, ale odzyskał ją już na miejscu. Wszystko bolało go kilka razy bardziej, pomimo podawanych leków przeciwbólowych i nie nadążał za swoimi myślami. I ten mętlik trwał niemalże bez przerwy przez kolejne dni i jedyne, co zelżało przez ten czas, to ból fizyczny, bo jego dusza nadal cierpiała i z tym nic nie mogło się w tej chwili równać.
    Po dwóch tygodniach ciągłego odpoczywania, które i tak nie dawało mu ukojenia, zdecydował się wyjść z mieszkania, po to by znaleźć Jake’a i móc z nim porozmawiać – jak człowiek z człowiekiem, tym razem bez bicia – liczył, że jeśli na niego trafi to, to spotkanie nie będzie wyglądać tak, jak to ostatnie…
    Włóczył się po mieście co drugi, czasem co trzeci dzień i odwiedzał wszystkie, niezbyt przyjemne bary, do których Gacy miał szczególną słabość.

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń