[To ja powitam! :) Plus za tytuł karty! XD Co prawda nie bardzo widzę możliwość połączenia naszych postaci, ale jeśli na coś wpadnę to z pewnością się odezwę! :)]
[Witam, witam (jako pierwsza odważna, hue hue), a teraz idę się kąpać (w towarzystwie kartek z wątkiem od Seana, żeby jak wrócę szybciej odpisać, ale who cares xD) i jakby był jakiś pomysł na wątek (chociaż z Andy może mieć ciężko) to cokolwiek odpowiem za jakąś godzinę ;>]
[Dłuższą chwilę zastanawiałam się, dlaczego dobrze mi się kojarzy to imię. GENIUSZ ze mnie <3 Zapraszam do wątku, chociaż większych szans na powiązanie nie widzę.]
[Pewnie namnoży ci się wątków z flirtem, romansem, więc nie ma co zanudzać, poza tym ja takowych nie umiem i nie lubię prowadzić. ALE, skoro Richard jest na prawie, to ojciec Janet mógłby chcieć ich jakoś spiknąć (nieudolnie, oczywiście) i zamęczałby oboje różnymi spotkaniami, zapraszaniem chłopaka na kolacyjki, takie tam. I, rzecz jasna, ta dwójka by się nie znosiła, bo ona kpiłaby z niego jako playboya, a on z jej poważnego podejścia do diety. Proponuję jakiś obciach w restauracji, gdzie przez pomyłkę przyniesiono by Janet kawę z nieodtłuszczonym mlekiem (aj!), ona zrobiłaby awanturę kelnerowi, a Quentin jej, że robi awantury :D]
[Tak, dobrze rozumiesz. Jest w "faktach", że ma częściową amnezję. Właściwie nie pamięta sporo rzeczy sprzed trzech lat wypadku, tylko wybiórcze rzeczy. Ale znajomych żadnych nie pamięta]
[ Cześć :) W sumie to może ją próbować krzywdzić, ale ona raczej się nie da. Choć niepozorne z niej dziewczę to i tak dałaby sobie z nim radę. Ba, posunęłabym się nawet do stwierdzenia, że mogłaby go próbować zmienić :)]
[ Hm, pomysł mi pasuje. Mogli się poznać, kiedy Richy kupował w jej kwiaciarni kwiaty dla jakiejś dziewczyny. W pewien sposób mogli się nawet zaprzyjaźnić. Spotykali się od czasu do czasu, a znajomość przetrwała ten dłuższy czas. A Amelka, widząc jak teraz zachowuje się jej przyjaciel będzie chciała na niego wpłynąć żeby był takim samym chłopakiem, kiedy go poznała. Można nawet dorzucić do tego ( jeśli Ci to odpowiada), że dziewczyna może się w nim w pewnym stopniu podkochiwać, ale nawet słówkiem o tym nie piśnie.]
[No cóż, Tess nie chciała pójść z nim do łóżka, to byłby ten problem może xd Bo ona jest na zasadzie "po ślubie". Więc mogłoby być tak.. Tylko nie wiem co to nam da, bo Tess i tak nie będzie tego pamiętać. Zawsze jest też możliwość.. Ale to trochę skomplikowane. Bo Tess ogółem była z chłopakiem półtora roku (więc musiałybyśmy cofnąć trochę związek ich żeby to sens miało), już mieszkała z nim, właśnie pokłócili się o to, że nie chce z nim do łóżka iść (bardzo wierząca jest) i ona spakowała część rzeczy i wyszła bo się wkurzyła, zamierzała do Danii jechać, ale był ten wypadek, więc ona tak nieświadomie go porzuciła bez żadnego znaku życia, no a teraz się obudziła. Więc albo Richard byłby jakimś jej wcześniejszym chłopakiem, albo.. Albo właśnie nim? Tylko że nie wiem czy chcesz się w to wkręcać.]
[Dla mnie to.. Nie xD Bo to trzeba wszystko rozpisywać, a mi się nie chciaaało. No ale dobra: ona przyjechała do Anglii do szkoły, babcia się zgodziła, więc pojechała, bo bardzo chciała na astronomię później zdawać i ubzdurało jej się, że w Anglii jej się uda. Mieszkała początkowo w Internacie, ale oczywiście coś tam było nie tak w papierach i ona praktycznie została bez dachu nad głową, chwilę pomieszkała u przyjaciółki i ostatecznie po namowach chłopaka wprowadziła się do niego z jasną zasadą: zero seksu. Może nawet początkowo oddzielne łóżka chciała, ale ostatecznie po miesiącu by się z tym poddała, bo ten chłopak (dajmy na to że jednak Richard) przyłaził bez przerwy do niej i no, poddała się. Ale co do seksu nie a po takim ciągłym spaniu w jednym łóżku mógł mieć dość. I starszej jej nie mogę zrobić, bo wtedy sypie mi się cały plan ze szkołą, a nawet ona na zdjeciu nie wygląda na więcej niż dwadzieścia lat xd Kwestia tatuażu była dla mnie jasna, dlatego nawet zapomniałam napisać, że tak, mogli sobie zrobić taki bliźniaczy tatuaż gdzieś na nadgarstkach, za uchem, na kostce.. No nic dużego, ale coś, co mieliby oboje. I wiem, że twój pomysł był podobny, ale mój jest bardzo sprecyzowany, ma duże znaczenie dla jej historii, więc no.. Nie wiem po prostu czy chcesz xd]
[Oh, dzięki :) Skoro zaś z Richarda taki roztrwaniacz majątku, to mogliby się poznać np w jakiejś ekskluzywnej restauracji, gdzie Winona zostałaby na obiad po jakimś spotkaniu dajmy na to biznesowym, w kwestii jej pracy i potencjalnej, kolejnej wystawy. Co ty na to?]
Amelka była osobą dość specyficzną. Z pozoru wydawała się być zamknięta w sobie. Żyła we własnym świecie, i nawet Nathaniel- najbliższa osoba w jej życiu- nie potrafił do niej nigdy dotrzeć. Dziewczyna potrafiła zamknąć się we własnym świecie, nieczuła na wszelkie bodźce zewnętrzne. Miała swój świat i swoje kredki i to jej wystarczało. Przynajmniej do czasu, kiedy poznała Richa. Może nie była to jakaś znacząca znajomość na samym początku. Mężczyzna przyszedł do kwiaciarni, w której pracowała Henderson po kwiaty dla swojej dziewczyny. Momentalnie przykuł jej uwagę. Był fascynujący i przystojny, choć Amelka nigdy nie patrzyła tylko na wygląd zewnętrzny. Niemal że z miejsca go polubiła i zapragnęła go lepiej poznać. Spotykali się od czasu do czasu aż zwykła koleżeńska znajomość przerodziła się w długoletnią przyjaźń. To ona przy nim była, kiedy rozstał się z dziewczyną. Ona widziała go podczas tych lepszych i tych gorszych dni. Ona potrafiła go wyleczyć z kaca i namówić na rzeczy niemożliwe. Ni więc dziwnego, że po jakimś czasie przyjaźń przestała jej wystarczać. Nie pisnęła jednak ani słowa, nie zdradziła się żadnym gestem. Próbowała zdusić, to kiełkujące w niej, uczucie w samym zarodku. Nie chciała niszczyć ich przyjaźni. Przez cały czas zachowywała się tak samo, nie dając po sobie poznać, że w jej uczuciach, a przede wszystkim, w sercu zaszła jakakolwiek zmiana. Dlaczego? Może dlatego, że wiedziała, zupełnie podświadomie, że Richy nigdy z nią nie będzie. Nie miała ze swojej strony niczego do zaoferowania, więc dawała z siebie wszystko jako jego przyjaciółka. Przez wszystkie lata ich znajomości zajmowała się nim i opiekowała. Widziała jak się zmienił pod wpływem rozstania. Nie podobało jej się to i chciała to zmienić. Oczywiście, nic mu nie powiedziała. Działa cichaczem. W niedzielny poranek, a raczej już w południe, otworzyła drzwi do mieszkania mężczyzny i śmiało weszła do środka. W powietrzu unosił się zapach alkoholu. Amelka po cichutku przeszła do sypialni Richy'ego i jednym zamaszystym ruchem rozsunęła zasłony oraz otworzyła okno. -Quentin, albo sam ruszysz swój tyłek z wyra, albo ja to zrobię. Masz pięć minut. Czekam na ciebie w kuchni.- Rzuciła w stronę śpiącego chłopaka po czym wyszła z pokoju i udała się do kuchni. Po drodze pozbierała brudne rzeczy Richy'ego. Znalazłszy się w kuchni, zaparzyła dwa kubki mocnej czarnej kawy i w oczekiwaniu na przyjaciela zapatrzyła się w okno.
[No wiem, też mi się podoba xd Z tego co widzę, Richard jest typowym casanovą, który flirtuje ze wszystkimi i zaciąga każdą do łóżka. No cóż, w przypadku Catherine to raczej nie przejdzie, bo pomimo swojego zadziornego charakterku jest romantyczką, czekającą na księcia z bajki. Możemy zrobić tak, że Richard coś tam z nią próbował, ale ona powiedziała mu stanowczo nie i teraz albo dał sobie spokój albo nadal próbuje. Jeśli to pierwsze, to też możemy pójść w dwóch kierunkach, czyli lubią się albo nie i wtedy za każdym spotkaniem mogą sobie dogryzać i takie tam xd]
Henderson nie znała dziewczyny, która tak bardzo zraniła jej przyjaciela. Wiedziała jednak, że jeśli przyszłoby jej gdzieś ją spotkać, powiedziałaby jej co o niej i jej zachowaniu myśli. Amelka nie potrafiła pojąć jak można było zostawić takiego dobrego faceta jak Richy. W głowie jej się to po prostu nie mieściło. W głębi duszy nie mogła doczekać się dnia, w którym stanie oko w oko z byłą dziewczyną chłopaka, do którego coś czuła. Amelka nie bardzo wiedziała jak długo czekała na Richy'ego. Wiedziała, że tak będzie. Zawsze tak robił. Budziła go, a on zostawał w łóżku czekając aż przyjdzie znów i zdzieli go poduszką po rozczochranej łepetynie. Jeśli i to nie pomagało, dziewczyna groziła mu, że zje wszystkie mandarynki i cały budyń, który mu zrobiła. Zazwyczaj działao. Nie wiedziała jednak, czy i dziś poskutkuje. Widziała w jakim był stanie i w sumie mogła mu odpuścić, ale obiecał jej, że pójdzie z nią do wesołego miasteczka. Tak się cieszyła. Tak bardzo na to czekała przez cały tydzień. Cieszyła się, że będą mogli spędzić trochę czasu razem. Nie zamierzała odpuszczać. Wspaniałomyślnie dopiła kawę i odczekała kolejne piętnaście minut po czym ponownie ruszyła do sypialni. Rzuciła się na łóżko, nie zważając na to, że jest w butach, i że swoim pięćdziesięciokilogramowym ciałkiem przylgnęła do ciała przyjaciela. -Quentin, ja cię nadal grzecznie proszę. Wstań sam, z własnej woli albo zaczniemy inaczej rozmawiać.- Powiedziała chcąc zabrzmieć groźnie, jeśli jednak o niego chodziło nie potrafiła się na niego gniewać. Popatrzyła na Ricchy'ego. Zero reakcji. Bezceremonialnie wyciągnęła mu spod głowy poduszkę i z całej siły zdzieliła go po głowie. -Wstawaj w tej chwili!- niemal krzyknęła ledwo maskując śmiech.- Jeśli zaraz się nie podniesiesz siłą zaciągnę cię pod prysznic. Zjem twój budyń i dwa kilogramy mandarynek, które ci przyniosła. Tego chcesz?- Spróbowała nieco inaczej. Nadal zero reakcji ze strony przyjaciela. -Obiecałeś mi wesołe miasteczko.- Powiedziała w końcu płaczliwym głosikiem pociągając nosem. Czasami naprawdę nie miała na niego siły. Jednak cierpliwie znosiła każdy jego humorek i zachowanie, które ją raniło. Tak robili przyjaciele, prawda?
Jedna kłótnia, o której obecnie nie pamiętała potrafiła zmienić naprawdę wiele w jej życiu. Dwa lata. Dwa lata spała, nie przejmując się żadnymi codziennymi problemami typowych nastolatek, chociaż wcale aż taką typową nie była. Oprócz przygotowywania się do testów, odrabiania prac domowych, pisania referatów czy tworzenia prezentacji miała też na głowie pilnowanie skromnego, ale na szczęście własnego budżetu, płacenie rachunków, robienie zakupów czy choćby gotowanie. Do wszystkiego była przyzwyczajona, umiała sobie radzić praktycznie w każdej sytuacji, może tylko z naprawianiem kranu wolała poczekać na swojego chłopaka (teraz nawet o nim nie pamiętała), ale w każdej innej kwestii była w stanie poradzić sobie sama. Później jednak wszystko się posypało, jej świat wywrócił się do góry nogami z powodu wypadku, właściwie nawet przestał istnieć na długie, bardzo długie miesiące, kiedy to jej pamięć obumierała kawałek po kawałku aż została tylko marna część wspomnień, które nie wnosiły wiele informacji do jej nowego życia. Wprowadzały jedynie zamęt i niezdecydowanie, pustkę i strach, niepewność zmieszaną z irytacją, bo ona tak bardzo chciałaby wiedzieć wszystko, a nie pamięta dosłownie niczego istotnego. Skoro nie wie nawet gdzie wcześniej mieszkała, to jak niby miała poradzić sobie sama w życiu? Skoro nie pamięta kogo tutaj znała, to jak miała szukać pomocy? Skoro nie pamięta nawet, że z kimś była od wielu miesięcy i że ten tatuaż na kości biodrowej, którego codziennie dotyka podczas mycia i zastanawia się skąd go ma, to nie jest przypadek? Mając osiemnaście lat była zorganizowana, samodzielna, posiadała plan na przyszłość, a mając dwadzieścia bała się cokolwiek robić, pozwalała by decydowano za nią. Nie pamiętała swojego życia. Gdyby nie pomoc Josha pewnie nigdy nie byłaby w stanie pozbierać się psychicznie po tym przebudzeniu. Gdyby nie siedział przy niej codziennie, to pewnie nigdy nie zgodziłaby się wprowadzić do niego na chwilę, dopóki sobie nie przypomni większej części dawnego życia albo przynajmniej nie znajdzie nowego mieszkania. Gdyby jej nie przygarnął, pewnie nie pomyślałaby o znalezieniu pierwszej lepszej pracy i nie zaczęłaby normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Gdyby, gdyby.. Tak, była mu właściwie wdzięczna za wszystko, chociaż tak naprawdę nie znała go. Nie znała ani jego, ani nikogo w Londynie. Gdzieś tam pewnie byli jej znajomi, musiała jakichś mieć, nigdy nie żyła na pustyni, ale.. Nie miała pojęcia ani kim oni są, ani co robią, ani dlaczego nigdy nikt jej nie odnalazł w tym szpitalu. Dlaczego nikt na nią nie czekał. Musiała zacząć jakoś przystosowywać się do nowej rzeczywistości i dlatego właśnie tego spokojnego aczkolwiek deszczowego wieczoru wybrała się do teatru. Josh miał przyjść z nią, ale oczywiście wypadł mu dyżur, nie mógł się urwać z pracy, więc przyszła sama. Jeszcze przed spektaklem rozglądała się po sali, trochę wyczekiwała na pojawienie się mężczyzny, ale nie. Siedzenie z jej prawej strony pozostało puste przez cały czas trwania spektaklu. Jeszcze zanim wszystko się zaczęło zdążyła wychwycić spojrzenie jakiegoś mężczyzny siedzącego kilka rzędów za nią, ale zaraz odwróciła się przodem do sceny i skupiła na przedstawieniu. Nie miała nawet pojęcia, że powinna ..nie, właściwie to musiała go znać. Powinien zostać w jej pamięci, pozostawić jakiś ślad po sobie, ale.. Niczego nie było. Nawet nie kojarzyła jego rysów. Kompletne zero. Może to i lepiej, bo przynajmniej w spokoju obejrzała występ, a później bez pośpiechu poczekała aż w teatrze zrobi się trochę luźniej i dopiero wtedy poszła do szatni po swój płaszcz.
Amelka nie uważała, że Richy miałby ją w jakikolwiek sposób skrzywdzić. Nie doszło by do tego, ponieważ on nie czuł do niej tego, co ona do niego. Z jednej strony była na wygranej pozycji, bo wiedziała, że po nieudanym seksie nie rozstaliby się tak z dnia na dzień. Z drugiej strony gotowa była dla niego na wszystko, nawet na to, czego jeszcze nigdy nie robiła. Hendersona uważała, że Quentin nigdy by jej nie zranił. Czasami jednak to mu się udawało. Kiedy widziała ten smutny błysk w jego oczach, kiedy milknął podczas ich rozmów, przypominając sobie pewnie byłą dziewczynę. To ją bolało. Raniło ją oglądanie go w towarzystwie innych kobiet; zadrapania na plechach; części damskiej bielizny walające się po całym mieszkaniu. Dla niej nie było to ani trochę przyjemne. Czasami dziewczynę napadały melancholijne myśli. Siadała wtedy w swoim pokoju na łóżku, tuląc do piersi poduszkę, którą dostała od Richy'ego i płakała długie godziny. Była bezradna. Nie mogła zmusić go do miłości. Chciała tylko żeby był szczęśliwy, nawet jeśli tą, która dałaby mu szczęście nie będzie ona. Oczywiście, cierpiałaby i to bardzo, jednak niczym by się nie zdradziła. Nadal byłaby jego przyjaciółką, najważniejszą i najbliższą osobą w jego życiu. Przynajmniej miała taką nadzieję.Zazdrość zżerała by ją do końca, a ból byłby nie do zniesienia. Chciała i potrafiła się jednak dla niego poświęcić. Cholerna męczennica się znalazła. Amelka, zastanawiała się czasami, jakby czuł się Quentin gdyby zobaczył ją w towarzystwie jakiegoś chłopaka. Czy byłby zazdrosny? Chciała w to wierzyć. Wiedziała, że jej płaczliwy ton poskutkuje. Uśmiechnęła się pod nosem do samej siebie i niewiele myśląc pocałowała zarośnięty policzek chłopaka. -Jesteś cudowny!- niemal krzyknęła mu do ucha, klaszcząc i ciesząc się jak dziecko na widok cukierków.- Idź się wykąp. Za piętnaście minut widzę cię w kuchni umytego, ogolonego i pachnącego. Tylko nie waż mi się spóźnić, bo sama zjem budyń.- Dodała jeszcze całując go raz, drugi i trzeci po czym wyskoczyła z łóżka i w podskokach wybiegła z pokoju.
Nie było wiadome czy w gorszej sytuacji był on, czy może ona. Na pewno Richardowi nie było łatwo, gdy nie dała żadnego znaku życia przez tak długi okres czasu, nie wyjaśniła nawet czy zrywa z nim, czy nie, zwyczajnie zapadła się pod ziemię. Zostały mu wspomnienia, które mógł albo pielęgnować w sobie, albo właśnie zapijać je, ale bez względu na to, co robił nie mógł sprawić,że bezpowrotnie znikną. To tak nie działało. W każdej chwili mógł do nich wrócić, mógł sobie przypominać jacy szczęśliwi byli razem, a ona.. Ona tego nie miała. Została z niczym, te wszystkie miesiące razem okazywały się pustą plamą, nic po nich nie pozostało. Żadne wspomnienie pocałunku, żadne uczucie ciepła, gdy budziła się rano w jego ramionach, żadna nadzieja na lepszą przyszłość. Kochała go wtedy cała sobą, każdą najmniejszą cząsteczką, każdym nerwem, ale teraz nie pamiętała tej miłości. Nie pamiętała tego jak rozkochiwał ją w sobie tymi czułymi gestami, spontanicznymi odruchami, jak na początku bała się, że chce się tylko zabawić jej kosztem, ale on ostatecznie pokazał, że dla niej może się zmienić. Nie pamiętała jak bezpiecznie czuła się w jego ramionach, jak chętnie kleiła się do niego nawet jak on tego nie chciał. Nie pamiętała jak działał na nią jego głos, jak szybko zasypiała gdy bawił się jej włosami. Nie pamiętała, że ten tatuaż na jej biodrze był dla niego, że to oni mieli trwać w nieskończoność, że.. Tak wiele zapomniała. On miał wspomnienia o niej, ona nie wiedziała o jego istnieniu. Kto z nich miał gorzej? Z drugiej jednak strony.. Czy byłoby lepiej gdyby wiedział? Gdyby ktoś zadzwonił i powiedział mu, że leży w śpiączce, a później on dwa lata obwiniałby się, że to jego wina i patrzyłby jak nie może się obudzić? Czy dzięki temu byłoby mu łatwiej? Na pewno nie. Mógłby jeszcze bardziej się załamać, z litości siedzieć przy niej, mógłby znienawidzić ją za to, że wsiadła do tamtego autokaru, mógłby.. Nie pamiętała tamtej kłótni jak zresztą wszystkiego innego. Za bardzo się uniosła, rozumiała go trochę, ale to była granica, której nie zamierzała jeszcze wtedy przekraczać, a Richard za bardzo naciskał i nie wytrzymała wtedy. Musiała wyjść, nie chciała jednak znikać na zawsze z jego życia. Nie pamiętała nawet samego wypadku, w szpitalu powiedzieli jej jedynie pobieżnie co się stało i jak do nich trafiła. Żadnych szczegółów dlaczego tam była, żadnych wyjaśnień. Tylko zlepek nieistotnych informacji. A teraz oboje tu byli i tylko jedno z nich miało świadomość jak ważne jest to spotkanie. Tess nie była niczego świadoma, w skupieniu obejrzała występ, potem opuściła salę.. Nie spodziewała się tego. Nie sądziła, że w Londynie spotka kogoś znajomego. Bała się tego, że ludzie staną przed nią, zaczną dużo mówić, a ona nie będzie znać ich imienia, nie będzie nic wiedzieć i.. Bała się.Zwyczajnie bała się żyć, bała się nawet szukać wspomnień, bo nie wiedziała co one mogą przynieść. A teraz została postawiona w sytuacji, w której nie chciała być nigdy. Nie chciała mówić, że nie wie . Odwróciła się powoli i zadarła odrobinę głowę do góry, żeby spojrzeć na nieznajomego jej mężczyznę. W typowy dla niej sposób przygryzła przy tym leciutko dolną wargę, jakby zastanawiała się co w ogóle powinna w tej chwili zrobić, co odpowiedzieć. On zachowywał się jakby ją znał, a ona.. Ona widziała kolejną nieznajomą twarz. - Można.. Można tak powiedzieć - stwierdziła w końcu dość cicho, raczej niepewnie. Nie miała pojęcia kim on był, jakie miała z nim relacje, dlaczego w ogóle ją zna, jak ją rozpoznał i.. Boże, dlaczego to wszystko musiało być takie skomplikowane? Dlaczego nie mogła pamiętać? - Przepraszam, ale.. Jesteś pewien, że nie pomyliłeś osoby? Może chodzi o kogoś innego, podobnego? - spytała, zaciskając mocniej dłonie na swetrze, który zdążyła na siebie założyć. Kluczyła trochę, bo nie chciała przecież mówić każdej napotkanej osobie, że ma amnezję! Może ten mężczyzna faktycznie szuka kogoś innego, a ona tylko by się wygłupiła. Jeśli jej nie znał to tym lepiej, a jeśli jednak znał i powie do niej po imieniu.. Będzie miała problem. Ogromny problem.
Nie mogła mieć pojęcia, że jej zniknięcie aż tak wpłynie na jego życie, że aż tak zmieni się z czułego faceta w kolesia, którego mało interesuje z kim sypia i nikogo nie obdarza uczuciem jakie jej ofiarował. Z jednej strony mogłaby się cieszyć, że nikogo tak nie pokochał, że była aż tak ważna, ale z drugiej.. Oddałaby pewnie wszystko, nawet kolejne dwa lata, żeby tylko tamtego dnia zadzwonić do niego z autokaru, powiedzieć, że wróci za kilka dni, że nadal go kocha, że nie zostawia go. Może wtedy on by jej szukał, może wyłapałby w wiadomościach informacje o wypadku tego autokaru, może zorientowałby się, że coś jest nie tak, a jej milczenie nie jest normalne. Nie musiałby tak cierpieć, przynajmniej w połowie ten ból mógłby się zmniejszyć, bo przynajmniej wiedziałby, że nie uciekła i miałby świadomość tego, gdzie ona jest. Nie mogli jednak cofnąć czasu. Nie mogli udać, że tamtej kłótni nie było, nic nie dało się naprawić w prosty sposób. Ona mogła tylko teraz dowiedzieć się prawdy, postarać się zrozumieć jak było, spędzić z nim trochę czasu, poznać osobę, którą powinna znać od podszewki. Może znowu się w nim zakochać, spróbować, może.. Najpierw jednak musiała dowiedzieć się czy na pewno chodzi o nią.Robiła sobie złudne nadzieje, a on faktycznie mógł się pomylić i.. Z trudem przełknęła nieprzyjemną gulę i mocniej zacisnęła drżące teraz dłonie na swetrze. Gula pojawiła się w jej gardle, gdy tylko usłyszała ten żal i smutek w głosie mężczyzny, który wypowiedział jej imię. Jej imię. Dokładnie te cztery, krótkie litery, które były pierwszą informacją jaką podała lekarzom o swojej tożsamości. Tylko na to pytanie była w stanie odpowiedzieć od razu, bez zastanawiania się godzinami kim jest i co się wydarzyło w jej życiu zanim zasnęła na dwa lata. Pamiętała jedynie te cztery literki, które łatwo składały się w jedną całość, nadawały jakieś znaczenie jej życiu i.. I były odnośnikiem do tego czy ktoś faktycznie ją zna, czy nie. W końcu jak duże było prawdopodobieństwo, że gdzieś w Londynie była druga dziewczyna wyglądająca tak samo jak ona i posiadająca takie samo imię, dosyć nietypowe swoją drogą? Praktycznie żadne, ale zawsze warto było się upewnić, spytać o nazwisko, o cokolwiek.. Przecież musiała mieć wcześniej jakieś życie! Nie mogła mieszkać w szklanej kuli, nie dało się całkowicie odizolować od społeczeństwa, ktoś.. Ktoś musiał.. Chwilę stała jak sparaliżowana, nie mogła myśleć o tym, żeby chociaż zrobić krok w kierunku osoby, która być może ją znała , która może być pierwszym łącznikiem z jej dawnym życiem, wyjaśnić jej kim była. Z całą pewnością mężczyzna mógł zauważyć, że w jej tęczówkach pojawił się strach. Nie wiedziała co zrobić. Pozwolić mu odejść czy spytać i dowiedzieć się, dlaczego z takim bólem na nią patrzy. Dlaczego tak usilnie szuka tej Tess, możliwe że jej , bo z jego wypowiedzi można było wywnioskować, że nie jest pierwsza, że już wiele razy zaczepiał w ten sposób kobiety w Londynie, że.. Że naprawdę chce znowu spotkać tę dziewczynę. Bała się jednak spytać. Bała się odpowiedzi, jakie mogą się pojawić. Bała się tego, co będzie musiała tłumaczyć i że jej nie uwierzy. Bała się, że przeszłość może okazać się gorsza niż myślała. Że robiła coś, o czym nie chce pamiętać i że może w jakiś sposób raniła wszystkich znanych jej ludzi i dlatego nikt jej nie szukał, dlatego w szpitalu była zawsze sama, dlatego nikt na nią nie czekał . Było tak wiele pytań, tak dużo rzeczy, których nie wiedziała i o których nie chciała nawet pytać, ale ten nieznajomy był pierwszą osobą (oprócz oczywiście Josha i ludzi ze szpitala), który nieświadomie zwrócił się do niej po imieniu. Pierwszą, która mogła ją znać z życia "sprzed wypadku", a nie dopiero z tego "po nim". Z ciężkim sercem bijącym niewyobrażalnie szybko zmarszczyła odrobinę drobny nos i w końcu podjęła decyzję, od której mogło właściwie zależeć wszystko. Zrobiła parę kroków do przodu i nie zważając na nieznajomą dziewczynę, złapała mężczyznę lekko za przedramię, tym samym zwracając na siebie jego uwagę.
- Chodzi o Tess.. Tess Novins? - zapytała niepewnie, głos jej drżał od nagromadzonych przez kilkadziesiąt sekund, od tej niepewności, która już tygodniami zżerała ją od środka. Czuła się przy tym wszystkim idiotycznie, bo jak mogła nie pamiętać wszystkich ludzi? Nie miała żadnych zdjęć, żadnych pamiątek, nic, co mogłoby jej pokazać, że kiedyś przyjaźniła się z niektórymi osobami. Nic, co byłoby odnośnikiem do tego jak kiedyś żyła i.. I z kim. - Nie mam pojęcia kim jesteś, ale.. Ale jeśli chodzi o Tess Novins to się nie pomyliłeś. Jestem nią, miałam wypadek dwa lata temu drugiego lutego i nie pamiętam wielu rzeczy, więc jeśli się znaliśmy to przykro mi, ale po prostu tego nie pamiętam - wyjaśniła cicho, na tyle logicznie, na ile tylko mogła, podając nawet datę, która dla niego mogła być bardziej znacząca niż dla niej, bo to tego dnia się pokłócili, tego feralnego dnia wsiadła w autobus, tego dnia zasnęła. Patrzyła mu przy tym w oczy, chcąc dać mu gwarancję, że nie kłamie. Nic więcej nie mogła mu dać. Jeśli to chodziło naprawdę o nią (a sądząc po jego spojrzeniu i zachowaniu oraz tym jednym słowie, to chodziło właśnie), to mógł dostać tylko tyle. Najgłupsze i jednocześnie najbardziej prawdziwe wytłumaczenie na świecie. Nie znała go. I nie miała pojęcia jak ważny powinien w tej chwili dla niej być ani że jej życie mogłoby teraz wyglądać inaczej, mogła być szczęśliwa u jego boku, gdyby tylko wtedy nie wsiadła do tego cholernego autokaru.. Przecież nigdy by go tak nie porzuciła bez słowa! Wróciłaby do niego i przepraszała, nie zostawiłaby go samego, nie byłaby w stanie. Gdyby tylko nie spała tak długo, gdyby chociaż pamiętała kim była przed śpiączką.. Gdyby. Wszystko mogłoby się potoczyć inaczej.
[Dziękuję bardzo, chociaż ostatnio natknęłam się na kompletnie cudownie wykonaną kartę i uznałam, że moje to takie byle co w porównaniu z tamtą. No, ale nie jestem tak dobra jak tamten autor w dobieraniu kolorów, żeby się w takie karty bawić, więc zadowalam się moimi drobiazgami :) Ogół może być, ale troszkę wypadałoby to przekształcić od strony oceny Andy. Owszem, Rich mógłby myśleć, że jej jest wszystko jedno, bo by się nie odzywała i nie próbowała go zmieniać, ale nie do końca tak by to wyglądało w jej głowie. Miałaby z tym problem i siedząc sama w domu martwiłaby się o przyjaciela, ale nic by jemu nie mówiła. Peszyłaby się widząc kolejną jego dziewczynę na jedną noc, starałaby się unikać jakichkolwiek spotkań z nimi (i jako tego efekt mogłaby na przykład odwiedzając go rano, gdy zobaczy jakąś obcą dziewczynę wychodzić ze słowami "że wpadnie później"). Nic by nie mówiła na ten temat, a Richard wychodziłby z założenia, że to wszystko przez jej strach przed dziewczynami, a nie fakt, że Andrea z nikim nigdy nie była i nie chce widząc R. z różnymi dziewczynami myśleć, że sama ze swoją naiwnością kiedyś stałaby się wyłącznie jednorazowym trofeum jakiegoś chłopaka, a wszystko skończyłoby się w chwili, kiedy poszłaby z nim do łóżka. No ale Rich o tym by nie wiedział, tak jak pisałam (bo przecież by się mu nie przyznała). W ramach "przyjacielskiej przysługi" mógłby ją też prosić o spławianie co cięższych przypadków, kiedy to jakaś dziewczyna uczepi się jego, myśląc, że po jednej nocy są w związku. A ona po początkowych odmowach (takich mało asertywnych) ostatecznie by się zawsze zgadzała, chociaż wolałaby, żeby chłopak sam sobie radził z rozczarowanymi brakiem późniejszego kontaktu kochankami (on znowu by to zwalał na karb jej strachu przed paniami, a ona by też z takiej wymówki korzystała przy odmawianiu). No i na przykład wątek mógłby się na tym opierać, że Andrea przychodzi do Richego, a ten jej mówi, że jutro ma przyjść do niego jakaś wariatka, co nie chce się odczepić i czy mogłaby zamiast niego spotkać się z nią następnego dnia rano i że jest umówiony tu i tu. Ona trochę się będzie opierać, ale potem się zgodzi jak zwykle. A potem coś będą razem robić i się wymyśli co. xD]
Chciała wiedzieć. Chciała poznać prawdę o swoim poprzednim życiu, odkryć co działo się przez te wszystkie lata, których nie pamiętała. Chciała w końcu ułożyć sobie przeszłość w całość, bo tylko wtedy mogła ruszyć z miejsca, przestać kluczyć pomiędzy tym, co niedopowiedziane i niejasne. Miała nadzieję, że znajdzie kogoś, kto jej to wyjaśni i wyglądało na to, że przypadkowo trafiła na taką osobę. Kogoś, kto znał ją sprzed wypadku, kto mógł w jakiś sposób pomóc jej zrozumieć co działo się w jej życiu. Miało być tak dobrze! Spodziewała się, że powie, że jest jakimś znajomym, że może poznali się na imprezie, że zna kogoś, kto powie jej więcej o niej samej, ale.. Nigdy nie przypuszczałaby, że w pierwszej chwili trafi na kogoś, kto pewnie wiedział o niej najwięcej. Na swojego chłopaka. A raczej byłego chłopaka. Zaskoczona rozluźniła palce na jego przedramieniu, przez co same zsunęły się po jego kurtce i dłoni, delikatnie musnęła zimnymi palcami jego skórę, ale nawet nie przywiązała do tego większej uwagi. Mogła jedynie wpatrywać się zaskoczona w niego, kompletnie wytrącona z równowagi i przerażona tym wszystkim. Kątem oka widziała, że dziewczyna obok nieznajomego.. A raczej obok Richarda niecierpliwi się i wyraźnie nie jest zadowolona z tego, co w tej chwili dzieje się, a działo się wiele. Mimo tego, że milczeli chwilę, że ludzie wychodzący z teatru musieli ich wymijać, że ręce drżały jej niemiłosiernie od nagromadzonych emocji i prawie do krwi wbijała sobie paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni (jak zawsze gdy była zdenerwowana), mimo tego wszystkiego i tak najważniejsze był kontakt wzrokowy, którego żadne z nich nie przerywało. Tess była właściwie całkowicie przerażona i zdruzgotana, po części też wściekła na siebie, że zwyczajnie nic nie pamięta. Była z tym mężczyzną, a nawet nie miała o tym pojęcia. Musiała coś do niego czuć, przecież pewnie miała wtedy siedemnaście czy osiemnaście lat, nie byłaby z nim gdyby nic nie czuła.. Więc dlaczego teraz była tylko ta cholerna pustka? Dlaczego nic nie chciało wrócić?! Miała nadzieję, że może jakieś informacje odblokują coś w jej umyśle, ale wyglądało na to, że nie. - Ja.. - Tess wyraźnie zawahała się, bo zerknęła na dziewczynę stojącą obok niego i nie podobało jej się spojrzenie nieznajomej. Wyraźnie nie była ona w ogóle zadowolona z całej tej sytuacji, trochę krępowało to Novins, nie miała pojęcia dlaczego aż tak negatywnie dziewczyna jest do niej nastawiona. Chociaż.. Może nie chciała słuchać tego? Może była jego nową dziewczyną? - Naprawdę nic nie pamiętam, ale... Byliśmy razem? - zapytała niepewnie, bo nie wyobrażała sobie, żeby mogła być z nim. Że mógł kiedyś zwrócić akurat na nią swoją uwagę. Jaka była wtedy? Też taka niepewna życia, też bała się nadchodzącego dnia i tego co może ją spotkać? Miała do niego tyle pytań.. - Nie.. Nie będę zabierać czasu teraz, ale moglibyśmy się spotkać? Chciałabym porozmawiać, nikogo nie pamiętam, nie wiem kogo spytać, może akurat byś wiedział coś.. - trochę się plątała, ale na litość! Dopiero co dowiedziała się, że on jest czy był jej chłopakiem. To nie było normalne.
Na pewno żadnej z tej napastowanej dziewczynie nie było łatwo zrozumieć dlaczego podchodzi i zagaduje je w taki niecodzienny sposób, chociaż wiele z nich pewnie żałowało, że jednak nie są tą dziewczyną, której on szuka, bo jeśli chodzi o jego atrakcyjność, to z całą pewnością niczego mu nie brakowało. Tess też to widziała, dlatego była taka zdziwiona, że on mógł zwrócić kiedyś uwagę akurat na nią. I że na dodatek rozpoznał ją, a przecież na pewno przez dwa lata jej śpiączki nie widział jej i nie miał pojęcia gdzie przebywa. Tak to przynajmniej wyglądało. Nikt nie wiedział o tym, że była w szpitalu, on nie mógł być tu wyjątkiem. Nie wyglądał jednak na faceta, który jej nienawidzi, a przecież sam powiedział, że nie byli już parą, myślał, że wyjechała, więc.. Musieli zerwać na długo zanim miała wypadek, może mieli dobre stosunki.. To domyślanie się prawdy było beznadziejne, ale Tess nie miała odwagi pytać. Bała się tego, co mogłoby się okazać. Bo może zrobiła mu jakieś świństwo, może jednak jej nienawidzi i tylko z litości teraz odpowiada na jej pytania, bo wie o wypadku? Nie wiedziała czy chce znać akurat taką prawdę. Może lepiej jednak było nie pamiętać wszystkiego. Początkowo nie była pewna o czym on mówi, bo przecież nie mogła do niego przyjść nie znając adresu. Tak samo nie mogła wiedzieć, że zawsze może tam wpaść, to nie zostało w jej pamięci jak zresztą wszystko co najwidoczniej było związane z nim. Trochę nie mogła w to wszystko uwierzyć, nie była wcale stuprocentowo pewna czy jej nie okłamuje, w końcu każdy facet w teatrze mógł jej zacząć wmawiać, że kiedyś z nim była, a ona nawet nie mogłaby twardo zaprzeczyć, że "nie", bo przecież nie pamiętała. Nie mogła nawet spytać o jakieś wspomnienie ich razem, bo tych także nie znała. Musiała bazować na jego słowach, co w obecnej sytuacji i tak było jedynym co miała, więc gdy podał adres, to skinęła głową, zgadzając się na ewentualne spotkanie. Nie zamierzała uciekać, za dużo było tych pytań, ale ostatecznie podała mu swój nowy numer, bo całkiem niedawno kupiła z Joshem telefon, musiała jakoś kontaktować się z nim i teraz też z Richardem. Jej książka telefoniczna była tak samo uboga jak całe życie towarzyskie. - W porządku.. Daj znać kiedy mogłabym zajrzeć. I przepraszam jak wam wieczór popsułam.. Do zobaczenia - powiedziała na jednym wydechu, nie chcąc bardziej denerwować dziewczyny stojącej obok jej byłego chłopaka. Wyminęła ich i wyszła z teatru, chociaż w drzwiach jeszcze raz spojrzała na Richarda. Jeśli naprawdę z nim była, to on był jej jedynym łącznikiem między teraźniejszością a przeszłością. Mógł jej pomóc poznać siebie.
[O matko, zupełnie zapomniałam, że stwierdziłam sobie w głowie, że zacznę xD Tak to jest jak ktoś cię oderwie od komputera, potem sprawdzasz liczbę komentarzy i okazuje się, że przecież tyle było i nie lecisz na dół sprawdzić, co się stało. Postaram się zacząć dziś w nocy, ewentualnie jutro.]
Przez całą drogę powrotną metrem do mieszkania Josha zastanawiała się, co ona tak właściwie nawyprawiała. Poszła jedynie na spektakl do teatru, miała po prostu obejrzeć dobrze zagrane przedstawienie, a później spokojnie wrócić do domu i opowiedzieć o nim Joshowi, który pewnie ledwo przytomny odpowiadałby jej jedynie cichymi pomrukami. Wszystko miało wyglądać jak dawniej czyli całkowicie bezbarwnie oraz nijako, a ona znowu powinna zatracić się w wykonywaniu zwykłych, codziennych czynności, które odciągały ją od myślenia o amnezji, wypadku i wszystkim, co się z tym wiązało. Zamiast tego jednak uwierzyła całkowicie obcej jej osobie, że miała z nią kiedyś dość silne relacje i podała swój numer jakby to wcale nie były poufne dane. Pierwsze co Josh jej mówił, gdy kupowali nowy telefon to "nie podawaj każdemu go, tylko tym, którym ufasz" i proszę bardzo, nawet tego nie posłuchała, bo dała Richardowi kontakt do siebie praktycznie bez namysłu. Właśnie, Richard. Nie miała kompletnie pojęcia, jak to było możliwe, że w końcu odnalazła kogoś ze swojego dawnego życia i że to akurat był on, jej były chłopak. Myślała o tym, gdy wracała do domu i gdy już w nim była, gdy zaparzała herbatę albo siadała z nią już na fotelu, a po chwili i tak wstawała, bo nie mogła znieść tej bezczynności. Teraz, gdy dostała skrawek informacji chciała od razu sięgnąć po więcej, uważała że to jej się należy po całym tym czasie który spędziła samotnie w śpiączce. Chodząc po mieszkaniu w tę i z powrotem naprawdę sądziła, że ma prawo wiedzieć niektóre rzeczy, a ten nieznajomy mógł jej odpowiedzieć na nie. On jako jedyny obecnie ją znał. Nie było możliwości, żeby w jakiś inny, magiczny sposób odkryła prawdę i zdjęła z niego ciężar odpowiedzialności za to, co jutro pewnie nastąpi. Gdyby Joshua wiedział, co planuje pewnie pięćdziesiąt razy próbowałby wybić to jej z głowy albo ostatecznie uznałby, że idzie z nią, dlatego jak tylko wrócił do domu, to zamknęła się w tymczasowo jej sypialni i pół godziny próbowała znaleźć sobie miejsce na łóżku, na darmo. Dopiero sms wyrwał ją z marazmu patrzenia się w sufit i przypominania sobie twarzy swojego najprawdopodobniej byłego chłopaka. To było takie nierzeczywiste.. Tess nie radziła już sobie w tym wszystkim. Po cichu zastanawiała się czy to nie sen, czy znowu nie wyobraziła sobie, że ktoś ją odnalazł, ale jego sms świadczył o czymś innym. Przygryzła na chwilę wargę, trochę się bała, ale ostatecznie nie miała przecież wyjścia. Albo spróbuje, albo straci tą szansę na zawsze. "Przyjdę, mam za dużo pytań. Będę po dwunastej. Tess" odpisała mu dość szybko i odłożyła telefon na stolik nocny. Czuła w żołądku mało przyjemne ściskanie, które wcale nie znikło do rana, a nawet nasiliło się, gdy ruszyła już w podróż po Londynie do mieszkania całkowicie obcej jej osoby. Ręce miała zimne jak lód i nie miało to praktycznie żadnego związku z temperaturą na dworze. Wiatr trochę potargał jej przycięte niedawno włosy, a wargi popękały wyraźnie od ciągłego przygryzania ich na zimnie, gdy szła przed siebie. Cel miała jasny, ale gdy już stała po drzwiami naprawdę zaczynała się wahać. Zamierzała wejść do mieszkania obcego jej faceta.. A co jak jej coś zrobi? Co jeśli wczoraj okłamał ją? Co jeśli zaraz wszystko okaże się oszustwem? Była wystraszona, ale mimo drżenia dłoni nacisnęła na dzwonek i poczekała aż w końcu ktoś jej otworzy. Jeśli pojawi się tam ktoś inny niż Richard, to śmiało będzie mogła uznać, że sobie to wszystko wmówiła, a on po prostu nie istnieje. Coś jednak mówiło jej, że dobrze, że tu przyszła. Że to jest krok, którego potrzebuje, żeby zmienić swoje życie i uwolnić w końcu Josha od swojego towarzystwa. - Cześć - powiedziała cicho, gdy jednak drzwi otworzyły się przed nią. Skostniałe palce zaciskała na luźno zwisającym z jej szyi szaliku, można było zauważyć jak nerwowo szarpie za końce grubego materiału.
[O, a to się bardzo dobrze składa, bo ja na wszystkie wątki jestem chętna :) Masz już jakiś pomysł na okoliczności,powiązanie, czy myślimy nad czymś konkretnym razem?]
[A ja coś odpisywałam, jestem pewna, ale chyba komentarz złośliwie nie doszedł :/ W każdym razie, ja to widzę tak, że generalnie mogą się poznać przypadkiem w kawiarni, albo gdy Winona poszłaby w odwiedziny do jakiejś dobrej znajomej, a tam zastała w drzwiach Richarda czy coś w tym stylu ;) A jak nie, to może jakaś sprawa prawna? Albo wspólna kolacja, bo akurat Winonan jadłaby ją samotnie w jakiejś dobrej restauracji. Nie wiem, tyle jestem w stanie póki co wymyślić.]
[Z tym bratem to może się wstrzymajmy, bo kwestia jest taka, że nad tym nie myślałam, postać przejęłam, a w tej chwili nie chcę też specjalnie nic nazmyślać, co by autor Vernera nie miał później zażaleń ;) Niemniej jakaś wakacyjna znajomość mogła być, choćby od dzieciństwa, mogli się wtedy siebie nieznosić, potem jak byli starsi jakoś się dogadywać, aż w pewnym momencie przerwać kontakt, chociażby z intencji Winony, która powiedzmy poczuła coś więcej do Richarda, ale nie sądziła, by coś takiego miało rację bytu, więc uznała, że lepiej będzie jeśli nie będą się już widywali. Pase or not?]
[Mnie to obojętne. Podejrzewam, że bez względu na to jak było, teraz i tak pewnie będą się sprzeczać i droczyć, więc sądzę, ze tak czy siak, większej różnicy nie będzie. Więc jak ci pasuje.]
Nie, nie czuła się tu jak u siebie, a jego słowa w żadnym stopniu nie zniwelowały tego zdenerwowania, które było w niej odkąd tylko stanęła pod drzwiami mieszkania. Nie miała tego komfortu, gdy wchodziła do całkowicie obcego jej domu i musiała właściwie kluczyć, poczekać na niego aż poprowadzi ją tam, gdzie chciał żeby usiedli i porozmawiali. Nie było to jednak nic nowego dla niej. Ona nigdzie nie czuła się dobrze. Nie było miejsca, które mogłaby nazwać swoim. Nawet u Josha.. To było jego mieszkanie, ona nie miała z nim żadnych wspomnień. Wprowadziła się tam, ale mieszkała tam jak w hotelu. Zero osobistych rzeczy, które miałaby od lat, zero wspomnień, zero zżycia z miejscem, które musiała poznawać od podstaw. Teraz u Richarda było to samo, a nawet nie miała pojęcia, że przed wypadkiem właściwie tu mieszkała. Wszystko to było jej po prostu niewiadome i naprawdę nie czuła się z tym najlepiej. Musiał jej to wszystko dzisiaj wyjaśnić, bo ona chciała już znać prawdę. Rozmowa - tylko tyle im teraz zostało z tego, co on nazywał związkiem. Może byli razem, może nie. Tess nie próbowała tego kwestionować, przynajmniej nie na razie, bo póki co idący przed nią mężczyzna był pierwszą osobą, która rozpoznała ją na mieście i która twierdziła, że znała ją wystarczająco dobrze, żeby być z nią blisko. Był jej punktem zaczepienia i zanim zacznie sprzeciwiać się musiała sprawdzić czy jest możliwe, żeby jego słowa były kłamstwem. Pewnie to było głupie, pewnie nie powinna robić tego wszystkiego, pewnie powinna uznać, że zostawia przeszłość za sobą i spróbować żyć od nowa, z czystą kartą, bez dawnych znajomości, bez szukania prawdy, ale.. Nie umiała tak. Musiała wiedzieć kim była, jaka była, jak to wszystko powinno teraz wyglądać i dlaczego tak nie jest. Gdyby nie to wszystko, to nie przyszłaby tutaj dzisiaj. Mimo to była w jego mieszkaniu, usiadła trochę zestresowana na kanapie w salonie i rozglądała się niepewnie po pomieszczeniu, które przytłaczało ją samym swoim wyglądem. Czuła się jak dziecko, jak zagubione dziecko, które nie ma pojęcia co zrobić, żeby ktoś ją odnalazł. Nie wiedziała ani jak się zachowywać, ani co mówić, ani jakie pytania zadawać, żeby go nie zranić. Gdzieś tam była świadoma, że dla niego to też musi być szok, pamiętała jaki wczoraj był wstrząśnięty i zwyczajnie zraniony, gdy błędnie ocenił jej zmieszanie. Jemu na pewno też nie było łatwo, a przez to jeszcze bardziej nie wiedziała co zrobić. Na dodatek było to paradoksalne, bo.. Dlaczego martwiła się o jego uczucia skoro miała prawo go wypytywać i oczekiwać odpowiedzi? Czy kiedyś też taka była? Czy zamartwiała się o wszystko i wszystkich? Czy.. jeśli byli razem.. czy starała się być dobra dla niego? Miała mętlik w głowie, a pytanie o picie było w tej chwili pewnego rodzaju wybawieniem, bo przynajmniej nie musiała długo zastanawiać się co wypada, a czego nie wypada wybrać. - Herbatę, obojętnie jaką - odparła spokojnie i po raz pierwszy odkąd tu weszła posłała chłopakowi dość niepewny uśmiech. Kawy nie cierpiała, doszła do tego wniosku już pierwszego dnia u Josha, gdy obudziła się, a on postawił ją przed nią. Musiała zaraz wypluć ją do zlewu, bo nijak ten gorzki smak jej nie przypasował. Od tamtej pory nawet nie próbowała jej pić. Nie wiedziała czy kiedyś też miała taką niechęć do kawy, ale Josh twierdził, że to bardzo prawdopodobne. Ona twierdziła, że musiała jej nie lubić, bo to dawało jej dziwne poczucie połączenia z przeszłością. Jakby ten odpychający smak kawy był czymś, co dawało jej gwarancję, że kiedyś żyła, a lekarze nie oszukiwali jej że spała tylko dwa lata. Nie zmieniało to jednak faktu, że lubiła sam zapach kawy, ten aromat który unosił się w pomieszczeniu gdy rano wchodziła do kuchni. Miała nadzieję, że kiedyś tak po prostu było i..
- Wiem, że to dziwne pytanie, ale.. Czy kiedyś lubiłam kawę? - Słowa same się wyrwały, głos nie zadrżał, a ona nie spuściła wzroku z Richarda, który stał niestety odwrócony do niej tyłem. Może jednak to i lepiej, przynajmniej nie widziała zdziwienia wymalowanego na jego twarzy, bo pewnie był zdziwiony, że w ogóle przyszło jej do głowy takie pytanie. Dla niej jednak było on bardzo ważne. Chyba ważniejsze niż cokolwiek miałaby tutaj usłyszeć.
[wybacz, że krótko, ale gdzieś tam rodzinę mam i no.. tak dorywczo piszę :D]
[Hmmm... a może znaliby się po prostu, bo kiedyś tam jak Ava zaczynała wprowadziła się do Londynu (czyli załóżmy, że ok. 5 miesięcy temu), tak wyszło, że wylądowała z Richiem w łóżku na jeden raz. Teraz mogą się spotkać przypadkiem, np. w galerii handlowej czy coś] Ava
[Ona tam delikatna nie jest, więc raczej nie dałaby sobą tak pomiatać xD No, chyba że by była pijana. To... którą opcję wolisz? Czy ja mam wybrać? xD] Ruth
[odpis z tel, wiec wybacz brak polskich liter] Mimowolnie usmiechnela sie lekko do siebie, trwalo to raptem kilka sekund podczas ktorych chlopak byl odwrocony do niej tylem, ale dalo jej to sporo pozytywnych emocji. Odpowiedz Richarda nie mogla byc lepsza, utwierdzila ja tylko w przekonaniu, ze to co jest teraz mozliwe, ze bylo tez kiedys. Skoro teraz nie lubila kawy i kiedys tez nie, to byla szansa, ze inne rzeczy tez tak beda wygladac i z czasem odkryje jaka kiedys byla. Przynajmniej tyle mogla, chyba ze w cudowny sposob zacznie wracac jej pamiec i wszystko w koncu posklada w calosc, ale na to po rozmowach z lekarzami juz nie liczyla. Bylo to praktycznie niewykonalne, tak samo jak zrozumienie calego fenomenu utraty pamieci. Ile oddalaby, zeby pamietac to co on. Chcialaby wiedziec jakie znaczenie maja te kubki, co robili kazdego poranka, jak wygladaly ich rutynowe czynnosci, czy tak jak jej sie snilo kilka nocy temu zostawiala czasem mu wiadomosci przy szczoteczce w toalecie, czy bylo im razem dobrze, czy nie byla jedna z tych nachalnych dziewczyn, ktore bez przerwy drecza swoich chlopakow smsami.. Chcialaby to wszystko wiedziec, zeby jakos ulatwic im ta cala sytuacje. Naprawde chcialaby, ale nie mogla nic poradzic, ze bez przerwy trafiala w proznie, nie mogla polaczyc faktow, bo ich.. Nie bylo. Frustrujace, ale tak teraz musiala zyc. Tess praktycznie od razu siegnela po kubek, majac nadzieje, ze chociaz ciepla herbata ogrzeje jej zmarzniete dlonie i ukoi nadszarpniete nerwy. - Wlasciwie.. Nie mam pojecia od czego zaczac. Nawet nie jestem pewna czy.. Czy nie klamiesz - zauwazyla cicho, przygryzajac popekane wargi, przez co wcale nie pomagal im w gojeniu, ale nie byla teraz w stanie o tym myslec. Unikala jego wzroku, ale zmusila sie, zeby zerknac, sprawdzic czy nie rani go za bardzo tymi slowami. Powinien przeciez rozumiec i.. Ona naprawde nie miala pojecia co robic. - Czy.. Masz cos, co by to potwierdzilo? Wystarczy chociaz zdjecie.. Oprocz tego, ze pracowalam dorywczo w jakiejs tam firmie nie udalo mi sie nic innego odkryc. Gdzie mieszkalam? I.. Jak dlugo bylismy razem? To.. Zerwalismy zanim mialam wypadek? - zadawala pytania jedno po drugim, mocno zaciskajac palce na kubku, jakby bala sie za zaraz go upusci. Nagle jednak cos sobie przypomniala.. - I przepraszam jak twoja dziewczyna wczoraj sie zdenerwowala, nie chce ci robic problemow, nie musisz mi nic opowiadac.
[Dobra, to ja zacznę xD] Ruth lubiła pić. I bynajmniej dlatego, że wódka jej smakowała. Jak większość ludzi, robiła to po to, by zapomnieć o swoich problemach. Choć zachowywała się niedojrzale i nieodpowiedzialnie, nie mogła przestać. Śmierć matki spowodowała, że w psychice dziewczyny zaszły diametralne zmiany. Nagle wszystko straciło swój kolor. Ojciec, dawniej zawsze uśmiechnięty, przez większość czasu chodził przygnębiony i zwykle nawet nie patrzył na swoją córkę, a jeśli już to robił, w jego oczach można było dostrzec żal. W końcu to przez nią stracił swoją ukochaną. Młoda panna Daquin doskonale pamiętała, gdy jej rodzicielka powiedziała: „Ufam Ci. Naprawdę nic się nie stanie, jeśli raz to ty poprowadzisz. Przecież zdałaś prawo jazdy” zanim wsiadła do samochodu i zakończyła swój krótki żywot. Lekarze twierdzili, że cudem jest, iż Ruth wyszła z tego bez szwanku i nadal może tańczyć. Uznali to za błogosławieństwo, jednak blondynka miała nieco inne zdanie na ten temat. Tym razem szła do swojego znajomego z butelką wódki. Czuła pilną potrzebę wyżalenia się komuś, a nie była w stanie zrobić tego na trzeźwo. Zadzwoniła do drzwi i czekała, aż ten jej otworzy. R.D.
[ Okej, ale od razu mówię, że ja zbyt długich wątków nie piszę o:]
Dziewczyna stała przed szafą już chyba pół godziny, kompletnie nie wiedząc, co na siebie założyć. Brakowało jej bluzek, przydałaby się jakaś para spodni...W swetry też była dość uboga, a przecież były one absolutną miłością jej życia, więc zabraknąć ich po prostu nie mogło. W końcu westchnęła ciężko i ubrała na siebie proste jeansy, czarną półprzeźroczystą koszulę oraz gruby, wełniany sweter, który dostała od swojej świętej pamięci babci jeszcze za czasów liceum. Stanęła przed lustrem i pomalowała się delikatnie, zresztą jak zwykle. Namalowała cienkie kreski na powiekach, pomalowała długie rzęsy czarnym tuszem, a na koniec nałożyła na usta odrobinę neutralnego błyszczyku. Przeczesała krótkie włosy palcami. Więcej nie trzeba było z nimi robić. Znów poszła do swojego pokoju, po czym sięgnęła do szuflady, gdzie trzymała swój słoik z oszczędnościami. Miał naklejony kawałek grubego plastra, na którym widniał staranny napis "Pieniądze na pierdoły". Dziewczyna wzięła sto funtów i schowała do skórzanego portfela, który wylądował w jej małym plecaczku. Włożyła na stopy swoje czarne Martensy i wyszła z mieszkania, po drodze żegnając się ze swoją współlokatorką, która robiła sobie w kuchni śniadanie. Widocznie cała reszta towarzystwa mieszkająca w tym lokum jeszcze spała. Ava naprawdę nienawidziła londyńskich autobusów. Dlatego też, gdy tylko wydostała się na zewnątrz, odetchnęła z ulgą. Weszła do galerii i skierowała swoje kroki do jednego z tańszych sklepów z odzieżą.
[Wylądują w łóżku, ale dopiero rano skapną się, że przecież znają się? Trochę dziwne, tym bardziej, że opcja "upili się" odpada - ona unika alkoholu. A może tak: Załóżmy, że właśnie byli ze sobą. Ale zerwali z jakiś tam powodów. To mogło być jakoś 3 lata temu góra. O! Elena wtedy przyjechała do Londynu, nie miała gdzie mieszkać i Richy ją przygarnął do siebie jako współlokatorkę, aż w końcu zaczęli być parą. Nie wiem z kim on mieszka, ale jeśli ci to odpowiada, to mógł wtedy mieszkać z jakimś kumplem, który wiedział że już wtedy była dziwką i szantażował ją na zasadzie "nie prześpisz się ze mną to powiem mu prawdę". Ona nie sprzeciwiała mu się, bo nie miałaby się gdzie podziać jak nie u Richarda. W końcu zerwała z nim i wyprowadziła się, całkowicie urywając kontakt, bo wiadomo - jak by z nim miała kontakt, to ten jego kumpel z nią też. Teraz mogą się spotkać gdzieś tam w klubie. Ona może brać jakieś prochy, on ją zauważy, poobserwuje troche i gdy wyjdzie na dwór to prosto za nią. Nie wiem czy wykorzysta jakoś jej stan, czy pomoże z dobrego serca. W sumie to już mi obojętne. Jak pasuje to zaczniesz? :>]
Dziewczyna chodziła między wieszakami, nie do końca wiedząc, czego chce. Żaden z kolorowych luźnych swetrów jakoś nie przypadł jej do gustu, tak samo jak przyduże gładkie koszule czy zwiewne tuniki. Na sukienki nawet nie patrzyła, bo nie bardzo za nimi przepadała. Cóż, taki już jej urok. Spódnice naprawdę uwielbiała, jednak sukienki nie były jej bajką. Nie wiedziała, ile czasu spędziła już w tym sklepie i właściwie, stwierdziwszy, że nic ciekawego tu nie znajdzie, skierowała swoje kroki do wyjścia. Zatrzymał ją jednak stojący w rogu manekin, a właściwie to jeansowa koszula oversize, która niesamowicie wpadła Avie w oko. Zaczęła przeszukiwać półki znajdujące się obok wychudzonej sztucznej modelki, jednak przerwała czynność, słysząc za sobą znajomy głos. Szybko przeanalizowała, kto mógłby się do niej zwracać, jednak nie mogła sobie przypomnieć jego posiadacza. Odwróciła się, by zobaczyć, z kim ma do czynienia. Uniosła wysoko brwi. Doskonale pamiętała mężczyznę, który właśnie stał tuż przed jej nosem. Richard. Cóż, był jednym z jej nielicznych partnerów seksualnych, w dodatku do tej pory miała w pamięci jego szramy na plecach, których to Ava była autorką. - O... Ym... Cześć- wydukała. Jej niemiecki akcent wciąż był niesamowicie słyszalny. Nie mogła się go pozbyć ani chociaż odrobinę zniwelować. Na początku swojego pobytu w Wielkiej Brytanii, sądziła, że to samo jej przyjdzie, jednak teraz, gdy mieszkała tu już prawie pół roku, wiedziała, że chyba potrzeba cudu, aby jej angielszczyzna brzmiała choć w połowie tak ładnie jak u rodowitego Brytyjczyka. Szczególnie, że bardzo lubiła ten język.
W przypadku Eleny kolejny dzień zaczął się tak samo jak kilka poprzednich. Codzienna monotonia powoli zaczynała ją męczyć, ale przecież na tym właśnie polegała jej praca, że wieczorami wychodziła do niej, a wracała dopiero nad ranem, o ile jakiś debil nie postanowił wziąć ją sobie na własność i uwięzić w jakiejś cuchnącej piwnicy. W ciągu trzech lat (oczywiście z przerwami, ale co to daje?) pracy pod latarnią nie raz na własnej skórze przekonała się, że do tego potrzebne są tylko mocne osoby. Bywały sytuacje kiedy jakiś mężczyzna obiecał, że zapłaci później, a wychodziło, że nie płacił w ogóle, pobił ją a dodatkowo powiązał i ledwo żywa wracała do domu kilka dni później, gdy jedna z jej “koleżanek” po fachu wpadała na pomysł, że może coś jej się stało, i zaczynała poszukiwania. Nikonova zapewniała wtedy i ją i siebie samą, że niedługo rzuci to w cholerę, ale pieniądze i tak pozostawały na pierwszym miejscu, a zdrowie i bezpieczeństwo odrzucała w najczarniejszy kąt. Obudziła się automatycznie po dziewiątej, jak to jej mózg miał już zakodowane. Osiem lat pobudki o tej samej godzinie sprawiło, że już chyba nigdy nie będzie jej potrzebny budzik czy ktoś, kto będzie ją wybudzał żeby nie zaspała na jakieś spotkanie czy do pracy. Takiej porządnej, najlepiej w jakimś biurze z seksownym szefem w pokoju obok. No więc obudziła się, cała i zdrowa, ale nieco obolała po nocy spędzonej z jakimś nadzianym kolesiem, dokładnie tym, który teraz spał jak zabity obok niej. Wzdrygnęła się na myśl, że w czasie gdy i ona spała, mógł ją obejmować i dotykać, przytulać się albo robić coś tego typu. Klient pozostawał jedynie klientem, a także osobą obcą, po której nigdy niczego nie mogła się spodziewać. Przeklęła na siebie w myślach, że gdy było po wszystkim, nie poszła od razu do domu. Po krótkiej chwili wpatrywania się w kolesia, wstała i pozbierała ubrania z podłogi. O ile skąpą spódniczkę i prześwitującą bluzkę można było tak nazwać. Ubrała się, zgarnęła jakieś wartościowe rzeczy z domu biznesmena i ulotniła się, zanim zdążył otworzyć oczy. Resztę dnia spędziła jeszcze bardziej nudnie, bo gdy tylko znalazła się w swoim mieszkaniu, pomimo sprzeciwu współlokatorów, włączyła ulubiony kanał w telewizji, uwaliła się na kanapie z pudełkiem lodów w jednej ręce i łyżką w drugiej, i tak przez dłuższy czas wpatrywała się w migający obraz na ekranie. Dopiero po dziewiętnastej ruszyła tyłek i postanowiła, że nie tak spędzi cały wieczór. Bo przecież tak to mogą go spędzać samotne matki, kobiety, które właśnie rozstały się z narzeczonym lub te z depresją, a ona nie zaliczała się do żadnej z wymienionych grup. Szybko wskoczyła pod prysznic, jeszcze szybciej wybrała jakieś porządne ubrania, umalowała się i wyszła z domu, kierując się w stronę jednego z klubów, gdzie mogła dostać nieziemski towar. Nic więc dziwnego, że gdy tylko weszła do środka, odnalazła ulubionego sprzedawcę i kupiła malutką, ale wystarczającą działkę białego proszku, a później zamknęła się w damskiej łazience. Od tamtego momentu czas płynął bardzo szybko, zanim się obejrzała już tylnym wyjściem wychodziła z klubu z zamiarem pójścia w nieznanym kierunku. Raz się żyje, czyż nie?! Poczuła silną, męską dłoń na ramieniu, która zdawała się ważyć w tej chwili tonę. Strzepnęła ją jak piórko i odwróciła się, na twarz przybierając uśmiech niczym wariatka z zakładu psychiatrycznego. Ale wszystko było takie zabawne! - Co ja tu robię? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, które wcale nie było odpowiedzią, jakiej wymagał mężczyzna. Ten sam, którego porzuciła, bo miała dość pieprzenia się z jego kumplem i szantażów tego debila. - Nie wiem. Stoję. Żyję. Oddycham! A Ty, skarbie, co tu robisz? - światło pobliskiej latarni wydawało się Świecic niemiłosiernie, więc zmuszona zamrugać kilka razy, zachwiała się, w ostatniej chwili łapiąc Richarda za rękę, żeby tylko się nie przewrócić. Może trochę wyolbrzymiała wszystko, a może to tylko uboczny skutek białego proszku?
Elena także nigdy nie zastanawiała się nad losem swoich byłych, w tym także Richarda. Fakt, był pierwszym i ostatnim mężczyzną, który zagościł w jej życiu na dłuższy okres czasu, do którego może nawet czuła coś prawdziwego, ale to wcale nie oznaczało, że po zerwaniu z nim musiała rozczulać się nad sobą i myśleć dniami i nocami o tym, co teraz robi, czy spotyka się z inną, jak mu się wiedzie i czy dostał awans w pracy. Jak szybko zniknęła z jego życia, tak samo szybko zapomniała o nim i choć ból w jej sercu zmniejszył się, mężczyzna z wspomnień nigdy nie zniknął. Z resztą, kto potrafi wymazać całkowicie wspomnienia z pewnego okresu czasu, w tym wypadku dłuższego? Oczywiście w zapomnieniu pomogła jej praca i faceci z którymi spała za pieniądze. Podczas gdy oni pieprzyli ją, nie mogła Myślec o swoich byłych, tylko chociaż udawać, że angażuje się w ten kontakt cielesny. Prawda? Idąc do klubu nawet nie zastanawiała się po co robi to wszystko. Po co chce kupić jakiś proszek, po co chce się naćpać, po co w ogóle wychodziła z domu. Przez myśl jej nawet nie przeszło, że spotka jednego ze swoich byłych, a tym bardziej Richarda. I chociaż gdy go zobaczyła to była już nieźle wcięta, w głębi duszy ucieszyła się, że to właśnie on a nie kolejny stary obleśny typ, który chciałby jej zapłacić za zabawę. Gdyby na takiego trafiła, z pewnością nie zauważyłby, że jest pod wpływem czegoś, bo to nie to byłoby wtedy najważniejsze. Ale trafiła na Quentina. Jej Quentina, tego, który zdawał się ją kochać bezgranicznie. Kiedyś. Nie protestowała kiedy złapał ją w pasie, a później wziął na ręce. Jedynie uśmiechała się pod nosem, nada l wykrzywiając usta w tym głupkowatym uśmiechu niczym wariatka. W jej głowie pojawiły się myśli na temat tego, że wyszła przy nim na skończoną idiotkę i ćpunkę, ale zamiast być z tego powodu smutną, jej uśmiech z sekundy na sekundę tylko się powiększał. W końcu posłusznie usiadła na tylnym siedzeniu i zanim się obejrzała, Richy już był z powrotem w samochodzie i jechali. Gdzieś. W jakieś inne miejsce, z dala od klubu, spoconych ludzi i dilerów, od których mogłaby kupić kolejne działki. - Nie dostałam odpowiedzi na pytanie. - mruknęła pod nosem, zapewne nie na tyle głośno, by mężczyzna usłyszał ją dobrze i mógł dać tą upragnioną odpowiedź na temat tego, co robił akurat tego dnia, w akurat tym klubie. Nie powtórzyła ani swojej wypowiedzi ani pytania, w ogóle nie odzywała się dopóki to on nie zrobił tego pierwszy. - Kogo będziesz pierdolił? - ponownie tego wieczoru (a może już nocy?) zaśmiała się, nie zdając sobie sprawy z tego, co mówi. Coś pojawiało się w jej głowie i od razu musiała to wypaplać. - Możesz mnie, ale za darmo nic nie ma, kochasiu. Takie czasy, cóż poradzić. - wzruszyła ramionami na tyle ile mogła, po czym zamknęła oczy, w reakcji na zapalone światło w mieszkaniu. - Puść mnie. Chcę sama iść, sama usiąść. Potrafię to zrobić, nie musisz mi w niczym pomagać.
Odkąd obudziła się dzisiaj zastanawiała się tylko nad jedną rzeczą: co by było gdyby pamiętała wszystko. Każdy najmniejszy szczegół ze swojego życia, każdą rzecz, która doprowadziła ją do tego miejsca, do wybudzenia się ze śpiączki i poznawaniu na nowo świata. Czy byłaby w stanie iść do wszystkich znajomych, zapukać do drzwi i przeprosić, że nie odzywała się dwa lata? Czy ktoś uwierzyłby w jej historię o wypadku oraz śpiączce, która uniemożliwiła jej danie jakiegokolwiek znaku życia? Czy Richard by uwierzył i nie miał zwyczajnie pretensji do niej? Jak to wszystko wyglądałoby gdyby obudziła się z pamięcią albo gdyby.. nie było wypadku. Całe jej życie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby nie podjęła tej dziwnej dla niej w tej chwili decyzji. Mogłaby być szczęśliwa, pewnie skończyłaby szkołę i studiowała, zdobyłaby lepszą pracę, może.. może nadal byłaby z obcym jej w tej chwili mężczyzną, który wyglądało na to, że wiedział o niej rzeczy jakich w ogóle nie spodziewałaby się. Prawie wylała na siebie herbatę, gdy przyglądała się jak mężczyzna pokazuje jej fragment swojego ciała. Tatuaż, który doskonale znała, a który od tygodni nie dawał jej spokoju. Aż do teraz nie miała pojęcia co skłoniło ją do zrobienia sobie takiego znaku w takim miejscu i teraz on.. Podał jej odpowiedź jak na tacy. Praktycznie odruchowo już Tess oderwała palce jednej ręki od kubka i przesunęła je na swoje biodro. Dotknęła miejsca, w którym wiedziała, że znajduje się bliźniaczy tatuaż i westchnęła cicho pod nosem. To miało sens, on naprawdę... Naprawdę go kochała. Musiała, bo przecież miała swoje zasady, a dla niego złamała je i zrobiła sobie tatuaż. Jak wielka więc musiała być ich miłość? Jak dużo straciła? - Od tygodni myślałam czemu go zrobiłam.. - wyznała szczerze, bo naprawdę ją to męczyło, a teraz cieszyła się nawet z wytłumaczenia, które dał jej Richard. Odstawiwszy kubek na stolik, przysunęła się odrobinę do niego, nie za blisko, bo mimo wszystko ciągle był jej obcy. Było jednak tak, jakby to wyznanie (pierwszy prawdziwy, namacalny dowód na istnienie ich związku) spowodowało, że coś się w niej przełamało. Ten mur, który dookoła siebie miała i który miał ją chronić przed światem, ukruszył się odrobinę, a ona naprawdę uwierzyła mu. Do tej pory bała się, że jest oszukiwana, że jej nadzieje są złudne, że wmówiła i sobie, i jemu że się znają, że tak naprawdę to nie jej szukał, a ona po raz kolejny nie dowie się niczego o sobie. Ten tatuaż jednak wszystko zmieniał. Tess nie wiedziała jeszcze w jaki sposób, ale wiedziała, że zmienia, gdy trochę niepewnie wyciągnęła dłoń i położyła ją na jego ręce. W porównaniu z jej zmarzniętymi palcami jego skóra była przyjemnie ciepła. Nie na tym jednak blondynka skupiała się w tej chwili. Chciała wyjaśnień, informacji.. Po prostu ich chciała, nawet jeśli jedne były bolesne, a inne powodowały, że mogła tylko posłać mu przepraszający uśmiech, jak wtedy gdy twierdził, że powinna wiedzieć z kim wczoraj był w teatrze. Cóż, teraz wiedziała. - Więc.. Dlaczego.. nie byliśmy? Skoro zrobiliśmy te tatuaże.. Dlaczego to nie wypaliło? - zapytała prawie szeptem, z wyraźnym bólem, bo nie rozumiała jak mogła kogoś kochać i nie pamiętać o tym. Bolała ją sama myśl, że głupi wypadek odebrał jej nie tylko wspomnienia, ale też uczucia, serce nie współpracowało z nią, nie pomagało w zrozumieniu sytuacji. Ale czy aby na pewno? Czy gdyby nie pomagało jej, to czy poczułaby się lepiej od samego trzymania go lekko za rękę? Czy sam zapach, dziwnie znajomy zapach wody kolońskiej mógłby w taki magiczny sposób uspokoić ją? Nie miała pojęcia, nigdy tego nie czuła, przy Joshu tak nie było.. Skupiła się jednak na czymś innym, a przez to nie zauważała jak wiele zmian w jej zachowaniu powoduje ten mężczyzna. Nawet jeśli jej mózg nie pamiętał, to jej ciało reagowało normalnie na fakt, że siedzi z przystojnym mężczyzną. Tak to przynajmniej zamierzała sobie tłumaczyć.
Chyba musiało minąć trochę więcej niż około czternaście godzin, żeby mogła oswoić się z całą tą pokręconą sytuacją i spróbować chociaż w małym stopniu poskładać wszystkie otrzymane od jej byłego chłopaka informacje. Musiała jednak najpierw wyjść z tego mieszkania, ochłonąć trochę i dopiero później będzie mogła całą noc zastanawiać się co zrobić dalej z tym wszystkim. Na razie jednak nie spieszyło jej się do wyjścia, było między nimi jeszcze za dużo niedopowiedzianych rzeczy, za wiele pozostało pustych luk, żeby mogła chociaż próbować połączyć to w jedną całość. Najbardziej jednak zależało jej na spędzeniu czasu z nim. Dopiero teraz,gdy nadal trzymała swoją dłoń w jego zrozumiała, że tak naprawdę to jest najistotniejsze w tym wszystkim. Nie znała go, to prawda. Nie pamiętała, co było kiedyś, nie miała pojęcia jak się zachowywała, jak to wszystko powinno wyglądać, jak on oczekuje, że zareaguje na jego słowa, ale nie przejmowała się tym już tak bardzo. Najważniejsze dla niej było to, co działo się teraz, bo to mogła zapamiętać . Jak obudzi się rano, to te wspomnienia ciągle w niej będą. Będzie mogła przypominać sobie jak siedział pochylony, wyraźnie zestresowany wyjaśnianiem jej wszystkiego; jak unikał jej wzroku, gdy mówił o rzeczach, które teraz wydawały jej się taką błahostką, ale podświadomie wiedziała, że to musiało być ważne dla niej skoro zareagowała w taki sposób. Będzie pamiętać dotyk jego palców na jej dłoni, to jak ciepła była jego skóra i przyjemnie kontrastowała z jej, a jednocześnie ogrzewała jej rękę. To jak lekki dreszcz przeszedł po jej kręgosłupie, gdy zaczął robić kciukiem kółka na wierzchu jej dłoni i jak spojrzał na nią z oczekiwaniem oraz strachem, jakby się bał, że może teraz wstać i wyjść.. Może i powinna tak zrobić, ale nie chciała. Droga do drzwi wyjściowych wydawała jej się teraz za długa, a kanapa na której siedzieli za wygodna, żeby tak po prostu porzucić ją w tej chwili. Chciała poznać prawdę, a on.. On jej ją dawał. Nie mogła go winić za coś, co miało miejsce dwa lata temu. Chwile analizowała to wszystko, musiała przemyśleć, co powiedzieć dalej, bo.. W porządku, pokłócili się, ona wyszła, urwał się kontakt, więc musiała mieć wypadek, ale.. Kiedy w takim razie to wszystko im się rozsypało? Czy było już źle wcześniej i dlatego wsiadła do tego autokaru? W ogóle dlaczego to zrobiła? Ten mętlik w głowie nie chciał ustąpić, ale Tess ostatecznie westchnęła tylko cicho i skinęła mu głową, że rozumie. Albo przynajmniej stara się rozumieć. - Czy.. Ta nasz kłótnia była tego dnia, co wypadek? - zapytała, chcąc być już pewna wszystkiego i mieć chociaż częściowy obraz tego, co doprowadziło ją do obecnej sytuacji. - Nie.. Nie obwiniam cię, chyba nawet nie rozumiem jeszcze czemu to był aż taki problem, to wydaje się takie.. idiotyczne - zauważyła, kręcąc przy tym głową i spuściła wzrok na ich dłonie, tym razem to ona uciekła od jego spojrzenia, nie chciała żeby widział jak ciężko jest jej zrozumieć to wszystko. - Czy.. Wcześniej też się kłóciliśmy? Nie rozumiem dlaczego chciałam wyjechać, czy... czy robiłam coś nie tak? Właściwie.... - Przygryzła wargę, bo nie wiedziała czy zadać to pytanie. Nie miała pojęcia czy powinna, ale dręczyło ją ono, chciała to już mieć za sobą. - Właściwie dlaczego mnie nie szukałeś? Powiedziałeś, że się pokłóciliśmy, a nie że zerwaliśmy, więc.. Dlaczego lekarze powiedzieli, że nikt nigdy mnie nie szukał?
Tym razem z całej tej jego wypowiedzi usłyszała tą jedną, najważniejszą dla niej część. Piąty luty. Właśnie ta data sprawiała, że od tygodni zastanawiała się co wydarzyło się tamtego dnia ponad dwa lata temu i teraz miała to podane praktycznie na tacy. Chciała wiedzieć, chciała rozumieć, chciała poznać prawdę, ale.. Ludzie mieli rację. Josh miał rację, gdy próbował bez przerwy wytłumaczyć jej, że prawda wcale może jej się nie spodobać i powinna pogodzić się z amnezją. Nie szukać informacji, po prostu żyć dalej,a one z czasem powinny wrócić. Teraz przez jej głowę przeszła myśl czy może nie powinna była się go posłuchać i zaakceptować fakty takie, jakimi były. Tylko że wtedy pewnie nie odważyłaby się przyjść do Richarda, bo wolałaby wyprzeć się nawet tej najgorszej prawdy niż zagłębiać się w swoją przeszłość, a tak po prostu.. Nie umiała. Coś każdej nocy budziło ją i mówiło jej w głowie, że nie może się poddawać, że musi szukać, bo prawda była gdzieś blisko i musiała ją poznać, żeby zrozumieć siebie. I faktycznie, wystarczyło pół godziny żeby poznała odpowiedzi na wiele pytań. Richard całkiem nieświadomie dawał jej coś, czego nie mógł dać jej Josh: nadzieję. Dawał nadzieję, że uda jej się poskładać to wszystko w całość, posklejać porozrywane elementy i sprawić, że jej życie wróci na dawny tor, że.. Że znowu będzie dawną Tess, jakkolwiek ona się zachowywała. Pewnie wyczuł, że odrobinę się spięła, gdy usłyszała tą datę i jego kolejne słowa, ale starała się mu nie przerywać. Szukała w głowie jakichś dodatkowych informacji, bo prawdę mówiąc miała nadzieję, że jeśli on zacznie jej coś opowiadać, to z jej głowy w tajemniczy sposób zniknie blokada i wrócą do niej wszystkie wspomnienia. Na jej nieszczęście nadal błądziła po omacku, ale starała się jakoś z tym radzić. Musiała to zwalczyć, ten strach, że wszystko zaraz znowu się rozsypie. - Lekarze mówili, że trafiłam do nich w nocy piątego.. Dlatego się nie odezwałam, nie mogłam - powiedziała cicho. Właściwie nawet na chwilę przestała zwracać uwagę na to, co robił z jej ręką. Nie przeszkadzało jej to, mimo że pewnie powinno, bo to ciągle był obcy dla niej mężczyzna, ale.. Jakoś potrzebowała być bliżej niego. dotykać go choćby samymi koniuszkami palców tylko p oto ,żeby mieć gwarancję, że jest prawdziwy, a ona nie śni. Od miesiąca miała kontakt jedynie z lekarzami oraz Joshem, więc gdy teraz mogła pobyć z kimś, kto ją znał i kto.. Na litość, nie mógł być obcy skoro mieli bliźniacze tatuaże! Po prostu nie mógł. Nie mógł być też obcy skoro czuła się tu.. Bezpiecznie? Dziwnie to brzmiało nawet dla niej, ale przecież gdyby odczuwała jakiś niepokój to już dawno by wyszła, a zamiast tego siedziała blisko niego i rozmawiała spokojnie. Albo przynajmniej w miarę spokojnie. - Chyba powinnam ci powiedzieć, że po wypadku od razu zapadłam w śpiączkę. Podobno byłam połamana, ale wszystko zagoiło się jak spałam, więc nie wiem nawet co dokładnie było złamane, ale.. Spałam dwa lata, niecałe. Nie byłam niczego świadoma i jak się obudziłam już kilka tygodni temu, to już tak było. Pamiętałam tylko imię i nazwisko, potem przychodziły inne szczegóły, ale nic specjalnego, tylko tyle mi to dało, że przynajmniej nie spałam już z bransoletką nieznanej osoby. - Mówiła w miarę spokojnie, a przynajmniej starała się żeby tak było, ale pod koniec głos trochę jej się podłamał, chociaż szybko to opanowała. Nie zamierzała się tu rozklejać. Nie potrzebowali tego do niczego. Zaczesała jednak wolną ręką włosy na jedno ramię i zacisnęła ją na swoim udzie. Byli chyba w kropce, bo ona.. Nie miała pojęcia co teraz zrobić. Czy go przeprosić, czy być zła, że nie szukał jej i ją zostawił.. Nie wiedziała, naprawdę nie wiedziała.
Ona tez zdawala sie go kochax. Ba. Moze i nie okazywala mu tego tak jak powinna robix kobieta zakochana w danym mezczyznie, ale przeciez milosc nie byla na pokaz, prawda? Liczylo sie to, co czulo sie w srodku, a skoro i on nie byl chetny tak bardzo do mówienia jej czulych slówek, czemu miala to robic jako pierwsza? To, jak wygladal ich zwiazek pasowalo jej idealnie, dopóki w pewnym momencie nie wpieprzyl siê najlepszy kumpel Richarda. To wlasnie przez niego wszystko zaczelo sis sypac, nic nie bylo tak jak dawniej i przez niego Elena zmuszona bylo rzucic Quentina i zniknac z jego zycia. Odebrala kilka telefonów od swojego bylego, ale na kazde pytanie odpowiadala coraz bardziej wymijajaca odpowiedzia. Bo tak bylo lepiej. Bo tak przynajmniej mialo byc lepiej. Powoli tracila poczucie czasu, a rzeczy które widziala nie potrafila rozroznic pod wzgledem realnosci. Przez chwile nawet wydawalo jej sie, ze mezczyzna jest tylko urojeniem spowodowanym wciagnieciem bialego czegos, co sprawialo, ze chciala tego wiecej. Chciala widziec go teraz i jeszcze dlugo pozniej, zeby zostal z nia wiecznie, wiecznie sie opiekowal i nikt nigdy nie zepsul tego, co ich laczylo i nadal moze laczy nadal. - Emm…. - jedynie taki dzwiek udalo jej sie z siebie wydobyc, zanim mózg zaczal normalnie pracowac. - Jak wolisz. W sumie fajnie, bede miala wolne. - mruknela pod nosem, jednak tym razem na tyle glosno, ze Richy uslyszal co powiedziala. Nawet z innego pokoju by uslyszal, a stal zaledwie kilka metrów dalej, bo tak jak sobie zazyczyla, puscil ja i pozwolil samej dojsc do kanapy. O dziwo nie przewrócila sie o nic, a nawet nie potknela, wiec nie bylo z nia jeszcze tak zle. A moze najgorszy czas minal i teraz mialo byc tylko lepiej? - Fajnie Cie widziec. Tesknilam, wiesz? Cholernie tesknilam, Richy… - jej wzrok ciagle tkwil w sylwetce mezczyzny, który zdawal sie byc tak daleko od niej. Nagle strasznie zachcialo jej sie plakac i zanim zdazyla sie o tym przekonac, po jej policzkach splywaly lzy, których nie mogla zatrzymac. Po prostu nie mogla zatrzymac. - Przepraszam, ze zniknelam i niczego Ci nie wyjasnilam. Ale to nie moja wina. Tylko jego. Nie badz na mnie zly, Richy. - wierzchem dloni delikatnie przetarla twarz, przy okazji rozmazujac resztki makijazu, który jeszcze pozostal. - Dobrze? Nie bedziesz zly?
[Cos mi sie dzieje z klawiatura i nie dzialaja mi polskie znaki.]
Ona tez zdawala sie go kochax. Ba. Moze i nie okazywala mu tego tak jak powinna robix kobieta zakochana w danym mezczyznie, ale przeciez milosc nie byla na pokaz, prawda? Liczylo sie to, co czulo sie w srodku, a skoro i on nie byl chetny tak bardzo do mówienia jej czulych slówek, czemu miala to robic jako pierwsza? To, jak wygladal ich zwiazek pasowalo jej idealnie, dopóki w pewnym momencie nie wpieprzyl siê najlepszy kumpel Richarda. To wlasnie przez niego wszystko zaczelo sis sypac, nic nie bylo tak jak dawniej i przez niego Elena zmuszona bylo rzucic Quentina i zniknac z jego zycia. Odebrala kilka telefonów od swojego bylego, ale na kazde pytanie odpowiadala coraz bardziej wymijajaca odpowiedzia. Bo tak bylo lepiej. Bo tak przynajmniej mialo byc lepiej. Powoli tracila poczucie czasu, a rzeczy które widziala nie potrafila rozroznic pod wzgledem realnosci. Przez chwile nawet wydawalo jej sie, ze mezczyzna jest tylko urojeniem spowodowanym wciagnieciem bialego czegos, co sprawialo, ze chciala tego wiecej. Chciala widziec go teraz i jeszcze dlugo pozniej, zeby zostal z nia wiecznie, wiecznie sie opiekowal i nikt nigdy nie zepsul tego, co ich laczylo i nadal moze laczy nadal. - Emm…. - jedynie taki dzwiek udalo jej sie z siebie wydobyc, zanim mózg zaczal normalnie pracowac. - Jak wolisz. W sumie fajnie, bede miala wolne. - mruknela pod nosem, jednak tym razem na tyle glosno, ze Richy uslyszal co powiedziala. Nawet z innego pokoju by uslyszal, a stal zaledwie kilka metrów dalej, bo tak jak sobie zazyczyla, puscil ja i pozwolil samej dojsc do kanapy. O dziwo nie przewrócila sie o nic, a nawet nie potknela, wiec nie bylo z nia jeszcze tak zle. A moze najgorszy czas minal i teraz mialo byc tylko lepiej? - Fajnie Cie widziec. Tesknilam, wiesz? Cholernie tesknilam, Richy… - jej wzrok ciagle tkwil w sylwetce mezczyzny, który zdawal sie byc tak daleko od niej. Nagle strasznie zachcialo jej sie plakac i zanim zdazyla sie o tym przekonac, po jej policzkach splywaly lzy, których nie mogla zatrzymac. Po prostu nie mogla zatrzymac. - Przepraszam, ze zniknelam i niczego Ci nie wyjasnilam. Ale to nie moja wina. Tylko jego. Nie badz na mnie zly, Richy. - wierzchem dloni delikatnie przetarla twarz, przy okazji rozmazujac resztki makijazu, który jeszcze pozostal. - Dobrze? Nie bedziesz zly?
[Cos mi sie dzieje z klawiatura i nie dzialaja mi polskie znaki.]
Nie chodziło o to, żeby wzbudzić w nim poczucie winy czy sprawić, że kilka kolejnych dni nie będzie mógł spać tylko dlatego, że może przyczynił się odrobinę do jej wypadku. Nie dlatego powiedziała mu, co wydarzyło się tego piątego lutego po jej wyjściu z jego mieszkania. Czy raczej ich mieszkania... Kiedyś tu żyła, spędzała każdą wolną chwilę, pewnie miała związanych z tym miejscem mnóstwo wspomnień, ale były one zablokowane i mimo usilnych starań lekarzy oraz jej własnych nie udało się jeszcze odkryć, co mogłoby zniszczyć tą barierę, która się w niej utworzyła. Tak już było, musiała z tym żyć. Jasne, nie godziła się z tym, ale.. Co mogła robić innego oprócz słuchania opowieści innych? Nic. Tylko to jej zostało albo może.. Aż to. Jeszcze dwa dni temu nie miała nawet tego, więc był jakiś postęp. Szkoda, że tak bolesny i pokręcony. Jedyne na czym jej zależało, to żeby nie ranić. Przecież nie dało się zmienić przeszłości, nikt nie miał prawa winić ją czy jego, że doszło do całej tej sytuacji. Gdyby chociaż jedno z nich było świadome tego, co się stanie.. Pewnie by nie wyszła, pewnie on by jej nie pozwolił wyjść i może dzięki temu udałoby im się rozwiązać ich problemy jeszcze tego samego dnia, a nie dopiero po dwóch latach. Właściwie nawet nie byli bliscy rozwiązywania tego wszystkiego. Tess sama nie wiedziała jak reagować. Była z nim, ale go nie znała. Kochała go kiedyś, ale.. zapomniała o tym. A on pamiętał i nie wiedziała co z tym zrobić. Widziała jak przeżywa tą ich rozmowę, jaki szczery jest w swoim zachowaniu. Nie ukrywał uczuć, miała je podane jak na dłoni, wiedziała, że boli go ta cała rozmowa, ale ona wcale nie czuła się lepiej. Nie była nawet pewna czy chce mieć z nim do czynienia jutro czy pojutrze, nic nie wiedziała oprócz tego, że.. Jego palce dawały jej pewnego rodzaju komfort, ciepło dłoni było przyjemne, a głaskanie opuszkami uspokajało jej skołatane serce. Ten dotyk był czymś, z czego nie chciała rezygnować, nie tak szybko. Nie próbowała sobie nawet tego tłumaczyć, po prostu pozwalała mu na to i cieszyła się z tego. Nawet przytulanie przez Josha nie działało na nią tak, jak sam dotyk dłoni Richarda. Mimowolnie westchnęła cicho i chwilę tylko przyglądała mu się intensywnie, nie przerywała z nim kontaktu wzrokowego, chociaż było to trudne. Była świadoma, że on naprawdę żałuje tego wszystkiego, w jego tęczówkach wyraźnie było widać ból i żal, ale.. Przecież to nie była jego wina. Nie kazał jej wsiadać do tego autokaru, nie kazał jej wychodzić z bezpiecznego mieszkania. Całkiem odruchowo już położyła drugą dłoń na ich splecionych rękach i tym razem to ona kciukiem przesuwała łagodnie po wierzchu jego ręki. - Nie przepraszaj, proszę.. Nie obwiniam cię, nie obwiniam nikogo. Z psychologiem już doszłam do tego, że to nie była przecież niczyja wina, wypadki się zdarzają, a ja.. byłam w złym miejscu, Richard - mówiła spokojnie, starając się sprawić, że on też się uspokoi i nie będzie obwiniał samego siebie za coś,na co i tak nie miał wpływu ani wtedy, ani teraz. - To się stało, ja.. Nie chcę szukać winnych, bo ich chyba nie ma. I tak miałam szczęście, inni umarli,a ja nie mam tylko pamięci... Dzięki tobie i tak już dużo się dowiedziałam, z czasem będę pewnie wiedzieć więcej, chyba.. Po prostu muszę się pogodzić, że tego nie odzyskam i nawet ty mi nie pomożesz. - Uśmiechnęła się trochę smutno. - Nie wiem tylko co ci powiedzieć... Może to ja powinnam przeprosić? Na pewno nie chciałam zostawić cię na dwa lata bez słowa, więc.. Tak, przepraszam za to. I rozumiem jeśli teraz nie chcesz mieć już ze mną nic wspólnego.
[Moożna by i tak zrobić, tylko wychodzi na to, że pracowała u niego w firmie i mieli krótki romans, jego obiecanki cacanki i jak zaszła w ciąże to bała się jak zareaguje więc po prostu zerwała kontakt i odeszła, a jako że on taki casanova to się tym nie przejmował. Może być spotkanie w kawiarni i wtedy zobaczy, że Sophie jest w ciąży i zacznie łączyć fakty? Tzn myślę że o to ci chodziło, tak? ;p]
[powiedzmy że w tej firmie była jego podwładną. No i ze smutku spędziła potem noc z innym, a teraz czy chcesz go angażować tak że bd tym ojcem czy wolisz że nie? zastanów się a ja zacznę ;) z góry przepraszam jak będzie słabo ;c]
Znów to samo. Po całodniowym spędzeniu czasu w kawiarni wyczerpana wraca do domu i kładzie się do łóżka. Ten stan zawsze powraca. Tajemnice, problemy, własne błędy... Nawet nie dałoby rady wszystkiego zliczyć. Dłoń dotyka dużego już brzucha i wtedy czuć kopnięcie. Nie jest to uczucie do opisania. Z początku wszystko wydawało się łatwe. Odejdzie bez słowa i będzie miała nadzieje, że przeszłość nie powróci, że poradzi sobie sama. Jednak zaraz po jednym błędzie idzie kolejny a później niesie to ze sobą spore konsekwencje. Kto jest ojcem? To pytanie najczęściej pojawia się w jej głowie. Jednak zaraz je od siebie odsuwa ponieważ to nie ma żadnego znaczenia. Nie ma bo to ona sama będzie wychowywać swoje dziecko. Tak swoje. Bo nie jest ono nikogo więcej. Tylko jej. Da sobie radę. Nie ma innej możliwości. A później zasypia pogrążona w głębokim śnie. Kolejny dzień. Ta sama rutyna powtarzająca się od dłuższego czasu. Zjeść śniadanie za dwoje, wykąpać się, ubrać i udać do pracy by mieć potem pieniądze na utrzymanie siebie i maleństwa. Z tą samą obojętną miną weszła do kawiarni. To miała być rutyna. Zwykły dzień w pracy... Ale nie był. Wszystko się zmieniło kiedy tylko w drzwiach stanął Richard. Wspomnienia wróciły. Serce zabiło znacznie szybciej. Była sama. Nie mogła wysłać koleżanki, z którą pracowała ponieważ jej nie było. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Wzięła się w garść i swoje stanowcze spojrzenie skierowała prosto na niego. Wtedy ją zobaczył. Nie była w stanie odszyfrować co teraz sobie myśli ani co czuje. Możliwe, że nawet jej nie pamięta. A może tak by było lepiej?
Wcale jego słowa jej nie pomagały. Miała wrażenie, że znowu uderza w ten sam mur, z którym napotkała się już w relacjach z Joshuą i z którym nie umiała sobie poradzić. Tak jakby ich słowa były jeszcze trudniejsze do zaakceptowania niż sama świadomość braku większej części własnej pamięci. Faktycznie, z tym dało się żyć, wiele osób przechodziło przez to samo i po prostu ruszyło do przodu ze swoim życiem, nie zatrzymywali się i nie zastanawiali nad tym, co było, ale najczęściej działo się tak, bo mieli swoje rodziny, które zapewniały im wsparcie i poczucie bezwzględnej akceptacji. Ona tego nie miała, przez co wszystko, każda najmniejsza decyzja podjęta w "nowym" życiu była jeszcze trudniejsza. Inaczej funkcjonowało się, gdy obok był ktoś bliski, ktoś kto podpowie co powinna robić, wytłumaczy kim jest i nauczy bycia sobą niż gdy nie ma nikogo, a jedyne co pozostaje oprócz patrzenia się w sufit to szukanie informacji. Nie miała przecież nic już do stracenia. Mogła tylko zyskać, a żaden z nich starał się tego nie rozumieć. Najpierw Josh to zrobił, a teraz Richard. Obaj chcieli żeby zaczęła od nowa, żeby zostawiła przeszłość, ale ona nie chciała tego. Do cholery, chciała chociaż spróbować! Jak nic z tego nie wyjdzie to trudno, ale przynajmniej będzie wiedzieć, że spróbowała. Powoli rozplotła ich palce i zabrała dłoń z uścisku mężczyzny. Właściwie z jednej strony nie chciała go puszczać, chciała jak najdłużej siedzieć tak z nimi, napawać się ciepłem jego ręki, zapamiętywać to, jak się czuła gdy przesuwał palcami po wierzchu naskórka, jak jej nerwy kurczyły się odrobinę w napięciu, w oczekiwaniu na kolejną, nieznaną przecież pieszczotę opuszków jego palców. Musiała jednak go puścić, bo musiała wstać, odwrócić się, zwiększyć dystans między nimi. Nie, nie chciała wyjść, ale musiała opanować gromadzące się w środku sprzeczne emocje. Z jednej strony była mu wdzięczna za wszystko, co już dla niej zrobił i co chciał robić, ale z drugiej wolałaby żeby nie traktował jej tak, żeby powiedział jej dokładnie czego oczekuje, żeby zdradził jej, co on sam teraz planuje gdy już ją odnalazł, żeby powiedział jej dlaczego tak usilnie jej szukał a nie wpadło mu do głowy, żeby zajrzeć do szpitala, chciała żeby pokazał jej na czym stoi i najlepiej jakby wskazał jej drogę, którą powinna iść. Miała tylko jego, tylko on wiedział jaka jest teraz i jaka była kiedyś. On mógł jej pomóc, a zamiast tego... Pokręciła niepewnie głową, gdy stała przy oknie, wpatrywała się w panoramę miasta, które jak zwykle tonęło w strugach deszczu i dla własnego komfortu (oraz próby uspokojenia mocno bijącego serca) obejmowała się ramionami. - Czy ty nic nie rozumiesz? Ja nie chce poznawać tego nowego świata, chce odzyskać stary. To wszystko nie ma znaczenia, gdy nie ma się wspomnień - powiedziała może trochę za ostro, ze zbyt dużym żalem i smutkiem, ale nie umiała teraz zapanować do końca nad targającymi jej ciałem emocjami. To też był skutek uboczny amnezji: zbyt łatwo poddawała się uczuciom, pozwalała im zawładnąć na chwile sobą. - Nie chce znowu próbować żyć. Od miesiąca nie robię nic innego i wcale mi to nie pomaga. Próbuje pracować, próbuję szukać ulubionych potraw, próbuję dowiedzieć się czy lubię sukienki czy nie, ale to wszystko nie ma znaczenia, gdy ma się czarną dziurę w pamięci! Nikt nigdy tego nie zrozumie, tego sie nie da wyjaśnić, ale poznawanie od nowa niczego nie da! - uniosła niepotrzebnie drżący z nerwów głos, ale nie odwróciła się do niego. Mocniej tylko zacisnęła palce na ramionach, kłykcia jej pobielały, warga niebezpiecznie zaczęła drżeć, ale nie mogła tego opanować. Chciała tylko zrozumienia. Odpowiedzi i cholernej akceptacji. Przecież to niewiele, prawda?
Tylko, że to wszystko kręciło się w kółko. Uczenie się tego jaka była to pewnie nie był najlepszy pomysł, bo w pewnym momencie faktycznie mogłaby odgrywać rolę osoby, za którą się nie uważa, ale z drugiej strony pełna nieświadomość i bycie kimś zupełnie innym też nie było dla niej łatwe. Nie miała nawet pojęcia, że to co teraz zrobiła, fakt że się oddaliła od niego i stworzyła między nimi fizyczną przestrzeń, że to było częścią niej i że zawsze się tak zachowywała w napiętych sytuacjach. On to widział, pamiętał, ale dla niej każde jej zachowanie jakby nie miało sensu. Bała się, że jeśli coś zrobi może zostać źle odebrana i że usłyszy w końcu "zmieniłaś się na gorsze, Tess". Nie chciała także tego. Nie chciała odtrącać od siebie ludzi, którym kiedyś na niej zależało i którzy dopiero co pojawiali się w jej życiu na nowo. Wolała już poznać prawdę i dowiedzieć się czy jest w stanie być chociaż w połowie taka jak dawniej, żeby nikt nie mógł krytycznie jej osądzać. Było jednak coś w rozumowaniu Richarda, co dało jej trochę do myślenia. Miał rację, że niczego do niego nie czuła. Nie mogłaby powiedzieć, że go kocha nawet jeśli godzinami mówiłby jej o ich miłości. Nie znała go. Był dla niej właściwie tak samo obcy jak Josh, u którego mieszkała obecnie. Chociaż jednego z nich znała przed wypadkiem, a drugiego poznała dopiero po wybudzeniu się, to byli dla niej takimi samymi osobami, jechali na jednym wózku i nie było szansy, żeby któryś z nich nagle stał się ważniejszy. Wybijał się w jej rankingu najważniejszych osób, których nie było. Nic nie czuła oprócz bezsilności i smutku, że nie jest w stanie przypomnieć sobie swojego życia. Zupełnie jakby ktoś na siłę jej zabraniał, jakby chciał, żeby dążyła do swoich sukcesów od nowa, krok po kroku. Drugi raz miała przebyć tą samą albo całkiem podobną drogę. Mocniej zacisnęła palce na swoich ramionach, sprawiając sobie właściwie ból poprzez wbijanie krótkich paznokci w ręce. Palce pobielały jej od zbyt mocnego przyciskania ich do własnego ubrania, ale nie zwracała na to uwagi. Starała się jedynie w miarę spokojnie oddychać, żeby uspokoić bijące stanowczo za szybko serce. Miała ochotę rozpłakać się i we łzach znaleźć ukojenie dla całej tej sytuacji. Jej życie obecnie przypominało jedno wielkie nieszczęście, z którego nie umiała się wydostać. Bo niby jak? Jak miała żyć dalej skoro po przebudzeniu nawet nie wiedziała co robić oprócz tego, że powinna coś zjeść i przebrać się? - Masz rację. Nic nie czuję... I nie chodzi tylko o Ciebie, Richard. Nic nie czuję do tego świata. Wszystko jest obce. Boję się tak żyć, bez celu, bez niczego, co kiedyś się wydarzyło. Myślisz, że łatwiej jest nie wiedzieć i próbować od początku? Nie jest, wcale tak nie jest... - mówiła cicho, jej głos był słaby, a ona sama niepewna co do tego czy powinna mu to wszystko zdradzać. Co on mógł zrobić? Zupełnie nic. Był jej byłym chłopakiem, znał ją najlepiej jak potrafił, a przez to było jedynie trudniej, bo szybciej znajdzie różnice w jej zachowaniu i będzie mógł ocenić czy mu to pasuje, czy nie. - Chciałabym próbować, próbować z Tobą, ale nawet nie wiem czy ktokolwiek z nas potrafi to zrobić. Będziesz widział za dużo różnicy, o których ja nawet nie będę miała pojęcia. Mówisz o moich pasjach, a ja... Nawet nie wiedziałam, że zajmowałam się czymś oprócz chodzeniem do szkoły i do pracy. Tego jest za dużo, a nie wszystko można zacząć od nowa i... Nie radzę sobie z tym. - Ostatnie zdanie praktycznie wyszeptała, wątpiła, żeby chłopak je usłyszał, gdy słona łza spływała po jej policzku.
Ona też nie do końca wiedziała czego sama chce. Z jednej strony była świadoma faktu, że nie poradzi sobie sama. Już miesiąc próbowała i marnie jej to wychodziło, wszystko kończyło się płaczem w sypialni o drugiej w nocy, gdy albo miała dosyć rozmyślania o utraconym życiu, albo budziła się z krzykiem i nie wiedziała nawet co jej się śniło, bo obraz był zamazany, ale wyglądało na to, że musiał to być dzień wypadku. Tylko przynajmniej udało jej się wywnioskować z tych urywków, które udało jej się zapamiętać. Nie radziła sobie, psycholog w szpitalu też uważał, że za każdym razem jest bardziej osowiała, że marnieje, że traci chęci do życia i to była prawda. Nie widziała w tym wszystkim sensu, skoro nie miała z kim dzielić tego życia. Jasne, był Josh, ale on... Był tylko znajomym ze szpitala. Zlitował się nad nią i dał dach nad głową, gdy wyszła ze szpitala, ale to było wszystko. Nie widziała w nim nikogo oprócz osoby, która się nią zaopiekowała. Nie chciała od niego niczego, bo przecież jego też nie znała. On nawet nie znał jej przed wypadkiem, więc nie rozumiała nawet czemu chciał ją przygarnąć do siebie. Nigdy nie okazał jej, że chce czegoś więcej w zamian za to i... Dobrze, że tego nie zrobił, bo do niego też nic nie czuła. Była pusta w środku, a jednocześnie targało jej ciałem tyle emocji, że nie potrafiła tego wszystkiego znieść. Z drugiej jednak strony był Richard, który oferował pomoc, ale którą bała się przyjąć. Nie chciała go ranić, bo prawda była taka, że na pewno zostałby zraniony ostatecznie. Nie umiałby oddzielić wspomnień od rzeczywistości i pewnie cierpiałby przez cały czas przebywania z nią. Wiedziała czego mógł oczekiwać, czego ona oczekiwałaby od swojego chłopaka, gdyby go pamiętała, ale wiedziała też, że nie może mu tego dać. Nie mogła przecież rzucić mu się na szyję i powiedzieć, że to bez znaczenia, że go nie pamięta, że mogą być nadal razem, a ona spróbuje wpasować się do tej relacji. Chociaż bardzo by chciała, to nie umiała tak z miejsca, nie była chyba tego rodzaju osobą. No właśnie, chyba... Może kiedyś to byłoby dla niej normalne, ale teraz z całą pewnością nie. Dlatego też już całkiem odruchowo odchyliła się minimalnie gdy jej dotknął. To był instynkt, nie miała nad tym kontroli. Po prostu to zrobiła, a chwilę później pożałowała, bo czy na pewno chciała stąd wyjść bez słowa i nigdy więcej go nie zobaczyć? Nie, z całą pewnością nie. Było coś w jego gestach, słowach, tonie głosu, a szczególnie w jego spojrzeniu, co sprawiało, że czuła się spokojniejsza. Wystarczyło zetrzeć zbłąkaną łzę z policzka i spojrzeć na niego, żeby automatycznie się uspokoiła, a jej serce zwolniło odrobinę rytm, nie waliło tak mocno w jej klatce piersiowej. Dłoni nie opuściła, ale poluzowała chwyt, przestała tak mocno zaciskać palce na ramionach. Uspokoiła się i... Zrozumiała. Bo co jej szkodziło spróbować? Przecież nic nie traciła, żadnych wspomnień, a Richard sam decydował czy chce się w to pakować, czy nie. - Mogę przepraszać godzinami, ale to chyba i tak nie będzie miało większego znaczenia, skoro nie wiem za co dokładnie przepraszam. Ale żałuje, że nie pamiętam tego wszystkiego i nie wiem co ja... Co my straciliśmy - powiedziała cicho i mimowolnie przygryzła wargę, która i tak była popękana, bo za często ją gryzła, a pogoda też nie sprzyjała temu wszystkiemu. Nie wiedziała jak mu po prostu powiedzieć, że chciałaby spróbować dla siebie, dla niego, dla nich obojga połączyć to wszystko znowu w całość. Poznać jeśli już nie siebie to przynajmniej jego i sprawdzić czy jest w stanie znaleźć w nim to wszystko, co najwidoczniej sprawiło, że go pokochała taką szczerą, bezwarunkową miłością. Zamiast więc mówić, że chce poznawać ten świat z nim po prostu powiedziała jedno: - Mogę w takim razie się po prostu przytulić? Zrozumiem jeśli nie i to za wcześnie dla ciebie...
[Jeśli Richie jest imprezowym typem, to mogli się przyjaźnić. Dastan co prawda odsunął się od wszystkich, ale po dwóch latach mógł przypomnieć sobie o dobrym kumplu i zadzwonić z życzeniami świątecznymi. Mogliby spróbować odnowić znajomość czy coś. Ostatnio jestem mało kreatywna, niestety.]
Faktycznie były plusy tego, że nie zobaczyła jak duży uśmiech na jego twarzy spowodowała jej prośba o przytulenie go, bo wtedy mogłaby wystraszyć się i mieć pewne obawy czy to wszystko nie dzieje się za szybko i czy nadal to ona ma nad tym kontrolę, bo od wczoraj właściwie każdy mur został zburzony, a przed nią pojawiła się nowa droga na życie. Nie była usłana różami, nie była idealna i z całą pewnością nie była prosta, ale widać w niej było już jakiś cel. Do czegoś dążyła i coś miała odkrywać. Nie było tylko pustej plamy, którą każdego dnia musiała wypełniać banalnymi czynnościami byleby jedynie zabić czas, ale miała coś więcej: mogła planować. Planować kolejne, banalne spotkania z nim. Planować o co go spyta i co będzie chciała robić danego dnia. Planować jak będą poznawać się od nowa oraz czy jej to wszystko pasuje i czy nie chce przypadkiem zrezygnować z tej decyzji podjętej pod wpływem chwili, rozbicia emocjonalnego. Była trochę niestabilna, sama nie wiedziała czego oczekiwała, gdy tu przyszła i miała świadomość tego, że zachowuje się dziwnie, że najpierw siedziała spokojnie na kanapie, później była rozgoryczona, a teraz, na samym końcu, przytulała się do obcego dla niej faceta, ale nie mogła nic z tym zrobić. Odkąd się wybudziła takie sytuacje zdarzały jej się często, przechodziła z jednego stanu emocjonalnego do drugiego bardzo szybko, bo zwyczajnie nie radziła sobie z tym. Wszystkiego było w niej za dużo, za wiele uczuć nagromadziło się i szukało ujścia, którego nie było. Wiedziała, że takie zwykłe przytulenie za wiele jej nie da, że może to wyjść trochę niezręcznie i niemrawo, bo właściwie ani on jej nie znał (przynajmniej tej jej obecnej wersji), ani ona jego. Nie mogli czuć się całkowicie komfortowo w tej sytuacji, a mimo to Tess nie czuła potrzeby natychmiastowego przerwania kontaktu fizycznego z nim. Co prawda niepewnie objęła go ramionami w pasie, ale z zaciśnięciem palców na materiale jego koszuli nie miała już żadnego problemu, podobnie jak z tym żeby przyłożyć nos do jego torsu. Od razu poczuła zapach jego perfum, a chociaż wydawało jej się, że już je kiedyś czuła, to nie była w stanie powiedzieć ani kiedy, ani gdzie, ani tym bardziej na kim. Niemniej ten zapach dziwnie ją uspokoił, sprawił, że wzięła kilka głębszych wdechów i poczuła się... Bezpieczniej. Nie wiedziała skąd się to w niej wzięło, ale nie zamierzała o to pytać. Skoro się działo, to niech tak będzie, bo Richard i tak nie wyjaśniłby jej tego, a wolała mu nie dawać żadnych nadziei. Już i tak miał ich za wiele sądząc po tym jak się przy niej zachowywał i co mówił. Był gotowy na nią czekać, ale ona już sama nie była pewna czy jest na kogo. Nie chciała go krzywdzić, jeśli jednak nie będzie w stanie powrócić do stanu sprzed ponad dwóch lat, to będą musieli się rozstać i wtedy to on będzie cierpiał bardziej, bo ona miał wspomnienia i on miał nadzieję, że teraz wszystko wróci do normy. Ona starała się nie myśleć o tym czy z nim będzie, czy uda jej się na nowo zakochać, czy faktycznie będzie jak dawniej. - Pamiętam, pamiętam - odparła cicho, puszczając go i odsuwając się powoli, żeby wyjść z tego kokonu jego rąk, którym ją oplótł. Nie chciała przesadzać. Ani dla siebie, ani dla niego. - Nie chcę już rozmawiać, nic więcej nie wymyślimy. Co powiesz na jakiś film? Serial? Cokolwiek, co kojarzy ci się z... nami? - zapytała, zaczesując za ucho kosmyk włosów, który jej przeszkadzał, gdy już uniosła odrobinę podbródek i spojrzała w jego oczy. Potrzebowała jakiegoś oderwania od tego ciężkiego tematu, a nie chciała jeszcze wychodzić, więc coś, co zmusi ich do patrzenia w ekran było chyba dobrym pomysłem.
[Cześć :> też jeszcze nie mam, ale na pewno coś się wymyśli. A co pan casanova robi jeszcze poza flirtowaniem? Jakaś praca/studia? Może tutaj udałoby ich się jakoś powiązać ]
[ Witam ;) pomysł na wątek zawsze się znajdzie, tylko trzeba troszkę pogłówkować. Richard jest 4 lata młodszy od Tanyi i studiuje prawo, co znaczy że jest raczej humanistą. Tanya to umysł ścisły. Powiedzmy, że znali się kilka lat wstecz, może Tanya pomagała Richardowi zaliczyć matmę nim rozpoczął studia (a słowo "zaliczyć" wcale nie jest tutaj żadnym podtekstem, żeby nie było! :D). Może teraz spotkają się przypadkiem... no i nie wiem co by tutaj jeszcze dodać. Jakieś pomysły jak uzupełnić tą relację by nie było zbyt nudno? ;> ]
[ Witam, oto link do nowej karty Niny -> http://zakochany-londyn.blogspot.com/2013/11/znacie-to-spojrzenie-ktore-rzuca-wam.html ponieważ ja już mówiłam, blogger bardzo mnie nie lubi :< Ale przejdźmy do rzeczy, zaczynam wątek, pewnie wyjdzie banalnie, ale co tam xD I przepraszam, ale pewnie wyjdzie krótko >.<]
Wyszła ze swojego mieszkania, a potem z wieżowca. Idąc ulicą skierowała się w stronę apartamentowca Richarda. Nie była to daleka droga, ponieważ niedawno się przeprowadziła do najbliższego mieszkania mieszkaniu Richa, na które było ją stać. Może i pensja zwykłej kelnerki na to nie pozwalała, ale czego się nie robi żeby pilnować faceta, prawda? Nawet jeśli oficjalnie nigdy nie był ani nie jest twój. Nawet mimo wczesnej pory dnia jej strój i tak był nietypowy. Miała na sobie jedynie zapięty płaszczyk, a pod nim... tylko i wyłącznie komplet kuszącej bielizny. Jeśli Quentin liczył na szybkie opuszczenie mieszkania to się niestety przeliczył. Pracowała dziś dopiero na wieczorną zmianę i do tego momentu nie miała najmniejszego zamiaru opuszczać tegoż mężczyzny. O ile w ogóle. Zawsze może przecież zadzwonić i powiedzieć, że złapało ją jakieś przeziębienie, a tam gdzie pracuje dziwnie strasznie o to dbają. Może chodzi o klientów, albo coś? Jakoś jeszcze tego nie rozgryzła. Po dłuższym marszu weszła do odpowiedniego budynku, a potem wsiadła do windy. Oczywiście musiała lecieć jakaś głupawa melodyjka, jakby nie mogli puścić czegoś porządniejszego. W końcu opuściła maszynerię uwalniając się od melancholijnego rytmu. Podeszła do odpowiednich drzwi i zadzwoniła dzwonkiem. Nie doczekawszy się otwarcia drzwi zapukała do nich... Po chwili znów ponowiła próbę i zadzwoniła dzwonkiem... I znów żadnego odzewu... Zapukała z całej siły do drzwi. - Cholera jasna, Richard, otwieraj. - warknęła pod nosem. Jakim prawem jej nie otwierał? Wiedziała, że jest teraz w domu, zawsze był, a on przecież łatwo przyzwyczajeń nie zmieniał. Jeśli jej nie otworzy to się nieźle doigra i zrozumie, że nie warto z nią zadzierać i że ona wcale nie musi spędzań z nim tego czasu, zawsze może znaleźć kogoś innego kto chętnie by go zastąpił.
Richarda poznała jakieś siedem lat temu, gdy przygotowywał się do zaliczenia z matematyki i potrzebował kogoś kto mógłby mu pomóc zrozumieć ten skomplikowany przedmiot. Oczywiście na początku była to znajomość czysto „naukowa” o ile można tak powiedzieć – Tanya wczuła się w rolę nauczyciela i cierpliwie tłumaczyła każdą niezrozumiałą dla młodego mężczyzny kwestię, skłamałaby mówiąc, że nie miała ochoty na coś więcej, gdyż chłopak był naprawdę przystojny, ale dopóki nie zakończyła swej pracy skutecznie ucinała jego zachęty i żarty z podtekstem. Jakiś czas później zadzwonił do niej by pochwalić się wysokim wynikiem i zaproponował opicie go. Czemu miałaby się nie zgodzić? Spotkali się w kolejny weekend w jej mieszkaniu i cóż… bardzo miło spędzili ten wieczór oraz noc. Później spotykali się już tylko sporadycznie, choć ich spotkania zwykle kończyły się w ten sam sposób – w łóżku. Ostatni raz widzieli się jakoś w kwietniu tego roku. To chyba było w prima aprilis i od tamtej pory jakoś nie było okazji do spotkania, aż do teraz. Tanya wysiadła z taksówki przed swoim mieszkaniem, zapłaciła za kurs i taszcząc torby z zakupami niezdarnie wgramoliła się do windy. Pierwsze piętro, drugie, trzecie i w końcu czwarte. Gdy tylko drzwi się rozsunęły jej oczom ukazała się przystojna twarz Richarda. Zagryzła lekko dolną wargę sunąc spojrzeniem po jego sylwetce. Delikatnie zsunęła papierową torbę niżej, jakby chciała osłonić brzuch przed jego wzrokiem, najwyraźniej nadal chciała być dla niego atrakcyjna, a wedle jej mniemania ten brzuch sprawił, że stała się mniej atrakcyjna. - Cześć – rzuciła niepewnie, widząc jego przerażone spojrzenie. Najwyraźniej w tej chwili obliczył ile czasu minęło od ich ostatniego spotkania i obleciał go strach, że to może być jego dziecko. Ta myśl sprawiła, że w jej umyśle zrodziła się wredny pomysł, aby zażartować sobie z niego. – Co ty tutaj robisz? – udała głupią, choć doskonale wiedziała po co się tutaj pojawił, ba… sama miała ochotę się zabawić, no... gdyby nie te niesprzyjające okoliczności.
[Chodzi mi po głowie taki pomysł, że Nina mogła pracować tam przez jakiś czas jako sekretarka, ale została niesłusznie oskarżona o romans z szefem (ojcem Richarda, bądź samym Richardem, jeśli jest na wysokim stanowisku, bądź kimkolwiek innym) i została przez to wywalona. Noo i stosunki między nimi byłyby... dosyć chłodne. Co Ty na to? ]
Od momentu w którym zaczęli oglądać film wyluzowała się i lepiej czuła się w towarzystwie Richarda. Może miało to jakiś związek z tym przytuleniem, a może z faktem, że łatwiej było jej spędzać z nim czas niż rozmawiać o przeszłości i niepewnej przyszłości ich znajomości. Co prawda nie wiedziała czy coś do niego poczuje, ale on mógł zrobić sobie małe nadzieje skoro film, który obejrzeli podobał jej się teraz tak samo jak te dwa lata temu i z miejsca uznała, że był świetny. Jeśli on nie miał go jeszcze dosyć, to pewnie nie raz go obejrzą. Było jednak kilka spraw, które musiała sobie poukładać zanim znowu umówi się z nim na jakieś spotkanie. Co prawda tamtej nocy po wizycie u niego praktycznie w ogóle nie spała, analizowała wszystko, co on jej powiedział i co sama mu przekazała i musiała przyznać, że to on miał rację. Nie mogła na siłę szukać wspomnień, bo przecież nawet jak je znajdzie, jak on jej o nich opowie to będą one tylko pustymi słowami. Nie przekaże jej w ten sposób żadnych uczuć, nie oświeci ją nagle, że tak było i powinna... No właśnie, co? Miała udawać, że to w jakiś sposób ma na nią wpływ? Nie miało to najmniejszego sensu. Nawet gdyby Richard opowiedział jej o wszystkim, to nie byłaby w stanie zmienić swojego zachowania względem niego. Nadal byłby obcy, nadal nie umiałaby ot tak zbliżyć się do niego, nie mogłaby oszukiwać i jego, i siebie, że czuje rzeczy o których nie miała pojęcia. Lepiej więc było nie szukać przeszłości i żyć teraźniejszością. Do takich wniosków doszła i dlatego zamiast czekać na cud postanowiła pozmieniać parę spraw. Zacząć to życie tak, jak chciała, a że pracowanie na zmywaku nie było jedną z jej ulubionych czynności i nie planowała się tym zajmować przez resztę życia, to odeszła z restauracji. Chwilowo była bez pracy, ale na szczęście na koncie miała trochę oszczędności, mogła przeżyć dzięki nim jakiś czas. Drugą zmianą jaką wprowadziła w swój świat było odwiedzenie fryzjera. W szpitalu raczej nikt nie zawracał sobie głowy regularnym podcinaniem końcówek czy dbaniem o jej włosy, więc teraz ona się tym zajęła, a że chciała namacalnie odciąć się od przeszłości to... Zrobiła sobie grzywkę i przyciemniła kolor włosów. To już nie był jasny, tylko ciemny blond. Wychodząc od fryzjera uważała, że wygląda dobrze, lepiej czuła się w tej fryzurze, bo przynajmniej miała teraz jakieś pewne wspomnienie. wiedziała jak wyglądała wcześniej i jak wygląda teraz, a różnica jakby nie patrzeć była znacząca. Wszystkie te zmiany sprawiły jednak, że nie miała raczej czasu na zastanawianie się, co robi Richard. Jasne, zamierzała się z nim spotkać, przecież obiecała, że spróbuje i że chce z nim powalczyć ze wszystkimi przeszkodami jakie na jej drodze postawił los, ale nie chciała mu się też narzucać. W końcu on też musiał trochę ochłonąć po ich spotkaniu, namyślić się czy na pewno chce próbować znowu. Pewnie jak zobaczy co zrobiła z włosami to się załamie i uzna, że nic tu po nim, ale jakoś nie przeszkadzało jej to w myśleniu o nim podczas snu, a raczej w... Nie wiedziała co to było? Wspomnienie czy może pragnienie? Podświadomie chciała wyjść z nim do cyrku i dobrze bawić się na widowni czy może miało to jakiś związek z przeszłością, z czymś co już się wydarzyło, może już się śmiali, jedząc popcorn i może już ją uratował przed wylądowaniem w błocie, gdy jakieś dzieciaki na nich wpadły? Nie miała pojęcia, ale obrazy w jej głowie były tak żywe po jej przebudzeniu, że właściwie bez zwracania uwagi na godzinę na telefonie wybrała numer do Richarda i przystawiła telefon do ucha. Podciągnęła kołdrę bardziej pod brodę, przekręciła się na bok i róg pierzyny podłożyła sobie pod głowę, żeby było jej wygodniej, gdy czekała aż odbierze. Jakoś nie przeszkadzało jej, że jest trzecia czterdzieści. Może nie będzie na nią zły, może...
W końcu usłyszała jego zaspany głos i uśmiechnęła się minimalnie. - Cześć. Wiem, że godzina jest dziwna, pewnie cię obudziłam, więc przepraszam, ale mam pytanie - powiedziała powoli, pozwalając mu przyswoić wszystkie informacje. Domyślała się, że jego mózg pracuje na zwolnionych obrotach, bo jej jakiś kwadrans temu też tak funkcjonował. No, chyba że Richard na sam dźwięk jej głosu potrafił się wybudzić. Wtedy były szanse, że szybciej zrozumie dlaczego pyta go o coś tak dziwnego w środku nocy. - Czy zdarzało nam się chodzić do cyrku? Albo czy w ogóle w Londynie był taki cyrk, w którym robili pokazy z wężem? - zapytała, bo akurat wąż nie był raczej tak popularnym zwierzęciem jak słoń czy lew. - Nie wiem czy mi się to tylko przyśniło, czy... - Nie dokończyła, nie musiała. Oboje wiedzieli o czym pomyślała.
Błoto. Zabawne, że z całej jego wypowiedzi wyciągnęła akurat to jedno słowo i analizowała je. Dosyć mało prawdopodobne było, żeby jej sen tak bardzo podobny był do jego wspomnień i żeby jedno nakładało się z drugim. Nie chodziło tylko o to błoto i biegające dookoła dzieciaki (kwestię mówienia o własnych dzieciach czy wymyślania im imion całkowicie pominęła, wolała w ogóle nie myśleć o tym dlaczego w tak młodym wieku myślała o ciąży i czy to oznaczało, że aż tak była zaangażowana w związek z Richardem, że... Nie, wolała o tym nie myśleć), ale też o tego węża, którego pamiętała ze snu, a o którym on mówił, że prawie trzymała go na ramionach. Szkoda, że tylko prawie, bo na samą myśl uśmiechała się teraz i poprawiała ręką grzywkę wpadająca w oczy. Gdyby miała kolejną okazję, to nie zawahałaby się, wzięłaby tego węża - oczywiście pod warunkiem, że ktoś pilnowałby czy jej nie udusi. Widać było już, że coś różniło ją z dziewczyną, którą była cztery lata temu... Może po prostu się zmieniła albo wtedy była jeszcze za młoda, żeby docenić taką okazję. Sama nie wiedziała, ale fakty mówiły same za siebie: przyśniło jej się coś. Coś z przeszłości, coś o czym nigdy wcześniej nie słyszała, a co potwierdzało, że jej wspomnienia gdzieś są, ale nikt nie potrafi po prostu do nich dotrzeć. - Szkoda, takie propozycje pewnie rzadko się dostaje... - powiedziała cicho, ciągle trochę rozmyślając o tym wszystkim, nie była jeszcze sama pewna jak to wszystko wytłumaczyć i sobie, i Richardowi. - Wygląda na to, że przyśniło mi się wspomnienie... Nie umiem ci chyba tego wytłumaczyć. - Westchnęła ciężko, a później przygryzła w nerwowym nawyku dolną wargę, zapominając całkowicie, że jego tu nie ma i nie może tego zobaczyć. Coś innego zaprzątało teraz jej myśli. Nawet zapomniała, że rozmawiają prawie o czwartej w nocy, że Richard może być przez to niewyspany jutro ani że wybudziła go po tym jak długo nie mógł zasnąć... Nie, miała inne rzeczy na głowie. - Richard... Dlaczego akurat cyrk? Nie pamiętam dokładnie, chociaż pewnie było tam świetnie, słychać po tym jak o tym mówisz, ale... Jest tyle innych miejsc, a my akurat pojechaliśmy do cyrku? Nie przeszkadzało jej to. Nie chciała też, żeby zabrzmiało to jak jakiś wyrzut, bo miała dziwne wrażenie, że lubi cyrki i że w żadnym stopniu nie przeszkadzał jej taki wypad. Chciała jedynie wiedzieć czy zrobił to dlatego, że ona może chciała tam pojechać, czy to może była jego niespodzianka. Skoro już ciągnęła go za język to mogła pociągnąć dalej, prawda? Prawdę mówiąc mogłaby się już rozłączyć i dać mu spać, ale jakoś było jej dziwnie dobrze słuchać jego głosu. Był przyjemny, uspokajał ją, sprawiał, że bardziej przytuliła się do kołdry, którą była opatulona. Dobrze, że Josh miał dzisiaj dyżur, to przynajmniej nie przyszedł i nie słuchał jej rozmowy z Quentinem.
Wszystkie te informacje były dla niej nowością, dlatego chłonęła słowa Richarda jak gąbka wodę. Chciała dowiedzieć się jak najwięcej o tej kwestii skoro już ją poruszyli, bo może nie miała w ten sposób odzyskać wspomnień, ale mogła nauczyć się czegoś o swoich przyzwyczajeniach. Nie chciała od razu nastawiać się pozytywnie do tego wszystkiego, bo prawdę mówiąc nie miała pojęcia czy polubiłaby wiszenie do góry nogami. Kiedyś musiała za tym przepadać, ale teraz, gdy brakowało jej wspomnień i gdy nie spróbowała chociaż raz, nie sprawdziła czy umiejętności, doświadczenie oraz przyjemność z robienia tego nadal w niej tkwią, to nie mogła nic na ten temat powiedzieć. Jednego była tylko pewna: miała kiedyś bardzo ciekawe hobby, którego będzie żałować, jeśli okaże się że teraz nie może go wykonywać. Chociaż czy na pewno? Sam fakt, że występowała w cyrku i zdobywała nagrody na mistrzostwach... Musiała mieć to w genach. Nie dało się tego od tak wyuczyć i zapomnieć. Musiała być stworzona do tego, co dawało jej szansę na to, że będzie mogła spróbować. I może znowu to pokocha, a wtedy znajdzie w końcu jakiś cel. Pasję, którą będzie mogła rozwijać zamiast bezczynnie siedzieć w mieszkaniu pielęgniarza i odbijać się od ściany do ściany. Tym razem przygryzła wargę, żeby się nie roześmiać, bo słuchanie o jego zazdrości naprawdę było zabawne! Szczególnie, że nawet po tonie jego głosu słychać było, że nadal jest negatywnie nastawiony do tego kogoś. Pewnie nie miał powodu, ale kto tam zrozumie faceta? W jej przypadku było to niemożliwe, pamiętała tylko dwa ich spotkania. No i teraz trzecie, telefoniczne, w którym było coś intymnego, bo było późno, oboje leżeli w łóżkach i rozmawiali. Równie dobrze mogliby leżeć w jednym, Tess czułaby się tak samo. Może jedynie łatwiej teraz było jej ukrywać emocje, chociaż i tak cichy chichot wydostał się spomiędzy jej warg, ale szybko stłumiła go kołdrą. - Może i nie pamiętam tego, ale jestem pewna, że przesadzasz z tym reagowaniem - stwierdziła, gdy odrobinę się uspokoiła, a później powierciła się chwilę i przekręciła się na drugi bok. Rękę z telefonem miała teraz na poduszce, więc drugą jeździła palcami po pościeli, rysując różne wzorki. - Akrobatyka... Nigdy bym nie pomyślała, że zajmowałam się czymś takim. Nie wiem czy byłabym teraz w stanie robić to samo, czy to też nie zniknęło jak wspomnienia - wyznała mu trochę ciszej, jakby z pewną obawą w głosie, bo sama nie wiedziała czy powinna o tym mówić. Zdradzała się przed nim ze swoimi obawami, ale właściwie jeśli nie jemu to... Komu? Już cicho w duchu przyznała, że lubi wypytywać go o takie rzeczy, bo Quentin robił się dziwnie radosny, jakby cieszył się każdym wspomnieniem o nich, o niej. Nie wiedziała, że jego uczucia mogą być aż tak silne i prawdę mówiąc przeraziła się odrobinę tym, ale tylko odrobinę. Pewnie powinna uciekać gdzie pieprz rośnie, ale zamiast tego... - Richard? Nie chciałbyś mnie tam zabrać znowu? - poprosiła, bo jakoś nie czuła się na siłach, żeby pojechać tam sama i wyjaśniać wszystko od początku ludziom, którzy w jakimś tam stopniu będą pewnie ją kojarzyć, o ile będzie ten sam skład. A szczerze liczyła na to, że ktoś ją będzie znał, bo nie będzie wtedy problemu z poproszeniem o możliwość spróbowania i... Tak, chciała coś zrobić ze swoim życiem i to chyba było właśnie to. - A, i... Przepraszam, że się nie odzywałam. Trochę się działo, między innymi zmieniłam fryzurę. Pewnie mnie nie poznasz.
Zlustrowała chłopaka wzrokiem. Miał na sobie jedynie bokserki, a przez ramię miał przerzucony ręcznik. No dobrze, skoro był pod prysznicem to była w stanie mu wybaczyć to, że nie otwierał. Pod warunkiem, że nie brał tego prysznica z inną dziewczyną, zaspokajanie go było jej działką. Powinien się już przyzwyczaić, że ona nie pozwala się wyręczać. Prychnęła, słysząc jego słowa. - A co? Zdziwiony? Wręcz powinieneś się mnie spodziewać. - mówiąc to weszła do jego mieszkania i jak zawsze rozejrzała się. Mimo tego, że była już tam mnóstwo razy to za każdym razem apartament ją zachwycał. Totalny luksus w pełnej krasie. Rozpięła płaszczyk, odsłaniając swe ciało odziane jedynie w skąpą bieliznę i rzuciła go niedbale na fotel. Odwróciła się przodem do Richarda, opierając dłonie na biodrach i postukując w nie kusząco palcami. - Więc jak tam szkoła... panienki... dziewczyna? - rzuciła niby banalne pytanie. Tak, wiedziała o Tess, bo niby czemu nie? Lubiła wiedzieć na czym stoi. Gdyby ta dziewczyna wróciła na stałe to ona zniknęła by z jego świata. Wolała się na to przygotować niż pewnego dnia być po prostu odrzuconą. Miała jedynie nadziej, że Rich powie jej jeśli Tess miałaby znów zająć to ważne miejsce w jego życiu. Ona była tu jedynie jako zastępczyni. Odpowiadało jej to, nic niezobowiązujący seks, jednak jednocześnie bała się dnia, w którym przestałaby dla niego istnieć. Przyzwyczaiła się do spędzania większości wolnych chwil w jego towarzystwie. Nie wyobrażała już sobie dnia bez niego, był jej codziennością. Działał na nią jak narkotyk, potrzebowała go. Ale tak naprawdę była nikim, ich znajomość wręcz ociekała seksem. Rzadko kiedy polegała na czym innym. Równie dobrze mogłaby być mu zupełnie obcą dziewczyną, która akurat się napatoczyła kiedy miał ochotę na zabawę. Każda by mu uległa. Więc czy mogła liczyć na coś więcej? Nie, na pewno nie. Nawet się na to nie nastawiała. Wolała cieszyć się z tego co jest tu i teraz.
Właściwie czasem zastanawiała się czy nie powinna zadzwonić do niego i poprosić, żeby opowiedział jej o ich związku. Nie dlatego, że chciała dopasować się do sytuacji z kiedyś, ale dlatego żeby dowiedzieć się więcej o nim. O tym, co lubił z nią robić, co go skłoniło w ogóle do bycia z nią, bo jej samej wydawało się, że jest aż nazbyt pospolita. W jej wyglądzie nie było niczego specjalnego, nie wyróżniała się kolorem włosów czy sylwetką spośród tłumu, nie było w niej nic, co mogłoby go przyciągnąć do jej osoby, przynajmniej ona tego nie widziała. Miała też świadomość, że on mógłby mieć każdą, na ulicy pewnie non stop jakaś oglądała się za tymi błękitnymi tęczówkami, potarganymi włosami i męskim zarostem, który dodawał mu tylko uroku. Tak, na nią to też działało, nie mogła powiedzieć, że jej się nie podoba, ale wygląd zewnętrzny nie mógł decydować o tym jak się w jego obecności zachowuje. To nie chodziło o to. I nawet pomimo faktu, że trochę obawiała się jego entuzjazmu, to miło było słuchać jego głosu gdy był szczęśliwy. Musiało być im razem dobrze i Tess naprawdę żałowała, że nie pamięta tego. Miło byłoby wspominać to razem z nim. Nie miała jednak na co narzekać, bo on chyba jeszcze się nią nie znudził skoro ciągle był gotowy zabrać ją gdziekolwiek tylko chciała. Właściwie mógł mieć przecież jakieś plany, mogła mu niszczyć w jakiś sposób dzień, a on w ogóle nie zwracał na to uwagi. Od razu się zgodził, tak jakby czekał tylko na moment aż ona zadzwoni i zarezerwuje go dla siebie. Tak po prostu. I dziwnie jej się to spodobało, bo mały uśmiech, który błąkał się po jej wargach jedynie się poszerzył, gdy zgodził się pokazać jej rzeczy, o których śniła dzisiaj. - Może o piętnastej? Wyślę ci adres smsem - powiedziała zadowolona i zaśmiała się nawet cicho, bo już nie mogła doczekać się tego spotkania. Jakoś w ogóle nie myślała o tym, że przecież poda mu adres Josha, więc jeśli kiedyś Richard przyjedzie i drzwi otworzy mu jej znajomy, to pewnie nie będzie zadowolony, ale co miała zrobić? Tu mieszkała, przynajmniej nie musiała spać w przytułkach czy na ulicy, a Josh nigdy niczego nie próbował z nią. Przynajmniej na razie. I lepiej, żeby tak zostało, bo ona sama, chociaż miała mętlik w głowie, to nie chciała tego. Na pewno nie z nim. - Ale może wyśpijmy się, co? Jeszcze raz przepraszam, że cię obudziłam, chociaż miło było pogadać... Dobranoc, Richard - zakończyła cicho ich rozmowę, a uśmiech nie schodził jej z twarzy nawet jak odłożyła telefon na nocną szafkę. Jakoś ta jego nietłumiona zazdrość nie przeszkadzała jej aż tak, w sumie wiedziała, że jemu jednak zależy na relacji, którą kiedyś mieli. Nie naciskał na nią dosłownie, ale te jego słowa, gesty... To wszystko sprawiało, że łatwiej było jej wyobrażać sobie ich jako parę. Łatwiej było zasypiać z tą myślą, chociaż i tak wierciła się dobre pół godziny zanim usnęła. Prawdę mówiąc nie miała pojęcia, że wierci się zawsze ani że tylko gdy była w ramionach Richarda, to tego nie robiła. Wtedy spała spokojnie wtulona w niego i gdyby o tym wiedziała, to pewnie tęskniłaby za tymi chwilami. Obecnie mogła jedynie przytulić się do kołdry i liczyć na to, że rano nie obudzi się z pościelą skopaną w nogi łóżka. Oczywiście było to błędne rozumowanie, bo po dziewiątej obudził ją właśnie fakt, że Josh przykrywał ją kołdrą, bo całą zrzuciła z siebie. Nie było już sensu zasypiać, więc przebrała się, zjadła pożywne śniadanie, gdy Josh spał, a później siedziała z książką w salonie i czytała do momentu, aż nie wybiła piętnasta. W nocy wysłała jeszcze Richardowi adres, więc teraz tylko napisała krótką notatkę do jej współlokatora, przykleiła ją na lodówce, ubrała się w miarę ciepło i z torebką w ręce wyszła z mieszkania, a później przed budynek, gdzie pod drzwiami prawie zderzyła się z Richardem, który już szedł do niej.
- Cześć - rzuciła radośnie, bo cały dzień cieszyła się na myśl o pojechaniu do cyrku i dowiedzeniu się czegoś o swojej pasji. Miała jasno określony cel, a to powodowało, że miała więcej energii w sobie i pewnie też sprawiło, że zamiast od razu się od niego odsunąć, gdy się zderzyli, to wspięła się na palce i pocałowała go w policzek. Jego zarost przyjemnie podrapał jej gładką skórę zmarzniętego obecnie policzka, bo na zewnątrz było lodowato. - Jedziemy? - zapytała tylko, robiąc minimalnie ten krok w tył i poprawiła ręką grzywkę, którą rozwiał jej wiatr. Czapkę trzymała jeszcze w dłoni, nie zdążyła jeszcze jej założyć, bo tak się spieszyła. Podobnie było z rękawiczkami, które były jeszcze w kieszeniach płaszcza, a jej palce robiły się czerwone z zimna, ale jakoś nie zwracała na to uwagi.
I tu był tak naprawdę ich problem. On miał za duże oczekiwania, za bardzo wierzył, że im się uda, właściwie prawdopodobnie nie brał w ogóle pod uwagę możliwości porażki, podczas gdy ona miała świadomość, że to wszystko stoi pod znakiem zapytania. Nie chciała niczego robić na siłę, a sam fakt uznawania go w głowie za przystojnego faceta nie załatwiał całej sprawy. Musiała na inne sposoby zbliżyć się do niego, poznać go bliżej, żeby zrozumieć czy to w ogóle ma szanse zaistnieć. Raz go pokochała, nie miała jednak pojęcia czy będzie potrafiła zrobić to po raz drugi. Dodatkowo Richard nawet jeśli robił to nieświadomie, to sprawiał, że czuła na sobie pewnego rodzaju presję. Nie wiedziała dokąd to wszystko poprowadzi, ale wiedziała, że go zawiedzie i zrani jeśli nagle powie, że nigdy nie poczuje nic do niego. Nie chciała mu tego robić, nie chciała go skrzywdzić, sprawić że będzie tak załamany jak wtedy w teatrze, gdy patrzył z żalem i smutkiem na nią, z widoczną tęsknotą pomieszaną z szokiem. Wolała gdy śmiał jej się do telefonu, bo wtedy sama uśmiechała się, czuła radość. Po prostu potrzebowała więcej takich przepełnionych optymizmem chwil, a wtedy wszystko mogło być w porządku. Musiało być. Za długo już zamartwiała się i płakała po kątach, teraz musiała brać od życia jak najwięcej i póki co zamierzała robić to z Richardem. Nawet nie miała pojęcia, że ma tak duży wpływ na jego stosunek do pracy, uczelni czy czegokolwiek. Co prawda byłaby zadowolona, gdyby powiedział jej, że mimo ich spotkania udało mu się załatwić wszystko, co musiał, ale nie miałaby pojęcia że w jakimś stopniu to z jej powodu poprawił się, dla niej starał się znowu. Były najwidoczniej jakieś plusy w ich spotkaniach, a nie tylko koszmary spowodowane jej brakiem odzewu przez kilka dni. Jedynie posłała mu szeroki uśmiech, gdy pochwalił jej fryzurę, bo właściwie sama czuła się w niej o wiele lepiej niż w poprzedniej. Czuła się po prostu sobą i chociaż na początku ciężko było się przyzwyczaić, to teraz nie wyobrażała sobie nie mieć grzywki. Bezpieczniej się czuła z nią, a jeśli dodatkowo Richardowi czy Joshowi się podobała to tym lepiej. Przynajmniej wiedziała, że nie nawaliła, gdy oddała się w ręce fryzjera i pozwoliła mu zrobić, co tylko chciał. Przez całą drogę niewiele mówiła, głównie obserwowała krajobraz, chociaż czasem na dłuższą chwilę zawieszała wzrok na Quentinie. Przyjemnie było obserwować jak prowadzi, podśpiewuje pod nosem piosenki i jest taki... Wyluzowany? Szczęśliwy? Nie miała pojęcia czy dobrze interpretuje jego ruchy, ale miała wrażenie, że jest tak samo zadowolony z ich małej wyprawy jak ona. Że cieszy się, że to jego poprosiła o zabranie jej do cyrku. W końcu bardzo zleżało jej na tym. Niczym pięciolatka rozglądała się dookoła i uważnie przyglądała się wszystkiemu, gdy szli po placu, gdzie była arena cyrku, wszystko ją ciekawiło ,a gdy weszli do środka i zobaczyła te rzędy przeznaczone dla publiczności, to miejsce dla występujących i... Tak, uniosła odruchowo wzrok, zobaczyła rampy, gdzie występowali akrobaci. I ona kiedyś też tam była... Odruchowo wtedy uszczypnęła się lekko, żeby sprawdzić czy znowu nie śni, ale nie, była tu naprawdę i na dodatek inni ją tu pamiętali. - Dzień dobry - przywitała się jedynie uprzejmie, bo wzięli ją ze zbyt dużego zaskoczenia. Niby mężczyzna był uprzejmy, ale jakoś odruchowo przysunęła się bliżej Richarda, bo to jego znała dłużej. Fakt, że chodziło o parę dni nie miał w ogóle znaczenia. Wiedziała kim on jest, a ten mężczyzna przed nią był dla niej całkowicie obcy. - Miło poznać... po raz drugi. I nawet nie ma pan pojęcia jak żałuję, że nie pamiętam, że tu występowałam. Amnezja nie jest łaskawa pod tym względem. Richard tylko mi o tym opowiadał dzisiaj... - mówiła przez chwilę, stojąc blisko chłopaka, ale to nie powstrzymało innego mężczyznę, który podbiegł do nich w objęciu jej w pasie i podniesieniu do góry. Okręcił się z nią w ramionach ku jej własnemu przerażeniu, bo.. Kim on do cholery był?!
- Carl, postaw ją, zachowuj się jak człowiek, a nie zwierzę! - Mężczyzna, który ich przywitał zgromił wspomnianego Carla wzrokiem, a Tess... Tess spojrzała na Richarda, który nie wyglądał na zadowolonego. Nagle przypomniało jej się, że wspominał o tym chłopaku w nocy i że był zazdrosny... Niedobrze. - Ale ja się za nią stęskniłem! - zamarudził Carlos, chociaż ostatecznie postawił ją na ziemi, znacznie dalej od Richarda niż stała wcześniej, jakby nie zamierzał w ogóle zwracać uwagi na to że Quentin jest tu z nią. A to raczej jej się nie spodobało, bo okej, był przystojny, umięśniony, miał ładny uśmiech, ale... Tess i tak cofnęła się i stanęła bliżej Richarda. - A ja cię nie pamiętam, więc... - Wzruszyła ramionami, jakby to wyjaśniało całą dziwną sytuację i spojrzała znowu na właściciela cyrku. - Chciałam właściwie spytać czy kiedyś mogłabym spróbować, z asekuracją oczywiście, czy nadal potrafię robić to wszystko co dawniej.
Może i udawał wyluzowanego, ale Tess była dziwnie wyczulona na zmiany zachowania ludzi. Może to przez to, że przez pierwszy tydzień po wybudzeniu się bardzo mało mówiła i głównie skupiała się na gestach innych osób, na mimice ich twarzy, na tym jak ją traktują i jak zachowują się w jej obecności. Sporo w ten sposób zdążyła się nauczyć o innych, łatwiej było jej teraz zauważyć, że Richard wcale nie był już taki spokojny i wesoły jak w samochodzie. Kąciki jego warg drżały gdy zaciskał mocniej szczękę. Dłonie schował w kieszeniach jakby nie chciał wcale pokazywać po sobie zdenerwowania i niechęci do Carla. Ale ona to wszystko widziała. Czuła, że obaj się nie lubią, od razu pojawiło się między ich dwójką napięcie, które raczej trudno było zignorować jeśli było się w samym centrum walki o.. O co? O jej uwagę? Richard nie musiał się o to starać, bo ją miał, a Carlos... Zdecydowanie źle robił narzucając się jej bez przerwy. Niekomfortowo czuła się już wtedy, gdy ją podniósł, a teraz pogarszał tylko sytuację. Quentin nigdy, nawet wtedy w teatrze nie rzucił się na nią i nie zaczął jej całować, nie przymuszał jej do bliskości, bo wiedział, że jest dla niej obcy. Carlos też musiał co nieco wiedzieć o niej skoro właściciel cyrku miał pojęcie że ona go nie pamięta i nie zdziwiło go to zupełnie. Z jednej strony było to śmieszne, że walczą o nią jakby mieli ku temu powód, ale z drugiej mocno krępujące i dlatego Tess szukała bezpieczeństwa tam, gdzie wiedziała, że może je znaleźć. Tam, gdzie czuła się bezpieczna, gdy była obejmowana w mieszkaniu. Dotknęła więc lekko dłoni Richarda, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Sprawdzić co on tak naprawdę myśli o pomyśle jej pójścia z Carlem, ale nie musiała nawet pytać. Widziała, że wolałby nie widzieć blondyna w jej pobliżu. I prawdę mówiąc ona sama też nie chciała się z nim tak spoufalać, bo... No nie była na to po prostu gotowa. Nie i już. Dla niej było to za wcześnie. - Dzwoniłeś tutaj? - zapytała go więc jedynie odrobinę zaskoczona, bo nie spodziewała się że aż tak będzie starał się ułatwić jej to spotkanie z byłymi znajomymi. Zdecydowanie się postarał i zasłużył na podziękowania, które dostał w postaci pocałunku w policzek. Kolejnego tego dnia. Chyba naprawdę miała za dużo pozytywnej energii w sobie dzisiaj. I wszystkiemu winna była ich nocna rozmowa. W końcu jednak, nadal trzymając palce na dłoni Richarda odwróciła się do wyraźnie zniecierpliwionego blondyna, który jak zobaczył, że na niego patrzy, to od razu nałożył na twarz maskę wesołego chłopca i ponownie wyciągnął do niej rękę. To jej się podwójnie nie spodobało. - Chyba jednak wolałabym nie... Nie za pierwszym razem z facetem - powiedziała i zaraz skupiła z powrotem wzrok na starszym mężczyźnie, który kasłaniem próbował zatuszować śmiech. - Mogłabym z jakąś dziewczyną? Będzie mi na pewno łatwiej... Nawet nie mam pojęcia czy w ogóle dam radę. - Oczywiście, że dasz. Masz to kochana we krwi, nie mogłaś o tym zapomnieć choćbyś chciała. Ana jest gotowa pewnie, zaraz do niej pójdziemy - zapewnił ich wszystkich i spojrzał na swojego pracownika, który w ogóle nie wydawał się być zadowolony z tego pomysłu. - Carl, idź pomóc chłopakom posprawdzać siatkę asekuracyjną. Ruszcie się, nie będziemy pół dnia na to czekać.
Nie miała pojęcia czy bardziej kierowało nią jej własne samopoczucie czy Richarda, gdy podejmowała decyzję o ćwiczeniu z inną dziewczyną, ale nie miało to dla niej większego znaczenia. Ważne, że oboje byli z tego zadowoleni, a ona nie musiała się zastanawiać czy dobrze zrobiła, czy nie zraniła go, czy nie sprawiła mu w ten sposób jeszcze więcej bólu, bo to, że raniła go codziennie, to wiedziała. Nie miał przecież tego co chciał. Nie mógł jej spontanicznie przytulać, nie mógł jej pocałować, nie mógł zabrać jej do siebie nie wypuszczać już z domu. Zwyczajnie to było obecnie poza jego zasięgiem, a miała świadomość tego, że on tęskni. Po tym nocnym telefonie, gdy był taki szczęśliwy jak wspominał chwile, które razem spędzali, wiedziała że mu tego brakuje i prawdopodobnie nie myślał obecnie o tym, że z kimś innym mógłby mieć takie chwile, że ktoś mógłby zając jej miejsce. Ona sama starała się o tym nie myśleć, bo jeśli się zakocha, a on nagle uzna, że to jednak nie to, że jej nowa osobowość mu nie pasuje i kiedyś stanie oko w oko z jakąś inną jego dziewczyną... Nie byłoby to przyjemne. A przecież takie ryzyko też było. Im dłużej ona trzymała go na dystans, tym większa była obawa, że mu się znudzi, że nie będzie jej już dłużej chciał. I tak, i tak było źle. Nie chciała puszczać jego dłoni. Było jej przyjemnie ciepło, palce Richarda ogrzewały jej tak samo jak wtedy, gdy była u niego w mieszkaniu i siedzieli na kanapie. Wtedy też nie miała ochoty go puszczać, nie przeszkadzał jej ten kontakt fizyczny. Wręcz przeciwnie - chciała go. Obecnie też najchętniej to z Richardem poszłaby na rampę, owinęła się szarfami czy bujała się na huśtawkach. Ale nie mogła, bo on tego nie potrafił. - W porządku, do zobaczenia później - rzuciła cicho, ścisnęła mocniej jego palce i później puściła go już. Poszła do wskazanej garderoby, a na szeroki uśmiech szatynki siedzącej w środku była już przygotowana. Łatwiej też było jej przejść przez etap przytulania i witania się, bo Anabell po prostu nadawała tak, jakby tych dwóch lat z kawałkiem nie było. Mówiła co chciała i ile chciała, gdy pomagała jej się przebrać, a Tess jedynie czasem odpowiadała na pytania albo zadawała własne, chcąc się dowiedzieć jak to było kiedyś oraz co planują jej pokazać. Bała się, gdy już wychodziły z garderoby. Właściwie miała na sobie jedynie ciemne leginsy i przylegające do ciała body, wiec nie było obawy, że ubranie zaplącze jej się w szarfę. Gdy przechodziły na środek areny to nikogo nie spotkały, dopiero na miejscu siedział John z Richardem i parę kilka osób, które kręciło się dookoła i witało z nią. Wszyscy byli pewnie ciekawi czy da radę, a to powodowało, że.. - Ana - zatrzymała ją zanim w ogóle weszli na rampę. - Czy wszyscy... Muszą tutaj być? Dziewczyna spojrzała na nią tylko z wesołymi iskierkami w oczach i krzyknęła do swojej grupy "żeby ruszyła dupy, bo nie są tu potrzebni". O dziwo nie protestowali, jedno po drugim znikali gdzieś na zapleczu, aż w końcu został tylko John i Richard. Oni jej odpowiadali, więc bez dalszego ociągania się weszła na górę, dziesięć minut słuchała rad Any, kolejne pięć siedziała i bawiła się szarfami, a później... Później chciała zejść, zamierzała rozplątać zawiązany na nodze supeł, ale wtedy Anabell po prostu ją popchnęła. I Tess miała wrażenie, że spadnie, jednak zamiast tego owinęła nadgarstki wokół innej szarfy i nagle się zatrzymała. Tak po prostu. Nawet nad tym nie pomyślała. Ani nad tym, ani nad wszystkim, co zaczęła robić po pierwszym szoku. Przez chwilę naśladowała Anę, która pojawiła się obok niej w powietrzu, ale później już sama dobierała odpowiednie ruchy, układ rąk, pozycje, raz spadała, raz się podciągała... W ogóle nad tym nie myślała. Ani nad tym, że ktoś na nią patrzy. Problem zrobił się dopiero wtedy, gdy złapała w złym miejscu i rozplątała wiązanie, przez co po prostu... Spadła z krzykiem, który rozniósł się echem po arenie. Tylko co z tego skoro zaraz śmiała się, gdy tylko siatka zabezpieczająca złagodziła jej upadek i nie pozwoliła, żeby Tess połamała się na dobre.
Ona też początkowo bała się tego wszystkiego, myślała, że w ogóle nie da rady i nie będzie miała pojęcia co zrobić z rękoma, jak się poruszać w powietrzu, ale o dziwo rację miał John mówiący, że ma to we krwi i po prostu musi pozwolić sobie działać. Przyjechanie tutaj było jedna z ich najlepszych decyzji, bo przynajmniej wiedziała teraz, że jej pasja nie poszła na marne i gdzieś tam w środku wszystko to w niej siedzi. Musi tylko powoli dokopywać się do tego aż w końcu uwolni się i będzie znowu mogła robić to, co kiedyś tak bardzo kochała. Zaśmiała się na słowa Johna i szybko obrzuciła wzrokiem twarz Richarda, gdy już podniosła się z siatki. Widać było, że jest trochę niespokojny, ale nie przejęła się tym zbytnio. Poprawiła jedynie ramiączko body, a później wróciła na rampę i spróbowała znowu. Chwile utrzymywała się na wysokości, ale wystarczał jeden nieuważny ruch i znowu spadała na siatkę, czasem udawało jej się asekuracyjnie zaczepić o szarfę i zejść powoli po niej żeby nie obijać się tak o zabezpieczenia, bo już czuła, że jutro będą bolały ją prawdopodobnie wszystkie mięśnie. Nie poddawała się jednak, bo jak tylko spadła to zaraz wracała na górę. Nie była jakaś super dobra, ale zdarzyło się że Anabell w pewnym momencie zatkało i pytała się jak Tess zrobiła daną figurę, a dla Novins to było coś całkiem normalnego, wyszło z niej naturalnie i po prostu to zrobiła. Nie szło jej jednak rewelacyjnie, stanowczo za dużo razy spadła. Na dwa kontrolowane upadki Any, Tess spadła dziesięć razy. Niezbyt dobry wynik, bo gdyby nie było siatki, to nie byłoby co po niej zbierać, ale w tej chwili to była czysta zabawa. Sprawdzała się i jeśli jej pozwolą zamierzała tu wrócić. Często wracać. Ćwiczyć, bo to było coś takiego jej, własna pasja i własne marzenia. W końcu jednak po dwóch godzinach nie miała sił podnieść się nawet z siatki, więc Ana uznała, że wystarczy. Razem zeszły jakoś stamtąd i podeszły już do samego Richarda, bo John gdzieś się zmył, prawdopodobnie musiał coś załatwić. - Okej, ja się zbiorę, wiesz gdzie masz rzeczy, Tess. Fajnie było, przyjedźcie jeszcze kiedyś. John na pewno nie będzie miał nic przeciwko - rzuciła do nich Ana, gdy blondynka zmęczona usiadła przy chłopaku i posłała mu lekki uśmiech. Najchętniej to położyłaby się i poszła spać. - Cześć wam. - Szatynka zmyła się, puszczając przy okazji oczko Richardowi, którego lubiła i ceniła za to, że zawsze wspierał Tess, teraz też to robił, chociaż wiedziała od samej zainteresowanej, że Novins go nie pamiętała po wybudzeniu się. - Nie mam na nic sił. Mogłabym się skulić na tej ławce i spać - zamarudziła cicho, pocierając udo, w które uderzyła się wchodząc na rampę, więc pewnie będzie miała tam jutro siniaka. - Nie zanudziłeś się? - To pytanie zadała dopiero gdy przysunęła się bliżej i oparła głowę na ramieniu chłopaka, wpatrując się w szarfy, które zwisały nad areną. - Dziękuje, że tu przyjechaliśmy. To było coś... Niesamowitego. - Całkiem przypadkowo gdy przekręcała trochę głowę, to szturchnęła Richarda nosem w szyję. Znowu poczuła dość wyraźnie ten charakterystyczny zapach perfum i znowu odetchnęła głęboko, czując jak ogarnia ją spokój. Była szczęśliwa. Po prostu szczęśliwa.
Nie zaprotestowała, gdy wyskoczył z propozycją pojechania do niego, bo i tak nie miałaby sił na żadne inne atrakcje. Wolała nie jechać do restauracji i nie usnąć tam podczas czekania na jedzenie. Nie wyglądałoby to przecież za dobrze. Pozwoliła więc podnieść się, chociaż zanoszenie na rękach do auta sobie odpuściła. To zdecydowanie nie był ten etap znajomości, w którym pasowało, żeby wtulała się w niego ufnie, a on nosił ją wszędzie, gdzie tylko mu się zapragnęło. Poza tym nie powinien przesadzać. Może i był wysportowany, ale ona nie ważyła tylko pięć kilogramów, nie mógł jej nosić z areny do samochodu, to nie miało najmniejszego sensu, bo sam tylko byłby potem zmęczony. Wróciła więc o własnych siłach na miejsce pasażera, chociaż wcześniej oczywiście założyła płaszcz, żeby nie zmarznąć. Wyciszyła się trochę, bo jakoś nie czuła potrzeby dużo mówić w towarzystwie Richarda. Cisza jaka pomiędzy nimi zapadała nie była wcale jedną z tych uciążliwych, które zaraz chciało się przerwać. Wręcz przeciwnie, przyjemnie było nic nie mówić, po prostu cieszyć się ze swojej obecności. Nawet brak wspomnień nie mógł pozbawić ją świadomości tego, że to co oni mieli było na pewien sposób wyjątkowe. Nie każdy przecież czuł się w swoim towarzystwie na tyle dobrze, żeby móc milczeć bez skrępowania, a oni mogli. Mogli uśmiechać się lekko, gdy napotykali swój wzrok, mogli siedzieć wtedy w cyrku i po prostu być blisko. Tess nie wiedziała co się działo, ale nie zatrzymywała tego. Skoro już się działo to przecież nie będzie tego zatrzymywać. Miała dać im szansę i dawała ją. Dziwnie świadoma była też tego, że sporo w jej nastawieniu zmienił ten nocny telefon, gdy zaspana słuchała jego ciepłego, męskiego głosu i śmiechu. Coś w tym było, chociaż nie wiedziała co dokładnie. Z lekkim ociąganiem się wysiadła z auta, gdy Richard otworzył jej drzwi i poszła za nim. - Ej, mogę sama - zamarudziła, gdy tylko zobaczyła jak chłopak zabiera z tylnego siedzenia jej torebkę. Chciała, żeby jej ją oddał, ale on nic sobie z tego nie zrobił, po prostu zaprowadził ją do drzwi budynku i pokierował do windy. Tess wyjęła wtedy telefon z kieszeni i napisała szybkiego smsa do Josha, że jest ze znajomym i że telefon jej pada, więc mogą stracić kontakt. Nie chciała, żeby się o nią martwił, a nie była pewna czy kartka na lodówce mu wystarczy, bo teraz było już po 20 gdy wchodzili do mieszkania Richarda. - Może coś zjemy? - zaproponowała, bo była odrobinę głodna, ale bardziej zmęczona, co widać było po fakcie, że ciężko jej szło zdejmowanie butów. Teraz czuła każdy swój mięsień. Nie była nawet świadoma, że takie posiada w swoim ciele dopóki nie zaczęły ją boleć, co oznaczało jedno: przeholowała dzisiaj. Powinna stopniowo, a nie od razu rzucać się na ćwiczenie najtrudniejszych sekwencji ruchów. I po 4 czy 5 upadku powinna dać sobie spokój, a nie powodować ich dwa razy tyle. Była w gorącej wodzie kąpana. Za dużo chciała i za szybko, a teraz miała za swoje. Kończyło się to mniej więcej tak: Richard po tym jak zgodził się coś przyrządzić zniknął na jakieś dwadzieścia minut w kuchni, a Tess wystarczyło to w zupełności. Zdążyła położyć się w salonie, włączyć telewizję na jakimś programie muzycznym i po pięciu minutach oglądania tego zmęczonym wzrokiem po prostu... Zasnąć. W pokoju było ciemno, tylko telewizor rzucał mdłe światło, nic więc dziwnego, że odpłynęła skulona na kanapie, z dłońmi podłożonymi pod policzek.
Skrzywiła się słysząc jego śmiech. To wcale nie było zabawne. Może faktycznie była zazdrosna, ale nie przyznawała się do tego przed sobą. To był czysty układ; seks bez zobowiązań. Naprawdę jej to odpowiadało i nie miała nic przeciwko, chociaż czasami zaczynało do niej docierać, że kiedyś w końcu będzie potrzebowała czegoś więcej. Jednak póki co nie była z nikim w takiej relacji. Szczerze to miała jedynie Richarda, który czasem zdawał się ją rozumieć. Prócz niego nie było nikogo kto by chociażby próbował to zrobić, więc chyba naturalną koleją rzeczy była jej zaborczość, podchodząca pod zazdrość i strach, że jego także zabraknie. Odchrząknęła znacząco. - Może tak, może nie, ale Ciebie i tak mało to obchodzi. - stwierdziła. Odruchowa zlustrowała spojrzeniem pomieszczenie, a nie znajdując - przynajmniej w tym pokoju - konkretnych śladów bytności innej kobiety uśmiechnęła się lekko pod nosem. Był to mimowolny odruch. Nie była słodką dziewczyneczką, która marzy o dużej rodzinie, domu z ogrodem i psie czy kocie. Nie, ale jednak jak każda kobieta potrzebowała jakiejś gwarancji i punktu zaczepienia. Zerknęła na bokserki Richa. [i]Nowe...[/i] stwierdziła w myślach. W jej głowie od razu pojawiło się pytanie czy kupił je sam czy też zrobił to ktoś inny, lecz szybko odsunęła od siebie takie myśli. - Wiesz, wolę wiedzieć czy mam tu jeszcze po co przychodzić i czy nie zostaję odesłana z kwitkiem. - wyjaśniła. Przynajmniej po części, bo sama nie była pewna czy nie kryje się pod czymś coś więcej. Ale nie mogła nic na to poradzić. To było jego życie i nie mogła decydować za niego. Tess była jego oczkiem w głowie a według Niny jego uczucie do niej wcale nie zgasło. Wręcz przeciwnie; jeszcze bardziej wzrosło. Więc jeśli ta dwójka znów będzie razem to koleją rzeczy nie będzie miała już tu czego szukać. Były momenty kiedy seks był jedynie wymówką, by przyjść tu i z nim porozmawiać, a kiedy ta wymówka zniknie to nawet nie będzie miała jak z nim porozmawiać. Znajomość między nimi po prostu zniknie. Na razie starała się o tym nie myśleć. Jedynym pewnikiem było to co było i jest. To co będzie miało dopiero nastąpić i wolała jakoś nie zerkać w przyszłość, trochę bojąc się tego co może zobaczyć. "Carpe Diem" powoli naprawdę stawało się jej mottem. Życie toczyło się tu i teraz.
Sen nie daje ukojenia, myśli błądzą po głowie. Jest późny wieczór i chociaż za siedem godzin rozbrzmi budzik, zbyt daleko jej do krainy snu. Targana koszmarami, postanawia tuż po przebudzeniu, że tak dalej być nie może. Musi zrobić coś, żeby chociaż raz w życiu usnąć o normalnej porze i przespać całą noc, spokojnie. Podnosi się z łóżka, zerka do szafki w biurku. Jack się skończył, psychotropów już nie wykupuje od przeszło miesiąca. Muzyka nic jej nie daje, nie pomaga. Wręcz drażni. Jej niemoc w graniu na skrzypcach... Wzdycha ciężko i drugi raz w ciągu ostatnich miesięcy, otwiera na oścież okno i wdycha mroźne, niemal do bólu, powietrze. W dole, trzy piętra niżej, toczy się nieśpiesznie życie. Patrzy na zegarek i uświadamia sobie, że jest dopiero kilka minut przed północą. Nie ma w niej żadnej ochoty, by ubrać się i zejść na dół do sklepu. Nie chciałaby zbudzić właścicielki, która zawsze przed dziewiętnastą odpływa do krainy snów. I prawie Satine ma już ochotę spróbować ponownie się położyć, gdy wpada jej do głowy możliwie najgłupszy z możliwych pomysłów. Odwraca się do łóżka, schyla się i sięga ręką w ciemnościach, by dosięgnąć ukrytego tam futerału. I gdy go wyjmuje, ma po raz pierwszy ochotę się rozpłakać, ale wie, że nie potrafi tego. Już nie. Otwierając futerał i dobywając skrzypiec, ma przed oczami każdą jedną chwilę, w której ich używała. Lekcje, egzaminy. Nokturn Chopina na pogrzebie matki. I kiedy te wszystkie wspomnienia nawiedzają jej myśli, naciera smyczek kalafonią i zaczyna cichutko, by nikomu nie przeszkodzić, grać. Zamyka oczy, wsłuchując się w swoją grę. Nagle jej gra staje się irytująca, wręcz bolesna. Nie była w stanie tego słuchać. I nie przestając grać, zbliżyła się do okna. Odłożyła na parapet skrzypce i siadając tuż obok, przeciągnęła nogi na zewnątrz, które teraz swobodnie zwisały, trzy piętra nad chodnikiem. Gdyby tak skoczyć i dobrze wycelować? Sen miałaby z głowy, myślenie i muzykę również. Wychyliła się nieco, spoglądając w dół. Zakręciło się jej w głowie. Cofnęła rękę zbyt gwałtownie i wtedy, jej piękne i stare skrzypce - jedyna pamiątka z poprzedniego życia, która miała jakikolwiek sens- zaczęły spadać w dół, by w końcu spotkać się z niewzruszonym chodnikiem. Satine widziała to w spowolnionym tempie, tak jak w filmie. I zanim usłyszała głuchy krzyk drewna, rozbijającego się na wiele kawałków, spotrzegła mężczyznę, który zbliżał się w samo miejsce morderstwa instrumentu.
[troszkę dramatu na początek, może być tylko dramatyczniej :)]
[Ooo, ktoś pochwalił moje pisanie <3 Teraz jakbym nie chciała (a chcę! żeby nie było :P), to nie mogłabym odmówić. Nie wiem, co zrobię, jak wszystkim się zbierze, aby na raz mi odpisać, ale każdy nowy wątek jest mile widziany. Więc cóż tam wymyśliłeś/aś? :]
[Chodzi ci o relację Olivii z Tess czy moje z autorką Tess? Jeśli chodzi o dziewczyny, to one nawet się nie znają, w przypadku nas, jako autorek, po prostu poznałyśmy się na jednym z blogów grupowych i od tamtego czasu, co jakiś czas ze sobą piszemy. Chyba obie jesteśmy usatysfakcjonowane stylem pisania drugiej osoby (a przynajmniej ja jestem :D)]
[Tak jak obiecałam, zaczynam. Mam nadzieję, że po skomplementowaniu mojego pisania, nie spieprzę tego komentarza xD]
To był naprawdę straszny dzień. I wcale nie chodziło o to, że ten pan na górze postanowił uprzykrzyć Olivii akurat to popołudnie. To ona sama wpakowała się w tę beznadziejną sytuację, mimo że dobrze wiedziała, że nic pozytywnego nie może z niej wyniknąć. Nigdy nie uważała się za masochistkę, jednak najwidoczniej miała pewne skłonności ku tej dziwaczności. Początek tego dnia zaczął się tak jak zwykle. Długi, wyczerpujący trening, kilka mniej lub bardziej bezsensownych wymian zdań z koleżankami z ulicy, a następnie powrót do domu i odpoczęcie przy kubku gorącej czekolady. Chyba największą odskocznią od codziennej rutyny była chęć zrobienia drastycznych porządków w szafie, w trakcie których Olivia zrzuciła na ziemię pudełko z całą masą jej zdjęć z Joshem. I to zabolało. Walsh dobrze wiedziała, że powinna je podrzeć i spalić, ale po prostu nie była w stanie się do tego zmusić. Bo nadzieja, że może jednak to wszystko okaże się snem, wciąż gdzieś tam głęboko w niech pozostawała. Dalsze wydarzenia potoczyły się szybko, zdecydowanie zbyt szybko, dlatego Olivia nie była w stanie przewidzieć konsekwencji swoich zachować. Kiedy zobaczyła zdjęcia z jej byłym chłopakiem, coś w niej pękło i nim zorientowała się, co się dzieje, już stała przed mieszkaniem Josha. Chciała się zranić. Chciała sobie przypomnieć, że to nie jest koszmar, z którego może się obudzić w każdej chwili. To była rzeczywistość, z którą musiała się wreszcie pogodzić. Josh nie jest i już nigdy nie będzie jej chłopakiem. I jakby się nad tym zastanowić, to nigdy tak naprawdę nie był. To był związek oparty wyłącznie na jej uczuciu. Spotkanie z Joshem było długie i męczące. Istny koszmar przepełniony sztucznymi uśmiechami Olivii, która w końcu grała rolę jego przyjaciółki. Czy Joshua naprawdę wierzył, że po tym wszystkim będzie mogło być między nimi tak jak dawniej? Czego się spodziewał po Olivii, kiedy zaoferował im, aby wciąż pozostali przyjaciółmi? A Walsh nie potrafiła mu odmówić. Po tym wszystkim Olivia miała ochotę krzyczeć. Czuła się słaba i pokonana. Już myślała, że udało jej się poradzić ze stratą Josha, jednak teraz wszystko do niej powróciło, jakby rozstali się dopiero wczoraj, a nie kilka miesięcy temu. Walsh dobrze wiedziała, że nie może zostać teraz sama, ponieważ zwariuje. Nogi same poprowadziły ją do mieszkania Quentina. Wcale nie chciała mu się narzucać. Dobrze wiedziała, że jej przyjaciel ma obecnie swoje problemy związane z powrotem Tess, jednak nie potrafiła się dalej opierać. Zapukała cicho do jego drzwi, a kiedy chłopak otworzył, rzuciła mu się w ramiona, mocno się do niego przytulając. Nie płakała, nie krzyczała, nie próbowała niczego mu wyjaśnić. Po prostu tak trwała w tym niemym uścisku, ciesząc się, że jest i że może jej pomóc w takiej sytuacji.
[Wyszło dennie. Niestety zdaję sobie z tego sprawę -.-]
Dzisiaj zdecydowanie przeholowała z ćwiczeniami, nic więc dziwnego, że zasnęła mu jak tylko położyła się na kanapie i że nawet przenoszenie jej do sypialni nie było w stanie obudzić jej zmęczonego ciała. Odkąd wyszła ze szpitala nie robiła niczego, co wymagałoby większego wysiłku, nie przemęczała się, nie biegała ani nic z tych rzeczy. Głównie siedziała w domu, chodziła do pracy gdy ją jeszcze miała, czytała książki i szukała informacji w internecie. Za to dzisiaj nadrobiła za wszystkie miesiące przeleżane w szpitalu i pewnie narobiła sobie porządne zakwasy, które odczuje dopiero rano jak w końcu wygrzebie się spod ciepłej, przyjemnie pachnącej męskim zapachem pościeli. Właśnie zapach tej pościeli nie zgadzał jej się, gdy po ósmej czyli po jakichś dwunastu godzinach snu zaczęła wybudzać się i kręcić na łóżku. Jej pościel na pewno tak nie pachniała, Josh przecież nie spał w jej sypialni, nie miała prawa przesiąknąć tak jego... Leniwie otworzyła oczy ciekawa czy chłopak po prostu nie przyszedł w nocy i nie położył się obok jak spała. Może zawołała go w nocy i o tym nie pamiętała? Może... Nie, to nie było zwyczajnie możliwe, bo jej oczom nie ukazał się morski kolor ścian. Czyli nie była w swojej tymczasowej sypialni. Trochę niepewnie usiadła na łóżku i podciągnęła kołdrę, którą była okryta, chcąc się zasłonić, ale nie miała czego zasłaniać. Nie była w żadnej koszuli nocnej, miała na sobie ciuchy, które wczoraj założyła na trening czyli body i leginsy, a do tego jeszcze bluzę. Wszystko było na miejscu, nic się nie zmieniło od wczorajszego wieczoru, gdy... Richard. Tess jęknęła cicho i opadła znowu na poduszki po tym jak już przypomniała sobie, że jest u niego i że to musi być jego sypialnia. Wystarczyło rozejrzeć się po pokoju, żeby zobaczyć wiele drobiazgów charakterystycznych dla mężczyzny jak chociażby porzucony na komodzie zegarek na rękę. Nakryła się bardziej kołdra jakby chciała zapaść się pod ziemię i wtedy też jęknęła znowu, tym razem z powodu bólu w ramionach. I z faktu, że spała w jego łóżku, chociaż w ogóle nie przypominała sobie, żeby tu zasypiała. - Dlaczego to się tak szybko dzieje? - zapytała sama siebie zanim w ogóle odgarnęła pościel z twarzy i ostrożnie podniosła się z łóżka. Czuła się jakby była cała poobijana, każdy jej mięsień, nawet taki o którym nie miała pojęcia, że istnieje wył do niej z bólu, a ona starała się jak najmniej krzywić. Zdecydowanie przesadziła z tym wszystkim. Zamiast jednak usiąść na tyłku i płakać, ona przeszła się po pokoju, zwierzając do drzwi wyjściowych. Właściwie pozwiedzała większą część jego apartamentu, bo poprzednim razem nie było okazji. Nie szperała jednak nigdzie, jedynie szukała Quentina, którego ostatecznie znalazła w salonie na kanapie, na której sama przecież zasypiała wczoraj. Musiała tam usnąć, ale o tym jak przemieściła się do sypialni wolała nie myśleć. Było to zresztą zbyt oczywiste, żeby o to pytać. On ją zaniósł i na dodatek sam spał na kanapie, żeby... No właśnie, żeby nie czuła się skrepowana jego obecnością rano. I właściwie miał rację, mogła mu za to podziękować, bo chyba nie była jeszcze gotowa na obudzenie się z nim w jednym łóżku. Przysiadła jednak ostrożnie na brzegu kanapy na której on spał i chwilę przyglądała mu się, przygryzając przy okazji dolną wargę. Wiedziała, że to idzie trochę za szybko, wiedziała, że nie nadąża za tym i że sama nie wie czego chce od życia, ale przez wypadek była też bardziej świadoma tego jak kruche jest życie i jak łatwo można je komuś odebrać. Ona mogła tam umrzeć. Mogła nie przeżyć tego wypadku. Mogła też nigdy się nie wybudzić. Mogła stracić wszystko, a mimo to dostała drugą szansę i... Wiedziała, że nie dostała jej na darmo. Nawet nie zauważyła kiedy jej dłoń sama przesunęła się po jego ramieniu i powędrowała na włosy, które odgarnęła mu lekko z czoła czym chyba go wybudziła. Uśmiechnęła się niepewnie, ale nie zabrała jeszcze dłoni. - Mogłeś zostawić mnie na kanapie, nie musiałeś tutaj spać - zauważyła cicho, tak w ramach "dzień dobry".
Pokręciła rozbawiona głową, gdy on kompletnie zignorował jej narzekanie i nawet nie wypowiedział się na ten temat. Nie była pewna (w końcu nie pamiętała swoich relacji z mężczyznami, nie wiedziały jak powinny takie wyglądać), ale miała wrażenie, że wszyscy faceci tak się zachowują. Wolą udawać, że czegoś nie słyszeli niż spierać się o to kto ma rację. Na pewno jej zakwasy w tym wypadku powinny być mu wdzięczne, bo po spaniu na kanapie byłoby tylko gorzej, ale jej zdaniem nie miała prawa przecież odbierać mu jego łóżka i zmuszać go do męczenia się w salonie. Nie czuła się z tym dobrze. Nie każdy jednak facet całował ją w dłoń i chyba nawet cieszyła się z tego. Wolała, żeby to Richard wywoływał u niej te przyjemne reakcje związane ze ściskaniem się żołądka w ciasny supeł czy z lekkim uśmiechem, który pojawiał się na jej wargach, gdy tak robił. Jeśli zawsze był taki delikatny i czuły, to sporo to wyjaśniało w kwestii dlaczego się w nim zakochała za pierwszym razem. I dlaczego tak naprawdę może zakochać się w nim też za tym drugim... Do tego jednak nie przykładała jeszcze na razie większej wagi. Raptem kilka dni, minęły niecałe dwa tygodnie, nie mogła od razu wpaść mu w ramiona. Ciągle go nie znała, mało wiedziała nawet o tym jak powinien wyglądać taki związek, nie miała pojęcia czy odnajdzie się w takiej relacji. Czym innym było dzwonienie w nocy, a czym innym leżenie obok siebie i rozmawianie po nocach twarzą w twarz. Bała się, że sobie nie poradzi z tym psychicznie, że może będzie się tym krępowała. Bo co jeśli wtedy uprawiali seks albo robili coś innego niż seks? Przecież ona nie wiedziała czy chce, czy może, czy jest gotowa na tak duży krok, a on był facetem, podobno miał swoje potrzeby, jak to tłumaczył jej Josh, gdy rozmawiała z nim o Richardzie. Twierdził, żeby uważała i nie dawała zbytnich nadziei, bo wtedy go rozczaruje. Ale jak miała mu ich nie dawać? Miała odsunąć się, zabrać rękę, gdy on był taki delikatny i wspaniały? Przy nim czuła się inaczej, tak... Wyjątkowo, chociaż wiedziała, że wyjątkowa nie była. Mimo to on sprawiał, że przy nim mogła nawet cały dzień siedzieć w domu w bluzie i jej to pasowało. Niczego więcej nie potrzebowała. - Zależy co proponujesz. Chociaż wydaje mi się, że wczoraj coś miałeś gotować wieczorem i chyba tego nie jadłam, prawda? Więc może to, cokolwiek zrobiłeś? Nie będziesz musiał znowu stać i się męczyć w kuchni - zaproponowała, gładząc kciukiem wierzchnią fakturę jego skóry. Przez chwilę siedziała tak tylko i jeździła opuszką po jego dłoni, ale w końcu pochyliła się i pocałowała go lekko w policzek, łaskocząc przy okazji swoimi długimi włosami. - Dziękuję za wczoraj, chociaż ledwie się podniosłam z twojego łóżka. I za łóżko też, jest bardzo wygodne.
[Przepraszam, ostatnio siedziałam w szkole do późnych godzin wieczornych, także nie miałam kiedy wejść, ale już odpisuję. ;) I sorry, że wychodzi tak z leksza łzawo, ale od jakiegoś czasu tak jakoś jestem nastawiona na taki tok myślenia xD Sama nie wiem czemu xD ]
Mimowolnie na jego słowa dotyczące jej wyglądu uśmiechnęła się pod nosem z zadowoleniem. Spojrzała gdzieś w bok, zakładając ręce. "Przychodzić możesz tu zawsze" ... Tylko czy to miało jeszcze jakikolwiek sens? Ostatnio prawie co chwilę "Tess to,Tess tamto", nie miała już najmniejszych wątpliwości, że jej miejsce w jego życiu jest coraz to bardziej nikłe i nie wiele brakowało aż zniknie zupełnie. Od jakiegoś czasu ich spotkania odbywały się bez zbliżeń, więc sama nie wiedziała czemu tak się ubiera. Może po prostu próbowała tym sposobem zwrócić na siebie uwagę. A może chodziło o samo poczucie się pożądaną przez mężczyznę. Tak bardzo lubiła ten błysk w jego oczach, niestety ostatnio tracił on na sile. Kiedyś był to silny, intensywny blask, a teraz przy każdym spotkaniu był coraz bardziej przytłumiony. W głębi serca chciała żeby był szczęśliwy, pod twardą powłoką kryło się też czułe serce, ale jednocześnie strasznie brakowało jej jego dotyku i jego ust. Nie przeszkadzał jej zanadto brak seksu, jednak przeszkadzało jej to, że praktycznie zapominał o jej istnieniu i że musiała się przypominać. Tak, to przychodzenie do niego było też przypominaniem o sobie. Zanim wróciła Tess to codziennie dostawała od Richa sms'a z miłym czy sprośnym tekstem, a odkąd panna Novins znów się pojawiło przestał do niej pisać. Najpierw z codzienności zmieniło się to w co dwa dni, później raz na tydzień, raz na dwa tygodnie... a teraz jej telefon milczał. Żadnych nowych wiadomości, żadnych nowych połączeń czy choćby głuchacza. Czasami sama do niego pisała do niego takiego sms'a, jednak nigdy nie dostała odpowiedzi i wiedziała, że nie dostanie. Miało być bez zobowiązań, ale ich 'układ' trwał już na tyle długo, że mimowolnie zaczęła się angażować, do czego za grosz nie chciała się przyznać. Przygryzła dolną wargę, przenosząc spojrzenie z powrotem na niego. - Tylko po co mam przychodzić? Masz ją. Ja nie jestem Ci już do niczego potrzebna. Nawet nasze rozmowy wyglądają zupełnie inaczej. Nie powinnam tu przychodzić. - przy ostatnich słowach pokręciła głową. Czuła, że powinna wyjść, ale coś jej mówiło, że gdy tylko zamkną się za nią drzwi to rozdział pod tytułem "Richard" także się zamknie, a było to ostatnią rzeczą jakiej chciała. Powinna dać się temu skończyć, ale była też egoistką i aż tak łatwo nie odpuści. Będzie walczyć tak długo jak będzie to jeszcze miało jakiś cel. Widziała jeszcze światełko nadziei na odzyskanie Quentina. To jeszcze nie był koniec.
[Drobna uwaga ode mnie: Olivia nie jest blondynką :D Naprawdę na nią wygląda na zdjęciu? :P]
Quentin należał do wąskiego grona najbliższych przyjaciół Olivii. Poznali się dobre parę lat temu, dzięki czemu można było spokojnie założyć, że wiedzą o sobie niemal wszystko. Znali swoje głupie nawyki, bardzo dobrze wiedzieli, co mogą powiedzieć w danej sytuacji, a co lepiej przemilczeć. Potrafili po najdrobniejszych gestach drugiej osoby rozpoznać jej charakter i to, czego akurat potrzebuje. Tego wszystkiego nie dało się uzyskać od tak. Potrzeba było naprawdę wielu lat, aby tak dobrze zrozumieć drugiego człowieka. A dla Olivii Quentin był właśnie kimś takim, kto potrafił się o nią zatroszczyć, nie zadając ani jednego pytania na temat jej zmartwień. Większość potrafił sam wywnioskować. Jeśli ktoś sądził, że damsko-męska przyjaźń nie mogła istnieć, to ich relacja była wyraźnym przykładem na to, że nie miał racji. Bo chyba właśnie to sprawiło, że ich przyjaźń była tak silna. To, że nie darzyli siebie nawzajem tym rodzajem miłości, jaka pojawiała się w związkach. Quentin był dla niej piekielnie ważny, jednak nigdy nie postrzegała go w kategoriach potencjalnego chłopaka dla siebie. Do tej pory nigdy nie pojawiły się między nimi dziwne, dwuznaczne sytuacje. Nie uprawiali ze sobą seksu, nawet się nie całowali. Od samego początku aż do teraz byli tylko, albo wręcz aż, przyjaciółmi. Dzisiaj również jej nie zawiódł. Nie musiał o nic pytać, aby wiedzieć, co się stało. Kto jak kto, ale Quentin mógł bez problemu rozszyfrować, że wpadła w atak „Chcę zapomnieć o Joshu”. Richard dobrze wiedział, że najlepszą rzeczą, jaką może zrobić w takiej sytuacji, jest mocne przytulenie jej. I tak właśnie się zachował, dzięki czemu złość i smutek Olivii zaczęły powoli ustępować. Już po kilku minut dziewczyna czuła się lepiej, jednak nadal przez dłuższą chwilę nie odrywała się od ciepłego ciała przyjaciela. Ona również potrzebowała bliskości drugiej osoby, a odkąd rozstała się z Joshem, nie miała nikogo na stałe. Co prawda wplątała się w dziwną relację z trzydziestoparoletnim mężczyzną, o której nie powiedziała jeszcze nawet Quentinowi, jednak to nie było to samo. Olivii brakowało kogoś na stałe, mimo wszystko nie planowała szukać nikogo na siłę. Szczególnie, że teraz planowała się skupić na sporcie. - Dzięki – rzuciła cicho, powoli odsuwając się od chłopaka. Nawet zdobyła się na to, aby lekko się uśmiechnąć, chociaż nie wyszło to nazbyt przekonująco. – Już mi lepiej – zapewniła i ściągnęła w progu buty. Odwiesiła kurtkę na wieszak i dopiero wtedy weszła w głąb mieszkania. Była u Quentina tyle razy, że czuła się właściwie jak u siebie. Teraz nie potrafiła nawet zadawać mu takich głupich pytań jak „Mogę wejść?” czy „Nie będę ci przeszkadzać?”. - Jeśli kiedyś uznasz, że masz dosyć mojego zachowania, to daj mi znać. Postaram się wtedy coś z tym zrobić, jednak nic nie obiecuję – rzuciła jeszcze, nim zniknęła za drzwiami do salonu, gdzie rozsiadła się wygodnie na fotelu. Dla kogoś trzeciego jej zachowanie mogłoby być karygodne. Najpierw wpada jak burza do mieszkania Quentina i rzuca mu się na szyję, zmuszając go, aby ją pocieszył, a następnie jak gdyby nigdy nic wchodzi do wnętrza mieszkania. Pewnie było to trochę dziwne, jednak Olivia nie lubiła się nad sobą rozczulać. A jeszcze bardziej nie znosiła, kiedy ktoś widział jej słabości. Nawet jeśli był to Quentin. Pewnie Richard już dawno zdążył przyzwyczaić się do tego, że Walsh unikała niezręcznych sytuacji. Dłuższa chwila słabości zdecydowanie wystarczała jak na jeden dzień.
[ Nie przepadam za polskim rapem ale eldo uwielbiam. Jest to spowodowane jego tekstami, które jakoś zawsze do mnie trafiają. Wracając do tego powiązania z postacią męską już tłumaczę. Katya jest dosyć zamknięta w życiu prywatnym, ponieważ pracuje jak pracuje. Dlatego unika mężczyzn jeśli jest po prostu sobą, która idzie po ulicy do głupiego sklepu nie wyglądając jakby była wyjęta z magazynu z sukniami wieczorowymi. Chciałabym aby jakiś facet się za nią trochę pouganiał a ona odrzucała go na wszelkie możliwe sposoby :D A co by było potem to raczej kwestia dogadania się z autorem. ]
Chyba nie dotarła jeszcze do etapu, w którym miałaby prawo wypytywać Richarda o jego przeszłość, o to jak sobie radził przez te dwa lata rozłąki i czy pokochał kogoś, kogokolwiek. Nie miała też prawa oczekiwać, że tak nie było. Był przecież przystojny, od samego początku, odkąd zobaczyła go w teatrze i usłyszała, że był kiedyś z nią nie mogła w to uwierzyć. Nie był typem faceta, który zwraca uwagę na tak niepozorne dziewczyny jak ona, w końcu mógł mieć każdą, żadna nie powiedziałaby nie, więc nawet by ją to nie zdziwiło, gdyby przyznał, że był w jakimś związku. Ona przecież była wtedy rośliną, półżywą istotą, która nie mogła i nawet nie wiedziała, że powinna o niego walczyć. A teraz nie była nawet pewna czy ma do tego prawo i czy powinna... Szukała, ciągle szukała jakichś znaków, podpowiedzi, czegoś, co powie jej że powinna żyć chwilą i przestać się zastanawiać, że powinna zaufać Richardowi, spróbować zbudować z nim związek, o którym nie miała pojęcia jak powinien wyglądać, ale którego chyba potrzebowała. - Naleśniki brzmią świetnie i... nie, nie musisz - odpowiedziała wtedy, a rumieniec pojawił się na jej policzkach, gdy odgarniała włosy na plecy. Co prawda nie czuła sie stuprocentowo komfortowo, ale skoro Joshowi zdarzało się tak przy niej latać jak się śpieszył rano, to widok Richarda nie będzie jej aż tak przeszkadzał. Ostatecznie przywykła po dziesięciu minutach i resztę poranku spędzili w przyjemnej, luźnej atmosferze. Oczywiście wymusiła na nim obietnicę, że jutro też pojadą do cyrku, co też zrobili, trzy dni później także, następnego byli w kinie... Mniej więcej tak to wyglądało przez kilka kolejnych tygodni. Spotykali się jeśli nie codziennie to chociaż co drugi, trzeci dzień, jadali razem obiad albo kolację, jeździli do cyrku, gdzie Tess po kilku próbach lepiej czuła się w powietrzu i wracały jej wszystkie umiejętności, chodzili do kina czy na spacery po parku, Richard dużo mówił jej o sobie, a Tess ciągle szukała. Szukała znaków, które powiedzą jej, że powinna iść tą czy tamtą drogą. Szukała ich, ale nie zauważała do końca, gdy już się pojawiały. Nie zdawała sobie sprawy, że to ciepło powodowane przez dłonie Richarda, gdy splatał ze sobą ich palce, to nie tylko oznaka tego, że jej się podoba, ale też czegoś więcej, czegoś głębszego, uczuć, o których nie miała pojęcia że w niej jeszcze są. Nie zdawała sobie też sprawy jak bardzo lubi widzieć jego uśmiech, jak często obserwuje jego wargi, gdy mówił coś do niej ani jak dobrze czuła się, gdy po prostu mogła siedzieć obok niego w kinie, w aucie czy nawet na kanapie w salonie i po prostu czuć ciepło jego ciała. Nie miała pojęcia, że go potrzebuje dopóki nie wracała do domu i nie zamykała się w pokoju z telefonem w ręce. Josh zadawał jej mnóstwo pytań, denerwował się codziennie, że nic mu nie mówi gdy wychodzi, a ona miała powoli dość jego kontrolowania jej. Był znajomym, a nie jej rodziną, nie musiała mu się tłumaczyć. Sama przecież nie wiedziała co się do końca dzieje oprócz tego, że podobało jej się jak wczoraj Richard o wiele za długo przytulał ją pod mieszkaniem, jak czuła jego oddech na swojej szyi, gdy pochylił się na chwilę nad nią i przeczesywał między palcami jej włosy. Wiedziała, że się wahał nad czymś i wiedziała też, że powinna dać mu jakiś sygnał, że może to zrobić, może ją pocałować, ale zamiast tego zacisnęła tylko mocniej dłonie na jego kurtce na plecach i czekała. A on się nie zdecydował. Wróciła do mieszkania z pewnym niedosytem, bo... Już zdążył minąć miesiąc, a ona praktycznie każdą wolną chwilę spędzała z Richardem i wiedziała, że chce tak spędzać też wszystkie następne. Nie wiedziała czy o to chodzi w tej całej miłości, ale dobrze było jej w jego mieszkaniu, dobrze czuła się przy nim, jego gesty dawały poczucie bezpieczeństwa.
Pewnie właśnie dlatego szła teraz do niego. Deszcz nie ułatwiał jej tego, gdy omijała kolejne kałuże, a łzy spływały po policzkach. Mocno zaciskała dłonie na swoich ramionach, materiał skórzanej kurtki odrobinę chronił jej ciało przed chłodem, ale nie zwracała na to zbytnio uwagi. Warga piekła ją lekko w miejscu, w którym była rozcięta od uderzenia, a policzek bolał i na pewno nie był czerwony tylko od zimna. Łzy przemieszane z deszczem spływały po twarzy, a grzywka przyklejała się do czoła. Cała była już przemoczona zanim dotarła do apartamentowca, w którym mieszkał Richard. Nie zabrała z domu komórki, więc nie mogła zadzwonić i sprawdzić czy jest w środku. Znała jedynie kod do klatki, więc wstukała go, a później wsiadła do windy, którą wjechała na odpowiednie piętro, unikając swojego wzroku w odbiciu w lustrze windy. Wiedziała, że wygląda źle, że drży z zimna, a jej warga na pewno nie prezentuje się dobrze skoro jest pęknięta. Richard był jednak pierwszą osobą, która przyszła jej na myśl, gdy tylko uciekła od Josha, więc nic dziwnego, że po minucie dzwoniła gorączkowo dzwonkiem do drzwi i w duchu błagała, żeby on był w środku. Po trzech minutach straciła jednak nadzieję i osunęła się powoli po ścianie obok jego drzwi, kucając tam i chowając twarz w lodowatych dłoniach, które przemarzły jej na zewnątrz. Teraz błagała o co innego - żeby jak najszybciej wrócił do domu i znalazł ją tutaj, bo nie miała sił wracać. Nie miała zresztą gdzie iść. Chciała Richarda i jego ramion, w które mogłaby się wtulić.
Zdążyła dawno zapomnieć, że akurat dzisiaj ma urodziny. Rano gdy się obudziła i przypomniała sobie słowa z poprzedniego dnia, gdy Richard prosił, żeby przyszła do niego na wieczór, to pamiętała o tym małym święcie, ale teraz wypadło jej to całkowicie z głowy. Nie miało to zresztą większego znaczenia w obliczu sytuacji, w której się znalazła. Właściwie nie miała pojęcia i nie chciała wiedzieć co wstąpiło w Josha, gdy wrócił ze szpitala. Był pijany, cuchnęło od niego jakąś whiskey, a z tego co udało jej się wywnioskować jak kłócił się z nią na temat jej wieczornego wyjścia, to został zawieszony w pracy. Nie rozumiała czemu tak się na nią złości, dopóki nie powiedział jej prawdy. Tego, że ją kocha i że ona należy do niego. Dosłownie jakby była rzeczą, którą on może sobie rozporządzać. A nie była i z całą pewnością nie chciała być z Joshem. Nie o nim śniła, nie z nim spotykała się od kilku tygodni i nie jego ciepło dłoni lubiła. Teraz jednak nawet te dłonie nie mogły do końca jej uspokoić ani ogrzać. Tess od razu wtuliła się w Richarda, objęła go ramionami i zacisnęła dłonie na materiale jego kurtki na plecach. Schowała przy okazji nos i pękniętą wargę w zagłębieniu jego szyi, a cichy jęk wydostał się spomiędzy jej warg. Było jej zimno, cała drżała nie tylko z nerwów, które na szczęście powoli ustępowały. Im dłużej tak stali, im dłużej była przyciśnięta do jego torsu, tym bardziej je mięśnie rozluźniały się. Łzy co prawda nie znikły, ale teraz płakała nie dlatego, że się bała, ale dlatego, że schodziły z niej te wszystkie emocje, całe napięcie spowodowane nową, niespodziewaną sytuacją. - Niee... - jęknęła cicho, prawie niedosłyszalnie, gdy Richard chciał ją odsunąć od siebie. Zacisnęła mocniej dłonie na mokrym od deszczu materiale i nie chciała odejść nawet na krok, więc musiał ją popchnąć lekko do tyłu, żeby móc otworzyć drzwi od mieszkania. Dopiero gdy usłyszała przekręcane w zamkach klucze zrozumiała, że chce, żeby weszła do środka, co z ociąganiem zrobiła, puszczając na chwilę mężczyznę. Stanęła jednak w korytarzu, obejmując się i drżąc pomimo faktu, że w mieszkaniu było ciepło. Jej palce od razu zaczęły drżeć przez ten nagły skok temperatury, próbowały ocieplić się, gdy ona po prostu stała i czekała aż Richard wejdzie z zakupami do środka. Nie ruszyła się w głąb mieszkania, nie wybuchnęła płaczem. Po prostu stała cała zmarznięta, z mokrymi włosami z których kapała woda, w przemoczonych ciuchach i z krwawiącą lekko wargą, która bolała ją jak tylko dotykała jej językiem. Dopiero gdy błądziła wzrokiem po ścianie zauważyła w lusterku, że jej policzek jest zaczerwieniony trochę za mocno i że tusz odrobinę jej się rozmazał, przez co wyglądała jak siedem nieszczęść i na pewno nie powinna w takim stanie pokazywać się Quentinowi. - Nie-e... Nie miałam gdzie iść, przepraszam, wi...wiem, że nie powinnam tutaj, że nie-e musisz mi pomagać, ja... Nie chciałam, naprawdę - mówiła chaotycznie, a Richard miał marne szanse zrozumieć co właściwie się stało i o co jej chodzi. Tak jednak się czuła. Była skołowana, zmarznięta i nie wiedziała czy to przypadkiem ona nie zrobiła czegoś źle. Była jak sparaliżowana, bo nawet nie pamiętała, że powinna właściwie iść się wysuszyć, żeby nie tworzyć w mieszkaniu Richarda kałuży oraz żeby nie być zaraz chorą.
Nie obchodzilo ją w jakim tempie Richard wykonuje wszystkie czynnosci. Pewnie nie spodziewal sie zobaczyc ją cala zaplakana pod swoimi drzwiami, mial prawo byc w szoku i powoli analizowac cala sytuacje. Tess sama nie rozumiala tego wszystkiego, nie chciala rozumiec sytuacji, ktora wydarzyla sie raptem trzy kwadranse wczesniej. Jedyne czego potrzebowala i czego (a raczej kogo) bya swiadoma to brunet. Przy nim od razu mogla odetchnac, uspokoic sie troche, zaradzic cos na bolaca warge i ostatecznie wytlumaczyc Richardowi czemu przyszla do niego w takim stanie. Od razu powinna mu to wyjasniac, ale nie miala na to sil, nie teraz gdy miala przemarzniete dlonie i ciagle pociagala nosem. Dopiero gdy brunet o tym powiedzial dotarlo do niej jak bardzo jest jej zimno i ze cale to trzesienie sie to nie byl tylko wynik emocji. Skinela wiec glowa, jakby zgadzala sie z nim, ze tak, powinna sie przebrac. Nie zrobila jednak zadnego ruchu w kierunku lazienki czy chociaz sypialni mezczyzny. Nie, ona ciagle stala w tym przedpokoju i w jego ramionach szukala ciepla, ktorego tak bardzo pragnela. - Zi-zimno mi - przyznala cicho, odsuwajac sie minimalnie, zeby spojrzec w gore, przyjrzec sie wyrazowi jego twarzy. Widziala, ze sie martwi i troszczy, ale nie umknelo tez jej uwadze, ze wargi ma mocno zacisniete i jest zdenerwowany. A to od razu przypomnialo jej Josha, a jesli teraz ci dwaj sie spotkaja... Musiala znalezc mu zajecie. Nie chciala zeby ją zostawial samą. - Dasz mi ja-jakas bluze? - zapytala, odsuwajac sie i zdejmujac ciezka od wody kurtke. Sweter i bluzke pod spodem tez miala mokre, podobnie spodnie, gdy zdjela z nog ublocone troche trampki. - I recznik? - poprosila, chcac troche osuszyc wlosy. Richard chyba nie zamierzal protestowac, przynajmniej taka miala nadzieje, gdy zaczela isc do salonu i odpinac ubranie. Ciagle byla roztrzesiona, ale chciala sie ogrzac, przynajmniej tyle mogla teraz zrobic.
Chwile zajelo jej opanowanie sie, zeby nie pojsc zaraz za Richardem i nie kontrolowac tego, co on robi ani gdzie jest. Lepiej czula sie, gdy widziala go w zasiegu wzroku, bez niego to mieszkanie wydawalo jej sie mniej przystepne, przyjazne. Sama nie czula sie tutaj do konca dobrze. Wiedziala, ze zachowuje sie jak histeryczka, ale wlasciwie co miala robic? Byla w spiaczce, obudzila sie z brakiem wspomnien, nie wiedziala jak powinna do konca reagowac w sytuacjach takich jak ta, bo nie pamietala, zeby kiedys przydarzylo jej sie cos takiego. Pobicie? Od kogos, z kim mieszkala od dawna i kto mowil, ze chce jej pomoc przystosowac sie do zycia? Nie, nie miala pojecia jak na to zareagowac. Miala tylko Josha i Richarda, a obecnie tylko juz przy jednym z nich czula sie bezpiecznie. I nie chciala dopuscic do tego, zeby i to sie zmienilo. Nie chciala chwili, w ktorej Quentin zacznie na nia krzyczec, tego chyba by juz nie wytrzymala. Nie wyobrazala sobie zreszta, zeby brunet kiedys mial podniesc na nia reke. To wydawalo sie niemozliwe, miala nadzieje, ze nigdy sie to nie wydarzy. Rozebrala sie do bielizny, od razu zauwazajac przy okazji, ze uda ma mocno czerwone od zimna. Szybko zalozyla koszulke, bluze i weszla pod koc, szukajac tam ciepla. W koncu musiala sie rozgrzac. Recznikiem wytarla jeszcze wlosy, byly troche potarga,e i wilgotne, ale przynajmniej juz nie kapala z nich woda, gdy Richard w koncu do niej wrocil i przytulil ja. Herbate na razie zignorowala, wolala oprzec policzek o bark bruneta, dotknac palcami zranionej wargi, ktora na szczescie przestala juz krwawic. Zamiast od razu odpowiedziec Richardowi, to przysunela sie jeszcze blizej, przelozyla nogi przez jego uda i troche uniosla sie, zeby usiasc na jego kolanach. Poprawila na sobie koc, a jedna dlon polozyla na koszulce mezczyzny, wodzac palcami w okolicach jego serca. Spokojne bicie uspokajalo ja, a fakt, ze siedziala w jego ciuchach i cala otoczona byla zapachem jego perfum tez pomagal. Potrzebowala tego, potrzebowala... - Nie teraz, prosze - wyszeptala cicho, juz mniej drzala i przestala sie jakac, nie bylo z nia tak zle, chociaz nie dalo sie wytlumaczyc dlaczego objela do dlonmi za szyje i tylko bardziej przytulila sie do niego. Tez nie wiedziala czy tak wypada,ale nie chciala sie nad tym zastanawiac. Chciala wlasnie tego, wiec sobie po to siegala. Przestala myslec o konsekwencjach. - Moge dzisiaj u ciebie spac? - zapytala jeszcze dla pewnosci, glos miala troche stlumiony, bo przyciskala wargi do jego torsu.
Nieswiadomie Tess mocniej zacisnela dlonie na jego karku. Tym samym przyblizyla sie tylko do Richarda, sprawiajac ze ich ciala ocieraly sie o siebie. Czula cieplo bijace od niego, bez trudu oddychala zapachem jego perfum i zelu pod prysznic, chlonela to wszystko tak, jakby od kilku tygodni wcale nie czula tego samego. A czula. Za kazdym razem jak sie spotykali czula te zapachy, nauczyla sie juz je rozpoznawac, kojarzyly jej sie tylko z nim. Czasem tylko przelotnie mogla je wdychac, czasem na dluzej ja przytulal, a teraz chciala siedziec tak jak najdluzej. Nie przeszkadzala jej ciemnosc panujaca w mieszkaniu ani cisza, ktora przerywana byla tylko przez odglos deszczu uderzajacego od szyby. Czula sie bezpiecznie, nawet bol wargi nie mogl jej tego zabrac. - Ja... - zawachala sie przez chwile, bo to byla nuesoodziewana propozycja. Oczywiscie od kilku tygodni duzo czasu spedzala w towarzystwie Richarda, przyzwyczaila sie do niego, lubila przebywac w jego towarzystwie i lubila byc blisko niego. Wydawalo jej sie, ze byla gotowa na to,co on chcial jej dac. Nie chciala mowic o milosci, ale prawde mowiac to o Richardzie myslala i z nim chciala sie spotykac praktycznie non stop. Oczywiscie nigdy nie pozwolilaby mu na zalatwienie jej ochroniarza czy chodzenie za nia krok w krok, bo on tez mual swoje sprawy na glowie, a ona nie musiala byc przesadnue chroniona, ale wspolne mueszkanie... Obecnie i tak nie miala gdzie zostac. Musiala wydostac sie od Josha i albo cos wynajac, co pochloneloby resztki jej malych juz oszczednosci, albo zgodzic sie na propozycje Richarda i wprowadzic sie do jego mieszkania. Westchnela cicho jakby nie mogla sie zdecydowac, ale prawde mowiac to byla gotowa zgodzic sie od razu. Dlaczego? Nie miala na to odpowiedzi. - W porzadku - zgodzila sie cicho, chociaz miala jeden warunek. Juz kilka razy spala u niego, za kazdym razem samotnie w jego lozku, a on na kanapie i zawsze nastepnego dnia rozmasowywal sobie ramiona, bo budzil sie obolaly. Dlatego teraz Tess podniosla glowe z jego ramienia i odsunela sie odrobine, zeby spojrzec mu w oczy. Byla zdecydowana. - Mam jedno ale. Nie chce zebys spal na kanapie. Jest tu niewygodnie, a... - polozyla palec na jego wargach, gdy chcial cos powiedziec. - Twoje lozko jest duze, nie musisz tu spac. Nie o tym myslala, gdy tu przychodzila, ale teraz byla juz spokojna i ten pomysl wydawal jej sie calkiem rozsadny.
Wcale nie chodzilo tylko i wylacznie o jej sytuacje ekonomiczna. Nie chcialaby mieszkac sama, bo nie czulaby sie dobrze w pustym mieszkaniu. To bylo tez powodem dla ktorego nie wyprowadzila sie od Josha, chociaz teraz powaznie zaczela zalowac tej decyzji. Gdyby dawno sie od niego wyniosla, to nie bylaby teraz w takim stanie, policzek ani warga nie bolalyby ja, nie musialaby siedziec na kolanach Richarda i przytulac sie do niego. Nie byliby w tak dziwnej sytuacji. Jesli jednak miala wybierac czy chce byc z Richardem w mieszkaniu, czy sama to oczywistyn bylo, ze woli byc z nim. Byc tam, gdzie czula sie bezpiecznie, gdzie nie bala sie wracac i gdzie mogla sie smiac oraz gotowac z brunetem jedzenie. Tutaj bylo jej dobrze i chciala, chciala tu byc czesciej. Dopoki on tego nie zaroponowal, to nie byla tego swiadoma, ale teraz wiedziala, ze to bylo jedyne mozliwe rozwiazanie. - Przynajmniej nie zmarzne - podsumowala tylko jego wypowiedz, bo nie przypuszczala, zeby Richard faktycznie mial chrapac, a nawet jak to bylo male prawdopodobienstwo, ze bedzie ja tym budzil. Cala reszta tez przeciez byla do zniesienia, bo skoro beda spali, to ani on, ani ona nie mogli kontrolowac tego, jak sie wierca czy przyciskaja do siebie. Jakos oboje to zniosa, z czasem przyzwyczaja sie pewnie do tego. Tess odkad sie obudzila nie spala z nikim w lozku, wiec dla niej to dodatkowo mialo byc cos nowego. Na chwile nawet dzieki temu zapomniala dlaczego tu przyszla oraz w jakim stanie byla. Dopiero jak sie lekko usmiechnela, a warga zabolala ja, to syknela z bolu. Juz teraz wiedziala, ze szybko nie minie jej to. - Chyba... Powinnam to czyms przemyc - stwierdzila cicho, odsuwajac sie od Richarda, a gdy jej pozwolil, to wstala z jego kolan. Koc zostal na kanapie, a Tess w koszulce i bluzie, z nagimi nogami poszla do kuchni, zeby poszukac wody utlenionej i waty. Dobrze czula sie w ciuchach Quentina, w jego mieszkaniu, wlasciwie... W calym jego zyciu. I chyba bedzie musiala mu to w koncu powiedziec.
Dopóki nie dotarł do niej głos Richarda informujący ją, gdzie powinna szukać wody utlenionej, to stała na środku kuchni i rozglądała się po niej. Wyglądało to trochę tak, jakby czekała aż na jakiejś szafce pojawi się czerwony napis "apteczka" albo ostatecznie "zajrzyj tutaj", dzięki czemu nie będzie musiała przeszukiwać każdej z nich po kolei. Co prawda czuła się dobrze w tym mieszkaniu, wiedziała gdzie są pochowane kubki, a gdzie znajdzie zapas owocowych herbat, ale to raczej było wszystko. Nie szperała w kuchni Richarda, żeby nie wyjść na wścibską, a przez to nie do końca wiedziała jak poruszać się po tym miejscu. Na szczęście Quentin w pewien sposób ją uratował i mogła z cichym westchnieniem ulgi podejść bliżej szafki, gdzie pojawił się kolejny problem po jej otworzeniu. Wata i woda utleniona był na samej górze czyli tam, gdzie nawet stojąc na palcach nie mogła dosięgnąć. Fuknęła cicho pod nosem sfrustrowana tym, jak wszystko dzisiaj jest pod górkę i już całkowicie zapominając o tym, że przy gwałtowniejszych ruchach koszulka bruneta podciąga się zdecydowanie za wysoko, weszła jakoś na szafkę i uklękła na niej, co ułatwiło jej zdjęcie potrzebnych rzeczy. Co prawda było też w pewnym stopniu niebezpieczne, ale Tess zignorowała spojrzenie jakim obrzucił ją Richard, gdy wszedł do kuchni ze swoimi zakupami i zobaczył ją klęczącą na blacie dolnej szafki. Za chwilę zresztą z niej zeszła i zamknęła drzwiczki od tej górnej, bo wzięła wszystko, czego aktualnie potrzebowała. Jasne, mogła zawołać Richarda i poprosić go by jej to zdjął, ale nie chciała znowu go wykorzystywać. Już i tak wiele jej pomógł, z takimi drobnostkami mogła przecież poradzić sobie sama. - Jak tylko wrócę to będę pomagać - obiecała mu, po czym wyszła z pomieszczenia. W łazience zdezynfekowała ranę i chociaż bolało jak diabli to jakoś się z tym uporała. Przy okazji związała tez włosy w niedbałego kucyka, żeby jej nie przeszkadzały, bo i tak ciągle były wilgotne oraz potargane. Po pięciu minutach była z powrotem w kuchni, a gdy tylko Richard pokazał jej które warzywa ma skroić, to wzięła się za krojenie. Ona też chciała zapomnieć, ale było to raczej trudne skoro nadal bolało ją rozcięte miejsce i przez ostatnie minuty wpatrywała się w swoje lustrzane odbicie, które tylko jawnie przypominało jej o tym, co się wydarzyło. Miała jednak nadzieję, że on jakoś się od tego oderwie, bo może i tu przyszła, może szukała przy nim ciepła, ale nie chciała żeby wplątał się w jakąś aferę, a po tym jak potrafił reagować gdy ktoś ją zagadywał jak byli w kinie albo w cyrku, to wiedziała, że on nie reaguje raczej dobrze na widok mężczyzn dotykających jej, więc nie zareaguje też spokojnie jak dowie się kto nie tylko jej dotknął, ale też uderzył. Dlatego nie chciała o tym mówić. Lepiej było zostawić ten temat, przynajmniej na razie. - Richard... Przepraszam, że przeze mnie masz praktycznie same zmartwienia. Najpierw musiałeś radzić sobie z moją amnezją, a teraz to... - Pokręciła niemrawo głową, jakby sama nie była pewna dlaczego w ogóle zaczęła ten temat. Wiedziała jednak, że musi go w pewien sposób przeprosić i jakoś mu to wynagrodzić. Zasługiwał na to po miesiącu... Właściwie czego? Oczekiwania? Na chwilę odłożyła na bok nóż i odwrócić się przodem do mężczyzny. - Wiem, że to nie był łatwy miesiąc, ja musiałam się przyzwyczaić, a ty zaakceptować nową sytuację i, i tak jestem ci wdzięczna, że spędzałeś ze mną tyle czasu, pozwalałeś się poznać... - Brzmiało to tak, jakby chciała odejść, ale przecież gdyby chciała, to nie godziłaby się spać z nim w jednym łóżku. Nie musiał się o to martwić, wręcz przeciwnie. Gdy utkwiła spojrzenie w tego tęczówkach mógł zobaczyć, że mówi szczerze i że nie czuje żadnego przymusu związanego z brakiem pamięci, gdy... - Chyba wiem dlaczego cie pokochałam za pierwszym razem. Może tego nie pamiętam, ale skoro zakochuje się po raz drugi, to wtedy musiało być tak samo. Wiem, że przy tobie nic mi nie grozi.
To byl wlasnie problem zwiazany z Richardem. Byl az nadto opiekunczy. Rozcieta warga nie wymagala przeciez ogledzin lekarskich, przysporzyloby to raczej mnostwo problemow, bo Tess musialaby powiedziec kto jej to zrobil, zeby podejrzenia nie padly na Quentina. Moze nawet musialaby to zglosic na policje, a nie chciala robic sobie takich problemow. Lepiej bylo to tak zostawic, jutro lub pojutrze pojdzie do Josha po swoje rzeczy i wiecej juz go nie zobaczy. Nie potrzebowala problemow, wiec lepiej bylo to tak zostawic. Richard bedzie musial przywyknac, ze ona takie sprawy chce zalatwiac po swojemu. Nie wiedziala czy kiedys tez tak robila, czy moze poddawala sie jego woli, ale teraz zamierzala sie z nim klocic jesli bedzie przesadzal z troska. A wiedziala, ze bedzie. Oczywiscie bylo to mile, ale nie mogli przeciez przesadzac. Widziala ten szok wymalowany na jego twarzy, ale nic nie mogla poradzic na to, ze on martwi sie na zapas. Po tym miesiacu zdazyla zauwazyc, ze on ciagle sie boi. Bal sie, ze ona zniknie tak jak dwa lata temu i nie bedzie po niej sluchu. Tylko, ze to dzialalo w dwie strony. Ona tez sie bala, ze on sie w niej odkocha, ze zrezygnuje z niej albo ze bedzie miala kolejny wypadek przez ktory znowu go w jakis sposob straci. Nie dalo sie temu zaradzic, bo z kazdym kolejnym dniem przywiazywala sie do niego i dlatego tez nie bala sie zostac z nim na noc ani na kazda kolejna noc. To bylo dla niej nowe, jednak nie zalowala. Nie zalowala tego gdy do niej podszedl i zrobil to, na co mial ochote podczas kilku ostatnich ich spotkan. Wiedziala o tym i glownie dlatego wyszla z inicjatywa, pierwsza zaczela ten temat. On czekal, czekal na jej sygnal i lepszego mu juz dac po prostu nie mogla. Nie miala na tyle odwagi, zeby zrobic to, co on zrobil. Ale on na szczescie mial i mogla w koncu, po raz pierwszy poczuc jego wargi na swoich. Zadnych poprzednich pocalunkow nie pamietala, wiec nic dziwnego, ze dla niej to bylo jak pierwszy pocalunek w calym jej zyciu. Nie mogl byc perfekcyjny przez rane na wardze, ale i tak przez chwile nie czula tego bolu, skupila sie na ruchu warg, na ich cieple i ksztalcie. I nie zalowala. Nie chciala go odsuwac. Wrecz przeciwnie, polozyla dlonie na jego torsie i lekko zacisnela palce na materiale koszulki. Powielila ten pocalunek gdy Richard odsunal sie na chwile, ale zaraz tego pozalowala, bo rana dala o sobie znac. Gdy odsuwala sie, to jeknela cicho. W ogole nie bylo jej to teraz na reke. Ani to, ani fakt, ze gotowali. - Richard... Warzywa - powiedziala jedynie, ale nie ruszyla sie, nadal opierala swoje czolo o jego, nadal pozwalala by ich pddechy mieszaly sie ze soba. Co prawda nie chciala zeby spalili mieszkanie, ale i tak nie miala jak ruszyc sie do kuchenki. Brunet stal jej na drodze.
Miala ochote zasmiac sie, gdy tak jawnie zignorowal jej komentarz o warzywach, ale chyba jeszcze nie otrzasla sie do konca po sytuacji z Joshem, zeby tak po prostu zaczac sie smiac. Zamiast tego mocniej zacisnela palce na jego koszulce i przymknela powieki. Oddala ten kolejny pocalunek, chociaz robila to calkowicie niesmialo i niepewnie, bo nie wiedziala jak do konca sie zachowac. Czula tylko ze to wlasciwe i ze powinna to zrobic. Nic wiecej, ale nie potrzebowala niczego wiecej. Wystarczal jej po prostu Richard, chociaz nadal byla przy nim ta zagubiona dziewczyna, ktora spotkal tamtego wieczoru w teatrze. Nadal brakowalo jej pewnosci siebie, ale jakie to mialo znaczenie? W jego ramionach mogla byc niesmiala, w niczym im to chyba nie przeszkadzalo. To Tess w koncu odsunela sie i otworzyla oczy. Jej uwage od razu przykul nowy blask, ktory widziala w jego teczowkach. Widac bylo, ze jest szczesliwy, ze wlasnie dostal dawke pozytywnej energii i ze udalo jej sie odciagnac jego mysli od faceta, ktory ja uderzyl. Nie chciala przyznawac, ze to byl Josh, lepiej wiec ze oboje oderwali sie od tego tematu i skupili na czyms wazniejszym. A raczej ona skupila sie na... - Jedzenie - jeknela cicho i mimo prltestu Richarda odepchnela go odrobine, zeby podejsc do kuchenki. Nie wylaczyla jedynie warzyw, ale tez makaron oraz sos do niego, bo wszystko im sie wygotuje w koncu. - Moglam oczekac z tym az bysmy skonczyli tutaj. Jeszcze troche i nie byloby co jesc - uznala, odwracajac sie znowu do Richarda. W ciagu paru godzin zdazylo sie juz tyle wydarzyc, ze nie pamietala juz nawet, ze dzisiaj sa jej urodziny. I ze to wlasnie w jej urodziny zaczynala wywracac swoje zycie do gory nogami. Znowu.
[wybacz, ze krotko, ale jestem u znajomych i pisalam na raty, juz dzisiaj nie napisze odpisu, wiec do jutra ;)]
Nawet nie zdążyła zauważyć kiedy Richard wstał z kanapy, praktycznie od razu znalazł się przy niej. Zwyczajowo zarówno jej oddech jak i puls przyspieszyły. Na jego słowa, a może raczej na sam głos zamknęła oczy i rozchyliła lekko usta. On już tak na nią działał, miała do niego pewną słabość. Jego dotyk ją oszałamiał. Według niej zagrał zupełnie nieczysto, dobrze wiedział, że po czymś takim nie będzie potrafiła tak po prostu opuścić tego mieszkania. No chyba, że zadziałałby jakiś zewnętrzny bodziec. Przezornie zrobiła dwa kroki w tył, zatrzymując się przy stole, który stał za nią. Gdyby dłużej tak trwali bardzo możliwe, że do czegoś by doszło, a była pewna, że brunet później by tego żałował ze względu na Tess. Nie miała zamiaru być jakąś pomyłką. - Dobrze, zostanę. - niepewnie skinęła głową. Nagle postanowiła dać o sobie znać komórka Quentina. Brunetka odruchowo spojrzała na blat, na którym znajdował się telefon. Mimowolnie zauważyła kto dzwoni, a mianowicie panna Novins. - Odbierz. - mruknęła, odwracając wzrok.
[Sorka, że tak krótko. :< I tak troszkę dziwnie z tym telefonem, ale jakoś nie miałam pomysłu.]
Olivia nawet teraz pamiętała, jak ciężko było podjąć jej decyzję o dwuletnim wyjeździe na obóz siatkowy. Nie chciała opuszczać Londynu i stawiać pod wielkim znakiem zapytania jej przyjaźni z tyloma ludźmi. To właśnie tutaj był jej ukochany brat, to tutaj miała Quentina, na którego mogła liczyć w każdej sytuacji. Dobrze wiedziała, że przez te dwadzieścia cztery miesiące separacji mogła wszystko stracić. Utracić więź z przyjaciółmi na rzecz doświadczenia w sporcie. A jednak zdecydowała się zaryzykować. Po pierwsze była prawdziwą maniaczką siatkówki i naprawdę chciała dostać się do narodowej kadry. Od zawsze jej marzeniem było utrzymywanie się z gry, którą tak kochała. Jak mogłaby zrezygnować z takiego wyjazdu, który właściwie zapewniał jej przyszłość? Później nigdy by sobie nie wybaczyła, gdyby z niego zrezygnowała. Dodatkowo Josh również wybierał się na obóz… To prawdopodobnie przeważyło o decyzji Olivii. Obecnie mogła z ulgą stwierdzić, że nie żałowała. Chociaż nadal zastanawiała się, czy zostaliby parą z Joshem, gdyby nie te dwa lata, które spędzili razem za granicą. Na szczęście po powrocie udało jej się odnowić starą więź z Quentinem. Prawdopodobnie dlatego, że to właśnie w tamtym okresie zniknęła Tess, a chłopak potrzebował kogoś, kto mógłby go wesprzeć. A Olivia była wtedy akurat na wyciągnięcie ręki. Nie żeby Walsh cieszyła się z tego, że Tess niemal wyparowała i tak mocno zraniła jej przyjaciela, jednak nie dało się ukryć, ze w pewien sposób była jej wdzięczna. W sumie to dzięki jej zniknięciu udało jej się uratować przyjaźń z Quentinem. Wcale nie była pewna, czy gdyby nie ta sytuacja, to nadal byliby sobie tak bliscy. Zdecydowanie nie tylko Richard był w stanie zinterpretować jej samopoczucie po najmniejszych gestach. Tyczyło się to również Olivii. Dziewczyna nawet teraz pamiętała, że Quentin starał się udawać silnego po zniknięciu Tess. Tak jak zawsze chodził na imprezy, zaczął się spotykać z nowymi kobietami, zachowywał się jak gdyby nic się nie stało. Jednak Olivia wiedziała swoje. Nie musiała zadawać mu bezsensownych pytań o to, czy się dobrze czuje lub o to, czy może mu jakoś pomóc. Dobrze wiedziała, że w takiej sytuacji jedyną rzeczą, jaką mogła zrobić, było stanie po jego stronie w tych dobrych i złych chwilach. Co nie zmieniało faktu, że potrafiła zrobić przyjacielowi kilka naprawdę głośnych awantur, mimo stanu w jakim się znajdował. Szczególnie wtedy, kiedy zauważyła, że powoli zaczyna się uzależniać od różnych używek. A na to zdecydowanie nie mogła pozwolić. Pewnie nie była typem idealnej przyjaciółki, która pogłaska go po głowie i powie mu kilka miłych słów. Czasami wolała dać mu porządnego kopa w tyłek, aby się ogarnął i zaczął żyć normalnie. Mimo wszystko Olivia nie odczuwała, aby Quentin nie lubił tej części jej osobowości. Opadła na kanapę koło przyjaciela i ułożyła głowę na jego kolanach, spoglądając na niego z dołu. W sumie dobrze się złożyło, że tego wieczora postanowiła go odwiedzić, ponieważ już od jakiegoś czasu chciała z nim porozmawiać na pewien temat. Do tej pory jeszcze nikomu o tym nie mówiła, ale raczej nie sądziła, aby ktoś był w stanie zrozumieć ją lepiej niż sam Quentin. - Wdałam się w romans z trzydziestoparoletnim facetem – rzuciła jak gdyby nigdy nic i tylko to, że przygryzła dolną wargę, świadczyło o tym, że czuję się trochę zażenowana. Mimo że jej głos był swobodny, to dało się zauważyć, że czuje się skrępowana, poruszając ten temat. – Koniec z wizerunkiem grzecznej Olivii – dodała nieco ironicznie, przewracając oczami. Oj tak, w oczach większości osób była niemal idealną córką, siostrą, przyjaciółką. Nawet jej rodzony brat wciąż wierzył, że z niej to taka porządna, poukładana dziewczyna. Chyba najwyższy czas, aby zdjął swoje różowe okulary i spojrzał na nią nieco obiektywniej.
[Kurczę, z powiązaniem będzie problem. Nie za dużo z Twojej karty wyczytałam, ale możemy powiązań pracę Connie i to, że Richard jest studentem prawa. Zostanie wplątany w jakąś sprawę. Nie wiem, może z uczelni wyślą jednego z najlepszych studentów, aby pomógł w sprawie jakiegoś mężczyzny, który został oskarżony o używanie broni, a potem o morderstwo.]
To brzmiało... źle. Zagryzła mocno dolną wargę. Czyli jednak miała rację, to co piękne zawsze musi się skończyć. Bo niby o czym innym "chyba muszą porozmawiać". Czuła jak jej serce zaczyna pękać, a świat się walić. Nie. Nie. Nie. Miała się nie przywiązywać... A jednak to zrobiła. Nie dopuszczała do siebie tej myśli, ale niestety była prawdą. A tak starała się trzymać wszystko na wodzy. Nie pamiętała by wcześniej się tak mocno...eee... zaangażowała? To chyba było dobre słowo. Zaangażowała się, tylko właściwie w co? Związkiem tego nazwać nie można było. Romans albo przyjaźń z bonusem - odnosiła wrażenie, że to coś więcej, ale pewnie tylko ona. Tak, Nina czuła coś więcej, coś czego nie umiała nazwać. Nie liczyła na jakieś odwzajemnienie, bo po prostu wiedziała, że go nie ma. Richard był dla niej kimś naprawdę ważnym, ale... Właśnie, zawsze było "ale". Było, jest i będzie. Więc czy to miało jeszcze jakiś sens? Wiedziała, że zaraz dostanie wykład na temat przywiązania, tego jak miała wyglądać ich relacja i w ogóle. No i że skoro ona nie umie trzymać się "zasad" to to już koniec. Znaczy, o ile ją przejrzał. Choć sama tego jeszcze nie dokonała, nie wiedziała co się z nią dzieję. - Wolę postać. - stwierdziła beztrosko i wysiliła się na uśmiech. Tak jakby nigdy nic. A jednak coś było. Po prostu była gotowa wyjść z tego apartamentu gdy tylko będzie jej kazał. Gotowa był na pewno fizycznie, ale czy psychicznie też? Tego nie mogła być pewna. To był koniec, czuła to każdą komórką swojego ciała...
Nina B.
[Znowu strasznie krótko :/ Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje :< Na blogu z opowiadaniem też coś kiepsko idzie. Chyba się wypaliłam. :< ]
[To ja powitam! :) Plus za tytuł karty! XD Co prawda nie bardzo widzę możliwość połączenia naszych postaci, ale jeśli na coś wpadnę to z pewnością się odezwę! :)]
OdpowiedzUsuńAidan.
[Witam, witam (jako pierwsza odważna, hue hue), a teraz idę się kąpać (w towarzystwie kartek z wątkiem od Seana, żeby jak wrócę szybciej odpisać, ale who cares xD) i jakby był jakiś pomysł na wątek (chociaż z Andy może mieć ciężko) to cokolwiek odpowiem za jakąś godzinę ;>]
OdpowiedzUsuńAndrea
[Pff, przez Aidana nie pierwsza odważna.]
Usuń[XD! zawsze do usług, Andy xD]
Usuń[Dobrze tak Aidanowi, że na jej widok mini-zawału dostanie XD]
Usuń[Nie spamuj pod kartą łobuzie! :) ]
Usuń[To ja kocham to co w tytule jest <3 Tag. I oczywiście się witam i o wątek pytam ^. - ]
OdpowiedzUsuńBarbra
[Cześć, cześć. ;) Zapraszam na wątek, wolisz z ustalonym powiązaniem czy lepiej zacząć od zera?]
OdpowiedzUsuń[Dłuższą chwilę zastanawiałam się, dlaczego dobrze mi się kojarzy to imię. GENIUSZ ze mnie <3 Zapraszam do wątku, chociaż większych szans na powiązanie nie widzę.]
OdpowiedzUsuńSean/WIlhelm/Quentin
[Dzień dobry, dzień dobry :). No to może wątek?]
OdpowiedzUsuńIsobel Revent
Może jakiś flit z panną Hollie? Krótki i intesywy romans?
OdpowiedzUsuńHollie Rhode
[Pewnie namnoży ci się wątków z flirtem, romansem, więc nie ma co zanudzać, poza tym ja takowych nie umiem i nie lubię prowadzić. ALE, skoro Richard jest na prawie, to ojciec Janet mógłby chcieć ich jakoś spiknąć (nieudolnie, oczywiście) i zamęczałby oboje różnymi spotkaniami, zapraszaniem chłopaka na kolacyjki, takie tam. I, rzecz jasna, ta dwójka by się nie znosiła, bo ona kpiłaby z niego jako playboya, a on z jej poważnego podejścia do diety. Proponuję jakiś obciach w restauracji, gdzie przez pomyłkę przyniesiono by Janet kawę z nieodtłuszczonym mlekiem (aj!), ona zrobiłaby awanturę kelnerowi, a Quentin jej, że robi awantury :D]
OdpowiedzUsuńJanet
[Tak, dobrze rozumiesz. Jest w "faktach", że ma częściową amnezję. Właściwie nie pamięta sporo rzeczy sprzed trzech lat wypadku, tylko wybiórcze rzeczy. Ale znajomych żadnych nie pamięta]
OdpowiedzUsuńTess
[Skoro ja wymyśliłam, to tak :(]
OdpowiedzUsuńJanet
[A jakiś pomysł konkretny pomysł na kłótnie? ;d]
OdpowiedzUsuńMary J. Ordway
[ Cześć :) W sumie to może ją próbować krzywdzić, ale ona raczej się nie da. Choć niepozorne z niej dziewczę to i tak dałaby sobie z nim radę. Ba, posunęłabym się nawet do stwierdzenia, że mogłaby go próbować zmienić :)]
OdpowiedzUsuńAmelka H.
[Czekam z niecierpliwością :)]
OdpowiedzUsuńJanet
[ Hm, pomysł mi pasuje. Mogli się poznać, kiedy Richy kupował w jej kwiaciarni kwiaty dla jakiejś dziewczyny. W pewien sposób mogli się nawet zaprzyjaźnić. Spotykali się od czasu do czasu, a znajomość przetrwała ten dłuższy czas. A Amelka, widząc jak teraz zachowuje się jej przyjaciel będzie chciała na niego wpłynąć żeby był takim samym chłopakiem, kiedy go poznała. Można nawet dorzucić do tego ( jeśli Ci to odpowiada), że dziewczyna może się w nim w pewnym stopniu podkochiwać, ale nawet słówkiem o tym nie piśnie.]
OdpowiedzUsuńAmelka
[ Dla mnie bomba :) Zaraz zacznę wątek :)]
OdpowiedzUsuńAmelka
[No cóż, Tess nie chciała pójść z nim do łóżka, to byłby ten problem może xd Bo ona jest na zasadzie "po ślubie". Więc mogłoby być tak.. Tylko nie wiem co to nam da, bo Tess i tak nie będzie tego pamiętać.
OdpowiedzUsuńZawsze jest też możliwość.. Ale to trochę skomplikowane. Bo Tess ogółem była z chłopakiem półtora roku (więc musiałybyśmy cofnąć trochę związek ich żeby to sens miało), już mieszkała z nim, właśnie pokłócili się o to, że nie chce z nim do łóżka iść (bardzo wierząca jest) i ona spakowała część rzeczy i wyszła bo się wkurzyła, zamierzała do Danii jechać, ale był ten wypadek, więc ona tak nieświadomie go porzuciła bez żadnego znaku życia, no a teraz się obudziła. Więc albo Richard byłby jakimś jej wcześniejszym chłopakiem, albo.. Albo właśnie nim? Tylko że nie wiem czy chcesz się w to wkręcać.]
Tess
[Dla mnie to.. Nie xD Bo to trzeba wszystko rozpisywać, a mi się nie chciaaało. No ale dobra: ona przyjechała do Anglii do szkoły, babcia się zgodziła, więc pojechała, bo bardzo chciała na astronomię później zdawać i ubzdurało jej się, że w Anglii jej się uda. Mieszkała początkowo w Internacie, ale oczywiście coś tam było nie tak w papierach i ona praktycznie została bez dachu nad głową, chwilę pomieszkała u przyjaciółki i ostatecznie po namowach chłopaka wprowadziła się do niego z jasną zasadą: zero seksu. Może nawet początkowo oddzielne łóżka chciała, ale ostatecznie po miesiącu by się z tym poddała, bo ten chłopak (dajmy na to że jednak Richard) przyłaził bez przerwy do niej i no, poddała się. Ale co do seksu nie a po takim ciągłym spaniu w jednym łóżku mógł mieć dość. I starszej jej nie mogę zrobić, bo wtedy sypie mi się cały plan ze szkołą, a nawet ona na zdjeciu nie wygląda na więcej niż dwadzieścia lat xd
OdpowiedzUsuńKwestia tatuażu była dla mnie jasna, dlatego nawet zapomniałam napisać, że tak, mogli sobie zrobić taki bliźniaczy tatuaż gdzieś na nadgarstkach, za uchem, na kostce.. No nic dużego, ale coś, co mieliby oboje.
I wiem, że twój pomysł był podobny, ale mój jest bardzo sprecyzowany, ma duże znaczenie dla jej historii, więc no.. Nie wiem po prostu czy chcesz xd]
[To poszedł mail ;)]
OdpowiedzUsuń[Oh, dzięki :) Skoro zaś z Richarda taki roztrwaniacz majątku, to mogliby się poznać np w jakiejś ekskluzywnej restauracji, gdzie Winona zostałaby na obiad po jakimś spotkaniu dajmy na to biznesowym, w kwestii jej pracy i potencjalnej, kolejnej wystawy.
OdpowiedzUsuńCo ty na to?]
Oooo Super! jestem jak najbardziej za, mam zacząć? Długie czy średnie watki?
OdpowiedzUsuńHoollie
Amelka była osobą dość specyficzną. Z pozoru wydawała się być zamknięta w sobie. Żyła we własnym świecie, i nawet Nathaniel- najbliższa osoba w jej życiu- nie potrafił do niej nigdy dotrzeć.
OdpowiedzUsuńDziewczyna potrafiła zamknąć się we własnym świecie, nieczuła na wszelkie bodźce zewnętrzne. Miała swój świat i swoje kredki i to jej wystarczało. Przynajmniej do czasu, kiedy poznała Richa. Może nie była to jakaś znacząca znajomość na samym początku. Mężczyzna przyszedł do kwiaciarni, w której pracowała Henderson po kwiaty dla swojej dziewczyny. Momentalnie przykuł jej uwagę. Był fascynujący i przystojny, choć Amelka nigdy nie patrzyła tylko na wygląd zewnętrzny. Niemal że z miejsca go polubiła i zapragnęła go lepiej poznać.
Spotykali się od czasu do czasu aż zwykła koleżeńska znajomość przerodziła się w długoletnią przyjaźń. To ona przy nim była, kiedy rozstał się z dziewczyną. Ona widziała go podczas tych lepszych i tych gorszych dni. Ona potrafiła go wyleczyć z kaca i namówić na rzeczy niemożliwe.
Ni więc dziwnego, że po jakimś czasie przyjaźń przestała jej wystarczać. Nie pisnęła jednak ani słowa, nie zdradziła się żadnym gestem. Próbowała zdusić, to kiełkujące w niej, uczucie w samym zarodku. Nie chciała niszczyć ich przyjaźni.
Przez cały czas zachowywała się tak samo, nie dając po sobie poznać, że w jej uczuciach, a przede wszystkim, w sercu zaszła jakakolwiek zmiana.
Dlaczego?
Może dlatego, że wiedziała, zupełnie podświadomie, że Richy nigdy z nią nie będzie. Nie miała ze swojej strony niczego do zaoferowania, więc dawała z siebie wszystko jako jego przyjaciółka.
Przez wszystkie lata ich znajomości zajmowała się nim i opiekowała. Widziała jak się zmienił pod wpływem rozstania. Nie podobało jej się to i chciała to zmienić. Oczywiście, nic mu nie powiedziała. Działa cichaczem.
W niedzielny poranek, a raczej już w południe, otworzyła drzwi do mieszkania mężczyzny i śmiało weszła do środka. W powietrzu unosił się zapach alkoholu. Amelka po cichutku przeszła do sypialni Richy'ego i jednym zamaszystym ruchem rozsunęła zasłony oraz otworzyła okno.
-Quentin, albo sam ruszysz swój tyłek z wyra, albo ja to zrobię. Masz pięć minut. Czekam na ciebie w kuchni.- Rzuciła w stronę śpiącego chłopaka po czym wyszła z pokoju i udała się do kuchni. Po drodze pozbierała brudne rzeczy Richy'ego. Znalazłszy się w kuchni, zaparzyła dwa kubki mocnej czarnej kawy i w oczekiwaniu na przyjaciela zapatrzyła się w okno.
Amelka
[No wiem, też mi się podoba xd Z tego co widzę, Richard jest typowym casanovą, który flirtuje ze wszystkimi i zaciąga każdą do łóżka. No cóż, w przypadku Catherine to raczej nie przejdzie, bo pomimo swojego zadziornego charakterku jest romantyczką, czekającą na księcia z bajki. Możemy zrobić tak, że Richard coś tam z nią próbował, ale ona powiedziała mu stanowczo nie i teraz albo dał sobie spokój albo nadal próbuje. Jeśli to pierwsze, to też możemy pójść w dwóch kierunkach, czyli lubią się albo nie i wtedy za każdym spotkaniem mogą sobie dogryzać i takie tam xd]
OdpowiedzUsuńHenderson nie znała dziewczyny, która tak bardzo zraniła jej przyjaciela. Wiedziała jednak, że jeśli przyszłoby jej gdzieś ją spotkać, powiedziałaby jej co o niej i jej zachowaniu myśli. Amelka nie potrafiła pojąć jak można było zostawić takiego dobrego faceta jak Richy. W głowie jej się to po prostu nie mieściło.
OdpowiedzUsuńW głębi duszy nie mogła doczekać się dnia, w którym stanie oko w oko z byłą dziewczyną chłopaka, do którego coś czuła.
Amelka nie bardzo wiedziała jak długo czekała na Richy'ego. Wiedziała, że tak będzie. Zawsze tak robił. Budziła go, a on zostawał w łóżku czekając aż przyjdzie znów i zdzieli go poduszką po rozczochranej łepetynie. Jeśli i to nie pomagało, dziewczyna groziła mu, że zje wszystkie mandarynki i cały budyń, który mu zrobiła. Zazwyczaj działao. Nie wiedziała jednak, czy i dziś poskutkuje.
Widziała w jakim był stanie i w sumie mogła mu odpuścić, ale obiecał jej, że pójdzie z nią do wesołego miasteczka. Tak się cieszyła. Tak bardzo na to czekała przez cały tydzień. Cieszyła się, że będą mogli spędzić trochę czasu razem. Nie zamierzała odpuszczać.
Wspaniałomyślnie dopiła kawę i odczekała kolejne piętnaście minut po czym ponownie ruszyła do sypialni.
Rzuciła się na łóżko, nie zważając na to, że jest w butach, i że swoim pięćdziesięciokilogramowym ciałkiem przylgnęła do ciała przyjaciela.
-Quentin, ja cię nadal grzecznie proszę. Wstań sam, z własnej woli albo zaczniemy inaczej rozmawiać.- Powiedziała chcąc zabrzmieć groźnie, jeśli jednak o niego chodziło nie potrafiła się na niego gniewać.
Popatrzyła na Ricchy'ego. Zero reakcji.
Bezceremonialnie wyciągnęła mu spod głowy poduszkę i z całej siły zdzieliła go po głowie.
-Wstawaj w tej chwili!- niemal krzyknęła ledwo maskując śmiech.- Jeśli zaraz się nie podniesiesz siłą zaciągnę cię pod prysznic. Zjem twój budyń i dwa kilogramy mandarynek, które ci przyniosła. Tego chcesz?- Spróbowała nieco inaczej.
Nadal zero reakcji ze strony przyjaciela.
-Obiecałeś mi wesołe miasteczko.- Powiedziała w końcu płaczliwym głosikiem pociągając nosem.
Czasami naprawdę nie miała na niego siły. Jednak cierpliwie znosiła każdy jego humorek i zachowanie, które ją raniło. Tak robili przyjaciele, prawda?
Amelka
Jedna kłótnia, o której obecnie nie pamiętała potrafiła zmienić naprawdę wiele w jej życiu.
OdpowiedzUsuńDwa lata. Dwa lata spała, nie przejmując się żadnymi codziennymi problemami typowych nastolatek, chociaż wcale aż taką typową nie była. Oprócz przygotowywania się do testów, odrabiania prac domowych, pisania referatów czy tworzenia prezentacji miała też na głowie pilnowanie skromnego, ale na szczęście własnego budżetu, płacenie rachunków, robienie zakupów czy choćby gotowanie. Do wszystkiego była przyzwyczajona, umiała sobie radzić praktycznie w każdej sytuacji, może tylko z naprawianiem kranu wolała poczekać na swojego chłopaka (teraz nawet o nim nie pamiętała), ale w każdej innej kwestii była w stanie poradzić sobie sama. Później jednak wszystko się posypało, jej świat wywrócił się do góry nogami z powodu wypadku, właściwie nawet przestał istnieć na długie, bardzo długie miesiące, kiedy to jej pamięć obumierała kawałek po kawałku aż została tylko marna część wspomnień, które nie wnosiły wiele informacji do jej nowego życia. Wprowadzały jedynie zamęt i niezdecydowanie, pustkę i strach, niepewność zmieszaną z irytacją, bo ona tak bardzo chciałaby wiedzieć wszystko, a nie pamięta dosłownie niczego istotnego. Skoro nie wie nawet gdzie wcześniej mieszkała, to jak niby miała poradzić sobie sama w życiu? Skoro nie pamięta kogo tutaj znała, to jak miała szukać pomocy? Skoro nie pamięta nawet, że z kimś była od wielu miesięcy i że ten tatuaż na kości biodrowej, którego codziennie dotyka podczas mycia i zastanawia się skąd go ma, to nie jest przypadek? Mając osiemnaście lat była zorganizowana, samodzielna, posiadała plan na przyszłość, a mając dwadzieścia bała się cokolwiek robić, pozwalała by decydowano za nią. Nie pamiętała swojego życia.
Gdyby nie pomoc Josha pewnie nigdy nie byłaby w stanie pozbierać się psychicznie po tym przebudzeniu. Gdyby nie siedział przy niej codziennie, to pewnie nigdy nie zgodziłaby się wprowadzić do niego na chwilę, dopóki sobie nie przypomni większej części dawnego życia albo przynajmniej nie znajdzie nowego mieszkania. Gdyby jej nie przygarnął, pewnie nie pomyślałaby o znalezieniu pierwszej lepszej pracy i nie zaczęłaby normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Gdyby, gdyby.. Tak, była mu właściwie wdzięczna za wszystko, chociaż tak naprawdę nie znała go. Nie znała ani jego, ani nikogo w Londynie. Gdzieś tam pewnie byli jej znajomi, musiała jakichś mieć, nigdy nie żyła na pustyni, ale.. Nie miała pojęcia ani kim oni są, ani co robią, ani dlaczego nigdy nikt jej nie odnalazł w tym szpitalu. Dlaczego nikt na nią nie czekał.
Musiała zacząć jakoś przystosowywać się do nowej rzeczywistości i dlatego właśnie tego spokojnego aczkolwiek deszczowego wieczoru wybrała się do teatru. Josh miał przyjść z nią, ale oczywiście wypadł mu dyżur, nie mógł się urwać z pracy, więc przyszła sama. Jeszcze przed spektaklem rozglądała się po sali, trochę wyczekiwała na pojawienie się mężczyzny, ale nie. Siedzenie z jej prawej strony pozostało puste przez cały czas trwania spektaklu. Jeszcze zanim wszystko się zaczęło zdążyła wychwycić spojrzenie jakiegoś mężczyzny siedzącego kilka rzędów za nią, ale zaraz odwróciła się przodem do sceny i skupiła na przedstawieniu. Nie miała nawet pojęcia, że powinna ..nie, właściwie to musiała go znać. Powinien zostać w jej pamięci, pozostawić jakiś ślad po sobie, ale.. Niczego nie było. Nawet nie kojarzyła jego rysów. Kompletne zero. Może to i lepiej, bo przynajmniej w spokoju obejrzała występ, a później bez pośpiechu poczekała aż w teatrze zrobi się trochę luźniej i dopiero wtedy poszła do szatni po swój płaszcz.
[albo tu, albo jak już wyjdą, gdzie chcesz ;p]
Tess
Amelka nie uważała, że Richy miałby ją w jakikolwiek sposób skrzywdzić. Nie doszło by do tego, ponieważ on nie czuł do niej tego, co ona do niego. Z jednej strony była na wygranej pozycji, bo wiedziała, że po nieudanym seksie nie rozstaliby się tak z dnia na dzień. Z drugiej strony gotowa była dla niego na wszystko, nawet na to, czego jeszcze nigdy nie robiła.
OdpowiedzUsuńHendersona uważała, że Quentin nigdy by jej nie zranił. Czasami jednak to mu się udawało. Kiedy widziała ten smutny błysk w jego oczach, kiedy milknął podczas ich rozmów, przypominając sobie pewnie byłą dziewczynę. To ją bolało. Raniło ją oglądanie go w towarzystwie innych kobiet; zadrapania na plechach; części damskiej bielizny walające się po całym mieszkaniu. Dla niej nie było to ani trochę przyjemne.
Czasami dziewczynę napadały melancholijne myśli. Siadała wtedy w swoim pokoju na łóżku, tuląc do piersi poduszkę, którą dostała od Richy'ego i płakała długie godziny. Była bezradna. Nie mogła zmusić go do miłości. Chciała tylko żeby był szczęśliwy, nawet jeśli tą, która dałaby mu szczęście nie będzie ona. Oczywiście, cierpiałaby i to bardzo, jednak niczym by się nie zdradziła. Nadal byłaby jego przyjaciółką, najważniejszą i najbliższą osobą w jego życiu. Przynajmniej miała taką nadzieję.Zazdrość zżerała by ją do końca, a ból byłby nie do zniesienia. Chciała i potrafiła się jednak dla niego poświęcić. Cholerna męczennica się znalazła.
Amelka, zastanawiała się czasami, jakby czuł się Quentin gdyby zobaczył ją w towarzystwie jakiegoś chłopaka. Czy byłby zazdrosny? Chciała w to wierzyć.
Wiedziała, że jej płaczliwy ton poskutkuje. Uśmiechnęła się pod nosem do samej siebie i niewiele myśląc pocałowała zarośnięty policzek chłopaka.
-Jesteś cudowny!- niemal krzyknęła mu do ucha, klaszcząc i ciesząc się jak dziecko na widok cukierków.- Idź się wykąp. Za piętnaście minut widzę cię w kuchni umytego, ogolonego i pachnącego. Tylko nie waż mi się spóźnić, bo sama zjem budyń.- Dodała jeszcze całując go raz, drugi i trzeci po czym wyskoczyła z łóżka i w podskokach wybiegła z pokoju.
Amelka
[Cześć. Chciałabym wątek, ale żaden ciekawy pomysł czy jakiekolwiek powiązanie nie przychodzi mi w tym momencie do głowy. Poratujesz? ;)]
OdpowiedzUsuńHarriet
Nie było wiadome czy w gorszej sytuacji był on, czy może ona. Na pewno Richardowi nie było łatwo, gdy nie dała żadnego znaku życia przez tak długi okres czasu, nie wyjaśniła nawet czy zrywa z nim, czy nie, zwyczajnie zapadła się pod ziemię. Zostały mu wspomnienia, które mógł albo pielęgnować w sobie, albo właśnie zapijać je, ale bez względu na to, co robił nie mógł sprawić,że bezpowrotnie znikną. To tak nie działało. W każdej chwili mógł do nich wrócić, mógł sobie przypominać jacy szczęśliwi byli razem, a ona.. Ona tego nie miała. Została z niczym, te wszystkie miesiące razem okazywały się pustą plamą, nic po nich nie pozostało. Żadne wspomnienie pocałunku, żadne uczucie ciepła, gdy budziła się rano w jego ramionach, żadna nadzieja na lepszą przyszłość. Kochała go wtedy cała sobą, każdą najmniejszą cząsteczką, każdym nerwem, ale teraz nie pamiętała tej miłości. Nie pamiętała tego jak rozkochiwał ją w sobie tymi czułymi gestami, spontanicznymi odruchami, jak na początku bała się, że chce się tylko zabawić jej kosztem, ale on ostatecznie pokazał, że dla niej może się zmienić. Nie pamiętała jak bezpiecznie czuła się w jego ramionach, jak chętnie kleiła się do niego nawet jak on tego nie chciał. Nie pamiętała jak działał na nią jego głos, jak szybko zasypiała gdy bawił się jej włosami. Nie pamiętała, że ten tatuaż na jej biodrze był dla niego, że to oni mieli trwać w nieskończoność, że.. Tak wiele zapomniała. On miał wspomnienia o niej, ona nie wiedziała o jego istnieniu. Kto z nich miał gorzej?
OdpowiedzUsuńZ drugiej jednak strony.. Czy byłoby lepiej gdyby wiedział? Gdyby ktoś zadzwonił i powiedział mu, że leży w śpiączce, a później on dwa lata obwiniałby się, że to jego wina i patrzyłby jak nie może się obudzić? Czy dzięki temu byłoby mu łatwiej? Na pewno nie. Mógłby jeszcze bardziej się załamać, z litości siedzieć przy niej, mógłby znienawidzić ją za to, że wsiadła do tamtego autokaru, mógłby..
Nie pamiętała tamtej kłótni jak zresztą wszystkiego innego. Za bardzo się uniosła, rozumiała go trochę, ale to była granica, której nie zamierzała jeszcze wtedy przekraczać, a Richard za bardzo naciskał i nie wytrzymała wtedy. Musiała wyjść, nie chciała jednak znikać na zawsze z jego życia. Nie pamiętała nawet samego wypadku, w szpitalu powiedzieli jej jedynie pobieżnie co się stało i jak do nich trafiła. Żadnych szczegółów dlaczego tam była, żadnych wyjaśnień. Tylko zlepek nieistotnych informacji.
A teraz oboje tu byli i tylko jedno z nich miało świadomość jak ważne jest to spotkanie. Tess nie była niczego świadoma, w skupieniu obejrzała występ, potem opuściła salę.. Nie spodziewała się tego. Nie sądziła, że w Londynie spotka kogoś znajomego. Bała się tego, że ludzie staną przed nią, zaczną dużo mówić, a ona nie będzie znać ich imienia, nie będzie nic wiedzieć i.. Bała się.Zwyczajnie bała się żyć, bała się nawet szukać wspomnień, bo nie wiedziała co one mogą przynieść. A teraz została postawiona w sytuacji, w której nie chciała być nigdy. Nie chciała mówić, że nie wie .
Odwróciła się powoli i zadarła odrobinę głowę do góry, żeby spojrzeć na nieznajomego jej mężczyznę. W typowy dla niej sposób przygryzła przy tym leciutko dolną wargę, jakby zastanawiała się co w ogóle powinna w tej chwili zrobić, co odpowiedzieć. On zachowywał się jakby ją znał, a ona.. Ona widziała kolejną nieznajomą twarz.
- Można.. Można tak powiedzieć - stwierdziła w końcu dość cicho, raczej niepewnie. Nie miała pojęcia kim on był, jakie miała z nim relacje, dlaczego w ogóle ją zna, jak ją rozpoznał i.. Boże, dlaczego to wszystko musiało być takie skomplikowane? Dlaczego nie mogła pamiętać? - Przepraszam, ale.. Jesteś pewien, że nie pomyliłeś osoby? Może chodzi o kogoś innego, podobnego? - spytała, zaciskając mocniej dłonie na swetrze, który zdążyła na siebie założyć. Kluczyła trochę, bo nie chciała przecież mówić każdej napotkanej osobie, że ma amnezję! Może ten mężczyzna faktycznie szuka kogoś innego, a ona tylko by się wygłupiła. Jeśli jej nie znał to tym lepiej, a jeśli jednak znał i powie do niej po imieniu.. Będzie miała problem. Ogromny problem.
[nie nie nie nie nie nie nie.
Usuń"okres czasu" to pleonazm, tego się nie robi :<
tak rzucił mi się w oczy przy wracaniu do góry, przepraszam :<]
[cii, tego nie było, to było już po północy^^]
UsuńNie mogła mieć pojęcia, że jej zniknięcie aż tak wpłynie na jego życie, że aż tak zmieni się z czułego faceta w kolesia, którego mało interesuje z kim sypia i nikogo nie obdarza uczuciem jakie jej ofiarował. Z jednej strony mogłaby się cieszyć, że nikogo tak nie pokochał, że była aż tak ważna, ale z drugiej.. Oddałaby pewnie wszystko, nawet kolejne dwa lata, żeby tylko tamtego dnia zadzwonić do niego z autokaru, powiedzieć, że wróci za kilka dni, że nadal go kocha, że nie zostawia go. Może wtedy on by jej szukał, może wyłapałby w wiadomościach informacje o wypadku tego autokaru, może zorientowałby się, że coś jest nie tak, a jej milczenie nie jest normalne. Nie musiałby tak cierpieć, przynajmniej w połowie ten ból mógłby się zmniejszyć, bo przynajmniej wiedziałby, że nie uciekła i miałby świadomość tego, gdzie ona jest. Nie mogli jednak cofnąć czasu. Nie mogli udać, że tamtej kłótni nie było, nic nie dało się naprawić w prosty sposób. Ona mogła tylko teraz dowiedzieć się prawdy, postarać się zrozumieć jak było, spędzić z nim trochę czasu, poznać osobę, którą powinna znać od podszewki. Może znowu się w nim zakochać, spróbować, może.. Najpierw jednak musiała dowiedzieć się czy na pewno chodzi o nią.Robiła sobie złudne nadzieje, a on faktycznie mógł się pomylić i..
OdpowiedzUsuńZ trudem przełknęła nieprzyjemną gulę i mocniej zacisnęła drżące teraz dłonie na swetrze. Gula pojawiła się w jej gardle, gdy tylko usłyszała ten żal i smutek w głosie mężczyzny, który wypowiedział jej imię. Jej imię. Dokładnie te cztery, krótkie litery, które były pierwszą informacją jaką podała lekarzom o swojej tożsamości. Tylko na to pytanie była w stanie odpowiedzieć od razu, bez zastanawiania się godzinami kim jest i co się wydarzyło w jej życiu zanim zasnęła na dwa lata. Pamiętała jedynie te cztery literki, które łatwo składały się w jedną całość, nadawały jakieś znaczenie jej życiu i.. I były odnośnikiem do tego czy ktoś faktycznie ją zna, czy nie. W końcu jak duże było prawdopodobieństwo, że gdzieś w Londynie była druga dziewczyna wyglądająca tak samo jak ona i posiadająca takie samo imię, dosyć nietypowe swoją drogą? Praktycznie żadne, ale zawsze warto było się upewnić, spytać o nazwisko, o cokolwiek.. Przecież musiała mieć wcześniej jakieś życie! Nie mogła mieszkać w szklanej kuli, nie dało się całkowicie odizolować od społeczeństwa, ktoś.. Ktoś musiał.. Chwilę stała jak sparaliżowana, nie mogła myśleć o tym, żeby chociaż zrobić krok w kierunku osoby, która być może ją znała , która może być pierwszym łącznikiem z jej dawnym życiem, wyjaśnić jej kim była.
Z całą pewnością mężczyzna mógł zauważyć, że w jej tęczówkach pojawił się strach. Nie wiedziała co zrobić. Pozwolić mu odejść czy spytać i dowiedzieć się, dlaczego z takim bólem na nią patrzy. Dlaczego tak usilnie szuka tej Tess, możliwe że jej , bo z jego wypowiedzi można było wywnioskować, że nie jest pierwsza, że już wiele razy zaczepiał w ten sposób kobiety w Londynie, że.. Że naprawdę chce znowu spotkać tę dziewczynę. Bała się jednak spytać. Bała się odpowiedzi, jakie mogą się pojawić. Bała się tego, co będzie musiała tłumaczyć i że jej nie uwierzy. Bała się, że przeszłość może okazać się gorsza niż myślała. Że robiła coś, o czym nie chce pamiętać i że może w jakiś sposób raniła wszystkich znanych jej ludzi i dlatego nikt jej nie szukał, dlatego w szpitalu była zawsze sama, dlatego nikt na nią nie czekał . Było tak wiele pytań, tak dużo rzeczy, których nie wiedziała i o których nie chciała nawet pytać, ale ten nieznajomy był pierwszą osobą (oprócz oczywiście Josha i ludzi ze szpitala), który nieświadomie zwrócił się do niej po imieniu. Pierwszą, która mogła ją znać z życia "sprzed wypadku", a nie dopiero z tego "po nim".
Z ciężkim sercem bijącym niewyobrażalnie szybko zmarszczyła odrobinę drobny nos i w końcu podjęła decyzję, od której mogło właściwie zależeć wszystko. Zrobiła parę kroków do przodu i nie zważając na nieznajomą dziewczynę, złapała mężczyznę lekko za przedramię, tym samym zwracając na siebie jego uwagę.
- Chodzi o Tess.. Tess Novins? - zapytała niepewnie, głos jej drżał od nagromadzonych przez kilkadziesiąt sekund, od tej niepewności, która już tygodniami zżerała ją od środka. Czuła się przy tym wszystkim idiotycznie, bo jak mogła nie pamiętać wszystkich ludzi? Nie miała żadnych zdjęć, żadnych pamiątek, nic, co mogłoby jej pokazać, że kiedyś przyjaźniła się z niektórymi osobami. Nic, co byłoby odnośnikiem do tego jak kiedyś żyła i.. I z kim.
Usuń- Nie mam pojęcia kim jesteś, ale.. Ale jeśli chodzi o Tess Novins to się nie pomyliłeś. Jestem nią, miałam wypadek dwa lata temu drugiego lutego i nie pamiętam wielu rzeczy, więc jeśli się znaliśmy to przykro mi, ale po prostu tego nie pamiętam - wyjaśniła cicho, na tyle logicznie, na ile tylko mogła, podając nawet datę, która dla niego mogła być bardziej znacząca niż dla niej, bo to tego dnia się pokłócili, tego feralnego dnia wsiadła w autobus, tego dnia zasnęła. Patrzyła mu przy tym w oczy, chcąc dać mu gwarancję, że nie kłamie. Nic więcej nie mogła mu dać. Jeśli to chodziło naprawdę o nią (a sądząc po jego spojrzeniu i zachowaniu oraz tym jednym słowie, to chodziło właśnie), to mógł dostać tylko tyle. Najgłupsze i jednocześnie najbardziej prawdziwe wytłumaczenie na świecie. Nie znała go. I nie miała pojęcia jak ważny powinien w tej chwili dla niej być ani że jej życie mogłoby teraz wyglądać inaczej, mogła być szczęśliwa u jego boku, gdyby tylko wtedy nie wsiadła do tego cholernego autokaru.. Przecież nigdy by go tak nie porzuciła bez słowa! Wróciłaby do niego i przepraszała, nie zostawiłaby go samego, nie byłaby w stanie. Gdyby tylko nie spała tak długo, gdyby chociaż pamiętała kim była przed śpiączką.. Gdyby. Wszystko mogłoby się potoczyć inaczej.
[upss... przepraszam za to rozbicie, nie zwracaj uwagi na długość xd]
Usuń[Dziękuję bardzo, chociaż ostatnio natknęłam się na kompletnie cudownie wykonaną kartę i uznałam, że moje to takie byle co w porównaniu z tamtą. No, ale nie jestem tak dobra jak tamten autor w dobieraniu kolorów, żeby się w takie karty bawić, więc zadowalam się moimi drobiazgami :)
OdpowiedzUsuńOgół może być, ale troszkę wypadałoby to przekształcić od strony oceny Andy. Owszem, Rich mógłby myśleć, że jej jest wszystko jedno, bo by się nie odzywała i nie próbowała go zmieniać, ale nie do końca tak by to wyglądało w jej głowie. Miałaby z tym problem i siedząc sama w domu martwiłaby się o przyjaciela, ale nic by jemu nie mówiła. Peszyłaby się widząc kolejną jego dziewczynę na jedną noc, starałaby się unikać jakichkolwiek spotkań z nimi (i jako tego efekt mogłaby na przykład odwiedzając go rano, gdy zobaczy jakąś obcą dziewczynę wychodzić ze słowami "że wpadnie później"). Nic by nie mówiła na ten temat, a Richard wychodziłby z założenia, że to wszystko przez jej strach przed dziewczynami, a nie fakt, że Andrea z nikim nigdy nie była i nie chce widząc R. z różnymi dziewczynami myśleć, że sama ze swoją naiwnością kiedyś stałaby się wyłącznie jednorazowym trofeum jakiegoś chłopaka, a wszystko skończyłoby się w chwili, kiedy poszłaby z nim do łóżka. No ale Rich o tym by nie wiedział, tak jak pisałam (bo przecież by się mu nie przyznała). W ramach "przyjacielskiej przysługi" mógłby ją też prosić o spławianie co cięższych przypadków, kiedy to jakaś dziewczyna uczepi się jego, myśląc, że po jednej nocy są w związku. A ona po początkowych odmowach (takich mało asertywnych) ostatecznie by się zawsze zgadzała, chociaż wolałaby, żeby chłopak sam sobie radził z rozczarowanymi brakiem późniejszego kontaktu kochankami (on znowu by to zwalał na karb jej strachu przed paniami, a ona by też z takiej wymówki korzystała przy odmawianiu). No i na przykład wątek mógłby się na tym opierać, że Andrea przychodzi do Richego, a ten jej mówi, że jutro ma przyjść do niego jakaś wariatka, co nie chce się odczepić i czy mogłaby zamiast niego spotkać się z nią następnego dnia rano i że jest umówiony tu i tu. Ona trochę się będzie opierać, ale potem się zgodzi jak zwykle. A potem coś będą razem robić i się wymyśli co. xD]
Andrea
Chciała wiedzieć. Chciała poznać prawdę o swoim poprzednim życiu, odkryć co działo się przez te wszystkie lata, których nie pamiętała. Chciała w końcu ułożyć sobie przeszłość w całość, bo tylko wtedy mogła ruszyć z miejsca, przestać kluczyć pomiędzy tym, co niedopowiedziane i niejasne. Miała nadzieję, że znajdzie kogoś, kto jej to wyjaśni i wyglądało na to, że przypadkowo trafiła na taką osobę. Kogoś, kto znał ją sprzed wypadku, kto mógł w jakiś sposób pomóc jej zrozumieć co działo się w jej życiu. Miało być tak dobrze! Spodziewała się, że powie, że jest jakimś znajomym, że może poznali się na imprezie, że zna kogoś, kto powie jej więcej o niej samej, ale.. Nigdy nie przypuszczałaby, że w pierwszej chwili trafi na kogoś, kto pewnie wiedział o niej najwięcej. Na swojego chłopaka. A raczej byłego chłopaka.
OdpowiedzUsuńZaskoczona rozluźniła palce na jego przedramieniu, przez co same zsunęły się po jego kurtce i dłoni, delikatnie musnęła zimnymi palcami jego skórę, ale nawet nie przywiązała do tego większej uwagi. Mogła jedynie wpatrywać się zaskoczona w niego, kompletnie wytrącona z równowagi i przerażona tym wszystkim. Kątem oka widziała, że dziewczyna obok nieznajomego.. A raczej obok Richarda niecierpliwi się i wyraźnie nie jest zadowolona z tego, co w tej chwili dzieje się, a działo się wiele. Mimo tego, że milczeli chwilę, że ludzie wychodzący z teatru musieli ich wymijać, że ręce drżały jej niemiłosiernie od nagromadzonych emocji i prawie do krwi wbijała sobie paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni (jak zawsze gdy była zdenerwowana), mimo tego wszystkiego i tak najważniejsze był kontakt wzrokowy, którego żadne z nich nie przerywało. Tess była właściwie całkowicie przerażona i zdruzgotana, po części też wściekła na siebie, że zwyczajnie nic nie pamięta. Była z tym mężczyzną, a nawet nie miała o tym pojęcia. Musiała coś do niego czuć, przecież pewnie miała wtedy siedemnaście czy osiemnaście lat, nie byłaby z nim gdyby nic nie czuła.. Więc dlaczego teraz była tylko ta cholerna pustka? Dlaczego nic nie chciało wrócić?! Miała nadzieję, że może jakieś informacje odblokują coś w jej umyśle, ale wyglądało na to, że nie.
- Ja.. - Tess wyraźnie zawahała się, bo zerknęła na dziewczynę stojącą obok niego i nie podobało jej się spojrzenie nieznajomej. Wyraźnie nie była ona w ogóle zadowolona z całej tej sytuacji, trochę krępowało to Novins, nie miała pojęcia dlaczego aż tak negatywnie dziewczyna jest do niej nastawiona. Chociaż.. Może nie chciała słuchać tego? Może była jego nową dziewczyną? - Naprawdę nic nie pamiętam, ale... Byliśmy razem? - zapytała niepewnie, bo nie wyobrażała sobie, żeby mogła być z nim. Że mógł kiedyś zwrócić akurat na nią swoją uwagę. Jaka była wtedy? Też taka niepewna życia, też bała się nadchodzącego dnia i tego co może ją spotkać? Miała do niego tyle pytań.. - Nie.. Nie będę zabierać czasu teraz, ale moglibyśmy się spotkać? Chciałabym porozmawiać, nikogo nie pamiętam, nie wiem kogo spytać, może akurat byś wiedział coś.. - trochę się plątała, ale na litość! Dopiero co dowiedziała się, że on jest czy był jej chłopakiem. To nie było normalne.
Na pewno żadnej z tej napastowanej dziewczynie nie było łatwo zrozumieć dlaczego podchodzi i zagaduje je w taki niecodzienny sposób, chociaż wiele z nich pewnie żałowało, że jednak nie są tą dziewczyną, której on szuka, bo jeśli chodzi o jego atrakcyjność, to z całą pewnością niczego mu nie brakowało. Tess też to widziała, dlatego była taka zdziwiona, że on mógł zwrócić kiedyś uwagę akurat na nią. I że na dodatek rozpoznał ją, a przecież na pewno przez dwa lata jej śpiączki nie widział jej i nie miał pojęcia gdzie przebywa. Tak to przynajmniej wyglądało. Nikt nie wiedział o tym, że była w szpitalu, on nie mógł być tu wyjątkiem. Nie wyglądał jednak na faceta, który jej nienawidzi, a przecież sam powiedział, że nie byli już parą, myślał, że wyjechała, więc.. Musieli zerwać na długo zanim miała wypadek, może mieli dobre stosunki.. To domyślanie się prawdy było beznadziejne, ale Tess nie miała odwagi pytać. Bała się tego, co mogłoby się okazać. Bo może zrobiła mu jakieś świństwo, może jednak jej nienawidzi i tylko z litości teraz odpowiada na jej pytania, bo wie o wypadku? Nie wiedziała czy chce znać akurat taką prawdę. Może lepiej jednak było nie pamiętać wszystkiego.
OdpowiedzUsuńPoczątkowo nie była pewna o czym on mówi, bo przecież nie mogła do niego przyjść nie znając adresu. Tak samo nie mogła wiedzieć, że zawsze może tam wpaść, to nie zostało w jej pamięci jak zresztą wszystko co najwidoczniej było związane z nim. Trochę nie mogła w to wszystko uwierzyć, nie była wcale stuprocentowo pewna czy jej nie okłamuje, w końcu każdy facet w teatrze mógł jej zacząć wmawiać, że kiedyś z nim była, a ona nawet nie mogłaby twardo zaprzeczyć, że "nie", bo przecież nie pamiętała. Nie mogła nawet spytać o jakieś wspomnienie ich razem, bo tych także nie znała. Musiała bazować na jego słowach, co w obecnej sytuacji i tak było jedynym co miała, więc gdy podał adres, to skinęła głową, zgadzając się na ewentualne spotkanie. Nie zamierzała uciekać, za dużo było tych pytań, ale ostatecznie podała mu swój nowy numer, bo całkiem niedawno kupiła z Joshem telefon, musiała jakoś kontaktować się z nim i teraz też z Richardem. Jej książka telefoniczna była tak samo uboga jak całe życie towarzyskie.
- W porządku.. Daj znać kiedy mogłabym zajrzeć. I przepraszam jak wam wieczór popsułam.. Do zobaczenia - powiedziała na jednym wydechu, nie chcąc bardziej denerwować dziewczyny stojącej obok jej byłego chłopaka. Wyminęła ich i wyszła z teatru, chociaż w drzwiach jeszcze raz spojrzała na Richarda. Jeśli naprawdę z nim była, to on był jej jedynym łącznikiem między teraźniejszością a przeszłością. Mógł jej pomóc poznać siebie.
[O matko, zupełnie zapomniałam, że stwierdziłam sobie w głowie, że zacznę xD Tak to jest jak ktoś cię oderwie od komputera, potem sprawdzasz liczbę komentarzy i okazuje się, że przecież tyle było i nie lecisz na dół sprawdzić, co się stało.
OdpowiedzUsuńPostaram się zacząć dziś w nocy, ewentualnie jutro.]
Andrea
Przez całą drogę powrotną metrem do mieszkania Josha zastanawiała się, co ona tak właściwie nawyprawiała. Poszła jedynie na spektakl do teatru, miała po prostu obejrzeć dobrze zagrane przedstawienie, a później spokojnie wrócić do domu i opowiedzieć o nim Joshowi, który pewnie ledwo przytomny odpowiadałby jej jedynie cichymi pomrukami. Wszystko miało wyglądać jak dawniej czyli całkowicie bezbarwnie oraz nijako, a ona znowu powinna zatracić się w wykonywaniu zwykłych, codziennych czynności, które odciągały ją od myślenia o amnezji, wypadku i wszystkim, co się z tym wiązało. Zamiast tego jednak uwierzyła całkowicie obcej jej osobie, że miała z nią kiedyś dość silne relacje i podała swój numer jakby to wcale nie były poufne dane. Pierwsze co Josh jej mówił, gdy kupowali nowy telefon to "nie podawaj każdemu go, tylko tym, którym ufasz" i proszę bardzo, nawet tego nie posłuchała, bo dała Richardowi kontakt do siebie praktycznie bez namysłu.
OdpowiedzUsuńWłaśnie, Richard. Nie miała kompletnie pojęcia, jak to było możliwe, że w końcu odnalazła kogoś ze swojego dawnego życia i że to akurat był on, jej były chłopak. Myślała o tym, gdy wracała do domu i gdy już w nim była, gdy zaparzała herbatę albo siadała z nią już na fotelu, a po chwili i tak wstawała, bo nie mogła znieść tej bezczynności. Teraz, gdy dostała skrawek informacji chciała od razu sięgnąć po więcej, uważała że to jej się należy po całym tym czasie który spędziła samotnie w śpiączce. Chodząc po mieszkaniu w tę i z powrotem naprawdę sądziła, że ma prawo wiedzieć niektóre rzeczy, a ten nieznajomy mógł jej odpowiedzieć na nie. On jako jedyny obecnie ją znał. Nie było możliwości, żeby w jakiś inny, magiczny sposób odkryła prawdę i zdjęła z niego ciężar odpowiedzialności za to, co jutro pewnie nastąpi. Gdyby Joshua wiedział, co planuje pewnie pięćdziesiąt razy próbowałby wybić to jej z głowy albo ostatecznie uznałby, że idzie z nią, dlatego jak tylko wrócił do domu, to zamknęła się w tymczasowo jej sypialni i pół godziny próbowała znaleźć sobie miejsce na łóżku, na darmo.
Dopiero sms wyrwał ją z marazmu patrzenia się w sufit i przypominania sobie twarzy swojego najprawdopodobniej byłego chłopaka. To było takie nierzeczywiste.. Tess nie radziła już sobie w tym wszystkim. Po cichu zastanawiała się czy to nie sen, czy znowu nie wyobraziła sobie, że ktoś ją odnalazł, ale jego sms świadczył o czymś innym. Przygryzła na chwilę wargę, trochę się bała, ale ostatecznie nie miała przecież wyjścia. Albo spróbuje, albo straci tą szansę na zawsze.
"Przyjdę, mam za dużo pytań. Będę po dwunastej. Tess" odpisała mu dość szybko i odłożyła telefon na stolik nocny. Czuła w żołądku mało przyjemne ściskanie, które wcale nie znikło do rana, a nawet nasiliło się, gdy ruszyła już w podróż po Londynie do mieszkania całkowicie obcej jej osoby. Ręce miała zimne jak lód i nie miało to praktycznie żadnego związku z temperaturą na dworze. Wiatr trochę potargał jej przycięte niedawno włosy, a wargi popękały wyraźnie od ciągłego przygryzania ich na zimnie, gdy szła przed siebie. Cel miała jasny, ale gdy już stała po drzwiami naprawdę zaczynała się wahać. Zamierzała wejść do mieszkania obcego jej faceta.. A co jak jej coś zrobi? Co jeśli wczoraj okłamał ją? Co jeśli zaraz wszystko okaże się oszustwem?
Była wystraszona, ale mimo drżenia dłoni nacisnęła na dzwonek i poczekała aż w końcu ktoś jej otworzy. Jeśli pojawi się tam ktoś inny niż Richard, to śmiało będzie mogła uznać, że sobie to wszystko wmówiła, a on po prostu nie istnieje. Coś jednak mówiło jej, że dobrze, że tu przyszła. Że to jest krok, którego potrzebuje, żeby zmienić swoje życie i uwolnić w końcu Josha od swojego towarzystwa.
- Cześć - powiedziała cicho, gdy jednak drzwi otworzyły się przed nią. Skostniałe palce zaciskała na luźno zwisającym z jej szyi szaliku, można było zauważyć jak nerwowo szarpie za końce grubego materiału.
Tess
Laura
OdpowiedzUsuń[O, a to się bardzo dobrze składa, bo ja na wszystkie wątki jestem chętna :) Masz już jakiś pomysł na okoliczności,powiązanie, czy myślimy nad czymś konkretnym razem?]
[W porządku ;) zaraz postaram się odpisać.]
OdpowiedzUsuńTess
[A ja coś odpisywałam, jestem pewna, ale chyba komentarz złośliwie nie doszedł :/
OdpowiedzUsuńW każdym razie, ja to widzę tak, że generalnie mogą się poznać przypadkiem w kawiarni, albo gdy Winona poszłaby w odwiedziny do jakiejś dobrej znajomej, a tam zastała w drzwiach Richarda czy coś w tym stylu ;) A jak nie, to może jakaś sprawa prawna? Albo wspólna kolacja, bo akurat Winonan jadłaby ją samotnie w jakiejś dobrej restauracji. Nie wiem, tyle jestem w stanie póki co wymyślić.]
[Z tym bratem to może się wstrzymajmy, bo kwestia jest taka, że nad tym nie myślałam, postać przejęłam, a w tej chwili nie chcę też specjalnie nic nazmyślać, co by autor Vernera nie miał później zażaleń ;) Niemniej jakaś wakacyjna znajomość mogła być, choćby od dzieciństwa, mogli się wtedy siebie nieznosić, potem jak byli starsi jakoś się dogadywać, aż w pewnym momencie przerwać kontakt, chociażby z intencji Winony, która powiedzmy poczuła coś więcej do Richarda, ale nie sądziła, by coś takiego miało rację bytu, więc uznała, że lepiej będzie jeśli nie będą się już widywali. Pase or not?]
OdpowiedzUsuń[Mnie to obojętne. Podejrzewam, że bez względu na to jak było, teraz i tak pewnie będą się sprzeczać i droczyć, więc sądzę, ze tak czy siak, większej różnicy nie będzie. Więc jak ci pasuje.]
OdpowiedzUsuń[Zacznę, ale dopiero jutro, bo zaraz znikam.
OdpowiedzUsuńA właśnie, to na zakończenie, przy jakiej okazji się spotkają?]
Nie, nie czuła się tu jak u siebie, a jego słowa w żadnym stopniu nie zniwelowały tego zdenerwowania, które było w niej odkąd tylko stanęła pod drzwiami mieszkania. Nie miała tego komfortu, gdy wchodziła do całkowicie obcego jej domu i musiała właściwie kluczyć, poczekać na niego aż poprowadzi ją tam, gdzie chciał żeby usiedli i porozmawiali. Nie było to jednak nic nowego dla niej. Ona nigdzie nie czuła się dobrze. Nie było miejsca, które mogłaby nazwać swoim. Nawet u Josha.. To było jego mieszkanie, ona nie miała z nim żadnych wspomnień. Wprowadziła się tam, ale mieszkała tam jak w hotelu. Zero osobistych rzeczy, które miałaby od lat, zero wspomnień, zero zżycia z miejscem, które musiała poznawać od podstaw. Teraz u Richarda było to samo, a nawet nie miała pojęcia, że przed wypadkiem właściwie tu mieszkała. Wszystko to było jej po prostu niewiadome i naprawdę nie czuła się z tym najlepiej. Musiał jej to wszystko dzisiaj wyjaśnić, bo ona chciała już znać prawdę.
OdpowiedzUsuńRozmowa - tylko tyle im teraz zostało z tego, co on nazywał związkiem. Może byli razem, może nie. Tess nie próbowała tego kwestionować, przynajmniej nie na razie, bo póki co idący przed nią mężczyzna był pierwszą osobą, która rozpoznała ją na mieście i która twierdziła, że znała ją wystarczająco dobrze, żeby być z nią blisko. Był jej punktem zaczepienia i zanim zacznie sprzeciwiać się musiała sprawdzić czy jest możliwe, żeby jego słowa były kłamstwem. Pewnie to było głupie, pewnie nie powinna robić tego wszystkiego, pewnie powinna uznać, że zostawia przeszłość za sobą i spróbować żyć od nowa, z czystą kartą, bez dawnych znajomości, bez szukania prawdy, ale.. Nie umiała tak. Musiała wiedzieć kim była, jaka była, jak to wszystko powinno teraz wyglądać i dlaczego tak nie jest. Gdyby nie to wszystko, to nie przyszłaby tutaj dzisiaj. Mimo to była w jego mieszkaniu, usiadła trochę zestresowana na kanapie w salonie i rozglądała się niepewnie po pomieszczeniu, które przytłaczało ją samym swoim wyglądem. Czuła się jak dziecko, jak zagubione dziecko, które nie ma pojęcia co zrobić, żeby ktoś ją odnalazł. Nie wiedziała ani jak się zachowywać, ani co mówić, ani jakie pytania zadawać, żeby go nie zranić. Gdzieś tam była świadoma, że dla niego to też musi być szok, pamiętała jaki wczoraj był wstrząśnięty i zwyczajnie zraniony, gdy błędnie ocenił jej zmieszanie. Jemu na pewno też nie było łatwo, a przez to jeszcze bardziej nie wiedziała co zrobić. Na dodatek było to paradoksalne, bo.. Dlaczego martwiła się o jego uczucia skoro miała prawo go wypytywać i oczekiwać odpowiedzi? Czy kiedyś też taka była? Czy zamartwiała się o wszystko i wszystkich? Czy.. jeśli byli razem.. czy starała się być dobra dla niego?
Miała mętlik w głowie, a pytanie o picie było w tej chwili pewnego rodzaju wybawieniem, bo przynajmniej nie musiała długo zastanawiać się co wypada, a czego nie wypada wybrać.
- Herbatę, obojętnie jaką - odparła spokojnie i po raz pierwszy odkąd tu weszła posłała chłopakowi dość niepewny uśmiech. Kawy nie cierpiała, doszła do tego wniosku już pierwszego dnia u Josha, gdy obudziła się, a on postawił ją przed nią. Musiała zaraz wypluć ją do zlewu, bo nijak ten gorzki smak jej nie przypasował. Od tamtej pory nawet nie próbowała jej pić. Nie wiedziała czy kiedyś też miała taką niechęć do kawy, ale Josh twierdził, że to bardzo prawdopodobne. Ona twierdziła, że musiała jej nie lubić, bo to dawało jej dziwne poczucie połączenia z przeszłością. Jakby ten odpychający smak kawy był czymś, co dawało jej gwarancję, że kiedyś żyła, a lekarze nie oszukiwali jej że spała tylko dwa lata. Nie zmieniało to jednak faktu, że lubiła sam zapach kawy, ten aromat który unosił się w pomieszczeniu gdy rano wchodziła do kuchni. Miała nadzieję, że kiedyś tak po prostu było i..
- Wiem, że to dziwne pytanie, ale.. Czy kiedyś lubiłam kawę? - Słowa same się wyrwały, głos nie zadrżał, a ona nie spuściła wzroku z Richarda, który stał niestety odwrócony do niej tyłem. Może jednak to i lepiej, przynajmniej nie widziała zdziwienia wymalowanego na jego twarzy, bo pewnie był zdziwiony, że w ogóle przyszło jej do głowy takie pytanie. Dla niej jednak było on bardzo ważne. Chyba ważniejsze niż cokolwiek miałaby tutaj usłyszeć.
Usuń[wybacz, że krótko, ale gdzieś tam rodzinę mam i no.. tak dorywczo piszę :D]
Tess
[Ohohohoho, widzę pana-flirciarza. Pomysł na wątek? :>]
OdpowiedzUsuńAva
[Ja też chcę xD Ale podrzuć pomysł, a ja zacznę, dobrze? ^^]
OdpowiedzUsuńRuth D.
[Hmmm... a może znaliby się po prostu, bo kiedyś tam jak Ava zaczynała wprowadziła się do Londynu (czyli załóżmy, że ok. 5 miesięcy temu), tak wyszło, że wylądowała z Richiem w łóżku na jeden raz. Teraz mogą się spotkać przypadkiem, np. w galerii handlowej czy coś]
OdpowiedzUsuńAva
[Nie wiem, Ava mogła coś tam szeptać do niego po niemiecku czy coś... Albo mieć jakieś charakterystyczne znamię]
OdpowiedzUsuń[Ona tam delikatna nie jest, więc raczej nie dałaby sobą tak pomiatać xD No, chyba że by była pijana. To... którą opcję wolisz? Czy ja mam wybrać? xD]
OdpowiedzUsuńRuth
[odpis z tel, wiec wybacz brak polskich liter]
OdpowiedzUsuńMimowolnie usmiechnela sie lekko do siebie, trwalo to raptem kilka sekund podczas ktorych chlopak byl odwrocony do niej tylem, ale dalo jej to sporo pozytywnych emocji. Odpowiedz Richarda nie mogla byc lepsza, utwierdzila ja tylko w przekonaniu, ze to co jest teraz mozliwe, ze bylo tez kiedys. Skoro teraz nie lubila kawy i kiedys tez nie, to byla szansa, ze inne rzeczy tez tak beda wygladac i z czasem odkryje jaka kiedys byla. Przynajmniej tyle mogla, chyba ze w cudowny sposob zacznie wracac jej pamiec i wszystko w koncu posklada w calosc, ale na to po rozmowach z lekarzami juz nie liczyla. Bylo to praktycznie niewykonalne, tak samo jak zrozumienie calego fenomenu utraty pamieci.
Ile oddalaby, zeby pamietac to co on. Chcialaby wiedziec jakie znaczenie maja te kubki, co robili kazdego poranka, jak wygladaly ich rutynowe czynnosci, czy tak jak jej sie snilo kilka nocy temu zostawiala czasem mu wiadomosci przy szczoteczce w toalecie, czy bylo im razem dobrze, czy nie byla jedna z tych nachalnych dziewczyn, ktore bez przerwy drecza swoich chlopakow smsami.. Chcialaby to wszystko wiedziec, zeby jakos ulatwic im ta cala sytuacje. Naprawde chcialaby, ale nie mogla nic poradzic, ze bez przerwy trafiala w proznie, nie mogla polaczyc faktow, bo ich.. Nie bylo. Frustrujace, ale tak teraz musiala zyc.
Tess praktycznie od razu siegnela po kubek, majac nadzieje, ze chociaz ciepla herbata ogrzeje jej zmarzniete dlonie i ukoi nadszarpniete nerwy.
- Wlasciwie.. Nie mam pojecia od czego zaczac. Nawet nie jestem pewna czy.. Czy nie klamiesz - zauwazyla cicho, przygryzajac popekane wargi, przez co wcale nie pomagal im w gojeniu, ale nie byla teraz w stanie o tym myslec. Unikala jego wzroku, ale zmusila sie, zeby zerknac, sprawdzic czy nie rani go za bardzo tymi slowami. Powinien przeciez rozumiec i.. Ona naprawde nie miala pojecia co robic. - Czy.. Masz cos, co by to potwierdzilo? Wystarczy chociaz zdjecie.. Oprocz tego, ze pracowalam dorywczo w jakiejs tam firmie nie udalo mi sie nic innego odkryc. Gdzie mieszkalam? I.. Jak dlugo bylismy razem? To.. Zerwalismy zanim mialam wypadek? - zadawala pytania jedno po drugim, mocno zaciskajac palce na kubku, jakby bala sie za zaraz go upusci. Nagle jednak cos sobie przypomniala.. - I przepraszam jak twoja dziewczyna wczoraj sie zdenerwowala, nie chce ci robic problemow, nie musisz mi nic opowiadac.
[Dobra, to ja zacznę xD]
OdpowiedzUsuńRuth lubiła pić. I bynajmniej dlatego, że wódka jej smakowała. Jak większość ludzi, robiła to po to, by zapomnieć o swoich problemach. Choć zachowywała się niedojrzale i nieodpowiedzialnie, nie mogła przestać. Śmierć matki spowodowała, że w psychice dziewczyny zaszły diametralne zmiany. Nagle wszystko straciło swój kolor. Ojciec, dawniej zawsze uśmiechnięty, przez większość czasu chodził przygnębiony i zwykle nawet nie patrzył na swoją córkę, a jeśli już to robił, w jego oczach można było dostrzec żal. W końcu to przez nią stracił swoją ukochaną.
Młoda panna Daquin doskonale pamiętała, gdy jej rodzicielka powiedziała: „Ufam Ci. Naprawdę nic się nie stanie, jeśli raz to ty poprowadzisz. Przecież zdałaś prawo jazdy” zanim wsiadła do samochodu i zakończyła swój krótki żywot. Lekarze twierdzili, że cudem jest, iż Ruth wyszła z tego bez szwanku i nadal może tańczyć. Uznali to za błogosławieństwo, jednak blondynka miała nieco inne zdanie na ten temat.
Tym razem szła do swojego znajomego z butelką wódki. Czuła pilną potrzebę wyżalenia się komuś, a nie była w stanie zrobić tego na trzeźwo. Zadzwoniła do drzwi i czekała, aż ten jej otworzy.
R.D.
[Przepraszam, że tak krótko, ale nie wiedziałam, o czym mogłabym tam jeszcze napisać xD]
Usuń[ Okej, ale od razu mówię, że ja zbyt długich wątków nie piszę o:]
OdpowiedzUsuńDziewczyna stała przed szafą już chyba pół godziny, kompletnie nie wiedząc, co na siebie założyć. Brakowało jej bluzek, przydałaby się jakaś para spodni...W swetry też była dość uboga, a przecież były one absolutną miłością jej życia, więc zabraknąć ich po prostu nie mogło. W końcu westchnęła ciężko i ubrała na siebie proste jeansy, czarną półprzeźroczystą koszulę oraz gruby, wełniany sweter, który dostała od swojej świętej pamięci babci jeszcze za czasów liceum. Stanęła przed lustrem i pomalowała się delikatnie, zresztą jak zwykle. Namalowała cienkie kreski na powiekach, pomalowała długie rzęsy czarnym tuszem, a na koniec nałożyła na usta odrobinę neutralnego błyszczyku. Przeczesała krótkie włosy palcami. Więcej nie trzeba było z nimi robić. Znów poszła do swojego pokoju, po czym sięgnęła do szuflady, gdzie trzymała swój słoik z oszczędnościami. Miał naklejony kawałek grubego plastra, na którym widniał staranny napis "Pieniądze na pierdoły". Dziewczyna wzięła sto funtów i schowała do skórzanego portfela, który wylądował w jej małym plecaczku. Włożyła na stopy swoje czarne Martensy i wyszła z mieszkania, po drodze żegnając się ze swoją współlokatorką, która robiła sobie w kuchni śniadanie. Widocznie cała reszta towarzystwa mieszkająca w tym lokum jeszcze spała.
Ava naprawdę nienawidziła londyńskich autobusów. Dlatego też, gdy tylko wydostała się na zewnątrz, odetchnęła z ulgą. Weszła do galerii i skierowała swoje kroki do jednego z tańszych sklepów z odzieżą.
Ava.
[Czyzby byl jakis pomysl na dramacik? :D]
OdpowiedzUsuńElena
[Wylądują w łóżku, ale dopiero rano skapną się, że przecież znają się? Trochę dziwne, tym bardziej, że opcja "upili się" odpada - ona unika alkoholu.
OdpowiedzUsuńA może tak: Załóżmy, że właśnie byli ze sobą. Ale zerwali z jakiś tam powodów. To mogło być jakoś 3 lata temu góra. O! Elena wtedy przyjechała do Londynu, nie miała gdzie mieszkać i Richy ją przygarnął do siebie jako współlokatorkę, aż w końcu zaczęli być parą. Nie wiem z kim on mieszka, ale jeśli ci to odpowiada, to mógł wtedy mieszkać z jakimś kumplem, który wiedział że już wtedy była dziwką i szantażował ją na zasadzie "nie prześpisz się ze mną to powiem mu prawdę". Ona nie sprzeciwiała mu się, bo nie miałaby się gdzie podziać jak nie u Richarda. W końcu zerwała z nim i wyprowadziła się, całkowicie urywając kontakt, bo wiadomo - jak by z nim miała kontakt, to ten jego kumpel z nią też.
Teraz mogą się spotkać gdzieś tam w klubie. Ona może brać jakieś prochy, on ją zauważy, poobserwuje troche i gdy wyjdzie na dwór to prosto za nią. Nie wiem czy wykorzysta jakoś jej stan, czy pomoże z dobrego serca. W sumie to już mi obojętne. Jak pasuje to zaczniesz? :>]
Elena
[O niczym nie wie do tej pory? Hm? Bedzie ciekawiej :D
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwoscia xd]
Elena
Dziewczyna chodziła między wieszakami, nie do końca wiedząc, czego chce. Żaden z kolorowych luźnych swetrów jakoś nie przypadł jej do gustu, tak samo jak przyduże gładkie koszule czy zwiewne tuniki. Na sukienki nawet nie patrzyła, bo nie bardzo za nimi przepadała. Cóż, taki już jej urok. Spódnice naprawdę uwielbiała, jednak sukienki nie były jej bajką. Nie wiedziała, ile czasu spędziła już w tym sklepie i właściwie, stwierdziwszy, że nic ciekawego tu nie znajdzie, skierowała swoje kroki do wyjścia. Zatrzymał ją jednak stojący w rogu manekin, a właściwie to jeansowa koszula oversize, która niesamowicie wpadła Avie w oko. Zaczęła przeszukiwać półki znajdujące się obok wychudzonej sztucznej modelki, jednak przerwała czynność, słysząc za sobą znajomy głos. Szybko przeanalizowała, kto mógłby się do niej zwracać, jednak nie mogła sobie przypomnieć jego posiadacza. Odwróciła się, by zobaczyć, z kim ma do czynienia. Uniosła wysoko brwi. Doskonale pamiętała mężczyznę, który właśnie stał tuż przed jej nosem. Richard. Cóż, był jednym z jej nielicznych partnerów seksualnych, w dodatku do tej pory miała w pamięci jego szramy na plecach, których to Ava była autorką.
OdpowiedzUsuń- O... Ym... Cześć- wydukała.
Jej niemiecki akcent wciąż był niesamowicie słyszalny. Nie mogła się go pozbyć ani chociaż odrobinę zniwelować. Na początku swojego pobytu w Wielkiej Brytanii, sądziła, że to samo jej przyjdzie, jednak teraz, gdy mieszkała tu już prawie pół roku, wiedziała, że chyba potrzeba cudu, aby jej angielszczyzna brzmiała choć w połowie tak ładnie jak u rodowitego Brytyjczyka. Szczególnie, że bardzo lubiła ten język.
Ava.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńW przypadku Eleny kolejny dzień zaczął się tak samo jak kilka poprzednich. Codzienna monotonia powoli zaczynała ją męczyć, ale przecież na tym właśnie polegała jej praca, że wieczorami wychodziła do niej, a wracała dopiero nad ranem, o ile jakiś debil nie postanowił wziąć ją sobie na własność i uwięzić w jakiejś cuchnącej piwnicy. W ciągu trzech lat (oczywiście z przerwami, ale co to daje?) pracy pod latarnią nie raz na własnej skórze przekonała się, że do tego potrzebne są tylko mocne osoby. Bywały sytuacje kiedy jakiś mężczyzna obiecał, że zapłaci później, a wychodziło, że nie płacił w ogóle, pobił ją a dodatkowo powiązał i ledwo żywa wracała do domu kilka dni później, gdy jedna z jej “koleżanek” po fachu wpadała na pomysł, że może coś jej się stało, i zaczynała poszukiwania. Nikonova zapewniała wtedy i ją i siebie samą, że niedługo rzuci to w cholerę, ale pieniądze i tak pozostawały na pierwszym miejscu, a zdrowie i bezpieczeństwo odrzucała w najczarniejszy kąt.
OdpowiedzUsuńObudziła się automatycznie po dziewiątej, jak to jej mózg miał już zakodowane. Osiem lat pobudki o tej samej godzinie sprawiło, że już chyba nigdy nie będzie jej potrzebny budzik czy ktoś, kto będzie ją wybudzał żeby nie zaspała na jakieś spotkanie czy do pracy. Takiej porządnej, najlepiej w jakimś biurze z seksownym szefem w pokoju obok. No więc obudziła się, cała i zdrowa, ale nieco obolała po nocy spędzonej z jakimś nadzianym kolesiem, dokładnie tym, który teraz spał jak zabity obok niej. Wzdrygnęła się na myśl, że w czasie gdy i ona spała, mógł ją obejmować i dotykać, przytulać się albo robić coś tego typu. Klient pozostawał jedynie klientem, a także osobą obcą, po której nigdy niczego nie mogła się spodziewać. Przeklęła na siebie w myślach, że gdy było po wszystkim, nie poszła od razu do domu. Po krótkiej chwili wpatrywania się w kolesia, wstała i pozbierała ubrania z podłogi. O ile skąpą spódniczkę i prześwitującą bluzkę można było tak nazwać. Ubrała się, zgarnęła jakieś wartościowe rzeczy z domu biznesmena i ulotniła się, zanim zdążył otworzyć oczy. Resztę dnia spędziła jeszcze bardziej nudnie, bo gdy tylko znalazła się w swoim mieszkaniu, pomimo sprzeciwu współlokatorów, włączyła ulubiony kanał w telewizji, uwaliła się na kanapie z pudełkiem lodów w jednej ręce i łyżką w drugiej, i tak przez dłuższy czas wpatrywała się w migający obraz na ekranie. Dopiero po dziewiętnastej ruszyła tyłek i postanowiła, że nie tak spędzi cały wieczór. Bo przecież tak to mogą go spędzać samotne matki, kobiety, które właśnie rozstały się z narzeczonym lub te z depresją, a ona nie zaliczała się do żadnej z wymienionych grup. Szybko wskoczyła pod prysznic, jeszcze szybciej wybrała jakieś porządne ubrania, umalowała się i wyszła z domu, kierując się w stronę jednego z klubów, gdzie mogła dostać nieziemski towar. Nic więc dziwnego, że gdy tylko weszła do środka, odnalazła ulubionego sprzedawcę i kupiła malutką, ale wystarczającą działkę białego proszku, a później zamknęła się w damskiej łazience.
Od tamtego momentu czas płynął bardzo szybko, zanim się obejrzała już tylnym wyjściem wychodziła z klubu z zamiarem pójścia w nieznanym kierunku. Raz się żyje, czyż nie?!
Poczuła silną, męską dłoń na ramieniu, która zdawała się ważyć w tej chwili tonę. Strzepnęła ją jak piórko i odwróciła się, na twarz przybierając uśmiech niczym wariatka z zakładu psychiatrycznego. Ale wszystko było takie zabawne!
- Co ja tu robię? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, które wcale nie było odpowiedzią, jakiej wymagał mężczyzna. Ten sam, którego porzuciła, bo miała dość pieprzenia się z jego kumplem i szantażów tego debila. - Nie wiem. Stoję. Żyję. Oddycham! A Ty, skarbie, co tu robisz? - światło pobliskiej latarni wydawało się Świecic niemiłosiernie, więc zmuszona zamrugać kilka razy, zachwiała się, w ostatniej chwili łapiąc Richarda za rękę, żeby tylko się nie przewrócić. Może trochę wyolbrzymiała wszystko, a może to tylko uboczny skutek białego proszku?
Elena
Elena także nigdy nie zastanawiała się nad losem swoich byłych, w tym także Richarda. Fakt, był pierwszym i ostatnim mężczyzną, który zagościł w jej życiu na dłuższy okres czasu, do którego może nawet czuła coś prawdziwego, ale to wcale nie oznaczało, że po zerwaniu z nim musiała rozczulać się nad sobą i myśleć dniami i nocami o tym, co teraz robi, czy spotyka się z inną, jak mu się wiedzie i czy dostał awans w pracy. Jak szybko zniknęła z jego życia, tak samo szybko zapomniała o nim i choć ból w jej sercu zmniejszył się, mężczyzna z wspomnień nigdy nie zniknął. Z resztą, kto potrafi wymazać całkowicie wspomnienia z pewnego okresu czasu, w tym wypadku dłuższego? Oczywiście w zapomnieniu pomogła jej praca i faceci z którymi spała za pieniądze. Podczas gdy oni pieprzyli ją, nie mogła Myślec o swoich byłych, tylko chociaż udawać, że angażuje się w ten kontakt cielesny. Prawda?
OdpowiedzUsuńIdąc do klubu nawet nie zastanawiała się po co robi to wszystko. Po co chce kupić jakiś proszek, po co chce się naćpać, po co w ogóle wychodziła z domu. Przez myśl jej nawet nie przeszło, że spotka jednego ze swoich byłych, a tym bardziej Richarda. I chociaż gdy go zobaczyła to była już nieźle wcięta, w głębi duszy ucieszyła się, że to właśnie on a nie kolejny stary obleśny typ, który chciałby jej zapłacić za zabawę. Gdyby na takiego trafiła, z pewnością nie zauważyłby, że jest pod wpływem czegoś, bo to nie to byłoby wtedy najważniejsze.
Ale trafiła na Quentina. Jej Quentina, tego, który zdawał się ją kochać bezgranicznie. Kiedyś.
Nie protestowała kiedy złapał ją w pasie, a później wziął na ręce. Jedynie uśmiechała się pod nosem, nada l wykrzywiając usta w tym głupkowatym uśmiechu niczym wariatka. W jej głowie pojawiły się myśli na temat tego, że wyszła przy nim na skończoną idiotkę i ćpunkę, ale zamiast być z tego powodu smutną, jej uśmiech z sekundy na sekundę tylko się powiększał. W końcu posłusznie usiadła na tylnym siedzeniu i zanim się obejrzała, Richy już był z powrotem w samochodzie i jechali. Gdzieś. W jakieś inne miejsce, z dala od klubu, spoconych ludzi i dilerów, od których mogłaby kupić kolejne działki.
- Nie dostałam odpowiedzi na pytanie. - mruknęła pod nosem, zapewne nie na tyle głośno, by mężczyzna usłyszał ją dobrze i mógł dać tą upragnioną odpowiedź na temat tego, co robił akurat tego dnia, w akurat tym klubie. Nie powtórzyła ani swojej wypowiedzi ani pytania, w ogóle nie odzywała się dopóki to on nie zrobił tego pierwszy.
- Kogo będziesz pierdolił? - ponownie tego wieczoru (a może już nocy?) zaśmiała się, nie zdając sobie sprawy z tego, co mówi. Coś pojawiało się w jej głowie i od razu musiała to wypaplać. - Możesz mnie, ale za darmo nic nie ma, kochasiu. Takie czasy, cóż poradzić. - wzruszyła ramionami na tyle ile mogła, po czym zamknęła oczy, w reakcji na zapalone światło w mieszkaniu. - Puść mnie. Chcę sama iść, sama usiąść. Potrafię to zrobić, nie musisz mi w niczym pomagać.
Elena
Odkąd obudziła się dzisiaj zastanawiała się tylko nad jedną rzeczą: co by było gdyby pamiętała wszystko. Każdy najmniejszy szczegół ze swojego życia, każdą rzecz, która doprowadziła ją do tego miejsca, do wybudzenia się ze śpiączki i poznawaniu na nowo świata. Czy byłaby w stanie iść do wszystkich znajomych, zapukać do drzwi i przeprosić, że nie odzywała się dwa lata? Czy ktoś uwierzyłby w jej historię o wypadku oraz śpiączce, która uniemożliwiła jej danie jakiegokolwiek znaku życia? Czy Richard by uwierzył i nie miał zwyczajnie pretensji do niej? Jak to wszystko wyglądałoby gdyby obudziła się z pamięcią albo gdyby.. nie było wypadku. Całe jej życie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby nie podjęła tej dziwnej dla niej w tej chwili decyzji. Mogłaby być szczęśliwa, pewnie skończyłaby szkołę i studiowała, zdobyłaby lepszą pracę, może.. może nadal byłaby z obcym jej w tej chwili mężczyzną, który wyglądało na to, że wiedział o niej rzeczy jakich w ogóle nie spodziewałaby się.
OdpowiedzUsuńPrawie wylała na siebie herbatę, gdy przyglądała się jak mężczyzna pokazuje jej fragment swojego ciała. Tatuaż, który doskonale znała, a który od tygodni nie dawał jej spokoju. Aż do teraz nie miała pojęcia co skłoniło ją do zrobienia sobie takiego znaku w takim miejscu i teraz on.. Podał jej odpowiedź jak na tacy. Praktycznie odruchowo już Tess oderwała palce jednej ręki od kubka i przesunęła je na swoje biodro. Dotknęła miejsca, w którym wiedziała, że znajduje się bliźniaczy tatuaż i westchnęła cicho pod nosem. To miało sens, on naprawdę... Naprawdę go kochała. Musiała, bo przecież miała swoje zasady, a dla niego złamała je i zrobiła sobie tatuaż. Jak wielka więc musiała być ich miłość? Jak dużo straciła?
- Od tygodni myślałam czemu go zrobiłam.. - wyznała szczerze, bo naprawdę ją to męczyło, a teraz cieszyła się nawet z wytłumaczenia, które dał jej Richard. Odstawiwszy kubek na stolik, przysunęła się odrobinę do niego, nie za blisko, bo mimo wszystko ciągle był jej obcy. Było jednak tak, jakby to wyznanie (pierwszy prawdziwy, namacalny dowód na istnienie ich związku) spowodowało, że coś się w niej przełamało. Ten mur, który dookoła siebie miała i który miał ją chronić przed światem, ukruszył się odrobinę, a ona naprawdę uwierzyła mu. Do tej pory bała się, że jest oszukiwana, że jej nadzieje są złudne, że wmówiła i sobie, i jemu że się znają, że tak naprawdę to nie jej szukał, a ona po raz kolejny nie dowie się niczego o sobie. Ten tatuaż jednak wszystko zmieniał. Tess nie wiedziała jeszcze w jaki sposób, ale wiedziała, że zmienia, gdy trochę niepewnie wyciągnęła dłoń i położyła ją na jego ręce. W porównaniu z jej zmarzniętymi palcami jego skóra była przyjemnie ciepła. Nie na tym jednak blondynka skupiała się w tej chwili. Chciała wyjaśnień, informacji.. Po prostu ich chciała, nawet jeśli jedne były bolesne, a inne powodowały, że mogła tylko posłać mu przepraszający uśmiech, jak wtedy gdy twierdził, że powinna wiedzieć z kim wczoraj był w teatrze. Cóż, teraz wiedziała.
- Więc.. Dlaczego.. nie byliśmy? Skoro zrobiliśmy te tatuaże.. Dlaczego to nie wypaliło? - zapytała prawie szeptem, z wyraźnym bólem, bo nie rozumiała jak mogła kogoś kochać i nie pamiętać o tym. Bolała ją sama myśl, że głupi wypadek odebrał jej nie tylko wspomnienia, ale też uczucia, serce nie współpracowało z nią, nie pomagało w zrozumieniu sytuacji. Ale czy aby na pewno? Czy gdyby nie pomagało jej, to czy poczułaby się lepiej od samego trzymania go lekko za rękę? Czy sam zapach, dziwnie znajomy zapach wody kolońskiej mógłby w taki magiczny sposób uspokoić ją? Nie miała pojęcia, nigdy tego nie czuła, przy Joshu tak nie było.. Skupiła się jednak na czymś innym, a przez to nie zauważała jak wiele zmian w jej zachowaniu powoduje ten mężczyzna. Nawet jeśli jej mózg nie pamiętał, to jej ciało reagowało normalnie na fakt, że siedzi z przystojnym mężczyzną. Tak to przynajmniej zamierzała sobie tłumaczyć.
Tess
[odpisze ci zaraz ;3]
OdpowiedzUsuńChyba musiało minąć trochę więcej niż około czternaście godzin, żeby mogła oswoić się z całą tą pokręconą sytuacją i spróbować chociaż w małym stopniu poskładać wszystkie otrzymane od jej byłego chłopaka informacje. Musiała jednak najpierw wyjść z tego mieszkania, ochłonąć trochę i dopiero później będzie mogła całą noc zastanawiać się co zrobić dalej z tym wszystkim. Na razie jednak nie spieszyło jej się do wyjścia, było między nimi jeszcze za dużo niedopowiedzianych rzeczy, za wiele pozostało pustych luk, żeby mogła chociaż próbować połączyć to w jedną całość. Najbardziej jednak zależało jej na spędzeniu czasu z nim.
OdpowiedzUsuńDopiero teraz,gdy nadal trzymała swoją dłoń w jego zrozumiała, że tak naprawdę to jest najistotniejsze w tym wszystkim. Nie znała go, to prawda. Nie pamiętała, co było kiedyś, nie miała pojęcia jak się zachowywała, jak to wszystko powinno wyglądać, jak on oczekuje, że zareaguje na jego słowa, ale nie przejmowała się tym już tak bardzo. Najważniejsze dla niej było to, co działo się teraz, bo to mogła zapamiętać . Jak obudzi się rano, to te wspomnienia ciągle w niej będą. Będzie mogła przypominać sobie jak siedział pochylony, wyraźnie zestresowany wyjaśnianiem jej wszystkiego; jak unikał jej wzroku, gdy mówił o rzeczach, które teraz wydawały jej się taką błahostką, ale podświadomie wiedziała, że to musiało być ważne dla niej skoro zareagowała w taki sposób. Będzie pamiętać dotyk jego palców na jej dłoni, to jak ciepła była jego skóra i przyjemnie kontrastowała z jej, a jednocześnie ogrzewała jej rękę. To jak lekki dreszcz przeszedł po jej kręgosłupie, gdy zaczął robić kciukiem kółka na wierzchu jej dłoni i jak spojrzał na nią z oczekiwaniem oraz strachem, jakby się bał, że może teraz wstać i wyjść.. Może i powinna tak zrobić, ale nie chciała. Droga do drzwi wyjściowych wydawała jej się teraz za długa, a kanapa na której siedzieli za wygodna, żeby tak po prostu porzucić ją w tej chwili. Chciała poznać prawdę, a on.. On jej ją dawał. Nie mogła go winić za coś, co miało miejsce dwa lata temu.
Chwile analizowała to wszystko, musiała przemyśleć, co powiedzieć dalej, bo.. W porządku, pokłócili się, ona wyszła, urwał się kontakt, więc musiała mieć wypadek, ale.. Kiedy w takim razie to wszystko im się rozsypało? Czy było już źle wcześniej i dlatego wsiadła do tego autokaru? W ogóle dlaczego to zrobiła? Ten mętlik w głowie nie chciał ustąpić, ale Tess ostatecznie westchnęła tylko cicho i skinęła mu głową, że rozumie. Albo przynajmniej stara się rozumieć.
- Czy.. Ta nasz kłótnia była tego dnia, co wypadek? - zapytała, chcąc być już pewna wszystkiego i mieć chociaż częściowy obraz tego, co doprowadziło ją do obecnej sytuacji. - Nie.. Nie obwiniam cię, chyba nawet nie rozumiem jeszcze czemu to był aż taki problem, to wydaje się takie.. idiotyczne - zauważyła, kręcąc przy tym głową i spuściła wzrok na ich dłonie, tym razem to ona uciekła od jego spojrzenia, nie chciała żeby widział jak ciężko jest jej zrozumieć to wszystko. - Czy.. Wcześniej też się kłóciliśmy? Nie rozumiem dlaczego chciałam wyjechać, czy... czy robiłam coś nie tak? Właściwie.... - Przygryzła wargę, bo nie wiedziała czy zadać to pytanie. Nie miała pojęcia czy powinna, ale dręczyło ją ono, chciała to już mieć za sobą. - Właściwie dlaczego mnie nie szukałeś? Powiedziałeś, że się pokłóciliśmy, a nie że zerwaliśmy, więc.. Dlaczego lekarze powiedzieli, że nikt nigdy mnie nie szukał?
Tym razem z całej tej jego wypowiedzi usłyszała tą jedną, najważniejszą dla niej część. Piąty luty. Właśnie ta data sprawiała, że od tygodni zastanawiała się co wydarzyło się tamtego dnia ponad dwa lata temu i teraz miała to podane praktycznie na tacy. Chciała wiedzieć, chciała rozumieć, chciała poznać prawdę, ale.. Ludzie mieli rację. Josh miał rację, gdy próbował bez przerwy wytłumaczyć jej, że prawda wcale może jej się nie spodobać i powinna pogodzić się z amnezją. Nie szukać informacji, po prostu żyć dalej,a one z czasem powinny wrócić. Teraz przez jej głowę przeszła myśl czy może nie powinna była się go posłuchać i zaakceptować fakty takie, jakimi były. Tylko że wtedy pewnie nie odważyłaby się przyjść do Richarda, bo wolałaby wyprzeć się nawet tej najgorszej prawdy niż zagłębiać się w swoją przeszłość, a tak po prostu.. Nie umiała. Coś każdej nocy budziło ją i mówiło jej w głowie, że nie może się poddawać, że musi szukać, bo prawda była gdzieś blisko i musiała ją poznać, żeby zrozumieć siebie. I faktycznie, wystarczyło pół godziny żeby poznała odpowiedzi na wiele pytań. Richard całkiem nieświadomie dawał jej coś, czego nie mógł dać jej Josh: nadzieję. Dawał nadzieję, że uda jej się poskładać to wszystko w całość, posklejać porozrywane elementy i sprawić, że jej życie wróci na dawny tor, że.. Że znowu będzie dawną Tess, jakkolwiek ona się zachowywała.
OdpowiedzUsuńPewnie wyczuł, że odrobinę się spięła, gdy usłyszała tą datę i jego kolejne słowa, ale starała się mu nie przerywać. Szukała w głowie jakichś dodatkowych informacji, bo prawdę mówiąc miała nadzieję, że jeśli on zacznie jej coś opowiadać, to z jej głowy w tajemniczy sposób zniknie blokada i wrócą do niej wszystkie wspomnienia. Na jej nieszczęście nadal błądziła po omacku, ale starała się jakoś z tym radzić. Musiała to zwalczyć, ten strach, że wszystko zaraz znowu się rozsypie.
- Lekarze mówili, że trafiłam do nich w nocy piątego.. Dlatego się nie odezwałam, nie mogłam - powiedziała cicho. Właściwie nawet na chwilę przestała zwracać uwagę na to, co robił z jej ręką. Nie przeszkadzało jej to, mimo że pewnie powinno, bo to ciągle był obcy dla niej mężczyzna, ale.. Jakoś potrzebowała być bliżej niego. dotykać go choćby samymi koniuszkami palców tylko p oto ,żeby mieć gwarancję, że jest prawdziwy, a ona nie śni. Od miesiąca miała kontakt jedynie z lekarzami oraz Joshem, więc gdy teraz mogła pobyć z kimś, kto ją znał i kto.. Na litość, nie mógł być obcy skoro mieli bliźniacze tatuaże! Po prostu nie mógł. Nie mógł być też obcy skoro czuła się tu.. Bezpiecznie? Dziwnie to brzmiało nawet dla niej, ale przecież gdyby odczuwała jakiś niepokój to już dawno by wyszła, a zamiast tego siedziała blisko niego i rozmawiała spokojnie. Albo przynajmniej w miarę spokojnie. - Chyba powinnam ci powiedzieć, że po wypadku od razu zapadłam w śpiączkę. Podobno byłam połamana, ale wszystko zagoiło się jak spałam, więc nie wiem nawet co dokładnie było złamane, ale.. Spałam dwa lata, niecałe. Nie byłam niczego świadoma i jak się obudziłam już kilka tygodni temu, to już tak było. Pamiętałam tylko imię i nazwisko, potem przychodziły inne szczegóły, ale nic specjalnego, tylko tyle mi to dało, że przynajmniej nie spałam już z bransoletką nieznanej osoby. - Mówiła w miarę spokojnie, a przynajmniej starała się żeby tak było, ale pod koniec głos trochę jej się podłamał, chociaż szybko to opanowała. Nie zamierzała się tu rozklejać. Nie potrzebowali tego do niczego. Zaczesała jednak wolną ręką włosy na jedno ramię i zacisnęła ją na swoim udzie. Byli chyba w kropce, bo ona.. Nie miała pojęcia co teraz zrobić. Czy go przeprosić, czy być zła, że nie szukał jej i ją zostawił.. Nie wiedziała, naprawdę nie wiedziała.
Ona tez zdawala sie go kochax. Ba. Moze i nie okazywala mu tego tak jak powinna robix kobieta zakochana w danym mezczyznie, ale przeciez milosc nie byla na pokaz, prawda? Liczylo sie to, co czulo sie w srodku, a skoro i on nie byl chetny tak bardzo do mówienia jej czulych slówek, czemu miala to robic jako pierwsza? To, jak wygladal ich zwiazek pasowalo jej idealnie, dopóki w pewnym momencie nie wpieprzyl siê najlepszy kumpel Richarda. To wlasnie przez niego wszystko zaczelo sis sypac, nic nie bylo tak jak dawniej i przez niego Elena zmuszona bylo rzucic Quentina i zniknac z jego zycia. Odebrala kilka telefonów od swojego bylego, ale na kazde pytanie odpowiadala coraz bardziej wymijajaca odpowiedzia. Bo tak bylo lepiej. Bo tak przynajmniej mialo byc lepiej.
OdpowiedzUsuńPowoli tracila poczucie czasu, a rzeczy które widziala nie potrafila rozroznic pod wzgledem realnosci. Przez chwile nawet wydawalo jej sie, ze mezczyzna jest tylko urojeniem spowodowanym wciagnieciem bialego czegos, co sprawialo, ze chciala tego wiecej. Chciala widziec go teraz i jeszcze dlugo pozniej, zeby zostal z nia wiecznie, wiecznie sie opiekowal i nikt nigdy nie zepsul tego, co ich laczylo i nadal moze laczy nadal.
- Emm…. - jedynie taki dzwiek udalo jej sie z siebie wydobyc, zanim mózg zaczal normalnie pracowac. - Jak wolisz. W sumie fajnie, bede miala wolne. - mruknela pod nosem, jednak tym razem na tyle glosno, ze Richy uslyszal co powiedziala. Nawet z innego pokoju by uslyszal, a stal zaledwie kilka metrów dalej, bo tak jak sobie zazyczyla, puscil ja i pozwolil samej dojsc do kanapy. O dziwo nie przewrócila sie o nic, a nawet nie potknela, wiec nie bylo z nia jeszcze tak zle. A moze najgorszy czas minal i teraz mialo byc tylko lepiej?
- Fajnie Cie widziec. Tesknilam, wiesz? Cholernie tesknilam, Richy… - jej wzrok ciagle tkwil w sylwetce mezczyzny, który zdawal sie byc tak daleko od niej. Nagle strasznie zachcialo jej sie plakac i zanim zdazyla sie o tym przekonac, po jej policzkach splywaly lzy, których nie mogla zatrzymac. Po prostu nie mogla zatrzymac.
- Przepraszam, ze zniknelam i niczego Ci nie wyjasnilam. Ale to nie moja wina. Tylko jego. Nie badz na mnie zly, Richy. - wierzchem dloni delikatnie przetarla twarz, przy okazji rozmazujac resztki makijazu, który jeszcze pozostal. - Dobrze? Nie bedziesz zly?
[Cos mi sie dzieje z klawiatura i nie dzialaja mi polskie znaki.]
Elena
Ona tez zdawala sie go kochax. Ba. Moze i nie okazywala mu tego tak jak powinna robix kobieta zakochana w danym mezczyznie, ale przeciez milosc nie byla na pokaz, prawda? Liczylo sie to, co czulo sie w srodku, a skoro i on nie byl chetny tak bardzo do mówienia jej czulych slówek, czemu miala to robic jako pierwsza? To, jak wygladal ich zwiazek pasowalo jej idealnie, dopóki w pewnym momencie nie wpieprzyl siê najlepszy kumpel Richarda. To wlasnie przez niego wszystko zaczelo sis sypac, nic nie bylo tak jak dawniej i przez niego Elena zmuszona bylo rzucic Quentina i zniknac z jego zycia. Odebrala kilka telefonów od swojego bylego, ale na kazde pytanie odpowiadala coraz bardziej wymijajaca odpowiedzia. Bo tak bylo lepiej. Bo tak przynajmniej mialo byc lepiej.
OdpowiedzUsuńPowoli tracila poczucie czasu, a rzeczy które widziala nie potrafila rozroznic pod wzgledem realnosci. Przez chwile nawet wydawalo jej sie, ze mezczyzna jest tylko urojeniem spowodowanym wciagnieciem bialego czegos, co sprawialo, ze chciala tego wiecej. Chciala widziec go teraz i jeszcze dlugo pozniej, zeby zostal z nia wiecznie, wiecznie sie opiekowal i nikt nigdy nie zepsul tego, co ich laczylo i nadal moze laczy nadal.
- Emm…. - jedynie taki dzwiek udalo jej sie z siebie wydobyc, zanim mózg zaczal normalnie pracowac. - Jak wolisz. W sumie fajnie, bede miala wolne. - mruknela pod nosem, jednak tym razem na tyle glosno, ze Richy uslyszal co powiedziala. Nawet z innego pokoju by uslyszal, a stal zaledwie kilka metrów dalej, bo tak jak sobie zazyczyla, puscil ja i pozwolil samej dojsc do kanapy. O dziwo nie przewrócila sie o nic, a nawet nie potknela, wiec nie bylo z nia jeszcze tak zle. A moze najgorszy czas minal i teraz mialo byc tylko lepiej?
- Fajnie Cie widziec. Tesknilam, wiesz? Cholernie tesknilam, Richy… - jej wzrok ciagle tkwil w sylwetce mezczyzny, który zdawal sie byc tak daleko od niej. Nagle strasznie zachcialo jej sie plakac i zanim zdazyla sie o tym przekonac, po jej policzkach splywaly lzy, których nie mogla zatrzymac. Po prostu nie mogla zatrzymac.
- Przepraszam, ze zniknelam i niczego Ci nie wyjasnilam. Ale to nie moja wina. Tylko jego. Nie badz na mnie zly, Richy. - wierzchem dloni delikatnie przetarla twarz, przy okazji rozmazujac resztki makijazu, który jeszcze pozostal. - Dobrze? Nie bedziesz zly?
[Cos mi sie dzieje z klawiatura i nie dzialaja mi polskie znaki.]
Elena
[masz konkretny pomysł czy coś? z chęcią bym zaczęła wtedy ale jeśli trzeba będzie to coś spróbuje wykombinować ;)]
OdpowiedzUsuńSophie Carpenter
[Jeśli masz jakiś pomysł, bardzo chętnie. :D]
OdpowiedzUsuńNora
[Wątpię żebym dzisiaj cie tak złapała, ale.. będę odpisywać za niedługo :)]
OdpowiedzUsuńTess
Nie chodziło o to, żeby wzbudzić w nim poczucie winy czy sprawić, że kilka kolejnych dni nie będzie mógł spać tylko dlatego, że może przyczynił się odrobinę do jej wypadku. Nie dlatego powiedziała mu, co wydarzyło się tego piątego lutego po jej wyjściu z jego mieszkania. Czy raczej ich mieszkania... Kiedyś tu żyła, spędzała każdą wolną chwilę, pewnie miała związanych z tym miejscem mnóstwo wspomnień, ale były one zablokowane i mimo usilnych starań lekarzy oraz jej własnych nie udało się jeszcze odkryć, co mogłoby zniszczyć tą barierę, która się w niej utworzyła. Tak już było, musiała z tym żyć. Jasne, nie godziła się z tym, ale.. Co mogła robić innego oprócz słuchania opowieści innych? Nic. Tylko to jej zostało albo może.. Aż to. Jeszcze dwa dni temu nie miała nawet tego, więc był jakiś postęp. Szkoda, że tak bolesny i pokręcony.
OdpowiedzUsuńJedyne na czym jej zależało, to żeby nie ranić. Przecież nie dało się zmienić przeszłości, nikt nie miał prawa winić ją czy jego, że doszło do całej tej sytuacji. Gdyby chociaż jedno z nich było świadome tego, co się stanie.. Pewnie by nie wyszła, pewnie on by jej nie pozwolił wyjść i może dzięki temu udałoby im się rozwiązać ich problemy jeszcze tego samego dnia, a nie dopiero po dwóch latach. Właściwie nawet nie byli bliscy rozwiązywania tego wszystkiego. Tess sama nie wiedziała jak reagować. Była z nim, ale go nie znała. Kochała go kiedyś, ale.. zapomniała o tym. A on pamiętał i nie wiedziała co z tym zrobić. Widziała jak przeżywa tą ich rozmowę, jaki szczery jest w swoim zachowaniu. Nie ukrywał uczuć, miała je podane jak na dłoni, wiedziała, że boli go ta cała rozmowa, ale ona wcale nie czuła się lepiej. Nie była nawet pewna czy chce mieć z nim do czynienia jutro czy pojutrze, nic nie wiedziała oprócz tego, że.. Jego palce dawały jej pewnego rodzaju komfort, ciepło dłoni było przyjemne, a głaskanie opuszkami uspokajało jej skołatane serce. Ten dotyk był czymś, z czego nie chciała rezygnować, nie tak szybko. Nie próbowała sobie nawet tego tłumaczyć, po prostu pozwalała mu na to i cieszyła się z tego. Nawet przytulanie przez Josha nie działało na nią tak, jak sam dotyk dłoni Richarda.
Mimowolnie westchnęła cicho i chwilę tylko przyglądała mu się intensywnie, nie przerywała z nim kontaktu wzrokowego, chociaż było to trudne. Była świadoma, że on naprawdę żałuje tego wszystkiego, w jego tęczówkach wyraźnie było widać ból i żal, ale.. Przecież to nie była jego wina. Nie kazał jej wsiadać do tego autokaru, nie kazał jej wychodzić z bezpiecznego mieszkania. Całkiem odruchowo już położyła drugą dłoń na ich splecionych rękach i tym razem to ona kciukiem przesuwała łagodnie po wierzchu jego ręki.
- Nie przepraszaj, proszę.. Nie obwiniam cię, nie obwiniam nikogo. Z psychologiem już doszłam do tego, że to nie była przecież niczyja wina, wypadki się zdarzają, a ja.. byłam w złym miejscu, Richard - mówiła spokojnie, starając się sprawić, że on też się uspokoi i nie będzie obwiniał samego siebie za coś,na co i tak nie miał wpływu ani wtedy, ani teraz. - To się stało, ja.. Nie chcę szukać winnych, bo ich chyba nie ma. I tak miałam szczęście, inni umarli,a ja nie mam tylko pamięci... Dzięki tobie i tak już dużo się dowiedziałam, z czasem będę pewnie wiedzieć więcej, chyba.. Po prostu muszę się pogodzić, że tego nie odzyskam i nawet ty mi nie pomożesz. - Uśmiechnęła się trochę smutno. - Nie wiem tylko co ci powiedzieć... Może to ja powinnam przeprosić? Na pewno nie chciałam zostawić cię na dwa lata bez słowa, więc.. Tak, przepraszam za to. I rozumiem jeśli teraz nie chcesz mieć już ze mną nic wspólnego.
[Moożna by i tak zrobić, tylko wychodzi na to, że pracowała u niego w firmie i mieli krótki romans, jego obiecanki cacanki i jak zaszła w ciąże to bała się jak zareaguje więc po prostu zerwała kontakt i odeszła, a jako że on taki casanova to się tym nie przejmował. Może być spotkanie w kawiarni i wtedy zobaczy, że Sophie jest w ciąży i zacznie łączyć fakty? Tzn myślę że o to ci chodziło, tak? ;p]
OdpowiedzUsuńSophie Carpenter.
[Ktoś mnie tu pominął :/]
OdpowiedzUsuńAva
[powiedzmy że w tej firmie była jego podwładną. No i ze smutku spędziła potem noc z innym, a teraz czy chcesz go angażować tak że bd tym ojcem czy wolisz że nie? zastanów się a ja zacznę ;) z góry przepraszam jak będzie słabo ;c]
OdpowiedzUsuńZnów to samo. Po całodniowym spędzeniu czasu w kawiarni wyczerpana wraca do domu i kładzie się do łóżka. Ten stan zawsze powraca. Tajemnice, problemy, własne błędy... Nawet nie dałoby rady wszystkiego zliczyć. Dłoń dotyka dużego już brzucha i wtedy czuć kopnięcie. Nie jest to uczucie do opisania. Z początku wszystko wydawało się łatwe. Odejdzie bez słowa i będzie miała nadzieje, że przeszłość nie powróci, że poradzi sobie sama. Jednak zaraz po jednym błędzie idzie kolejny a później niesie to ze sobą spore konsekwencje. Kto jest ojcem? To pytanie najczęściej pojawia się w jej głowie. Jednak zaraz je od siebie odsuwa ponieważ to nie ma żadnego znaczenia. Nie ma bo to ona sama będzie wychowywać swoje dziecko. Tak swoje. Bo nie jest ono nikogo więcej. Tylko jej. Da sobie radę. Nie ma innej możliwości. A później zasypia pogrążona w głębokim śnie.
Kolejny dzień. Ta sama rutyna powtarzająca się od dłuższego czasu. Zjeść śniadanie za dwoje, wykąpać się, ubrać i udać do pracy by mieć potem pieniądze na utrzymanie siebie i maleństwa. Z tą samą obojętną miną weszła do kawiarni. To miała być rutyna. Zwykły dzień w pracy... Ale nie był. Wszystko się zmieniło kiedy tylko w drzwiach stanął Richard. Wspomnienia wróciły. Serce zabiło znacznie szybciej. Była sama. Nie mogła wysłać koleżanki, z którą pracowała ponieważ jej nie było. Nie wiedziała co ze sobą zrobić. Wzięła się w garść i swoje stanowcze spojrzenie skierowała prosto na niego. Wtedy ją zobaczył. Nie była w stanie odszyfrować co teraz sobie myśli ani co czuje. Możliwe, że nawet jej nie pamięta. A może tak by było lepiej?
Sophie Carpenter.
[Powinnam się obawiać o to czy tu wrócisz..?]
OdpowiedzUsuńTess
[no hej, hej ;) wąteczek? :D ]
OdpowiedzUsuńNina B.
Wcale jego słowa jej nie pomagały. Miała wrażenie, że znowu uderza w ten sam mur, z którym napotkała się już w relacjach z Joshuą i z którym nie umiała sobie poradzić. Tak jakby ich słowa były jeszcze trudniejsze do zaakceptowania niż sama świadomość braku większej części własnej pamięci. Faktycznie, z tym dało się żyć, wiele osób przechodziło przez to samo i po prostu ruszyło do przodu ze swoim życiem, nie zatrzymywali się i nie zastanawiali nad tym, co było, ale najczęściej działo się tak, bo mieli swoje rodziny, które zapewniały im wsparcie i poczucie bezwzględnej akceptacji. Ona tego nie miała, przez co wszystko, każda najmniejsza decyzja podjęta w "nowym" życiu była jeszcze trudniejsza. Inaczej funkcjonowało się, gdy obok był ktoś bliski, ktoś kto podpowie co powinna robić, wytłumaczy kim jest i nauczy bycia sobą niż gdy nie ma nikogo, a jedyne co pozostaje oprócz patrzenia się w sufit to szukanie informacji. Nie miała przecież nic już do stracenia. Mogła tylko zyskać, a żaden z nich starał się tego nie rozumieć. Najpierw Josh to zrobił, a teraz Richard. Obaj chcieli żeby zaczęła od nowa, żeby zostawiła przeszłość, ale ona nie chciała tego. Do cholery, chciała chociaż spróbować! Jak nic z tego nie wyjdzie to trudno, ale przynajmniej będzie wiedzieć, że spróbowała.
OdpowiedzUsuńPowoli rozplotła ich palce i zabrała dłoń z uścisku mężczyzny. Właściwie z jednej strony nie chciała go puszczać, chciała jak najdłużej siedzieć tak z nimi, napawać się ciepłem jego ręki, zapamiętywać to, jak się czuła gdy przesuwał palcami po wierzchu naskórka, jak jej nerwy kurczyły się odrobinę w napięciu, w oczekiwaniu na kolejną, nieznaną przecież pieszczotę opuszków jego palców. Musiała jednak go puścić, bo musiała wstać, odwrócić się, zwiększyć dystans między nimi. Nie, nie chciała wyjść, ale musiała opanować gromadzące się w środku sprzeczne emocje. Z jednej strony była mu wdzięczna za wszystko, co już dla niej zrobił i co chciał robić, ale z drugiej wolałaby żeby nie traktował jej tak, żeby powiedział jej dokładnie czego oczekuje, żeby zdradził jej, co on sam teraz planuje gdy już ją odnalazł, żeby powiedział jej dlaczego tak usilnie jej szukał a nie wpadło mu do głowy, żeby zajrzeć do szpitala, chciała żeby pokazał jej na czym stoi i najlepiej jakby wskazał jej drogę, którą powinna iść. Miała tylko jego, tylko on wiedział jaka jest teraz i jaka była kiedyś. On mógł jej pomóc, a zamiast tego... Pokręciła niepewnie głową, gdy stała przy oknie, wpatrywała się w panoramę miasta, które jak zwykle tonęło w strugach deszczu i dla własnego komfortu (oraz próby uspokojenia mocno bijącego serca) obejmowała się ramionami.
- Czy ty nic nie rozumiesz? Ja nie chce poznawać tego nowego świata, chce odzyskać stary. To wszystko nie ma znaczenia, gdy nie ma się wspomnień - powiedziała może trochę za ostro, ze zbyt dużym żalem i smutkiem, ale nie umiała teraz zapanować do końca nad targającymi jej ciałem emocjami. To też był skutek uboczny amnezji: zbyt łatwo poddawała się uczuciom, pozwalała im zawładnąć na chwile sobą. - Nie chce znowu próbować żyć. Od miesiąca nie robię nic innego i wcale mi to nie pomaga. Próbuje pracować, próbuję szukać ulubionych potraw, próbuję dowiedzieć się czy lubię sukienki czy nie, ale to wszystko nie ma znaczenia, gdy ma się czarną dziurę w pamięci! Nikt nigdy tego nie zrozumie, tego sie nie da wyjaśnić, ale poznawanie od nowa niczego nie da! - uniosła niepotrzebnie drżący z nerwów głos, ale nie odwróciła się do niego. Mocniej tylko zacisnęła palce na ramionach, kłykcia jej pobielały, warga niebezpiecznie zaczęła drżeć, ale nie mogła tego opanować. Chciała tylko zrozumienia. Odpowiedzi i cholernej akceptacji. Przecież to niewiele, prawda?
taka chwilowo mało kochana Tess
Pytanie organizacyjne — zamierzasz jeszcze tutaj się udzielać?
OdpowiedzUsuńTylko, że to wszystko kręciło się w kółko. Uczenie się tego jaka była to pewnie nie był najlepszy pomysł, bo w pewnym momencie faktycznie mogłaby odgrywać rolę osoby, za którą się nie uważa, ale z drugiej strony pełna nieświadomość i bycie kimś zupełnie innym też nie było dla niej łatwe. Nie miała nawet pojęcia, że to co teraz zrobiła, fakt że się oddaliła od niego i stworzyła między nimi fizyczną przestrzeń, że to było częścią niej i że zawsze się tak zachowywała w napiętych sytuacjach. On to widział, pamiętał, ale dla niej każde jej zachowanie jakby nie miało sensu. Bała się, że jeśli coś zrobi może zostać źle odebrana i że usłyszy w końcu "zmieniłaś się na gorsze, Tess". Nie chciała także tego. Nie chciała odtrącać od siebie ludzi, którym kiedyś na niej zależało i którzy dopiero co pojawiali się w jej życiu na nowo. Wolała już poznać prawdę i dowiedzieć się czy jest w stanie być chociaż w połowie taka jak dawniej, żeby nikt nie mógł krytycznie jej osądzać.
OdpowiedzUsuńByło jednak coś w rozumowaniu Richarda, co dało jej trochę do myślenia. Miał rację, że niczego do niego nie czuła. Nie mogłaby powiedzieć, że go kocha nawet jeśli godzinami mówiłby jej o ich miłości. Nie znała go. Był dla niej właściwie tak samo obcy jak Josh, u którego mieszkała obecnie. Chociaż jednego z nich znała przed wypadkiem, a drugiego poznała dopiero po wybudzeniu się, to byli dla niej takimi samymi osobami, jechali na jednym wózku i nie było szansy, żeby któryś z nich nagle stał się ważniejszy. Wybijał się w jej rankingu najważniejszych osób, których nie było. Nic nie czuła oprócz bezsilności i smutku, że nie jest w stanie przypomnieć sobie swojego życia. Zupełnie jakby ktoś na siłę jej zabraniał, jakby chciał, żeby dążyła do swoich sukcesów od nowa, krok po kroku. Drugi raz miała przebyć tą samą albo całkiem podobną drogę.
Mocniej zacisnęła palce na swoich ramionach, sprawiając sobie właściwie ból poprzez wbijanie krótkich paznokci w ręce. Palce pobielały jej od zbyt mocnego przyciskania ich do własnego ubrania, ale nie zwracała na to uwagi. Starała się jedynie w miarę spokojnie oddychać, żeby uspokoić bijące stanowczo za szybko serce. Miała ochotę rozpłakać się i we łzach znaleźć ukojenie dla całej tej sytuacji. Jej życie obecnie przypominało jedno wielkie nieszczęście, z którego nie umiała się wydostać. Bo niby jak? Jak miała żyć dalej skoro po przebudzeniu nawet nie wiedziała co robić oprócz tego, że powinna coś zjeść i przebrać się?
- Masz rację. Nic nie czuję... I nie chodzi tylko o Ciebie, Richard. Nic nie czuję do tego świata. Wszystko jest obce. Boję się tak żyć, bez celu, bez niczego, co kiedyś się wydarzyło. Myślisz, że łatwiej jest nie wiedzieć i próbować od początku? Nie jest, wcale tak nie jest... - mówiła cicho, jej głos był słaby, a ona sama niepewna co do tego czy powinna mu to wszystko zdradzać. Co on mógł zrobić? Zupełnie nic. Był jej byłym chłopakiem, znał ją najlepiej jak potrafił, a przez to było jedynie trudniej, bo szybciej znajdzie różnice w jej zachowaniu i będzie mógł ocenić czy mu to pasuje, czy nie. - Chciałabym próbować, próbować z Tobą, ale nawet nie wiem czy ktokolwiek z nas potrafi to zrobić. Będziesz widział za dużo różnicy, o których ja nawet nie będę miała pojęcia. Mówisz o moich pasjach, a ja... Nawet nie wiedziałam, że zajmowałam się czymś oprócz chodzeniem do szkoły i do pracy. Tego jest za dużo, a nie wszystko można zacząć od nowa i... Nie radzę sobie z tym. - Ostatnie zdanie praktycznie wyszeptała, wątpiła, żeby chłopak je usłyszał, gdy słona łza spływała po jej policzku.
Ona też nie do końca wiedziała czego sama chce. Z jednej strony była świadoma faktu, że nie poradzi sobie sama. Już miesiąc próbowała i marnie jej to wychodziło, wszystko kończyło się płaczem w sypialni o drugiej w nocy, gdy albo miała dosyć rozmyślania o utraconym życiu, albo budziła się z krzykiem i nie wiedziała nawet co jej się śniło, bo obraz był zamazany, ale wyglądało na to, że musiał to być dzień wypadku. Tylko przynajmniej udało jej się wywnioskować z tych urywków, które udało jej się zapamiętać. Nie radziła sobie, psycholog w szpitalu też uważał, że za każdym razem jest bardziej osowiała, że marnieje, że traci chęci do życia i to była prawda. Nie widziała w tym wszystkim sensu, skoro nie miała z kim dzielić tego życia. Jasne, był Josh, ale on... Był tylko znajomym ze szpitala. Zlitował się nad nią i dał dach nad głową, gdy wyszła ze szpitala, ale to było wszystko. Nie widziała w nim nikogo oprócz osoby, która się nią zaopiekowała. Nie chciała od niego niczego, bo przecież jego też nie znała. On nawet nie znał jej przed wypadkiem, więc nie rozumiała nawet czemu chciał ją przygarnąć do siebie. Nigdy nie okazał jej, że chce czegoś więcej w zamian za to i... Dobrze, że tego nie zrobił, bo do niego też nic nie czuła. Była pusta w środku, a jednocześnie targało jej ciałem tyle emocji, że nie potrafiła tego wszystkiego znieść.
OdpowiedzUsuńZ drugiej jednak strony był Richard, który oferował pomoc, ale którą bała się przyjąć. Nie chciała go ranić, bo prawda była taka, że na pewno zostałby zraniony ostatecznie. Nie umiałby oddzielić wspomnień od rzeczywistości i pewnie cierpiałby przez cały czas przebywania z nią. Wiedziała czego mógł oczekiwać, czego ona oczekiwałaby od swojego chłopaka, gdyby go pamiętała, ale wiedziała też, że nie może mu tego dać. Nie mogła przecież rzucić mu się na szyję i powiedzieć, że to bez znaczenia, że go nie pamięta, że mogą być nadal razem, a ona spróbuje wpasować się do tej relacji. Chociaż bardzo by chciała, to nie umiała tak z miejsca, nie była chyba tego rodzaju osobą. No właśnie, chyba... Może kiedyś to byłoby dla niej normalne, ale teraz z całą pewnością nie.
Dlatego też już całkiem odruchowo odchyliła się minimalnie gdy jej dotknął. To był instynkt, nie miała nad tym kontroli. Po prostu to zrobiła, a chwilę później pożałowała, bo czy na pewno chciała stąd wyjść bez słowa i nigdy więcej go nie zobaczyć? Nie, z całą pewnością nie. Było coś w jego gestach, słowach, tonie głosu, a szczególnie w jego spojrzeniu, co sprawiało, że czuła się spokojniejsza. Wystarczyło zetrzeć zbłąkaną łzę z policzka i spojrzeć na niego, żeby automatycznie się uspokoiła, a jej serce zwolniło odrobinę rytm, nie waliło tak mocno w jej klatce piersiowej. Dłoni nie opuściła, ale poluzowała chwyt, przestała tak mocno zaciskać palce na ramionach. Uspokoiła się i... Zrozumiała. Bo co jej szkodziło spróbować? Przecież nic nie traciła, żadnych wspomnień, a Richard sam decydował czy chce się w to pakować, czy nie.
- Mogę przepraszać godzinami, ale to chyba i tak nie będzie miało większego znaczenia, skoro nie wiem za co dokładnie przepraszam. Ale żałuje, że nie pamiętam tego wszystkiego i nie wiem co ja... Co my straciliśmy - powiedziała cicho i mimowolnie przygryzła wargę, która i tak była popękana, bo za często ją gryzła, a pogoda też nie sprzyjała temu wszystkiemu. Nie wiedziała jak mu po prostu powiedzieć, że chciałaby spróbować dla siebie, dla niego, dla nich obojga połączyć to wszystko znowu w całość. Poznać jeśli już nie siebie to przynajmniej jego i sprawdzić czy jest w stanie znaleźć w nim to wszystko, co najwidoczniej sprawiło, że go pokochała taką szczerą, bezwarunkową miłością. Zamiast więc mówić, że chce poznawać ten świat z nim po prostu powiedziała jedno: - Mogę w takim razie się po prostu przytulić? Zrozumiem jeśli nie i to za wcześnie dla ciebie...
Tess
[Również witam. Może jakiś wąteczek?]
OdpowiedzUsuńNicolet
[Zapraszam w takim razie na wąteczki :>]
OdpowiedzUsuń~ Ali
[Dziękuję. To jedna z niewielu moich postaci, która ma jakąś historię - mniej lub bardziej interesującą.]
OdpowiedzUsuń[Dziękuję, choć postać powstała spontanicznie i bez żadnego dłuższego namysły :)]
OdpowiedzUsuńVera
[Jeśli Richie jest imprezowym typem, to mogli się przyjaźnić. Dastan co prawda odsunął się od wszystkich, ale po dwóch latach mógł przypomnieć sobie o dobrym kumplu i zadzwonić z życzeniami świątecznymi. Mogliby spróbować odnowić znajomość czy coś.
OdpowiedzUsuńOstatnio jestem mało kreatywna, niestety.]
Faktycznie były plusy tego, że nie zobaczyła jak duży uśmiech na jego twarzy spowodowała jej prośba o przytulenie go, bo wtedy mogłaby wystraszyć się i mieć pewne obawy czy to wszystko nie dzieje się za szybko i czy nadal to ona ma nad tym kontrolę, bo od wczoraj właściwie każdy mur został zburzony, a przed nią pojawiła się nowa droga na życie. Nie była usłana różami, nie była idealna i z całą pewnością nie była prosta, ale widać w niej było już jakiś cel. Do czegoś dążyła i coś miała odkrywać. Nie było tylko pustej plamy, którą każdego dnia musiała wypełniać banalnymi czynnościami byleby jedynie zabić czas, ale miała coś więcej: mogła planować. Planować kolejne, banalne spotkania z nim. Planować o co go spyta i co będzie chciała robić danego dnia. Planować jak będą poznawać się od nowa oraz czy jej to wszystko pasuje i czy nie chce przypadkiem zrezygnować z tej decyzji podjętej pod wpływem chwili, rozbicia emocjonalnego. Była trochę niestabilna, sama nie wiedziała czego oczekiwała, gdy tu przyszła i miała świadomość tego, że zachowuje się dziwnie, że najpierw siedziała spokojnie na kanapie, później była rozgoryczona, a teraz, na samym końcu, przytulała się do obcego dla niej faceta, ale nie mogła nic z tym zrobić. Odkąd się wybudziła takie sytuacje zdarzały jej się często, przechodziła z jednego stanu emocjonalnego do drugiego bardzo szybko, bo zwyczajnie nie radziła sobie z tym. Wszystkiego było w niej za dużo, za wiele uczuć nagromadziło się i szukało ujścia, którego nie było.
OdpowiedzUsuńWiedziała, że takie zwykłe przytulenie za wiele jej nie da, że może to wyjść trochę niezręcznie i niemrawo, bo właściwie ani on jej nie znał (przynajmniej tej jej obecnej wersji), ani ona jego. Nie mogli czuć się całkowicie komfortowo w tej sytuacji, a mimo to Tess nie czuła potrzeby natychmiastowego przerwania kontaktu fizycznego z nim. Co prawda niepewnie objęła go ramionami w pasie, ale z zaciśnięciem palców na materiale jego koszuli nie miała już żadnego problemu, podobnie jak z tym żeby przyłożyć nos do jego torsu. Od razu poczuła zapach jego perfum, a chociaż wydawało jej się, że już je kiedyś czuła, to nie była w stanie powiedzieć ani kiedy, ani gdzie, ani tym bardziej na kim. Niemniej ten zapach dziwnie ją uspokoił, sprawił, że wzięła kilka głębszych wdechów i poczuła się... Bezpieczniej. Nie wiedziała skąd się to w niej wzięło, ale nie zamierzała o to pytać. Skoro się działo, to niech tak będzie, bo Richard i tak nie wyjaśniłby jej tego, a wolała mu nie dawać żadnych nadziei. Już i tak miał ich za wiele sądząc po tym jak się przy niej zachowywał i co mówił. Był gotowy na nią czekać, ale ona już sama nie była pewna czy jest na kogo. Nie chciała go krzywdzić, jeśli jednak nie będzie w stanie powrócić do stanu sprzed ponad dwóch lat, to będą musieli się rozstać i wtedy to on będzie cierpiał bardziej, bo ona miał wspomnienia i on miał nadzieję, że teraz wszystko wróci do normy. Ona starała się nie myśleć o tym czy z nim będzie, czy uda jej się na nowo zakochać, czy faktycznie będzie jak dawniej.
- Pamiętam, pamiętam - odparła cicho, puszczając go i odsuwając się powoli, żeby wyjść z tego kokonu jego rąk, którym ją oplótł. Nie chciała przesadzać. Ani dla siebie, ani dla niego. - Nie chcę już rozmawiać, nic więcej nie wymyślimy. Co powiesz na jakiś film? Serial? Cokolwiek, co kojarzy ci się z... nami? - zapytała, zaczesując za ucho kosmyk włosów, który jej przeszkadzał, gdy już uniosła odrobinę podbródek i spojrzała w jego oczy. Potrzebowała jakiegoś oderwania od tego ciężkiego tematu, a nie chciała jeszcze wychodzić, więc coś, co zmusi ich do patrzenia w ekran było chyba dobrym pomysłem.
Tess
[Cześć :> też jeszcze nie mam, ale na pewno coś się wymyśli. A co pan casanova robi jeszcze poza flirtowaniem? Jakaś praca/studia? Może tutaj udałoby ich się jakoś powiązać ]
OdpowiedzUsuń[ Witam ;) pomysł na wątek zawsze się znajdzie, tylko trzeba troszkę pogłówkować. Richard jest 4 lata młodszy od Tanyi i studiuje prawo, co znaczy że jest raczej humanistą. Tanya to umysł ścisły. Powiedzmy, że znali się kilka lat wstecz, może Tanya pomagała Richardowi zaliczyć matmę nim rozpoczął studia (a słowo "zaliczyć" wcale nie jest tutaj żadnym podtekstem, żeby nie było! :D). Może teraz spotkają się przypadkiem... no i nie wiem co by tutaj jeszcze dodać. Jakieś pomysły jak uzupełnić tą relację by nie było zbyt nudno? ;> ]
OdpowiedzUsuńTanya
[ Witam, oto link do nowej karty Niny -> http://zakochany-londyn.blogspot.com/2013/11/znacie-to-spojrzenie-ktore-rzuca-wam.html ponieważ ja już mówiłam, blogger bardzo mnie nie lubi :< Ale przejdźmy do rzeczy, zaczynam wątek, pewnie wyjdzie banalnie, ale co tam xD I przepraszam, ale pewnie wyjdzie krótko >.<]
OdpowiedzUsuńWyszła ze swojego mieszkania, a potem z wieżowca. Idąc ulicą skierowała się w stronę apartamentowca Richarda. Nie była to daleka droga, ponieważ niedawno się przeprowadziła do najbliższego mieszkania mieszkaniu Richa, na które było ją stać. Może i pensja zwykłej kelnerki na to nie pozwalała, ale czego się nie robi żeby pilnować faceta, prawda? Nawet jeśli oficjalnie nigdy nie był ani nie jest twój. Nawet mimo wczesnej pory dnia jej strój i tak był nietypowy. Miała na sobie jedynie zapięty płaszczyk, a pod nim... tylko i wyłącznie komplet kuszącej bielizny. Jeśli Quentin liczył na szybkie opuszczenie mieszkania to się niestety przeliczył. Pracowała dziś dopiero na wieczorną zmianę i do tego momentu nie miała najmniejszego zamiaru opuszczać tegoż mężczyzny. O ile w ogóle. Zawsze może przecież zadzwonić i powiedzieć, że złapało ją jakieś przeziębienie, a tam gdzie pracuje dziwnie strasznie o to dbają. Może chodzi o klientów, albo coś? Jakoś jeszcze tego nie rozgryzła.
Po dłuższym marszu weszła do odpowiedniego budynku, a potem wsiadła do windy. Oczywiście musiała lecieć jakaś głupawa melodyjka, jakby nie mogli puścić czegoś porządniejszego. W końcu opuściła maszynerię uwalniając się od melancholijnego rytmu. Podeszła do odpowiednich drzwi i zadzwoniła dzwonkiem. Nie doczekawszy się otwarcia drzwi zapukała do nich... Po chwili znów ponowiła próbę i zadzwoniła dzwonkiem... I znów żadnego odzewu... Zapukała z całej siły do drzwi.
- Cholera jasna, Richard, otwieraj. - warknęła pod nosem. Jakim prawem jej nie otwierał? Wiedziała, że jest teraz w domu, zawsze był, a on przecież łatwo przyzwyczajeń nie zmieniał. Jeśli jej nie otworzy to się nieźle doigra i zrozumie, że nie warto z nią zadzierać i że ona wcale nie musi spędzań z nim tego czasu, zawsze może znaleźć kogoś innego kto chętnie by go zastąpił.
Nina Bergson
Richarda poznała jakieś siedem lat temu, gdy przygotowywał się do zaliczenia z matematyki i potrzebował kogoś kto mógłby mu pomóc zrozumieć ten skomplikowany przedmiot. Oczywiście na początku była to znajomość czysto „naukowa” o ile można tak powiedzieć – Tanya wczuła się w rolę nauczyciela i cierpliwie tłumaczyła każdą niezrozumiałą dla młodego mężczyzny kwestię, skłamałaby mówiąc, że nie miała ochoty na coś więcej, gdyż chłopak był naprawdę przystojny, ale dopóki nie zakończyła swej pracy skutecznie ucinała jego zachęty i żarty z podtekstem.
OdpowiedzUsuńJakiś czas później zadzwonił do niej by pochwalić się wysokim wynikiem i zaproponował opicie go. Czemu miałaby się nie zgodzić? Spotkali się w kolejny weekend w jej mieszkaniu i cóż… bardzo miło spędzili ten wieczór oraz noc. Później spotykali się już tylko sporadycznie, choć ich spotkania zwykle kończyły się w ten sam sposób – w łóżku.
Ostatni raz widzieli się jakoś w kwietniu tego roku. To chyba było w prima aprilis i od tamtej pory jakoś nie było okazji do spotkania, aż do teraz.
Tanya wysiadła z taksówki przed swoim mieszkaniem, zapłaciła za kurs i taszcząc torby z zakupami niezdarnie wgramoliła się do windy. Pierwsze piętro, drugie, trzecie i w końcu czwarte. Gdy tylko drzwi się rozsunęły jej oczom ukazała się przystojna twarz Richarda. Zagryzła lekko dolną wargę sunąc spojrzeniem po jego sylwetce. Delikatnie zsunęła papierową torbę niżej, jakby chciała osłonić brzuch przed jego wzrokiem, najwyraźniej nadal chciała być dla niego atrakcyjna, a wedle jej mniemania ten brzuch sprawił, że stała się mniej atrakcyjna.
- Cześć – rzuciła niepewnie, widząc jego przerażone spojrzenie. Najwyraźniej w tej chwili obliczył ile czasu minęło od ich ostatniego spotkania i obleciał go strach, że to może być jego dziecko. Ta myśl sprawiła, że w jej umyśle zrodziła się wredny pomysł, aby zażartować sobie z niego. – Co ty tutaj robisz? – udała głupią, choć doskonale wiedziała po co się tutaj pojawił, ba… sama miała ochotę się zabawić, no... gdyby nie te niesprzyjające okoliczności.
Tanya
[ Nie wiem czy o to Ci chodziło, ale mam nadzieję, że odpowiada ;) ]
Usuń[Chodzi mi po głowie taki pomysł, że Nina mogła pracować tam przez jakiś czas jako sekretarka, ale została niesłusznie oskarżona o romans z szefem (ojcem Richarda, bądź samym Richardem, jeśli jest na wysokim stanowisku, bądź kimkolwiek innym) i została przez to wywalona. Noo i stosunki między nimi byłyby... dosyć chłodne. Co Ty na to? ]
OdpowiedzUsuńOd momentu w którym zaczęli oglądać film wyluzowała się i lepiej czuła się w towarzystwie Richarda. Może miało to jakiś związek z tym przytuleniem, a może z faktem, że łatwiej było jej spędzać z nim czas niż rozmawiać o przeszłości i niepewnej przyszłości ich znajomości. Co prawda nie wiedziała czy coś do niego poczuje, ale on mógł zrobić sobie małe nadzieje skoro film, który obejrzeli podobał jej się teraz tak samo jak te dwa lata temu i z miejsca uznała, że był świetny. Jeśli on nie miał go jeszcze dosyć, to pewnie nie raz go obejrzą.
OdpowiedzUsuńByło jednak kilka spraw, które musiała sobie poukładać zanim znowu umówi się z nim na jakieś spotkanie. Co prawda tamtej nocy po wizycie u niego praktycznie w ogóle nie spała, analizowała wszystko, co on jej powiedział i co sama mu przekazała i musiała przyznać, że to on miał rację. Nie mogła na siłę szukać wspomnień, bo przecież nawet jak je znajdzie, jak on jej o nich opowie to będą one tylko pustymi słowami. Nie przekaże jej w ten sposób żadnych uczuć, nie oświeci ją nagle, że tak było i powinna... No właśnie, co? Miała udawać, że to w jakiś sposób ma na nią wpływ? Nie miało to najmniejszego sensu. Nawet gdyby Richard opowiedział jej o wszystkim, to nie byłaby w stanie zmienić swojego zachowania względem niego. Nadal byłby obcy, nadal nie umiałaby ot tak zbliżyć się do niego, nie mogłaby oszukiwać i jego, i siebie, że czuje rzeczy o których nie miała pojęcia. Lepiej więc było nie szukać przeszłości i żyć teraźniejszością.
Do takich wniosków doszła i dlatego zamiast czekać na cud postanowiła pozmieniać parę spraw. Zacząć to życie tak, jak chciała, a że pracowanie na zmywaku nie było jedną z jej ulubionych czynności i nie planowała się tym zajmować przez resztę życia, to odeszła z restauracji. Chwilowo była bez pracy, ale na szczęście na koncie miała trochę oszczędności, mogła przeżyć dzięki nim jakiś czas. Drugą zmianą jaką wprowadziła w swój świat było odwiedzenie fryzjera. W szpitalu raczej nikt nie zawracał sobie głowy regularnym podcinaniem końcówek czy dbaniem o jej włosy, więc teraz ona się tym zajęła, a że chciała namacalnie odciąć się od przeszłości to... Zrobiła sobie grzywkę i przyciemniła kolor włosów. To już nie był jasny, tylko ciemny blond. Wychodząc od fryzjera uważała, że wygląda dobrze, lepiej czuła się w tej fryzurze, bo przynajmniej miała teraz jakieś pewne wspomnienie. wiedziała jak wyglądała wcześniej i jak wygląda teraz, a różnica jakby nie patrzeć była znacząca.
Wszystkie te zmiany sprawiły jednak, że nie miała raczej czasu na zastanawianie się, co robi Richard. Jasne, zamierzała się z nim spotkać, przecież obiecała, że spróbuje i że chce z nim powalczyć ze wszystkimi przeszkodami jakie na jej drodze postawił los, ale nie chciała mu się też narzucać. W końcu on też musiał trochę ochłonąć po ich spotkaniu, namyślić się czy na pewno chce próbować znowu. Pewnie jak zobaczy co zrobiła z włosami to się załamie i uzna, że nic tu po nim, ale jakoś nie przeszkadzało jej to w myśleniu o nim podczas snu, a raczej w... Nie wiedziała co to było? Wspomnienie czy może pragnienie? Podświadomie chciała wyjść z nim do cyrku i dobrze bawić się na widowni czy może miało to jakiś związek z przeszłością, z czymś co już się wydarzyło, może już się śmiali, jedząc popcorn i może już ją uratował przed wylądowaniem w błocie, gdy jakieś dzieciaki na nich wpadły? Nie miała pojęcia, ale obrazy w jej głowie były tak żywe po jej przebudzeniu, że właściwie bez zwracania uwagi na godzinę na telefonie wybrała numer do Richarda i przystawiła telefon do ucha. Podciągnęła kołdrę bardziej pod brodę, przekręciła się na bok i róg pierzyny podłożyła sobie pod głowę, żeby było jej wygodniej, gdy czekała aż odbierze. Jakoś nie przeszkadzało jej, że jest trzecia czterdzieści. Może nie będzie na nią zły, może...
W końcu usłyszała jego zaspany głos i uśmiechnęła się minimalnie.
Usuń- Cześć. Wiem, że godzina jest dziwna, pewnie cię obudziłam, więc przepraszam, ale mam pytanie - powiedziała powoli, pozwalając mu przyswoić wszystkie informacje. Domyślała się, że jego mózg pracuje na zwolnionych obrotach, bo jej jakiś kwadrans temu też tak funkcjonował. No, chyba że Richard na sam dźwięk jej głosu potrafił się wybudzić. Wtedy były szanse, że szybciej zrozumie dlaczego pyta go o coś tak dziwnego w środku nocy. - Czy zdarzało nam się chodzić do cyrku? Albo czy w ogóle w Londynie był taki cyrk, w którym robili pokazy z wężem? - zapytała, bo akurat wąż nie był raczej tak popularnym zwierzęciem jak słoń czy lew. - Nie wiem czy mi się to tylko przyśniło, czy... - Nie dokończyła, nie musiała. Oboje wiedzieli o czym pomyślała.
Tess
Błoto. Zabawne, że z całej jego wypowiedzi wyciągnęła akurat to jedno słowo i analizowała je. Dosyć mało prawdopodobne było, żeby jej sen tak bardzo podobny był do jego wspomnień i żeby jedno nakładało się z drugim. Nie chodziło tylko o to błoto i biegające dookoła dzieciaki (kwestię mówienia o własnych dzieciach czy wymyślania im imion całkowicie pominęła, wolała w ogóle nie myśleć o tym dlaczego w tak młodym wieku myślała o ciąży i czy to oznaczało, że aż tak była zaangażowana w związek z Richardem, że... Nie, wolała o tym nie myśleć), ale też o tego węża, którego pamiętała ze snu, a o którym on mówił, że prawie trzymała go na ramionach. Szkoda, że tylko prawie, bo na samą myśl uśmiechała się teraz i poprawiała ręką grzywkę wpadająca w oczy. Gdyby miała kolejną okazję, to nie zawahałaby się, wzięłaby tego węża - oczywiście pod warunkiem, że ktoś pilnowałby czy jej nie udusi. Widać było już, że coś różniło ją z dziewczyną, którą była cztery lata temu... Może po prostu się zmieniła albo wtedy była jeszcze za młoda, żeby docenić taką okazję. Sama nie wiedziała, ale fakty mówiły same za siebie: przyśniło jej się coś. Coś z przeszłości, coś o czym nigdy wcześniej nie słyszała, a co potwierdzało, że jej wspomnienia gdzieś są, ale nikt nie potrafi po prostu do nich dotrzeć.
OdpowiedzUsuń- Szkoda, takie propozycje pewnie rzadko się dostaje... - powiedziała cicho, ciągle trochę rozmyślając o tym wszystkim, nie była jeszcze sama pewna jak to wszystko wytłumaczyć i sobie, i Richardowi. - Wygląda na to, że przyśniło mi się wspomnienie... Nie umiem ci chyba tego wytłumaczyć. - Westchnęła ciężko, a później przygryzła w nerwowym nawyku dolną wargę, zapominając całkowicie, że jego tu nie ma i nie może tego zobaczyć. Coś innego zaprzątało teraz jej myśli. Nawet zapomniała, że rozmawiają prawie o czwartej w nocy, że Richard może być przez to niewyspany jutro ani że wybudziła go po tym jak długo nie mógł zasnąć... Nie, miała inne rzeczy na głowie. - Richard... Dlaczego akurat cyrk? Nie pamiętam dokładnie, chociaż pewnie było tam świetnie, słychać po tym jak o tym mówisz, ale... Jest tyle innych miejsc, a my akurat pojechaliśmy do cyrku?
Nie przeszkadzało jej to. Nie chciała też, żeby zabrzmiało to jak jakiś wyrzut, bo miała dziwne wrażenie, że lubi cyrki i że w żadnym stopniu nie przeszkadzał jej taki wypad. Chciała jedynie wiedzieć czy zrobił to dlatego, że ona może chciała tam pojechać, czy to może była jego niespodzianka. Skoro już ciągnęła go za język to mogła pociągnąć dalej, prawda? Prawdę mówiąc mogłaby się już rozłączyć i dać mu spać, ale jakoś było jej dziwnie dobrze słuchać jego głosu. Był przyjemny, uspokajał ją, sprawiał, że bardziej przytuliła się do kołdry, którą była opatulona. Dobrze, że Josh miał dzisiaj dyżur, to przynajmniej nie przyszedł i nie słuchał jej rozmowy z Quentinem.
Tess
Wszystkie te informacje były dla niej nowością, dlatego chłonęła słowa Richarda jak gąbka wodę. Chciała dowiedzieć się jak najwięcej o tej kwestii skoro już ją poruszyli, bo może nie miała w ten sposób odzyskać wspomnień, ale mogła nauczyć się czegoś o swoich przyzwyczajeniach. Nie chciała od razu nastawiać się pozytywnie do tego wszystkiego, bo prawdę mówiąc nie miała pojęcia czy polubiłaby wiszenie do góry nogami. Kiedyś musiała za tym przepadać, ale teraz, gdy brakowało jej wspomnień i gdy nie spróbowała chociaż raz, nie sprawdziła czy umiejętności, doświadczenie oraz przyjemność z robienia tego nadal w niej tkwią, to nie mogła nic na ten temat powiedzieć. Jednego była tylko pewna: miała kiedyś bardzo ciekawe hobby, którego będzie żałować, jeśli okaże się że teraz nie może go wykonywać. Chociaż czy na pewno? Sam fakt, że występowała w cyrku i zdobywała nagrody na mistrzostwach... Musiała mieć to w genach. Nie dało się tego od tak wyuczyć i zapomnieć. Musiała być stworzona do tego, co dawało jej szansę na to, że będzie mogła spróbować. I może znowu to pokocha, a wtedy znajdzie w końcu jakiś cel. Pasję, którą będzie mogła rozwijać zamiast bezczynnie siedzieć w mieszkaniu pielęgniarza i odbijać się od ściany do ściany.
OdpowiedzUsuńTym razem przygryzła wargę, żeby się nie roześmiać, bo słuchanie o jego zazdrości naprawdę było zabawne! Szczególnie, że nawet po tonie jego głosu słychać było, że nadal jest negatywnie nastawiony do tego kogoś. Pewnie nie miał powodu, ale kto tam zrozumie faceta? W jej przypadku było to niemożliwe, pamiętała tylko dwa ich spotkania. No i teraz trzecie, telefoniczne, w którym było coś intymnego, bo było późno, oboje leżeli w łóżkach i rozmawiali. Równie dobrze mogliby leżeć w jednym, Tess czułaby się tak samo. Może jedynie łatwiej teraz było jej ukrywać emocje, chociaż i tak cichy chichot wydostał się spomiędzy jej warg, ale szybko stłumiła go kołdrą.
- Może i nie pamiętam tego, ale jestem pewna, że przesadzasz z tym reagowaniem - stwierdziła, gdy odrobinę się uspokoiła, a później powierciła się chwilę i przekręciła się na drugi bok. Rękę z telefonem miała teraz na poduszce, więc drugą jeździła palcami po pościeli, rysując różne wzorki. - Akrobatyka... Nigdy bym nie pomyślała, że zajmowałam się czymś takim. Nie wiem czy byłabym teraz w stanie robić to samo, czy to też nie zniknęło jak wspomnienia - wyznała mu trochę ciszej, jakby z pewną obawą w głosie, bo sama nie wiedziała czy powinna o tym mówić. Zdradzała się przed nim ze swoimi obawami, ale właściwie jeśli nie jemu to... Komu?
Już cicho w duchu przyznała, że lubi wypytywać go o takie rzeczy, bo Quentin robił się dziwnie radosny, jakby cieszył się każdym wspomnieniem o nich, o niej. Nie wiedziała, że jego uczucia mogą być aż tak silne i prawdę mówiąc przeraziła się odrobinę tym, ale tylko odrobinę. Pewnie powinna uciekać gdzie pieprz rośnie, ale zamiast tego...
- Richard? Nie chciałbyś mnie tam zabrać znowu? - poprosiła, bo jakoś nie czuła się na siłach, żeby pojechać tam sama i wyjaśniać wszystko od początku ludziom, którzy w jakimś tam stopniu będą pewnie ją kojarzyć, o ile będzie ten sam skład. A szczerze liczyła na to, że ktoś ją będzie znał, bo nie będzie wtedy problemu z poproszeniem o możliwość spróbowania i... Tak, chciała coś zrobić ze swoim życiem i to chyba było właśnie to. - A, i... Przepraszam, że się nie odzywałam. Trochę się działo, między innymi zmieniłam fryzurę. Pewnie mnie nie poznasz.
Tess
Zlustrowała chłopaka wzrokiem. Miał na sobie jedynie bokserki, a przez ramię miał przerzucony ręcznik. No dobrze, skoro był pod prysznicem to była w stanie mu wybaczyć to, że nie otwierał. Pod warunkiem, że nie brał tego prysznica z inną dziewczyną, zaspokajanie go było jej działką. Powinien się już przyzwyczaić, że ona nie pozwala się wyręczać. Prychnęła, słysząc jego słowa.
OdpowiedzUsuń- A co? Zdziwiony? Wręcz powinieneś się mnie spodziewać. - mówiąc to weszła do jego mieszkania i jak zawsze rozejrzała się. Mimo tego, że była już tam mnóstwo razy to za każdym razem apartament ją zachwycał. Totalny luksus w pełnej krasie. Rozpięła płaszczyk, odsłaniając swe ciało odziane jedynie w skąpą bieliznę i rzuciła go niedbale na fotel. Odwróciła się przodem do Richarda, opierając dłonie na biodrach i postukując w nie kusząco palcami.
- Więc jak tam szkoła... panienki... dziewczyna? - rzuciła niby banalne pytanie. Tak, wiedziała o Tess, bo niby czemu nie? Lubiła wiedzieć na czym stoi. Gdyby ta dziewczyna wróciła na stałe to ona zniknęła by z jego świata. Wolała się na to przygotować niż pewnego dnia być po prostu odrzuconą. Miała jedynie nadziej, że Rich powie jej jeśli Tess miałaby znów zająć to ważne miejsce w jego życiu. Ona była tu jedynie jako zastępczyni. Odpowiadało jej to, nic niezobowiązujący seks, jednak jednocześnie bała się dnia, w którym przestałaby dla niego istnieć. Przyzwyczaiła się do spędzania większości wolnych chwil w jego towarzystwie. Nie wyobrażała już sobie dnia bez niego, był jej codziennością. Działał na nią jak narkotyk, potrzebowała go. Ale tak naprawdę była nikim, ich znajomość wręcz ociekała seksem. Rzadko kiedy polegała na czym innym. Równie dobrze mogłaby być mu zupełnie obcą dziewczyną, która akurat się napatoczyła kiedy miał ochotę na zabawę. Każda by mu uległa. Więc czy mogła liczyć na coś więcej? Nie, na pewno nie. Nawet się na to nie nastawiała. Wolała cieszyć się z tego co jest tu i teraz.
Nina B.
[Tak, tak, miałaś być do północy to jakby co... Biorę się za pisanie]
OdpowiedzUsuńWłaściwie czasem zastanawiała się czy nie powinna zadzwonić do niego i poprosić, żeby opowiedział jej o ich związku. Nie dlatego, że chciała dopasować się do sytuacji z kiedyś, ale dlatego żeby dowiedzieć się więcej o nim. O tym, co lubił z nią robić, co go skłoniło w ogóle do bycia z nią, bo jej samej wydawało się, że jest aż nazbyt pospolita. W jej wyglądzie nie było niczego specjalnego, nie wyróżniała się kolorem włosów czy sylwetką spośród tłumu, nie było w niej nic, co mogłoby go przyciągnąć do jej osoby, przynajmniej ona tego nie widziała. Miała też świadomość, że on mógłby mieć każdą, na ulicy pewnie non stop jakaś oglądała się za tymi błękitnymi tęczówkami, potarganymi włosami i męskim zarostem, który dodawał mu tylko uroku. Tak, na nią to też działało, nie mogła powiedzieć, że jej się nie podoba, ale wygląd zewnętrzny nie mógł decydować o tym jak się w jego obecności zachowuje. To nie chodziło o to. I nawet pomimo faktu, że trochę obawiała się jego entuzjazmu, to miło było słuchać jego głosu gdy był szczęśliwy. Musiało być im razem dobrze i Tess naprawdę żałowała, że nie pamięta tego. Miło byłoby wspominać to razem z nim.
OdpowiedzUsuńNie miała jednak na co narzekać, bo on chyba jeszcze się nią nie znudził skoro ciągle był gotowy zabrać ją gdziekolwiek tylko chciała. Właściwie mógł mieć przecież jakieś plany, mogła mu niszczyć w jakiś sposób dzień, a on w ogóle nie zwracał na to uwagi. Od razu się zgodził, tak jakby czekał tylko na moment aż ona zadzwoni i zarezerwuje go dla siebie. Tak po prostu. I dziwnie jej się to spodobało, bo mały uśmiech, który błąkał się po jej wargach jedynie się poszerzył, gdy zgodził się pokazać jej rzeczy, o których śniła dzisiaj.
- Może o piętnastej? Wyślę ci adres smsem - powiedziała zadowolona i zaśmiała się nawet cicho, bo już nie mogła doczekać się tego spotkania. Jakoś w ogóle nie myślała o tym, że przecież poda mu adres Josha, więc jeśli kiedyś Richard przyjedzie i drzwi otworzy mu jej znajomy, to pewnie nie będzie zadowolony, ale co miała zrobić? Tu mieszkała, przynajmniej nie musiała spać w przytułkach czy na ulicy, a Josh nigdy niczego nie próbował z nią. Przynajmniej na razie. I lepiej, żeby tak zostało, bo ona sama, chociaż miała mętlik w głowie, to nie chciała tego. Na pewno nie z nim. - Ale może wyśpijmy się, co? Jeszcze raz przepraszam, że cię obudziłam, chociaż miło było pogadać... Dobranoc, Richard - zakończyła cicho ich rozmowę, a uśmiech nie schodził jej z twarzy nawet jak odłożyła telefon na nocną szafkę. Jakoś ta jego nietłumiona zazdrość nie przeszkadzała jej aż tak, w sumie wiedziała, że jemu jednak zależy na relacji, którą kiedyś mieli. Nie naciskał na nią dosłownie, ale te jego słowa, gesty... To wszystko sprawiało, że łatwiej było jej wyobrażać sobie ich jako parę. Łatwiej było zasypiać z tą myślą, chociaż i tak wierciła się dobre pół godziny zanim usnęła. Prawdę mówiąc nie miała pojęcia, że wierci się zawsze ani że tylko gdy była w ramionach Richarda, to tego nie robiła. Wtedy spała spokojnie wtulona w niego i gdyby o tym wiedziała, to pewnie tęskniłaby za tymi chwilami. Obecnie mogła jedynie przytulić się do kołdry i liczyć na to, że rano nie obudzi się z pościelą skopaną w nogi łóżka. Oczywiście było to błędne rozumowanie, bo po dziewiątej obudził ją właśnie fakt, że Josh przykrywał ją kołdrą, bo całą zrzuciła z siebie. Nie było już sensu zasypiać, więc przebrała się, zjadła pożywne śniadanie, gdy Josh spał, a później siedziała z książką w salonie i czytała do momentu, aż nie wybiła piętnasta. W nocy wysłała jeszcze Richardowi adres, więc teraz tylko napisała krótką notatkę do jej współlokatora, przykleiła ją na lodówce, ubrała się w miarę ciepło i z torebką w ręce wyszła z mieszkania, a później przed budynek, gdzie pod drzwiami prawie zderzyła się z Richardem, który już szedł do niej.
- Cześć - rzuciła radośnie, bo cały dzień cieszyła się na myśl o pojechaniu do cyrku i dowiedzeniu się czegoś o swojej pasji. Miała jasno określony cel, a to powodowało, że miała więcej energii w sobie i pewnie też sprawiło, że zamiast od razu się od niego odsunąć, gdy się zderzyli, to wspięła się na palce i pocałowała go w policzek. Jego zarost przyjemnie podrapał jej gładką skórę zmarzniętego obecnie policzka, bo na zewnątrz było lodowato. - Jedziemy? - zapytała tylko, robiąc minimalnie ten krok w tył i poprawiła ręką grzywkę, którą rozwiał jej wiatr. Czapkę trzymała jeszcze w dłoni, nie zdążyła jeszcze jej założyć, bo tak się spieszyła. Podobnie było z rękawiczkami, które były jeszcze w kieszeniach płaszcza, a jej palce robiły się czerwone z zimna, ale jakoś nie zwracała na to uwagi.
UsuńTess
I tu był tak naprawdę ich problem. On miał za duże oczekiwania, za bardzo wierzył, że im się uda, właściwie prawdopodobnie nie brał w ogóle pod uwagę możliwości porażki, podczas gdy ona miała świadomość, że to wszystko stoi pod znakiem zapytania. Nie chciała niczego robić na siłę, a sam fakt uznawania go w głowie za przystojnego faceta nie załatwiał całej sprawy. Musiała na inne sposoby zbliżyć się do niego, poznać go bliżej, żeby zrozumieć czy to w ogóle ma szanse zaistnieć. Raz go pokochała, nie miała jednak pojęcia czy będzie potrafiła zrobić to po raz drugi. Dodatkowo Richard nawet jeśli robił to nieświadomie, to sprawiał, że czuła na sobie pewnego rodzaju presję. Nie wiedziała dokąd to wszystko poprowadzi, ale wiedziała, że go zawiedzie i zrani jeśli nagle powie, że nigdy nie poczuje nic do niego. Nie chciała mu tego robić, nie chciała go skrzywdzić, sprawić że będzie tak załamany jak wtedy w teatrze, gdy patrzył z żalem i smutkiem na nią, z widoczną tęsknotą pomieszaną z szokiem. Wolała gdy śmiał jej się do telefonu, bo wtedy sama uśmiechała się, czuła radość. Po prostu potrzebowała więcej takich przepełnionych optymizmem chwil, a wtedy wszystko mogło być w porządku. Musiało być. Za długo już zamartwiała się i płakała po kątach, teraz musiała brać od życia jak najwięcej i póki co zamierzała robić to z Richardem.
OdpowiedzUsuńNawet nie miała pojęcia, że ma tak duży wpływ na jego stosunek do pracy, uczelni czy czegokolwiek. Co prawda byłaby zadowolona, gdyby powiedział jej, że mimo ich spotkania udało mu się załatwić wszystko, co musiał, ale nie miałaby pojęcia że w jakimś stopniu to z jej powodu poprawił się, dla niej starał się znowu. Były najwidoczniej jakieś plusy w ich spotkaniach, a nie tylko koszmary spowodowane jej brakiem odzewu przez kilka dni.
Jedynie posłała mu szeroki uśmiech, gdy pochwalił jej fryzurę, bo właściwie sama czuła się w niej o wiele lepiej niż w poprzedniej. Czuła się po prostu sobą i chociaż na początku ciężko było się przyzwyczaić, to teraz nie wyobrażała sobie nie mieć grzywki. Bezpieczniej się czuła z nią, a jeśli dodatkowo Richardowi czy Joshowi się podobała to tym lepiej. Przynajmniej wiedziała, że nie nawaliła, gdy oddała się w ręce fryzjera i pozwoliła mu zrobić, co tylko chciał.
Przez całą drogę niewiele mówiła, głównie obserwowała krajobraz, chociaż czasem na dłuższą chwilę zawieszała wzrok na Quentinie. Przyjemnie było obserwować jak prowadzi, podśpiewuje pod nosem piosenki i jest taki... Wyluzowany? Szczęśliwy? Nie miała pojęcia czy dobrze interpretuje jego ruchy, ale miała wrażenie, że jest tak samo zadowolony z ich małej wyprawy jak ona. Że cieszy się, że to jego poprosiła o zabranie jej do cyrku. W końcu bardzo zleżało jej na tym.
Niczym pięciolatka rozglądała się dookoła i uważnie przyglądała się wszystkiemu, gdy szli po placu, gdzie była arena cyrku, wszystko ją ciekawiło ,a gdy weszli do środka i zobaczyła te rzędy przeznaczone dla publiczności, to miejsce dla występujących i... Tak, uniosła odruchowo wzrok, zobaczyła rampy, gdzie występowali akrobaci. I ona kiedyś też tam była... Odruchowo wtedy uszczypnęła się lekko, żeby sprawdzić czy znowu nie śni, ale nie, była tu naprawdę i na dodatek inni ją tu pamiętali.
- Dzień dobry - przywitała się jedynie uprzejmie, bo wzięli ją ze zbyt dużego zaskoczenia. Niby mężczyzna był uprzejmy, ale jakoś odruchowo przysunęła się bliżej Richarda, bo to jego znała dłużej. Fakt, że chodziło o parę dni nie miał w ogóle znaczenia. Wiedziała kim on jest, a ten mężczyzna przed nią był dla niej całkowicie obcy. - Miło poznać... po raz drugi. I nawet nie ma pan pojęcia jak żałuję, że nie pamiętam, że tu występowałam. Amnezja nie jest łaskawa pod tym względem. Richard tylko mi o tym opowiadał dzisiaj... - mówiła przez chwilę, stojąc blisko chłopaka, ale to nie powstrzymało innego mężczyznę, który podbiegł do nich w objęciu jej w pasie i podniesieniu do góry. Okręcił się z nią w ramionach ku jej własnemu przerażeniu, bo.. Kim on do cholery był?!
- Carl, postaw ją, zachowuj się jak człowiek, a nie zwierzę! - Mężczyzna, który ich przywitał zgromił wspomnianego Carla wzrokiem, a Tess... Tess spojrzała na Richarda, który nie wyglądał na zadowolonego. Nagle przypomniało jej się, że wspominał o tym chłopaku w nocy i że był zazdrosny... Niedobrze.
Usuń- Ale ja się za nią stęskniłem! - zamarudził Carlos, chociaż ostatecznie postawił ją na ziemi, znacznie dalej od Richarda niż stała wcześniej, jakby nie zamierzał w ogóle zwracać uwagi na to że Quentin jest tu z nią. A to raczej jej się nie spodobało, bo okej, był przystojny, umięśniony, miał ładny uśmiech, ale... Tess i tak cofnęła się i stanęła bliżej Richarda.
- A ja cię nie pamiętam, więc... - Wzruszyła ramionami, jakby to wyjaśniało całą dziwną sytuację i spojrzała znowu na właściciela cyrku. - Chciałam właściwie spytać czy kiedyś mogłabym spróbować, z asekuracją oczywiście, czy nadal potrafię robić to wszystko co dawniej.
Tess
Może i udawał wyluzowanego, ale Tess była dziwnie wyczulona na zmiany zachowania ludzi. Może to przez to, że przez pierwszy tydzień po wybudzeniu się bardzo mało mówiła i głównie skupiała się na gestach innych osób, na mimice ich twarzy, na tym jak ją traktują i jak zachowują się w jej obecności. Sporo w ten sposób zdążyła się nauczyć o innych, łatwiej było jej teraz zauważyć, że Richard wcale nie był już taki spokojny i wesoły jak w samochodzie. Kąciki jego warg drżały gdy zaciskał mocniej szczękę. Dłonie schował w kieszeniach jakby nie chciał wcale pokazywać po sobie zdenerwowania i niechęci do Carla. Ale ona to wszystko widziała. Czuła, że obaj się nie lubią, od razu pojawiło się między ich dwójką napięcie, które raczej trudno było zignorować jeśli było się w samym centrum walki o.. O co? O jej uwagę? Richard nie musiał się o to starać, bo ją miał, a Carlos... Zdecydowanie źle robił narzucając się jej bez przerwy. Niekomfortowo czuła się już wtedy, gdy ją podniósł, a teraz pogarszał tylko sytuację. Quentin nigdy, nawet wtedy w teatrze nie rzucił się na nią i nie zaczął jej całować, nie przymuszał jej do bliskości, bo wiedział, że jest dla niej obcy. Carlos też musiał co nieco wiedzieć o niej skoro właściciel cyrku miał pojęcie że ona go nie pamięta i nie zdziwiło go to zupełnie.
OdpowiedzUsuńZ jednej strony było to śmieszne, że walczą o nią jakby mieli ku temu powód, ale z drugiej mocno krępujące i dlatego Tess szukała bezpieczeństwa tam, gdzie wiedziała, że może je znaleźć. Tam, gdzie czuła się bezpieczna, gdy była obejmowana w mieszkaniu. Dotknęła więc lekko dłoni Richarda, żeby zwrócić na siebie jego uwagę. Sprawdzić co on tak naprawdę myśli o pomyśle jej pójścia z Carlem, ale nie musiała nawet pytać. Widziała, że wolałby nie widzieć blondyna w jej pobliżu. I prawdę mówiąc ona sama też nie chciała się z nim tak spoufalać, bo... No nie była na to po prostu gotowa. Nie i już. Dla niej było to za wcześnie.
- Dzwoniłeś tutaj? - zapytała go więc jedynie odrobinę zaskoczona, bo nie spodziewała się że aż tak będzie starał się ułatwić jej to spotkanie z byłymi znajomymi. Zdecydowanie się postarał i zasłużył na podziękowania, które dostał w postaci pocałunku w policzek. Kolejnego tego dnia. Chyba naprawdę miała za dużo pozytywnej energii w sobie dzisiaj. I wszystkiemu winna była ich nocna rozmowa.
W końcu jednak, nadal trzymając palce na dłoni Richarda odwróciła się do wyraźnie zniecierpliwionego blondyna, który jak zobaczył, że na niego patrzy, to od razu nałożył na twarz maskę wesołego chłopca i ponownie wyciągnął do niej rękę. To jej się podwójnie nie spodobało.
- Chyba jednak wolałabym nie... Nie za pierwszym razem z facetem - powiedziała i zaraz skupiła z powrotem wzrok na starszym mężczyźnie, który kasłaniem próbował zatuszować śmiech. - Mogłabym z jakąś dziewczyną? Będzie mi na pewno łatwiej... Nawet nie mam pojęcia czy w ogóle dam radę.
- Oczywiście, że dasz. Masz to kochana we krwi, nie mogłaś o tym zapomnieć choćbyś chciała. Ana jest gotowa pewnie, zaraz do niej pójdziemy - zapewnił ich wszystkich i spojrzał na swojego pracownika, który w ogóle nie wydawał się być zadowolony z tego pomysłu. - Carl, idź pomóc chłopakom posprawdzać siatkę asekuracyjną. Ruszcie się, nie będziemy pół dnia na to czekać.
Tess
Nie miała pojęcia czy bardziej kierowało nią jej własne samopoczucie czy Richarda, gdy podejmowała decyzję o ćwiczeniu z inną dziewczyną, ale nie miało to dla niej większego znaczenia. Ważne, że oboje byli z tego zadowoleni, a ona nie musiała się zastanawiać czy dobrze zrobiła, czy nie zraniła go, czy nie sprawiła mu w ten sposób jeszcze więcej bólu, bo to, że raniła go codziennie, to wiedziała. Nie miał przecież tego co chciał. Nie mógł jej spontanicznie przytulać, nie mógł jej pocałować, nie mógł zabrać jej do siebie nie wypuszczać już z domu. Zwyczajnie to było obecnie poza jego zasięgiem, a miała świadomość tego, że on tęskni. Po tym nocnym telefonie, gdy był taki szczęśliwy jak wspominał chwile, które razem spędzali, wiedziała że mu tego brakuje i prawdopodobnie nie myślał obecnie o tym, że z kimś innym mógłby mieć takie chwile, że ktoś mógłby zając jej miejsce. Ona sama starała się o tym nie myśleć, bo jeśli się zakocha, a on nagle uzna, że to jednak nie to, że jej nowa osobowość mu nie pasuje i kiedyś stanie oko w oko z jakąś inną jego dziewczyną... Nie byłoby to przyjemne. A przecież takie ryzyko też było. Im dłużej ona trzymała go na dystans, tym większa była obawa, że mu się znudzi, że nie będzie jej już dłużej chciał. I tak, i tak było źle.
OdpowiedzUsuńNie chciała puszczać jego dłoni. Było jej przyjemnie ciepło, palce Richarda ogrzewały jej tak samo jak wtedy, gdy była u niego w mieszkaniu i siedzieli na kanapie. Wtedy też nie miała ochoty go puszczać, nie przeszkadzał jej ten kontakt fizyczny. Wręcz przeciwnie - chciała go. Obecnie też najchętniej to z Richardem poszłaby na rampę, owinęła się szarfami czy bujała się na huśtawkach. Ale nie mogła, bo on tego nie potrafił.
- W porządku, do zobaczenia później - rzuciła cicho, ścisnęła mocniej jego palce i później puściła go już. Poszła do wskazanej garderoby, a na szeroki uśmiech szatynki siedzącej w środku była już przygotowana. Łatwiej też było jej przejść przez etap przytulania i witania się, bo Anabell po prostu nadawała tak, jakby tych dwóch lat z kawałkiem nie było. Mówiła co chciała i ile chciała, gdy pomagała jej się przebrać, a Tess jedynie czasem odpowiadała na pytania albo zadawała własne, chcąc się dowiedzieć jak to było kiedyś oraz co planują jej pokazać.
Bała się, gdy już wychodziły z garderoby. Właściwie miała na sobie jedynie ciemne leginsy i przylegające do ciała body, wiec nie było obawy, że ubranie zaplącze jej się w szarfę. Gdy przechodziły na środek areny to nikogo nie spotkały, dopiero na miejscu siedział John z Richardem i parę kilka osób, które kręciło się dookoła i witało z nią. Wszyscy byli pewnie ciekawi czy da radę, a to powodowało, że..
- Ana - zatrzymała ją zanim w ogóle weszli na rampę. - Czy wszyscy... Muszą tutaj być?
Dziewczyna spojrzała na nią tylko z wesołymi iskierkami w oczach i krzyknęła do swojej grupy "żeby ruszyła dupy, bo nie są tu potrzebni". O dziwo nie protestowali, jedno po drugim znikali gdzieś na zapleczu, aż w końcu został tylko John i Richard. Oni jej odpowiadali, więc bez dalszego ociągania się weszła na górę, dziesięć minut słuchała rad Any, kolejne pięć siedziała i bawiła się szarfami, a później... Później chciała zejść, zamierzała rozplątać zawiązany na nodze supeł, ale wtedy Anabell po prostu ją popchnęła. I Tess miała wrażenie, że spadnie, jednak zamiast tego owinęła nadgarstki wokół innej szarfy i nagle się zatrzymała. Tak po prostu. Nawet nad tym nie pomyślała. Ani nad tym, ani nad wszystkim, co zaczęła robić po pierwszym szoku. Przez chwilę naśladowała Anę, która pojawiła się obok niej w powietrzu, ale później już sama dobierała odpowiednie ruchy, układ rąk, pozycje, raz spadała, raz się podciągała... W ogóle nad tym nie myślała. Ani nad tym, że ktoś na nią patrzy.
Problem zrobił się dopiero wtedy, gdy złapała w złym miejscu i rozplątała wiązanie, przez co po prostu... Spadła z krzykiem, który rozniósł się echem po arenie. Tylko co z tego skoro zaraz śmiała się, gdy tylko siatka zabezpieczająca złagodziła jej upadek i nie pozwoliła, żeby Tess połamała się na dobre.
Tess
Ona też początkowo bała się tego wszystkiego, myślała, że w ogóle nie da rady i nie będzie miała pojęcia co zrobić z rękoma, jak się poruszać w powietrzu, ale o dziwo rację miał John mówiący, że ma to we krwi i po prostu musi pozwolić sobie działać. Przyjechanie tutaj było jedna z ich najlepszych decyzji, bo przynajmniej wiedziała teraz, że jej pasja nie poszła na marne i gdzieś tam w środku wszystko to w niej siedzi. Musi tylko powoli dokopywać się do tego aż w końcu uwolni się i będzie znowu mogła robić to, co kiedyś tak bardzo kochała.
OdpowiedzUsuńZaśmiała się na słowa Johna i szybko obrzuciła wzrokiem twarz Richarda, gdy już podniosła się z siatki. Widać było, że jest trochę niespokojny, ale nie przejęła się tym zbytnio. Poprawiła jedynie ramiączko body, a później wróciła na rampę i spróbowała znowu. Chwile utrzymywała się na wysokości, ale wystarczał jeden nieuważny ruch i znowu spadała na siatkę, czasem udawało jej się asekuracyjnie zaczepić o szarfę i zejść powoli po niej żeby nie obijać się tak o zabezpieczenia, bo już czuła, że jutro będą bolały ją prawdopodobnie wszystkie mięśnie. Nie poddawała się jednak, bo jak tylko spadła to zaraz wracała na górę. Nie była jakaś super dobra, ale zdarzyło się że Anabell w pewnym momencie zatkało i pytała się jak Tess zrobiła daną figurę, a dla Novins to było coś całkiem normalnego, wyszło z niej naturalnie i po prostu to zrobiła. Nie szło jej jednak rewelacyjnie, stanowczo za dużo razy spadła. Na dwa kontrolowane upadki Any, Tess spadła dziesięć razy. Niezbyt dobry wynik, bo gdyby nie było siatki, to nie byłoby co po niej zbierać, ale w tej chwili to była czysta zabawa. Sprawdzała się i jeśli jej pozwolą zamierzała tu wrócić. Często wracać. Ćwiczyć, bo to było coś takiego jej, własna pasja i własne marzenia.
W końcu jednak po dwóch godzinach nie miała sił podnieść się nawet z siatki, więc Ana uznała, że wystarczy. Razem zeszły jakoś stamtąd i podeszły już do samego Richarda, bo John gdzieś się zmył, prawdopodobnie musiał coś załatwić.
- Okej, ja się zbiorę, wiesz gdzie masz rzeczy, Tess. Fajnie było, przyjedźcie jeszcze kiedyś. John na pewno nie będzie miał nic przeciwko - rzuciła do nich Ana, gdy blondynka zmęczona usiadła przy chłopaku i posłała mu lekki uśmiech. Najchętniej to położyłaby się i poszła spać. - Cześć wam. - Szatynka zmyła się, puszczając przy okazji oczko Richardowi, którego lubiła i ceniła za to, że zawsze wspierał Tess, teraz też to robił, chociaż wiedziała od samej zainteresowanej, że Novins go nie pamiętała po wybudzeniu się.
- Nie mam na nic sił. Mogłabym się skulić na tej ławce i spać - zamarudziła cicho, pocierając udo, w które uderzyła się wchodząc na rampę, więc pewnie będzie miała tam jutro siniaka. - Nie zanudziłeś się? - To pytanie zadała dopiero gdy przysunęła się bliżej i oparła głowę na ramieniu chłopaka, wpatrując się w szarfy, które zwisały nad areną. - Dziękuje, że tu przyjechaliśmy. To było coś... Niesamowitego. - Całkiem przypadkowo gdy przekręcała trochę głowę, to szturchnęła Richarda nosem w szyję. Znowu poczuła dość wyraźnie ten charakterystyczny zapach perfum i znowu odetchnęła głęboko, czując jak ogarnia ją spokój. Była szczęśliwa. Po prostu szczęśliwa.
Tess
Nie zaprotestowała, gdy wyskoczył z propozycją pojechania do niego, bo i tak nie miałaby sił na żadne inne atrakcje. Wolała nie jechać do restauracji i nie usnąć tam podczas czekania na jedzenie. Nie wyglądałoby to przecież za dobrze. Pozwoliła więc podnieść się, chociaż zanoszenie na rękach do auta sobie odpuściła. To zdecydowanie nie był ten etap znajomości, w którym pasowało, żeby wtulała się w niego ufnie, a on nosił ją wszędzie, gdzie tylko mu się zapragnęło. Poza tym nie powinien przesadzać. Może i był wysportowany, ale ona nie ważyła tylko pięć kilogramów, nie mógł jej nosić z areny do samochodu, to nie miało najmniejszego sensu, bo sam tylko byłby potem zmęczony. Wróciła więc o własnych siłach na miejsce pasażera, chociaż wcześniej oczywiście założyła płaszcz, żeby nie zmarznąć. Wyciszyła się trochę, bo jakoś nie czuła potrzeby dużo mówić w towarzystwie Richarda. Cisza jaka pomiędzy nimi zapadała nie była wcale jedną z tych uciążliwych, które zaraz chciało się przerwać. Wręcz przeciwnie, przyjemnie było nic nie mówić, po prostu cieszyć się ze swojej obecności. Nawet brak wspomnień nie mógł pozbawić ją świadomości tego, że to co oni mieli było na pewien sposób wyjątkowe. Nie każdy przecież czuł się w swoim towarzystwie na tyle dobrze, żeby móc milczeć bez skrępowania, a oni mogli. Mogli uśmiechać się lekko, gdy napotykali swój wzrok, mogli siedzieć wtedy w cyrku i po prostu być blisko. Tess nie wiedziała co się działo, ale nie zatrzymywała tego. Skoro już się działo to przecież nie będzie tego zatrzymywać. Miała dać im szansę i dawała ją. Dziwnie świadoma była też tego, że sporo w jej nastawieniu zmienił ten nocny telefon, gdy zaspana słuchała jego ciepłego, męskiego głosu i śmiechu. Coś w tym było, chociaż nie wiedziała co dokładnie.
OdpowiedzUsuńZ lekkim ociąganiem się wysiadła z auta, gdy Richard otworzył jej drzwi i poszła za nim.
- Ej, mogę sama - zamarudziła, gdy tylko zobaczyła jak chłopak zabiera z tylnego siedzenia jej torebkę. Chciała, żeby jej ją oddał, ale on nic sobie z tego nie zrobił, po prostu zaprowadził ją do drzwi budynku i pokierował do windy. Tess wyjęła wtedy telefon z kieszeni i napisała szybkiego smsa do Josha, że jest ze znajomym i że telefon jej pada, więc mogą stracić kontakt. Nie chciała, żeby się o nią martwił, a nie była pewna czy kartka na lodówce mu wystarczy, bo teraz było już po 20 gdy wchodzili do mieszkania Richarda.
- Może coś zjemy? - zaproponowała, bo była odrobinę głodna, ale bardziej zmęczona, co widać było po fakcie, że ciężko jej szło zdejmowanie butów. Teraz czuła każdy swój mięsień. Nie była nawet świadoma, że takie posiada w swoim ciele dopóki nie zaczęły ją boleć, co oznaczało jedno: przeholowała dzisiaj. Powinna stopniowo, a nie od razu rzucać się na ćwiczenie najtrudniejszych sekwencji ruchów. I po 4 czy 5 upadku powinna dać sobie spokój, a nie powodować ich dwa razy tyle. Była w gorącej wodzie kąpana. Za dużo chciała i za szybko, a teraz miała za swoje. Kończyło się to mniej więcej tak: Richard po tym jak zgodził się coś przyrządzić zniknął na jakieś dwadzieścia minut w kuchni, a Tess wystarczyło to w zupełności. Zdążyła położyć się w salonie, włączyć telewizję na jakimś programie muzycznym i po pięciu minutach oglądania tego zmęczonym wzrokiem po prostu... Zasnąć. W pokoju było ciemno, tylko telewizor rzucał mdłe światło, nic więc dziwnego, że odpłynęła skulona na kanapie, z dłońmi podłożonymi pod policzek.
Tess
Skrzywiła się słysząc jego śmiech. To wcale nie było zabawne. Może faktycznie była zazdrosna, ale nie przyznawała się do tego przed sobą. To był czysty układ; seks bez zobowiązań. Naprawdę jej to odpowiadało i nie miała nic przeciwko, chociaż czasami zaczynało do niej docierać, że kiedyś w końcu będzie potrzebowała czegoś więcej. Jednak póki co nie była z nikim w takiej relacji. Szczerze to miała jedynie Richarda, który czasem zdawał się ją rozumieć. Prócz niego nie było nikogo kto by chociażby próbował to zrobić, więc chyba naturalną koleją rzeczy była jej zaborczość, podchodząca pod zazdrość i strach, że jego także zabraknie. Odchrząknęła znacząco.
OdpowiedzUsuń- Może tak, może nie, ale Ciebie i tak mało to obchodzi. - stwierdziła. Odruchowa zlustrowała spojrzeniem pomieszczenie, a nie znajdując - przynajmniej w tym pokoju - konkretnych śladów bytności innej kobiety uśmiechnęła się lekko pod nosem. Był to mimowolny odruch. Nie była słodką dziewczyneczką, która marzy o dużej rodzinie, domu z ogrodem i psie czy kocie. Nie, ale jednak jak każda kobieta potrzebowała jakiejś gwarancji i punktu zaczepienia. Zerknęła na bokserki Richa. [i]Nowe...[/i] stwierdziła w myślach. W jej głowie od razu pojawiło się pytanie czy kupił je sam czy też zrobił to ktoś inny, lecz szybko odsunęła od siebie takie myśli.
- Wiesz, wolę wiedzieć czy mam tu jeszcze po co przychodzić i czy nie zostaję odesłana z kwitkiem. - wyjaśniła. Przynajmniej po części, bo sama nie była pewna czy nie kryje się pod czymś coś więcej. Ale nie mogła nic na to poradzić. To było jego życie i nie mogła decydować za niego. Tess była jego oczkiem w głowie a według Niny jego uczucie do niej wcale nie zgasło. Wręcz przeciwnie; jeszcze bardziej wzrosło. Więc jeśli ta dwójka znów będzie razem to koleją rzeczy nie będzie miała już tu czego szukać. Były momenty kiedy seks był jedynie wymówką, by przyjść tu i z nim porozmawiać, a kiedy ta wymówka zniknie to nawet nie będzie miała jak z nim porozmawiać. Znajomość między nimi po prostu zniknie. Na razie starała się o tym nie myśleć. Jedynym pewnikiem było to co było i jest. To co będzie miało dopiero nastąpić i wolała jakoś nie zerkać w przyszłość, trochę bojąc się tego co może zobaczyć. "Carpe Diem" powoli naprawdę stawało się jej mottem. Życie toczyło się tu i teraz.
Nina B.
[witam. widzę na czacie, że chęć na wątki jest, więc coś wymyślę i się zgłoszę, jeśli nie masz nic przeciwko. coś mi ostatnio postać cichnie :)]
OdpowiedzUsuńSatine
[uwielbiam dramaty!:)]
OdpowiedzUsuńSen nie daje ukojenia, myśli błądzą po głowie. Jest późny wieczór i chociaż za siedem godzin rozbrzmi budzik, zbyt daleko jej do krainy snu. Targana koszmarami, postanawia tuż po przebudzeniu, że tak dalej być nie może. Musi zrobić coś, żeby chociaż raz w życiu usnąć o normalnej porze i przespać całą noc, spokojnie.
Podnosi się z łóżka, zerka do szafki w biurku. Jack się skończył, psychotropów już nie wykupuje od przeszło miesiąca. Muzyka nic jej nie daje, nie pomaga. Wręcz drażni. Jej niemoc w graniu na skrzypcach... Wzdycha ciężko i drugi raz w ciągu ostatnich miesięcy, otwiera na oścież okno i wdycha mroźne, niemal do bólu, powietrze. W dole, trzy piętra niżej, toczy się nieśpiesznie życie. Patrzy na zegarek i uświadamia sobie, że jest dopiero kilka minut przed północą. Nie ma w niej żadnej ochoty, by ubrać się i zejść na dół do sklepu. Nie chciałaby zbudzić właścicielki, która zawsze przed dziewiętnastą odpływa do krainy snów.
I prawie Satine ma już ochotę spróbować ponownie się położyć, gdy wpada jej do głowy możliwie najgłupszy z możliwych pomysłów.
Odwraca się do łóżka, schyla się i sięga ręką w ciemnościach, by dosięgnąć ukrytego tam futerału. I gdy go wyjmuje, ma po raz pierwszy ochotę się rozpłakać, ale wie, że nie potrafi tego. Już nie.
Otwierając futerał i dobywając skrzypiec, ma przed oczami każdą jedną chwilę, w której ich używała. Lekcje, egzaminy. Nokturn Chopina na pogrzebie matki.
I kiedy te wszystkie wspomnienia nawiedzają jej myśli, naciera smyczek kalafonią i zaczyna cichutko, by nikomu nie przeszkodzić, grać. Zamyka oczy, wsłuchując się w swoją grę.
Nagle jej gra staje się irytująca, wręcz bolesna. Nie była w stanie tego słuchać. I nie przestając grać, zbliżyła się do okna.
Odłożyła na parapet skrzypce i siadając tuż obok, przeciągnęła nogi na zewnątrz, które teraz swobodnie zwisały, trzy piętra nad chodnikiem.
Gdyby tak skoczyć i dobrze wycelować? Sen miałaby z głowy, myślenie i muzykę również. Wychyliła się nieco, spoglądając w dół. Zakręciło się jej w głowie.
Cofnęła rękę zbyt gwałtownie i wtedy, jej piękne i stare skrzypce - jedyna pamiątka z poprzedniego życia, która miała jakikolwiek sens- zaczęły spadać w dół, by w końcu spotkać się z niewzruszonym chodnikiem. Satine widziała to w spowolnionym tempie, tak jak w filmie. I zanim usłyszała głuchy krzyk drewna, rozbijającego się na wiele kawałków, spotrzegła mężczyznę, który zbliżał się w samo miejsce morderstwa instrumentu.
[troszkę dramatu na początek, może być tylko dramatyczniej :)]
Satine
[To może pokusisz się na jakiś lekki wątek?]
OdpowiedzUsuńVera
[Ooo, ktoś pochwalił moje pisanie <3 Teraz jakbym nie chciała (a chcę! żeby nie było :P), to nie mogłabym odmówić. Nie wiem, co zrobię, jak wszystkim się zbierze, aby na raz mi odpisać, ale każdy nowy wątek jest mile widziany. Więc cóż tam wymyśliłeś/aś? :]
OdpowiedzUsuń[wymyśliłaś*
UsuńNie ma to jak uważnie przeczytać komentarz -.-']
[Chodzi ci o relację Olivii z Tess czy moje z autorką Tess? Jeśli chodzi o dziewczyny, to one nawet się nie znają, w przypadku nas, jako autorek, po prostu poznałyśmy się na jednym z blogów grupowych i od tamtego czasu, co jakiś czas ze sobą piszemy. Chyba obie jesteśmy usatysfakcjonowane stylem pisania drugiej osoby (a przynajmniej ja jestem :D)]
OdpowiedzUsuń[Tak jak obiecałam, zaczynam. Mam nadzieję, że po skomplementowaniu mojego pisania, nie spieprzę tego komentarza xD]
OdpowiedzUsuńTo był naprawdę straszny dzień. I wcale nie chodziło o to, że ten pan na górze postanowił uprzykrzyć Olivii akurat to popołudnie. To ona sama wpakowała się w tę beznadziejną sytuację, mimo że dobrze wiedziała, że nic pozytywnego nie może z niej wyniknąć. Nigdy nie uważała się za masochistkę, jednak najwidoczniej miała pewne skłonności ku tej dziwaczności.
Początek tego dnia zaczął się tak jak zwykle. Długi, wyczerpujący trening, kilka mniej lub bardziej bezsensownych wymian zdań z koleżankami z ulicy, a następnie powrót do domu i odpoczęcie przy kubku gorącej czekolady. Chyba największą odskocznią od codziennej rutyny była chęć zrobienia drastycznych porządków w szafie, w trakcie których Olivia zrzuciła na ziemię pudełko z całą masą jej zdjęć z Joshem. I to zabolało. Walsh dobrze wiedziała, że powinna je podrzeć i spalić, ale po prostu nie była w stanie się do tego zmusić. Bo nadzieja, że może jednak to wszystko okaże się snem, wciąż gdzieś tam głęboko w niech pozostawała.
Dalsze wydarzenia potoczyły się szybko, zdecydowanie zbyt szybko, dlatego Olivia nie była w stanie przewidzieć konsekwencji swoich zachować. Kiedy zobaczyła zdjęcia z jej byłym chłopakiem, coś w niej pękło i nim zorientowała się, co się dzieje, już stała przed mieszkaniem Josha. Chciała się zranić. Chciała sobie przypomnieć, że to nie jest koszmar, z którego może się obudzić w każdej chwili. To była rzeczywistość, z którą musiała się wreszcie pogodzić. Josh nie jest i już nigdy nie będzie jej chłopakiem. I jakby się nad tym zastanowić, to nigdy tak naprawdę nie był. To był związek oparty wyłącznie na jej uczuciu.
Spotkanie z Joshem było długie i męczące. Istny koszmar przepełniony sztucznymi uśmiechami Olivii, która w końcu grała rolę jego przyjaciółki. Czy Joshua naprawdę wierzył, że po tym wszystkim będzie mogło być między nimi tak jak dawniej? Czego się spodziewał po Olivii, kiedy zaoferował im, aby wciąż pozostali przyjaciółmi? A Walsh nie potrafiła mu odmówić.
Po tym wszystkim Olivia miała ochotę krzyczeć. Czuła się słaba i pokonana. Już myślała, że udało jej się poradzić ze stratą Josha, jednak teraz wszystko do niej powróciło, jakby rozstali się dopiero wczoraj, a nie kilka miesięcy temu. Walsh dobrze wiedziała, że nie może zostać teraz sama, ponieważ zwariuje. Nogi same poprowadziły ją do mieszkania Quentina. Wcale nie chciała mu się narzucać. Dobrze wiedziała, że jej przyjaciel ma obecnie swoje problemy związane z powrotem Tess, jednak nie potrafiła się dalej opierać. Zapukała cicho do jego drzwi, a kiedy chłopak otworzył, rzuciła mu się w ramiona, mocno się do niego przytulając. Nie płakała, nie krzyczała, nie próbowała niczego mu wyjaśnić. Po prostu tak trwała w tym niemym uścisku, ciesząc się, że jest i że może jej pomóc w takiej sytuacji.
[Wyszło dennie. Niestety zdaję sobie z tego sprawę -.-]
Dzisiaj zdecydowanie przeholowała z ćwiczeniami, nic więc dziwnego, że zasnęła mu jak tylko położyła się na kanapie i że nawet przenoszenie jej do sypialni nie było w stanie obudzić jej zmęczonego ciała. Odkąd wyszła ze szpitala nie robiła niczego, co wymagałoby większego wysiłku, nie przemęczała się, nie biegała ani nic z tych rzeczy. Głównie siedziała w domu, chodziła do pracy gdy ją jeszcze miała, czytała książki i szukała informacji w internecie. Za to dzisiaj nadrobiła za wszystkie miesiące przeleżane w szpitalu i pewnie narobiła sobie porządne zakwasy, które odczuje dopiero rano jak w końcu wygrzebie się spod ciepłej, przyjemnie pachnącej męskim zapachem pościeli. Właśnie zapach tej pościeli nie zgadzał jej się, gdy po ósmej czyli po jakichś dwunastu godzinach snu zaczęła wybudzać się i kręcić na łóżku. Jej pościel na pewno tak nie pachniała, Josh przecież nie spał w jej sypialni, nie miała prawa przesiąknąć tak jego... Leniwie otworzyła oczy ciekawa czy chłopak po prostu nie przyszedł w nocy i nie położył się obok jak spała. Może zawołała go w nocy i o tym nie pamiętała? Może... Nie, to nie było zwyczajnie możliwe, bo jej oczom nie ukazał się morski kolor ścian. Czyli nie była w swojej tymczasowej sypialni.
OdpowiedzUsuńTrochę niepewnie usiadła na łóżku i podciągnęła kołdrę, którą była okryta, chcąc się zasłonić, ale nie miała czego zasłaniać. Nie była w żadnej koszuli nocnej, miała na sobie ciuchy, które wczoraj założyła na trening czyli body i leginsy, a do tego jeszcze bluzę. Wszystko było na miejscu, nic się nie zmieniło od wczorajszego wieczoru, gdy... Richard. Tess jęknęła cicho i opadła znowu na poduszki po tym jak już przypomniała sobie, że jest u niego i że to musi być jego sypialnia. Wystarczyło rozejrzeć się po pokoju, żeby zobaczyć wiele drobiazgów charakterystycznych dla mężczyzny jak chociażby porzucony na komodzie zegarek na rękę. Nakryła się bardziej kołdra jakby chciała zapaść się pod ziemię i wtedy też jęknęła znowu, tym razem z powodu bólu w ramionach. I z faktu, że spała w jego łóżku, chociaż w ogóle nie przypominała sobie, żeby tu zasypiała.
- Dlaczego to się tak szybko dzieje? - zapytała sama siebie zanim w ogóle odgarnęła pościel z twarzy i ostrożnie podniosła się z łóżka. Czuła się jakby była cała poobijana, każdy jej mięsień, nawet taki o którym nie miała pojęcia, że istnieje wył do niej z bólu, a ona starała się jak najmniej krzywić. Zdecydowanie przesadziła z tym wszystkim. Zamiast jednak usiąść na tyłku i płakać, ona przeszła się po pokoju, zwierzając do drzwi wyjściowych. Właściwie pozwiedzała większą część jego apartamentu, bo poprzednim razem nie było okazji. Nie szperała jednak nigdzie, jedynie szukała Quentina, którego ostatecznie znalazła w salonie na kanapie, na której sama przecież zasypiała wczoraj. Musiała tam usnąć, ale o tym jak przemieściła się do sypialni wolała nie myśleć. Było to zresztą zbyt oczywiste, żeby o to pytać. On ją zaniósł i na dodatek sam spał na kanapie, żeby... No właśnie, żeby nie czuła się skrepowana jego obecnością rano. I właściwie miał rację, mogła mu za to podziękować, bo chyba nie była jeszcze gotowa na obudzenie się z nim w jednym łóżku.
Przysiadła jednak ostrożnie na brzegu kanapy na której on spał i chwilę przyglądała mu się, przygryzając przy okazji dolną wargę. Wiedziała, że to idzie trochę za szybko, wiedziała, że nie nadąża za tym i że sama nie wie czego chce od życia, ale przez wypadek była też bardziej świadoma tego jak kruche jest życie i jak łatwo można je komuś odebrać. Ona mogła tam umrzeć. Mogła nie przeżyć tego wypadku. Mogła też nigdy się nie wybudzić. Mogła stracić wszystko, a mimo to dostała drugą szansę i... Wiedziała, że nie dostała jej na darmo.
Nawet nie zauważyła kiedy jej dłoń sama przesunęła się po jego ramieniu i powędrowała na włosy, które odgarnęła mu lekko z czoła czym chyba go wybudziła. Uśmiechnęła się niepewnie, ale nie zabrała jeszcze dłoni.
- Mogłeś zostawić mnie na kanapie, nie musiałeś tutaj spać - zauważyła cicho, tak w ramach "dzień dobry".
Tess
Pokręciła rozbawiona głową, gdy on kompletnie zignorował jej narzekanie i nawet nie wypowiedział się na ten temat. Nie była pewna (w końcu nie pamiętała swoich relacji z mężczyznami, nie wiedziały jak powinny takie wyglądać), ale miała wrażenie, że wszyscy faceci tak się zachowują. Wolą udawać, że czegoś nie słyszeli niż spierać się o to kto ma rację. Na pewno jej zakwasy w tym wypadku powinny być mu wdzięczne, bo po spaniu na kanapie byłoby tylko gorzej, ale jej zdaniem nie miała prawa przecież odbierać mu jego łóżka i zmuszać go do męczenia się w salonie. Nie czuła się z tym dobrze.
OdpowiedzUsuńNie każdy jednak facet całował ją w dłoń i chyba nawet cieszyła się z tego. Wolała, żeby to Richard wywoływał u niej te przyjemne reakcje związane ze ściskaniem się żołądka w ciasny supeł czy z lekkim uśmiechem, który pojawiał się na jej wargach, gdy tak robił. Jeśli zawsze był taki delikatny i czuły, to sporo to wyjaśniało w kwestii dlaczego się w nim zakochała za pierwszym razem. I dlaczego tak naprawdę może zakochać się w nim też za tym drugim... Do tego jednak nie przykładała jeszcze na razie większej wagi. Raptem kilka dni, minęły niecałe dwa tygodnie, nie mogła od razu wpaść mu w ramiona. Ciągle go nie znała, mało wiedziała nawet o tym jak powinien wyglądać taki związek, nie miała pojęcia czy odnajdzie się w takiej relacji. Czym innym było dzwonienie w nocy, a czym innym leżenie obok siebie i rozmawianie po nocach twarzą w twarz. Bała się, że sobie nie poradzi z tym psychicznie, że może będzie się tym krępowała. Bo co jeśli wtedy uprawiali seks albo robili coś innego niż seks? Przecież ona nie wiedziała czy chce, czy może, czy jest gotowa na tak duży krok, a on był facetem, podobno miał swoje potrzeby, jak to tłumaczył jej Josh, gdy rozmawiała z nim o Richardzie. Twierdził, żeby uważała i nie dawała zbytnich nadziei, bo wtedy go rozczaruje. Ale jak miała mu ich nie dawać? Miała odsunąć się, zabrać rękę, gdy on był taki delikatny i wspaniały? Przy nim czuła się inaczej, tak... Wyjątkowo, chociaż wiedziała, że wyjątkowa nie była. Mimo to on sprawiał, że przy nim mogła nawet cały dzień siedzieć w domu w bluzie i jej to pasowało. Niczego więcej nie potrzebowała.
- Zależy co proponujesz. Chociaż wydaje mi się, że wczoraj coś miałeś gotować wieczorem i chyba tego nie jadłam, prawda? Więc może to, cokolwiek zrobiłeś? Nie będziesz musiał znowu stać i się męczyć w kuchni - zaproponowała, gładząc kciukiem wierzchnią fakturę jego skóry. Przez chwilę siedziała tak tylko i jeździła opuszką po jego dłoni, ale w końcu pochyliła się i pocałowała go lekko w policzek, łaskocząc przy okazji swoimi długimi włosami.
- Dziękuję za wczoraj, chociaż ledwie się podniosłam z twojego łóżka. I za łóżko też, jest bardzo wygodne.
[Przepraszam, ostatnio siedziałam w szkole do późnych godzin wieczornych, także nie miałam kiedy wejść, ale już odpisuję. ;) I sorry, że wychodzi tak z leksza łzawo, ale od jakiegoś czasu tak jakoś jestem nastawiona na taki tok myślenia xD Sama nie wiem czemu xD ]
OdpowiedzUsuńMimowolnie na jego słowa dotyczące jej wyglądu uśmiechnęła się pod nosem z zadowoleniem. Spojrzała gdzieś w bok, zakładając ręce. "Przychodzić możesz tu zawsze" ... Tylko czy to miało jeszcze jakikolwiek sens? Ostatnio prawie co chwilę "Tess to,Tess tamto", nie miała już najmniejszych wątpliwości, że jej miejsce w jego życiu jest coraz to bardziej nikłe i nie wiele brakowało aż zniknie zupełnie. Od jakiegoś czasu ich spotkania odbywały się bez zbliżeń, więc sama nie wiedziała czemu tak się ubiera. Może po prostu próbowała tym sposobem zwrócić na siebie uwagę. A może chodziło o samo poczucie się pożądaną przez mężczyznę. Tak bardzo lubiła ten błysk w jego oczach, niestety ostatnio tracił on na sile. Kiedyś był to silny, intensywny blask, a teraz przy każdym spotkaniu był coraz bardziej przytłumiony. W głębi serca chciała żeby był szczęśliwy, pod twardą powłoką kryło się też czułe serce, ale jednocześnie strasznie brakowało jej jego dotyku i jego ust. Nie przeszkadzał jej zanadto brak seksu, jednak przeszkadzało jej to, że praktycznie zapominał o jej istnieniu i że musiała się przypominać. Tak, to przychodzenie do niego było też przypominaniem o sobie. Zanim wróciła Tess to codziennie dostawała od Richa sms'a z miłym czy sprośnym tekstem, a odkąd panna Novins znów się pojawiło przestał do niej pisać. Najpierw z codzienności zmieniło się to w co dwa dni, później raz na tydzień, raz na dwa tygodnie... a teraz jej telefon milczał. Żadnych nowych wiadomości, żadnych nowych połączeń czy choćby głuchacza. Czasami sama do niego pisała do niego takiego sms'a, jednak nigdy nie dostała odpowiedzi i wiedziała, że nie dostanie. Miało być bez zobowiązań, ale ich 'układ' trwał już na tyle długo, że mimowolnie zaczęła się angażować, do czego za grosz nie chciała się przyznać.
Przygryzła dolną wargę, przenosząc spojrzenie z powrotem na niego.
- Tylko po co mam przychodzić? Masz ją. Ja nie jestem Ci już do niczego potrzebna. Nawet nasze rozmowy wyglądają zupełnie inaczej. Nie powinnam tu przychodzić. - przy ostatnich słowach pokręciła głową. Czuła, że powinna wyjść, ale coś jej mówiło, że gdy tylko zamkną się za nią drzwi to rozdział pod tytułem "Richard" także się zamknie, a było to ostatnią rzeczą jakiej chciała. Powinna dać się temu skończyć, ale była też egoistką i aż tak łatwo nie odpuści. Będzie walczyć tak długo jak będzie to jeszcze miało jakiś cel. Widziała jeszcze światełko nadziei na odzyskanie Quentina. To jeszcze nie był koniec.
Nina B.
[Sorka, chyba coś krótko wyszło :/ ]
[Drobna uwaga ode mnie: Olivia nie jest blondynką :D Naprawdę na nią wygląda na zdjęciu? :P]
OdpowiedzUsuńQuentin należał do wąskiego grona najbliższych przyjaciół Olivii. Poznali się dobre parę lat temu, dzięki czemu można było spokojnie założyć, że wiedzą o sobie niemal wszystko. Znali swoje głupie nawyki, bardzo dobrze wiedzieli, co mogą powiedzieć w danej sytuacji, a co lepiej przemilczeć. Potrafili po najdrobniejszych gestach drugiej osoby rozpoznać jej charakter i to, czego akurat potrzebuje. Tego wszystkiego nie dało się uzyskać od tak. Potrzeba było naprawdę wielu lat, aby tak dobrze zrozumieć drugiego człowieka. A dla Olivii Quentin był właśnie kimś takim, kto potrafił się o nią zatroszczyć, nie zadając ani jednego pytania na temat jej zmartwień. Większość potrafił sam wywnioskować. Jeśli ktoś sądził, że damsko-męska przyjaźń nie mogła istnieć, to ich relacja była wyraźnym przykładem na to, że nie miał racji. Bo chyba właśnie to sprawiło, że ich przyjaźń była tak silna. To, że nie darzyli siebie nawzajem tym rodzajem miłości, jaka pojawiała się w związkach. Quentin był dla niej piekielnie ważny, jednak nigdy nie postrzegała go w kategoriach potencjalnego chłopaka dla siebie. Do tej pory nigdy nie pojawiły się między nimi dziwne, dwuznaczne sytuacje. Nie uprawiali ze sobą seksu, nawet się nie całowali. Od samego początku aż do teraz byli tylko, albo wręcz aż, przyjaciółmi.
Dzisiaj również jej nie zawiódł. Nie musiał o nic pytać, aby wiedzieć, co się stało. Kto jak kto, ale Quentin mógł bez problemu rozszyfrować, że wpadła w atak „Chcę zapomnieć o Joshu”. Richard dobrze wiedział, że najlepszą rzeczą, jaką może zrobić w takiej sytuacji, jest mocne przytulenie jej. I tak właśnie się zachował, dzięki czemu złość i smutek Olivii zaczęły powoli ustępować. Już po kilku minut dziewczyna czuła się lepiej, jednak nadal przez dłuższą chwilę nie odrywała się od ciepłego ciała przyjaciela. Ona również potrzebowała bliskości drugiej osoby, a odkąd rozstała się z Joshem, nie miała nikogo na stałe. Co prawda wplątała się w dziwną relację z trzydziestoparoletnim mężczyzną, o której nie powiedziała jeszcze nawet Quentinowi, jednak to nie było to samo. Olivii brakowało kogoś na stałe, mimo wszystko nie planowała szukać nikogo na siłę. Szczególnie, że teraz planowała się skupić na sporcie.
- Dzięki – rzuciła cicho, powoli odsuwając się od chłopaka. Nawet zdobyła się na to, aby lekko się uśmiechnąć, chociaż nie wyszło to nazbyt przekonująco. – Już mi lepiej – zapewniła i ściągnęła w progu buty. Odwiesiła kurtkę na wieszak i dopiero wtedy weszła w głąb mieszkania. Była u Quentina tyle razy, że czuła się właściwie jak u siebie. Teraz nie potrafiła nawet zadawać mu takich głupich pytań jak „Mogę wejść?” czy „Nie będę ci przeszkadzać?”.
- Jeśli kiedyś uznasz, że masz dosyć mojego zachowania, to daj mi znać. Postaram się wtedy coś z tym zrobić, jednak nic nie obiecuję – rzuciła jeszcze, nim zniknęła za drzwiami do salonu, gdzie rozsiadła się wygodnie na fotelu.
Dla kogoś trzeciego jej zachowanie mogłoby być karygodne. Najpierw wpada jak burza do mieszkania Quentina i rzuca mu się na szyję, zmuszając go, aby ją pocieszył, a następnie jak gdyby nigdy nic wchodzi do wnętrza mieszkania. Pewnie było to trochę dziwne, jednak Olivia nie lubiła się nad sobą rozczulać. A jeszcze bardziej nie znosiła, kiedy ktoś widział jej słabości. Nawet jeśli był to Quentin. Pewnie Richard już dawno zdążył przyzwyczaić się do tego, że Walsh unikała niezręcznych sytuacji. Dłuższa chwila słabości zdecydowanie wystarczała jak na jeden dzień.
[ Nie przepadam za polskim rapem ale eldo uwielbiam. Jest to spowodowane jego tekstami, które jakoś zawsze do mnie trafiają.
OdpowiedzUsuńWracając do tego powiązania z postacią męską już tłumaczę. Katya jest dosyć zamknięta w życiu prywatnym, ponieważ pracuje jak pracuje. Dlatego unika mężczyzn jeśli jest po prostu sobą, która idzie po ulicy do głupiego sklepu nie wyglądając jakby była wyjęta z magazynu z sukniami wieczorowymi. Chciałabym aby jakiś facet się za nią trochę pouganiał a ona odrzucała go na wszelkie możliwe sposoby :D A co by było potem to raczej kwestia dogadania się z autorem. ]
Katya
Chyba nie dotarła jeszcze do etapu, w którym miałaby prawo wypytywać Richarda o jego przeszłość, o to jak sobie radził przez te dwa lata rozłąki i czy pokochał kogoś, kogokolwiek. Nie miała też prawa oczekiwać, że tak nie było. Był przecież przystojny, od samego początku, odkąd zobaczyła go w teatrze i usłyszała, że był kiedyś z nią nie mogła w to uwierzyć. Nie był typem faceta, który zwraca uwagę na tak niepozorne dziewczyny jak ona, w końcu mógł mieć każdą, żadna nie powiedziałaby nie, więc nawet by ją to nie zdziwiło, gdyby przyznał, że był w jakimś związku. Ona przecież była wtedy rośliną, półżywą istotą, która nie mogła i nawet nie wiedziała, że powinna o niego walczyć. A teraz nie była nawet pewna czy ma do tego prawo i czy powinna... Szukała, ciągle szukała jakichś znaków, podpowiedzi, czegoś, co powie jej że powinna żyć chwilą i przestać się zastanawiać, że powinna zaufać Richardowi, spróbować zbudować z nim związek, o którym nie miała pojęcia jak powinien wyglądać, ale którego chyba potrzebowała.
OdpowiedzUsuń- Naleśniki brzmią świetnie i... nie, nie musisz - odpowiedziała wtedy, a rumieniec pojawił się na jej policzkach, gdy odgarniała włosy na plecy. Co prawda nie czuła sie stuprocentowo komfortowo, ale skoro Joshowi zdarzało się tak przy niej latać jak się śpieszył rano, to widok Richarda nie będzie jej aż tak przeszkadzał. Ostatecznie przywykła po dziesięciu minutach i resztę poranku spędzili w przyjemnej, luźnej atmosferze. Oczywiście wymusiła na nim obietnicę, że jutro też pojadą do cyrku, co też zrobili, trzy dni później także, następnego byli w kinie... Mniej więcej tak to wyglądało przez kilka kolejnych tygodni. Spotykali się jeśli nie codziennie to chociaż co drugi, trzeci dzień, jadali razem obiad albo kolację, jeździli do cyrku, gdzie Tess po kilku próbach lepiej czuła się w powietrzu i wracały jej wszystkie umiejętności, chodzili do kina czy na spacery po parku, Richard dużo mówił jej o sobie, a Tess ciągle szukała. Szukała znaków, które powiedzą jej, że powinna iść tą czy tamtą drogą. Szukała ich, ale nie zauważała do końca, gdy już się pojawiały. Nie zdawała sobie sprawy, że to ciepło powodowane przez dłonie Richarda, gdy splatał ze sobą ich palce, to nie tylko oznaka tego, że jej się podoba, ale też czegoś więcej, czegoś głębszego, uczuć, o których nie miała pojęcia że w niej jeszcze są. Nie zdawała sobie też sprawy jak bardzo lubi widzieć jego uśmiech, jak często obserwuje jego wargi, gdy mówił coś do niej ani jak dobrze czuła się, gdy po prostu mogła siedzieć obok niego w kinie, w aucie czy nawet na kanapie w salonie i po prostu czuć ciepło jego ciała. Nie miała pojęcia, że go potrzebuje dopóki nie wracała do domu i nie zamykała się w pokoju z telefonem w ręce. Josh zadawał jej mnóstwo pytań, denerwował się codziennie, że nic mu nie mówi gdy wychodzi, a ona miała powoli dość jego kontrolowania jej. Był znajomym, a nie jej rodziną, nie musiała mu się tłumaczyć. Sama przecież nie wiedziała co się do końca dzieje oprócz tego, że podobało jej się jak wczoraj Richard o wiele za długo przytulał ją pod mieszkaniem, jak czuła jego oddech na swojej szyi, gdy pochylił się na chwilę nad nią i przeczesywał między palcami jej włosy. Wiedziała, że się wahał nad czymś i wiedziała też, że powinna dać mu jakiś sygnał, że może to zrobić, może ją pocałować, ale zamiast tego zacisnęła tylko mocniej dłonie na jego kurtce na plecach i czekała. A on się nie zdecydował. Wróciła do mieszkania z pewnym niedosytem, bo... Już zdążył minąć miesiąc, a ona praktycznie każdą wolną chwilę spędzała z Richardem i wiedziała, że chce tak spędzać też wszystkie następne. Nie wiedziała czy o to chodzi w tej całej miłości, ale dobrze było jej w jego mieszkaniu, dobrze czuła się przy nim, jego gesty dawały poczucie bezpieczeństwa.
Pewnie właśnie dlatego szła teraz do niego. Deszcz nie ułatwiał jej tego, gdy omijała kolejne kałuże, a łzy spływały po policzkach. Mocno zaciskała dłonie na swoich ramionach, materiał skórzanej kurtki odrobinę chronił jej ciało przed chłodem, ale nie zwracała na to zbytnio uwagi. Warga piekła ją lekko w miejscu, w którym była rozcięta od uderzenia, a policzek bolał i na pewno nie był czerwony tylko od zimna. Łzy przemieszane z deszczem spływały po twarzy, a grzywka przyklejała się do czoła. Cała była już przemoczona zanim dotarła do apartamentowca, w którym mieszkał Richard. Nie zabrała z domu komórki, więc nie mogła zadzwonić i sprawdzić czy jest w środku. Znała jedynie kod do klatki, więc wstukała go, a później wsiadła do windy, którą wjechała na odpowiednie piętro, unikając swojego wzroku w odbiciu w lustrze windy. Wiedziała, że wygląda źle, że drży z zimna, a jej warga na pewno nie prezentuje się dobrze skoro jest pęknięta. Richard był jednak pierwszą osobą, która przyszła jej na myśl, gdy tylko uciekła od Josha, więc nic dziwnego, że po minucie dzwoniła gorączkowo dzwonkiem do drzwi i w duchu błagała, żeby on był w środku. Po trzech minutach straciła jednak nadzieję i osunęła się powoli po ścianie obok jego drzwi, kucając tam i chowając twarz w lodowatych dłoniach, które przemarzły jej na zewnątrz. Teraz błagała o co innego - żeby jak najszybciej wrócił do domu i znalazł ją tutaj, bo nie miała sił wracać. Nie miała zresztą gdzie iść. Chciała Richarda i jego ramion, w które mogłaby się wtulić.
UsuńTess
Zdążyła dawno zapomnieć, że akurat dzisiaj ma urodziny. Rano gdy się obudziła i przypomniała sobie słowa z poprzedniego dnia, gdy Richard prosił, żeby przyszła do niego na wieczór, to pamiętała o tym małym święcie, ale teraz wypadło jej to całkowicie z głowy. Nie miało to zresztą większego znaczenia w obliczu sytuacji, w której się znalazła. Właściwie nie miała pojęcia i nie chciała wiedzieć co wstąpiło w Josha, gdy wrócił ze szpitala. Był pijany, cuchnęło od niego jakąś whiskey, a z tego co udało jej się wywnioskować jak kłócił się z nią na temat jej wieczornego wyjścia, to został zawieszony w pracy. Nie rozumiała czemu tak się na nią złości, dopóki nie powiedział jej prawdy. Tego, że ją kocha i że ona należy do niego. Dosłownie jakby była rzeczą, którą on może sobie rozporządzać. A nie była i z całą pewnością nie chciała być z Joshem. Nie o nim śniła, nie z nim spotykała się od kilku tygodni i nie jego ciepło dłoni lubiła. Teraz jednak nawet te dłonie nie mogły do końca jej uspokoić ani ogrzać.
OdpowiedzUsuńTess od razu wtuliła się w Richarda, objęła go ramionami i zacisnęła dłonie na materiale jego kurtki na plecach. Schowała przy okazji nos i pękniętą wargę w zagłębieniu jego szyi, a cichy jęk wydostał się spomiędzy jej warg. Było jej zimno, cała drżała nie tylko z nerwów, które na szczęście powoli ustępowały. Im dłużej tak stali, im dłużej była przyciśnięta do jego torsu, tym bardziej je mięśnie rozluźniały się. Łzy co prawda nie znikły, ale teraz płakała nie dlatego, że się bała, ale dlatego, że schodziły z niej te wszystkie emocje, całe napięcie spowodowane nową, niespodziewaną sytuacją.
- Niee... - jęknęła cicho, prawie niedosłyszalnie, gdy Richard chciał ją odsunąć od siebie. Zacisnęła mocniej dłonie na mokrym od deszczu materiale i nie chciała odejść nawet na krok, więc musiał ją popchnąć lekko do tyłu, żeby móc otworzyć drzwi od mieszkania. Dopiero gdy usłyszała przekręcane w zamkach klucze zrozumiała, że chce, żeby weszła do środka, co z ociąganiem zrobiła, puszczając na chwilę mężczyznę. Stanęła jednak w korytarzu, obejmując się i drżąc pomimo faktu, że w mieszkaniu było ciepło. Jej palce od razu zaczęły drżeć przez ten nagły skok temperatury, próbowały ocieplić się, gdy ona po prostu stała i czekała aż Richard wejdzie z zakupami do środka. Nie ruszyła się w głąb mieszkania, nie wybuchnęła płaczem. Po prostu stała cała zmarznięta, z mokrymi włosami z których kapała woda, w przemoczonych ciuchach i z krwawiącą lekko wargą, która bolała ją jak tylko dotykała jej językiem. Dopiero gdy błądziła wzrokiem po ścianie zauważyła w lusterku, że jej policzek jest zaczerwieniony trochę za mocno i że tusz odrobinę jej się rozmazał, przez co wyglądała jak siedem nieszczęść i na pewno nie powinna w takim stanie pokazywać się Quentinowi.
- Nie-e... Nie miałam gdzie iść, przepraszam, wi...wiem, że nie powinnam tutaj, że nie-e musisz mi pomagać, ja... Nie chciałam, naprawdę - mówiła chaotycznie, a Richard miał marne szanse zrozumieć co właściwie się stało i o co jej chodzi. Tak jednak się czuła. Była skołowana, zmarznięta i nie wiedziała czy to przypadkiem ona nie zrobiła czegoś źle. Była jak sparaliżowana, bo nawet nie pamiętała, że powinna właściwie iść się wysuszyć, żeby nie tworzyć w mieszkaniu Richarda kałuży oraz żeby nie być zaraz chorą.
Tess
Nie obchodzilo ją w jakim tempie Richard wykonuje wszystkie czynnosci. Pewnie nie spodziewal sie zobaczyc ją cala zaplakana pod swoimi drzwiami, mial prawo byc w szoku i powoli analizowac cala sytuacje. Tess sama nie rozumiala tego wszystkiego, nie chciala rozumiec sytuacji, ktora wydarzyla sie raptem trzy kwadranse wczesniej. Jedyne czego potrzebowala i czego (a raczej kogo) bya swiadoma to brunet. Przy nim od razu mogla odetchnac, uspokoic sie troche, zaradzic cos na bolaca warge i ostatecznie wytlumaczyc Richardowi czemu przyszla do niego w takim stanie. Od razu powinna mu to wyjasniac, ale nie miala na to sil, nie teraz gdy miala przemarzniete dlonie i ciagle pociagala nosem.
OdpowiedzUsuńDopiero gdy brunet o tym powiedzial dotarlo do niej jak bardzo jest jej zimno i ze cale to trzesienie sie to nie byl tylko wynik emocji. Skinela wiec glowa, jakby zgadzala sie z nim, ze tak, powinna sie przebrac. Nie zrobila jednak zadnego ruchu w kierunku lazienki czy chociaz sypialni mezczyzny. Nie, ona ciagle stala w tym przedpokoju i w jego ramionach szukala ciepla, ktorego tak bardzo pragnela.
- Zi-zimno mi - przyznala cicho, odsuwajac sie minimalnie, zeby spojrzec w gore, przyjrzec sie wyrazowi jego twarzy. Widziala, ze sie martwi i troszczy, ale nie umknelo tez jej uwadze, ze wargi ma mocno zacisniete i jest zdenerwowany. A to od razu przypomnialo jej Josha, a jesli teraz ci dwaj sie spotkaja... Musiala znalezc mu zajecie. Nie chciala zeby ją zostawial samą. - Dasz mi ja-jakas bluze? - zapytala, odsuwajac sie i zdejmujac ciezka od wody kurtke. Sweter i bluzke pod spodem tez miala mokre, podobnie spodnie, gdy zdjela z nog ublocone troche trampki. - I recznik? - poprosila, chcac troche osuszyc wlosy. Richard chyba nie zamierzal protestowac, przynajmniej taka miala nadzieje, gdy zaczela isc do salonu i odpinac ubranie. Ciagle byla roztrzesiona, ale chciala sie ogrzac, przynajmniej tyle mogla teraz zrobic.
Tess
[hm, czas to wydluzac, jednak wyszlo mniej niz sadzilam...]
UsuńChwile zajelo jej opanowanie sie, zeby nie pojsc zaraz za Richardem i nie kontrolowac tego, co on robi ani gdzie jest. Lepiej czula sie, gdy widziala go w zasiegu wzroku, bez niego to mieszkanie wydawalo jej sie mniej przystepne, przyjazne. Sama nie czula sie tutaj do konca dobrze. Wiedziala, ze zachowuje sie jak histeryczka, ale wlasciwie co miala robic? Byla w spiaczce, obudzila sie z brakiem wspomnien, nie wiedziala jak powinna do konca reagowac w sytuacjach takich jak ta, bo nie pamietala, zeby kiedys przydarzylo jej sie cos takiego. Pobicie? Od kogos, z kim mieszkala od dawna i kto mowil, ze chce jej pomoc przystosowac sie do zycia? Nie, nie miala pojecia jak na to zareagowac. Miala tylko Josha i Richarda, a obecnie tylko juz przy jednym z nich czula sie bezpiecznie. I nie chciala dopuscic do tego, zeby i to sie zmienilo. Nie chciala chwili, w ktorej Quentin zacznie na nia krzyczec, tego chyba by juz nie wytrzymala. Nie wyobrazala sobie zreszta, zeby brunet kiedys mial podniesc na nia reke. To wydawalo sie niemozliwe, miala nadzieje, ze nigdy sie to nie wydarzy.
OdpowiedzUsuńRozebrala sie do bielizny, od razu zauwazajac przy okazji, ze uda ma mocno czerwone od zimna. Szybko zalozyla koszulke, bluze i weszla pod koc, szukajac tam ciepla. W koncu musiala sie rozgrzac. Recznikiem wytarla jeszcze wlosy, byly troche potarga,e i wilgotne, ale przynajmniej juz nie kapala z nich woda, gdy Richard w koncu do niej wrocil i przytulil ja. Herbate na razie zignorowala, wolala oprzec policzek o bark bruneta, dotknac palcami zranionej wargi, ktora na szczescie przestala juz krwawic.
Zamiast od razu odpowiedziec Richardowi, to przysunela sie jeszcze blizej, przelozyla nogi przez jego uda i troche uniosla sie, zeby usiasc na jego kolanach. Poprawila na sobie koc, a jedna dlon polozyla na koszulce mezczyzny, wodzac palcami w okolicach jego serca. Spokojne bicie uspokajalo ja, a fakt, ze siedziala w jego ciuchach i cala otoczona byla zapachem jego perfum tez pomagal. Potrzebowala tego, potrzebowala...
- Nie teraz, prosze - wyszeptala cicho, juz mniej drzala i przestala sie jakac, nie bylo z nia tak zle, chociaz nie dalo sie wytlumaczyc dlaczego objela do dlonmi za szyje i tylko bardziej przytulila sie do niego. Tez nie wiedziala czy tak wypada,ale nie chciala sie nad tym zastanawiac. Chciala wlasnie tego, wiec sobie po to siegala. Przestala myslec o konsekwencjach. - Moge dzisiaj u ciebie spac? - zapytala jeszcze dla pewnosci, glos miala troche stlumiony, bo przyciskala wargi do jego torsu.
Nieswiadomie Tess mocniej zacisnela dlonie na jego karku. Tym samym przyblizyla sie tylko do Richarda, sprawiajac ze ich ciala ocieraly sie o siebie. Czula cieplo bijace od niego, bez trudu oddychala zapachem jego perfum i zelu pod prysznic, chlonela to wszystko tak, jakby od kilku tygodni wcale nie czula tego samego. A czula. Za kazdym razem jak sie spotykali czula te zapachy, nauczyla sie juz je rozpoznawac, kojarzyly jej sie tylko z nim. Czasem tylko przelotnie mogla je wdychac, czasem na dluzej ja przytulal, a teraz chciala siedziec tak jak najdluzej. Nie przeszkadzala jej ciemnosc panujaca w mieszkaniu ani cisza, ktora przerywana byla tylko przez odglos deszczu uderzajacego od szyby. Czula sie bezpiecznie, nawet bol wargi nie mogl jej tego zabrac.
OdpowiedzUsuń- Ja... - zawachala sie przez chwile, bo to byla nuesoodziewana propozycja. Oczywiscie od kilku tygodni duzo czasu spedzala w towarzystwie Richarda, przyzwyczaila sie do niego, lubila przebywac w jego towarzystwie i lubila byc blisko niego. Wydawalo jej sie, ze byla gotowa na to,co on chcial jej dac. Nie chciala mowic o milosci, ale prawde mowiac to o Richardzie myslala i z nim chciala sie spotykac praktycznie non stop. Oczywiscie nigdy nie pozwolilaby mu na zalatwienie jej ochroniarza czy chodzenie za nia krok w krok, bo on tez mual swoje sprawy na glowie, a ona nie musiala byc przesadnue chroniona, ale wspolne mueszkanie... Obecnie i tak nie miala gdzie zostac. Musiala wydostac sie od Josha i albo cos wynajac, co pochloneloby resztki jej malych juz oszczednosci, albo zgodzic sie na propozycje Richarda i wprowadzic sie do jego mieszkania.
Westchnela cicho jakby nie mogla sie zdecydowac, ale prawde mowiac to byla gotowa zgodzic sie od razu. Dlaczego? Nie miala na to odpowiedzi.
- W porzadku - zgodzila sie cicho, chociaz miala jeden warunek. Juz kilka razy spala u niego, za kazdym razem samotnie w jego lozku, a on na kanapie i zawsze nastepnego dnia rozmasowywal sobie ramiona, bo budzil sie obolaly. Dlatego teraz Tess podniosla glowe z jego ramienia i odsunela sie odrobine, zeby spojrzec mu w oczy. Byla zdecydowana. - Mam jedno ale. Nie chce zebys spal na kanapie. Jest tu niewygodnie, a... - polozyla palec na jego wargach, gdy chcial cos powiedziec. - Twoje lozko jest duze, nie musisz tu spac.
Nie o tym myslala, gdy tu przychodzila, ale teraz byla juz spokojna i ten pomysl wydawal jej sie calkiem rozsadny.
Tess
Wcale nie chodzilo tylko i wylacznie o jej sytuacje ekonomiczna. Nie chcialaby mieszkac sama, bo nie czulaby sie dobrze w pustym mieszkaniu. To bylo tez powodem dla ktorego nie wyprowadzila sie od Josha, chociaz teraz powaznie zaczela zalowac tej decyzji. Gdyby dawno sie od niego wyniosla, to nie bylaby teraz w takim stanie, policzek ani warga nie bolalyby ja, nie musialaby siedziec na kolanach Richarda i przytulac sie do niego. Nie byliby w tak dziwnej sytuacji. Jesli jednak miala wybierac czy chce byc z Richardem w mieszkaniu, czy sama to oczywistyn bylo, ze woli byc z nim. Byc tam, gdzie czula sie bezpiecznie, gdzie nie bala sie wracac i gdzie mogla sie smiac oraz gotowac z brunetem jedzenie. Tutaj bylo jej dobrze i chciala, chciala tu byc czesciej. Dopoki on tego nie zaroponowal, to nie byla tego swiadoma, ale teraz wiedziala, ze to bylo jedyne mozliwe rozwiazanie.
OdpowiedzUsuń- Przynajmniej nie zmarzne - podsumowala tylko jego wypowiedz, bo nie przypuszczala, zeby Richard faktycznie mial chrapac, a nawet jak to bylo male prawdopodobienstwo, ze bedzie ja tym budzil. Cala reszta tez przeciez byla do zniesienia, bo skoro beda spali, to ani on, ani ona nie mogli kontrolowac tego, jak sie wierca czy przyciskaja do siebie. Jakos oboje to zniosa, z czasem przyzwyczaja sie pewnie do tego. Tess odkad sie obudzila nie spala z nikim w lozku, wiec dla niej to dodatkowo mialo byc cos nowego. Na chwile nawet dzieki temu zapomniala dlaczego tu przyszla oraz w jakim stanie byla. Dopiero jak sie lekko usmiechnela, a warga zabolala ja, to syknela z bolu. Juz teraz wiedziala, ze szybko nie minie jej to.
- Chyba... Powinnam to czyms przemyc - stwierdzila cicho, odsuwajac sie od Richarda, a gdy jej pozwolil, to wstala z jego kolan. Koc zostal na kanapie, a Tess w koszulce i bluzie, z nagimi nogami poszla do kuchni, zeby poszukac wody utlenionej i waty. Dobrze czula sie w ciuchach Quentina, w jego mieszkaniu, wlasciwie... W calym jego zyciu. I chyba bedzie musiala mu to w koncu powiedziec.
Tess
Dopóki nie dotarł do niej głos Richarda informujący ją, gdzie powinna szukać wody utlenionej, to stała na środku kuchni i rozglądała się po niej. Wyglądało to trochę tak, jakby czekała aż na jakiejś szafce pojawi się czerwony napis "apteczka" albo ostatecznie "zajrzyj tutaj", dzięki czemu nie będzie musiała przeszukiwać każdej z nich po kolei. Co prawda czuła się dobrze w tym mieszkaniu, wiedziała gdzie są pochowane kubki, a gdzie znajdzie zapas owocowych herbat, ale to raczej było wszystko. Nie szperała w kuchni Richarda, żeby nie wyjść na wścibską, a przez to nie do końca wiedziała jak poruszać się po tym miejscu. Na szczęście Quentin w pewien sposób ją uratował i mogła z cichym westchnieniem ulgi podejść bliżej szafki, gdzie pojawił się kolejny problem po jej otworzeniu. Wata i woda utleniona był na samej górze czyli tam, gdzie nawet stojąc na palcach nie mogła dosięgnąć. Fuknęła cicho pod nosem sfrustrowana tym, jak wszystko dzisiaj jest pod górkę i już całkowicie zapominając o tym, że przy gwałtowniejszych ruchach koszulka bruneta podciąga się zdecydowanie za wysoko, weszła jakoś na szafkę i uklękła na niej, co ułatwiło jej zdjęcie potrzebnych rzeczy. Co prawda było też w pewnym stopniu niebezpieczne, ale Tess zignorowała spojrzenie jakim obrzucił ją Richard, gdy wszedł do kuchni ze swoimi zakupami i zobaczył ją klęczącą na blacie dolnej szafki. Za chwilę zresztą z niej zeszła i zamknęła drzwiczki od tej górnej, bo wzięła wszystko, czego aktualnie potrzebowała. Jasne, mogła zawołać Richarda i poprosić go by jej to zdjął, ale nie chciała znowu go wykorzystywać. Już i tak wiele jej pomógł, z takimi drobnostkami mogła przecież poradzić sobie sama.
OdpowiedzUsuń- Jak tylko wrócę to będę pomagać - obiecała mu, po czym wyszła z pomieszczenia. W łazience zdezynfekowała ranę i chociaż bolało jak diabli to jakoś się z tym uporała. Przy okazji związała tez włosy w niedbałego kucyka, żeby jej nie przeszkadzały, bo i tak ciągle były wilgotne oraz potargane.
Po pięciu minutach była z powrotem w kuchni, a gdy tylko Richard pokazał jej które warzywa ma skroić, to wzięła się za krojenie. Ona też chciała zapomnieć, ale było to raczej trudne skoro nadal bolało ją rozcięte miejsce i przez ostatnie minuty wpatrywała się w swoje lustrzane odbicie, które tylko jawnie przypominało jej o tym, co się wydarzyło. Miała jednak nadzieję, że on jakoś się od tego oderwie, bo może i tu przyszła, może szukała przy nim ciepła, ale nie chciała żeby wplątał się w jakąś aferę, a po tym jak potrafił reagować gdy ktoś ją zagadywał jak byli w kinie albo w cyrku, to wiedziała, że on nie reaguje raczej dobrze na widok mężczyzn dotykających jej, więc nie zareaguje też spokojnie jak dowie się kto nie tylko jej dotknął, ale też uderzył. Dlatego nie chciała o tym mówić. Lepiej było zostawić ten temat, przynajmniej na razie.
- Richard... Przepraszam, że przeze mnie masz praktycznie same zmartwienia. Najpierw musiałeś radzić sobie z moją amnezją, a teraz to... - Pokręciła niemrawo głową, jakby sama nie była pewna dlaczego w ogóle zaczęła ten temat. Wiedziała jednak, że musi go w pewien sposób przeprosić i jakoś mu to wynagrodzić. Zasługiwał na to po miesiącu... Właściwie czego? Oczekiwania? Na chwilę odłożyła na bok nóż i odwrócić się przodem do mężczyzny. - Wiem, że to nie był łatwy miesiąc, ja musiałam się przyzwyczaić, a ty zaakceptować nową sytuację i, i tak jestem ci wdzięczna, że spędzałeś ze mną tyle czasu, pozwalałeś się poznać... - Brzmiało to tak, jakby chciała odejść, ale przecież gdyby chciała, to nie godziłaby się spać z nim w jednym łóżku. Nie musiał się o to martwić, wręcz przeciwnie. Gdy utkwiła spojrzenie w tego tęczówkach mógł zobaczyć, że mówi szczerze i że nie czuje żadnego przymusu związanego z brakiem pamięci, gdy... - Chyba wiem dlaczego cie pokochałam za pierwszym razem. Może tego nie pamiętam, ale skoro zakochuje się po raz drugi, to wtedy musiało być tak samo. Wiem, że przy tobie nic mi nie grozi.
tak bardzo przesłodzona Tess
To byl wlasnie problem zwiazany z Richardem. Byl az nadto opiekunczy. Rozcieta warga nie wymagala przeciez ogledzin lekarskich, przysporzyloby to raczej mnostwo problemow, bo Tess musialaby powiedziec kto jej to zrobil, zeby podejrzenia nie padly na Quentina. Moze nawet musialaby to zglosic na policje, a nie chciala robic sobie takich problemow. Lepiej bylo to tak zostawic, jutro lub pojutrze pojdzie do Josha po swoje rzeczy i wiecej juz go nie zobaczy. Nie potrzebowala problemow, wiec lepiej bylo to tak zostawic. Richard bedzie musial przywyknac, ze ona takie sprawy chce zalatwiac po swojemu. Nie wiedziala czy kiedys tez tak robila, czy moze poddawala sie jego woli, ale teraz zamierzala sie z nim klocic jesli bedzie przesadzal z troska. A wiedziala, ze bedzie. Oczywiscie bylo to mile, ale nie mogli przeciez przesadzac.
OdpowiedzUsuńWidziala ten szok wymalowany na jego twarzy, ale nic nie mogla poradzic na to, ze on martwi sie na zapas. Po tym miesiacu zdazyla zauwazyc, ze on ciagle sie boi. Bal sie, ze ona zniknie tak jak dwa lata temu i nie bedzie po niej sluchu. Tylko, ze to dzialalo w dwie strony. Ona tez sie bala, ze on sie w niej odkocha, ze zrezygnuje z niej albo ze bedzie miala kolejny wypadek przez ktory znowu go w jakis sposob straci. Nie dalo sie temu zaradzic, bo z kazdym kolejnym dniem przywiazywala sie do niego i dlatego tez nie bala sie zostac z nim na noc ani na kazda kolejna noc. To bylo dla niej nowe, jednak nie zalowala. Nie zalowala tego gdy do niej podszedl i zrobil to, na co mial ochote podczas kilku ostatnich ich spotkan. Wiedziala o tym i glownie dlatego wyszla z inicjatywa, pierwsza zaczela ten temat. On czekal, czekal na jej sygnal i lepszego mu juz dac po prostu nie mogla. Nie miala na tyle odwagi, zeby zrobic to, co on zrobil.
Ale on na szczescie mial i mogla w koncu, po raz pierwszy poczuc jego wargi na swoich. Zadnych poprzednich pocalunkow nie pamietala, wiec nic dziwnego, ze dla niej to bylo jak pierwszy pocalunek w calym jej zyciu. Nie mogl byc perfekcyjny przez rane na wardze, ale i tak przez chwile nie czula tego bolu, skupila sie na ruchu warg, na ich cieple i ksztalcie. I nie zalowala. Nie chciala go odsuwac. Wrecz przeciwnie, polozyla dlonie na jego torsie i lekko zacisnela palce na materiale koszulki. Powielila ten pocalunek gdy Richard odsunal sie na chwile, ale zaraz tego pozalowala, bo rana dala o sobie znac. Gdy odsuwala sie, to jeknela cicho. W ogole nie bylo jej to teraz na reke. Ani to, ani fakt, ze gotowali.
- Richard... Warzywa - powiedziala jedynie, ale nie ruszyla sie, nadal opierala swoje czolo o jego, nadal pozwalala by ich pddechy mieszaly sie ze soba. Co prawda nie chciala zeby spalili mieszkanie, ale i tak nie miala jak ruszyc sie do kuchenki. Brunet stal jej na drodze.
Tess
Miala ochote zasmiac sie, gdy tak jawnie zignorowal jej komentarz o warzywach, ale chyba jeszcze nie otrzasla sie do konca po sytuacji z Joshem, zeby tak po prostu zaczac sie smiac. Zamiast tego mocniej zacisnela palce na jego koszulce i przymknela powieki. Oddala ten kolejny pocalunek, chociaz robila to calkowicie niesmialo i niepewnie, bo nie wiedziala jak do konca sie zachowac. Czula tylko ze to wlasciwe i ze powinna to zrobic. Nic wiecej, ale nie potrzebowala niczego wiecej. Wystarczal jej po prostu Richard, chociaz nadal byla przy nim ta zagubiona dziewczyna, ktora spotkal tamtego wieczoru w teatrze. Nadal brakowalo jej pewnosci siebie, ale jakie to mialo znaczenie? W jego ramionach mogla byc niesmiala, w niczym im to chyba nie przeszkadzalo.
OdpowiedzUsuńTo Tess w koncu odsunela sie i otworzyla oczy. Jej uwage od razu przykul nowy blask, ktory widziala w jego teczowkach. Widac bylo, ze jest szczesliwy, ze wlasnie dostal dawke pozytywnej energii i ze udalo jej sie odciagnac jego mysli od faceta, ktory ja uderzyl. Nie chciala przyznawac, ze to byl Josh, lepiej wiec ze oboje oderwali sie od tego tematu i skupili na czyms wazniejszym. A raczej ona skupila sie na...
- Jedzenie - jeknela cicho i mimo prltestu Richarda odepchnela go odrobine, zeby podejsc do kuchenki. Nie wylaczyla jedynie warzyw, ale tez makaron oraz sos do niego, bo wszystko im sie wygotuje w koncu. - Moglam oczekac z tym az bysmy skonczyli tutaj. Jeszcze troche i nie byloby co jesc - uznala, odwracajac sie znowu do Richarda. W ciagu paru godzin zdazylo sie juz tyle wydarzyc, ze nie pamietala juz nawet, ze dzisiaj sa jej urodziny. I ze to wlasnie w jej urodziny zaczynala wywracac swoje zycie do gory nogami. Znowu.
[wybacz, ze krotko, ale jestem u znajomych i pisalam na raty, juz dzisiaj nie napisze odpisu, wiec do jutra ;)]
Tess
Nawet nie zdążyła zauważyć kiedy Richard wstał z kanapy, praktycznie od razu znalazł się przy niej. Zwyczajowo zarówno jej oddech jak i puls przyspieszyły. Na jego słowa, a może raczej na sam głos zamknęła oczy i rozchyliła lekko usta. On już tak na nią działał, miała do niego pewną słabość. Jego dotyk ją oszałamiał. Według niej zagrał zupełnie nieczysto, dobrze wiedział, że po czymś takim nie będzie potrafiła tak po prostu opuścić tego mieszkania. No chyba, że zadziałałby jakiś zewnętrzny bodziec. Przezornie zrobiła dwa kroki w tył, zatrzymując się przy stole, który stał za nią. Gdyby dłużej tak trwali bardzo możliwe, że do czegoś by doszło, a była pewna, że brunet później by tego żałował ze względu na Tess. Nie miała zamiaru być jakąś pomyłką. - Dobrze, zostanę. - niepewnie skinęła głową. Nagle postanowiła dać o sobie znać komórka Quentina. Brunetka odruchowo spojrzała na blat, na którym znajdował się telefon. Mimowolnie zauważyła kto dzwoni, a mianowicie panna Novins. - Odbierz. - mruknęła, odwracając wzrok.
OdpowiedzUsuń[Sorka, że tak krótko. :< I tak troszkę dziwnie z tym telefonem, ale jakoś nie miałam pomysłu.]
Nina B.
Olivia nawet teraz pamiętała, jak ciężko było podjąć jej decyzję o dwuletnim wyjeździe na obóz siatkowy. Nie chciała opuszczać Londynu i stawiać pod wielkim znakiem zapytania jej przyjaźni z tyloma ludźmi. To właśnie tutaj był jej ukochany brat, to tutaj miała Quentina, na którego mogła liczyć w każdej sytuacji. Dobrze wiedziała, że przez te dwadzieścia cztery miesiące separacji mogła wszystko stracić. Utracić więź z przyjaciółmi na rzecz doświadczenia w sporcie. A jednak zdecydowała się zaryzykować. Po pierwsze była prawdziwą maniaczką siatkówki i naprawdę chciała dostać się do narodowej kadry. Od zawsze jej marzeniem było utrzymywanie się z gry, którą tak kochała. Jak mogłaby zrezygnować z takiego wyjazdu, który właściwie zapewniał jej przyszłość? Później nigdy by sobie nie wybaczyła, gdyby z niego zrezygnowała. Dodatkowo Josh również wybierał się na obóz… To prawdopodobnie przeważyło o decyzji Olivii. Obecnie mogła z ulgą stwierdzić, że nie żałowała. Chociaż nadal zastanawiała się, czy zostaliby parą z Joshem, gdyby nie te dwa lata, które spędzili razem za granicą.
OdpowiedzUsuńNa szczęście po powrocie udało jej się odnowić starą więź z Quentinem. Prawdopodobnie dlatego, że to właśnie w tamtym okresie zniknęła Tess, a chłopak potrzebował kogoś, kto mógłby go wesprzeć. A Olivia była wtedy akurat na wyciągnięcie ręki. Nie żeby Walsh cieszyła się z tego, że Tess niemal wyparowała i tak mocno zraniła jej przyjaciela, jednak nie dało się ukryć, ze w pewien sposób była jej wdzięczna. W sumie to dzięki jej zniknięciu udało jej się uratować przyjaźń z Quentinem. Wcale nie była pewna, czy gdyby nie ta sytuacja, to nadal byliby sobie tak bliscy.
Zdecydowanie nie tylko Richard był w stanie zinterpretować jej samopoczucie po najmniejszych gestach. Tyczyło się to również Olivii. Dziewczyna nawet teraz pamiętała, że Quentin starał się udawać silnego po zniknięciu Tess. Tak jak zawsze chodził na imprezy, zaczął się spotykać z nowymi kobietami, zachowywał się jak gdyby nic się nie stało. Jednak Olivia wiedziała swoje. Nie musiała zadawać mu bezsensownych pytań o to, czy się dobrze czuje lub o to, czy może mu jakoś pomóc. Dobrze wiedziała, że w takiej sytuacji jedyną rzeczą, jaką mogła zrobić, było stanie po jego stronie w tych dobrych i złych chwilach. Co nie zmieniało faktu, że potrafiła zrobić przyjacielowi kilka naprawdę głośnych awantur, mimo stanu w jakim się znajdował. Szczególnie wtedy, kiedy zauważyła, że powoli zaczyna się uzależniać od różnych używek. A na to zdecydowanie nie mogła pozwolić.
Pewnie nie była typem idealnej przyjaciółki, która pogłaska go po głowie i powie mu kilka miłych słów. Czasami wolała dać mu porządnego kopa w tyłek, aby się ogarnął i zaczął żyć normalnie. Mimo wszystko Olivia nie odczuwała, aby Quentin nie lubił tej części jej osobowości.
Opadła na kanapę koło przyjaciela i ułożyła głowę na jego kolanach, spoglądając na niego z dołu. W sumie dobrze się złożyło, że tego wieczora postanowiła go odwiedzić, ponieważ już od jakiegoś czasu chciała z nim porozmawiać na pewien temat. Do tej pory jeszcze nikomu o tym nie mówiła, ale raczej nie sądziła, aby ktoś był w stanie zrozumieć ją lepiej niż sam Quentin.
- Wdałam się w romans z trzydziestoparoletnim facetem – rzuciła jak gdyby nigdy nic i tylko to, że przygryzła dolną wargę, świadczyło o tym, że czuję się trochę zażenowana. Mimo że jej głos był swobodny, to dało się zauważyć, że czuje się skrępowana, poruszając ten temat. – Koniec z wizerunkiem grzecznej Olivii – dodała nieco ironicznie, przewracając oczami. Oj tak, w oczach większości osób była niemal idealną córką, siostrą, przyjaciółką. Nawet jej rodzony brat wciąż wierzył, że z niej to taka porządna, poukładana dziewczyna. Chyba najwyższy czas, aby zdjął swoje różowe okulary i spojrzał na nią nieco obiektywniej.
[Ładny ten pan :) Jest może ochota na wątek?]
OdpowiedzUsuń[ No! I to się nazywa minimalizm w karcie! Podoba mi się to! Chętna na wątek! :"D ]
OdpowiedzUsuń[Kurczę, z powiązaniem będzie problem. Nie za dużo z Twojej karty wyczytałam, ale możemy powiązań pracę Connie i to, że Richard jest studentem prawa. Zostanie wplątany w jakąś sprawę. Nie wiem, może z uczelni wyślą jednego z najlepszych studentów, aby pomógł w sprawie jakiegoś mężczyzny, który został oskarżony o używanie broni, a potem o morderstwo.]
OdpowiedzUsuń[ A no nie mieliśmy. Bardzo chętnie. Za wizerunek wielkie serce ale pomysłu brak.]
OdpowiedzUsuńKatya
[ No wiadomo B| Masz jakieś ciekawe pomysły? ]
OdpowiedzUsuńTo brzmiało... źle. Zagryzła mocno dolną wargę. Czyli jednak miała rację, to co piękne zawsze musi się skończyć. Bo niby o czym innym "chyba muszą porozmawiać". Czuła jak jej serce zaczyna pękać, a świat się walić. Nie. Nie. Nie. Miała się nie przywiązywać... A jednak to zrobiła. Nie dopuszczała do siebie tej myśli, ale niestety była prawdą. A tak starała się trzymać wszystko na wodzy. Nie pamiętała by wcześniej się tak mocno...eee... zaangażowała? To chyba było dobre słowo. Zaangażowała się, tylko właściwie w co? Związkiem tego nazwać nie można było. Romans albo przyjaźń z bonusem - odnosiła wrażenie, że to coś więcej, ale pewnie tylko ona. Tak, Nina czuła coś więcej, coś czego nie umiała nazwać. Nie liczyła na jakieś odwzajemnienie, bo po prostu wiedziała, że go nie ma. Richard był dla niej kimś naprawdę ważnym, ale... Właśnie, zawsze było "ale". Było, jest i będzie. Więc czy to miało jeszcze jakiś sens? Wiedziała, że zaraz dostanie wykład na temat przywiązania, tego jak miała wyglądać ich relacja i w ogóle. No i że skoro ona nie umie trzymać się "zasad" to to już koniec. Znaczy, o ile ją przejrzał. Choć sama tego jeszcze nie dokonała, nie wiedziała co się z nią dzieję. - Wolę postać. - stwierdziła beztrosko i wysiliła się na uśmiech. Tak jakby nigdy nic. A jednak coś było. Po prostu była gotowa wyjść z tego apartamentu gdy tylko będzie jej kazał. Gotowa był na pewno fizycznie, ale czy psychicznie też? Tego nie mogła być pewna. To był koniec, czuła to każdą komórką swojego ciała...
OdpowiedzUsuńNina B.
[Znowu strasznie krótko :/ Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje :< Na blogu z opowiadaniem też coś kiepsko idzie. Chyba się wypaliłam. :< ]