Jest późne popołudnie, niedawno wróciłem ze szkoły, a teraz siedzę przy kuchennym stole, który wręcz ugina się od kartek. Część z nich jest moimi pracami domowymi, ale znacznie więcej leży tu różnych i przede wszystkim niedokończonych rysunków.
Jest mi spokojnie, zarówno w głowie jak i poza nią. Dawno nie czułem czegoś podobnego, ten stan jest podobny do przyjemnego otępienia, które przychodzi na kilka sekund po przebudzeniu się i zaraz znika. Chcę zostać tak już na wieki, a przynajmniej do chwili swojej śmierci.
Mama też wydaje się być w dobrym humorze, ponieważ krząta się po pomieszczeniu i nuci znaną zapewne wyłącznie nam melodię. Nie jestem pewien czy podobny utwór w ogóle istnieje, czy też wymyśliła go dla naszych własnych potrzeb. Każdy dźwięk może za każdym razem brzmieć inaczej, być zmienianym, a ja i tak potrafię przewidzieć kolejny z nich.
Przyglądam się dłoniom swojej rodzicielki, są one już lekko spracowane. Wiem, że przy kciuku, na lewej ręce ma białą, okrągłą bliznę po przypaleniu przez papierosa. Nienawidzę tego znaku, mam ochotę zerwać go razem z innymi. Moją nagłą niechęć i wszystkie nieprzyjemne myśli rozgania jej ciepły, spokojny głos.
Mówi, że niedługo będzie obiad i powinienem posprzątać papiery ze stołu. Ja natomiast, jak przystało na leniwego siedemnastolatka odpowiadam, iż zrobię to, ale zaraz.
Przerywa nam szczęk zamka, który sprawia, że cały dobry nastrój sprzed chwili umyka i zostaje zastąpiony nerwowym oczekiwaniem. Zaczynam sprzątać, ale ojciec krzyczy już w progu. Gniotę więc kartki, które zdążyłem złapać i chcę uciec, ale nie mam ku temu najmniejszego prawa.
Mój rodzic oznajmia wszem i wobec, że wszystko widział i ani ja, ani mama nie mamy pojęcia czy chodzi mu o jakieś realne wydarzenie, którego był świadkiem, czy alkohol za bardzo uderzył mu do głowy.
Wchodzi do kuchni, trzyma się twardo na nogach. Nie wypił aż tak dużo, a to źle, bo będzie miał wystarczająco dużo energii, żeby mnie zmiażdżyć.
Marszczy gniewnie brwi, przyglądając mi się.
Mam wrażenie, że zaraz zacznie warczeć niczym rozwścieczony pies, a ja padnę jego ofiarą. Wiem już teraz, że mam rację, że mamie nic nie będzie, że oberwę, ale nie do końca wiem za co.
Mama zaczyna płakać, a ja chcę do niej podejść, uspokoić, pocałować w czoło, a później wyjść z kuchni.
Ojciec nazywa ją głupią dziwką, wrzeszczy głośno, że nie potrafiła mu nawet porządnego syna urodzić.
Milczę i zaczynam się trząść. Chcę powiedzieć mamie, żeby wyszła, ale ta podchodzi do mnie i łapie za nadgarstek. Stara się wyciągnąć naszą dwójkę z tego pomieszczenia, usunąć się i przeczekać, ale ojciec doskakuje do niej i wymierza policzek.
Najbardziej kochana przeze mnie na tym świecie kobieta przestaje nagle płakać, puszcza moją rękę i łapie się za twarz. Wychodzi.
Patrzę na jej plecy ponad ramieniem mojego ojca.
To dobrze, że poszła.
Nie jestem w stanie zapytać o co chodzi, ale już po chwili zostaje mi wszystko łaskawie wyjaśnione, a gula w gardle rośnie.
Ojciec oznajmia, że odechce mi się pedalstwa, więc chcę umknąć, ale nie daję rady.
Zostaję uderzony przez niego w brzuch, bo tam nie będzie widać siniaka, a kiedy się zginam z bólu, wykręca mi rękę. Paskudnie ciepłe, szorstkie palce zaciskają się na moim biodrze, uprzednio wślizgując pod koszulę.
Krzyczę, że ma mnie zostawić, więc on zaczyna parodiować sposób, w jaki wrzeszczę.
Gryzę się w wargę na tyle mocno, że czuję krew.
Brudne paznokcie rysują czerwone pręgi na mojej skórze. Czuję się jakby mnie rozrywano na najdrobniejsze z możliwych kawałków.
Każę ojcu spierdalać, mówię, że chcę jego śmierci. I w tej chwili realnie mam ochotę go zabić. Chcę patrzeć jak zdycha.
Zahacza kciukiem o szlufkę moich spodni, ale waha się przez moment, który wystarcza mi, żeby się wyrwać.
Biegnę do swojego pokoju, potykam się na schodach i o mało nie zapominam o otworzeniu drzwi, na których z powodzeniem rozbiłbym sobie twarz. Zamykam się w pomieszczeniu na klucz i przez chwilę nie jestem w stanie się ruszyć, ale zmusza mnie do tego szloch słyszany za plecami.
Mama siedzi na moim łóżku, więc podchodzę do niej.
Przeprasza mnie.
Mówię, że nic się nie stało.
Przeprasza po raz drugi.
Powtarzam w kółko to samo, chociaż przez dokładnie trzy sekundy jej nienawidzę, ale później siadam obok i ona mnie obejmuje.
Znowu nuci. Teraz jednak brzmi smutno, wcale nie mam ochoty wiedzieć jaki dźwięk wypłynie kolejny. Wiem jednak, że jeśli by się uciszyła to bym oszalał.
Płaczę. Chcę zniknąć, schować się, uciec, wypierdolić stąd jak najdalej, spakować się do pudła i wysłać w najdalszy zakątek świata. Nie mam ochoty żyć, tylko ucieczka mi w głowie. Już, teraz, zaraz. Jestem gotów w jednej chwili stąd wyjść.
Ojciec dobija się kilka razy do drzwi, krzyczy że zapierdoli mnie i tamtego chłopaka.
W jednej chwili moje plany się zmieniają i wiem już, że jeśli miałbym pakować kogokolwiek to do kartonu to byłaby to moja mama i James i ja z nimi...
[To jest właśnie ten styl, który tak uwielbiam. Znów przypomina mi się pamiętnik Liama i piegi. Jak dla mnie? Pięknie. Trochę oczywiście Kuczok, tak mnóstwo Ciebie i ja chcę więcej, bo Kosma jest uroczy, a jego ojciec to Gnój]
OdpowiedzUsuńHarvey
[jedyna rzecz, która mogłaby mi przeszkadzać w tej notce to to, że lubię jak tekst jest wyjustowany... A poza tym, bije pokłony bo świetny kawałek!]
OdpowiedzUsuńaidan.
[trochę mnie początkowo przeraził obrazek poprzedzający notkę.. xd Ale sam tekst czytało się naprawdę dobrze!]
OdpowiedzUsuńjonathan
[Inspiracji a inspiracji można tu odnaleźć, ale inspiracji mądrze wykorzystanych, więc czytało się to bardzo przyjemnie ;)]
OdpowiedzUsuń[Piękna notka, pełna emocji. Momentami niektóre zdania wydawały mi się jakoś dziwnie skonstruowane, ale był to początek, więc mogłam się źle wczytać. Poza tym jest dobrze i na pewno post zapadnie jakoś w pamięci :)]
OdpowiedzUsuńSamuel