Nathaniel Evans
12.06.1988r. - 25 lat
student 5 roku aktorstwa
ciemne blond włosy i niebieskie oczy
osierocony spadkobierca fortuny rodzicielskiej; nie tęskni za nimi, nigdy nie miał dobrego kontaktu z rodzicami; jedynak, nie ma rodzeństwa - no chyba, że ze skoku w bok ojca, nigdy nie wiadomo; odkąd pewna dziewczyna złamała mu serce, rzucając go równo z końcem liceum dla jakiegoś dupka, stracił wiarę miłość i został typowym Playboy'em; jeśli szukasz chłopaka na stałe to raczej go tu nie znajdziesz; dobra zabawa czy miły wieczór bez zobowiązań? dobry adres, chętnie przyjmie kobiece duszyczki; ramię do płaczu też się znajdzie - nadal ma serce; bardzo możliwe, że spotkasz go w jakimś klubie czy barze; striptizerkami nie pogardzi, ale prostytutkom mówi "nie", według niego zbliżenia mają być intymne i w dobrym nastroju, a nie czymś za co się płaci; trudno zdobyć jego zaufanie, więc nie licz na zwierzenia; jeden błąd i jesteś na jego czarnej liście, a wiedz, że nie chcesz tam trafić; czasem jest arogancki czy chamski, ale taka już jego natura; zagorzały kawaler, ale może Tobie uda się go okiełznać?
POWIĄZANIA || ALBUM
_______________________________________________
Natt i ja witamy się ładnie i zapraszamy do wątków :)
Propozycje na jakieś powiązania? Walić śmiało :)
Jestem wyrozumiała i toleruję braki wen, jednak kilka logicznych i w miarę składnych zdań by się przydało. :D
Karta może jeszcze ulec zmianie.
Cytat w tytule posta to słowa Haydena Christensena w roli Anakina Skywalkera w filmie "Star Wars; Episode III - Revenge of the Sith"
Wizerunku użyczył - jak już można się domyślić - (Sterling) Hayden Christensen
Tak, jestem fanką SW, a zwłaszcza Nowej Trylogii i ogólnie uwielbiam Haydena, Natalie czy Evana, błagam nie zjedzcie mnie za to. :D
Ostatnia aktualizacja: 20.12.2013r.


[ja kocham starsze wersje z Harrisonem Fordem, ale ogólnie Star Wars rządzi:) no i podoba mi się pan Nathaniel *.* będę pewnie nudna, ale skoro moja postać w podobny sposób spędza wieczory, co i twoja, zapraszam do wątku:)]
OdpowiedzUsuńSatine
[1998? Chyba drobny błąd, ponieważ w takim wypadku byłby to piętnastoletni chłopiec :P I jeśli dobrze pamiętam, w regulaminie jest coś napisane o wyjustowaniu karty (zresztą wygląda to dużo bardziej elegancko :), dlatego mogłabyś to zrobić. Drobna rada.
OdpowiedzUsuńOczywiście witam na blogu i zachęcam do samodzielnego pisania do innych autorów. Nikt (chyba) tutaj nie gryzie :]
[Hayden to takie drewno aktorskie. ; D Ale SW, Natalie i Evana także lubię! To tak odnośnie dopisku, a merytorycznie to... skoro Nathaniel urodził się w 1998, to ma teraz 15 lat.]
OdpowiedzUsuń~ Verner
[dam Ci troszkę czasu:D jak dziś nie zdążysz, to nic, jako że sama niedługo schodzę:)]
OdpowiedzUsuńSatine
[Witam się serdecznie i powiem, że jak na razie postać jest dość intrygująca. ;)]
OdpowiedzUsuńCynthia.
[Ja sie tu zjawie po urlopie, bo niestety sądziłam ze nadrobie wątpi przed wylotem, ale nie dam rady.. Ale sie zgodze bo też prowadzę aktora, więc wyczuwam miły wątek! :) I witam na blogu! tylko kartę wyjustuj, proszę ;)]
OdpowiedzUsuńAidan/Ben
[ Cześć! :D Mamy już gotowe super powiązanie! Monday jest scenografką w teatrze, a Nathaniel aktorem. Współpracują, czy wręcz przeciwnie? :> ]
OdpowiedzUsuńMonday
[Słodki pan i dzień dobry!]
OdpowiedzUsuńBarbra
[Dzień dobry bardzo! Wydaje się być przyjemny, więc wątek proponuję.]
OdpowiedzUsuńMarcus lub Ann
[ Może wątek z Katyą? :D ]
OdpowiedzUsuń[Uważam, że o gustach można dyskutować, wręcz powinno się. Co prawda nie zawsze, bo na przykład kwestia tego, czy ktoś podoba się komuś wizualnie, jest baaardzo subiektywna. Ale już z aktorstwem jest inaczej. Można lubić Christensena na ekrania, ale to nie zmieni faktu, że jako aktor jest mierny. Z lepszymi przebłyskami, czasem mu coś wyjdzie, ale generalnie słaby. I to już abstrahując od nowej trylogii, bo tam nawet nieźli aktorzy grali piach. ; >
OdpowiedzUsuńW każdym razie życzę dobrej zabawy na blogu!]
~ Verner Rosenhall
[Wersja mi pasuje, mogli nawet czasami, w przerwie, zamienić kilka słów. Za zaczęcie byłabym niemiłosiernie wdzięczna.]
OdpowiedzUsuńAnn
[ Nie bardzo, ale dobrze kombinujesz. Czekam na jakieś propozycje :D ]
OdpowiedzUsuńKatya
[Hm... Wpadł mi takie jeden pomysł do głowy. Co powiesz na to by moja Barbra wracając wieczorem z pracy/sklepu/kina czegoś tam płakała i usiadłaby na jakiejś ławce i sobie popłakiwała z dziwnego pomysłu który tam sobie wymyślę i nagle kogoś by spotkała a tym kimś byłby właśnie twój Nathaniel?
OdpowiedzUsuńAlbo jakieś spotkanie w operze lub poszłaby sobie na jego uczelnie by załatwić coś albo się spotkać z jakąś koleżanką i by się zgubił i zaczepiła by właśnie tak przypadkowo Nathaniela? Takie moje pomysły. Co ty na to?]
Barbra
[ W takim razie czekam :> ]
OdpowiedzUsuńKatya
[No to sobie czekam ^.^]
OdpowiedzUsuń[no to wątek mi odpowiada:)
OdpowiedzUsuńproponuję:
1. mieli już ze sobą kontakt na imprezach i między nimi do niczego nie doszło, chociaż chęci ze strony Satine były
2. znają się i mają za sobą spędzoną wspólnie noc
co wybierasz?:)]
Satine
[haha, piękny tok myślenia!
OdpowiedzUsuńwiesz Ty co, możemy się zabrać za drugą opcję, bo chociaż Satine nigdy nie żałuje takich decyzji, nie miała jeszcze okazji spotkać się z jednonocną przygodą w innych warunkach. może być różnie, skoro mają ze sobą pracować:D a nie wiadomo, do czego ich to doprowadzi! fajnie, że będzie wątek, bo tu ucichło strasznie! kto zaczyna?]
Satine
[ojejku! marzy mi się taki wątek *.*
OdpowiedzUsuńfajnie, że tak się rozgadałaś:P mam uśmiech na twarzy, czytając twoją odpowiedź xD]
Że też na projekt zaliczeniowy musieli sobie wybrać spektakl. Wolałaby zagrać na skrzypcach egzaminatorom i nie czekając na wynik, wyjść z sali, żeby nie musieć się niepotrzebnie stresować. No ale nie, oczywiście, upatrzono sobie ją i inne osoby z jej wydziału do oprawy muzycznej. I to jeszcze musicalu, gdzie królować będą piosenki w wykonaniu ich i jeszcze sekcji teatralnej.
Z niezbyt pozytywnym nastawieniem zebrała się, wsiadła do metra i podjechała na pierwszą próbę. Żeby wszystkiego było mało, do teatru. Nawet nie była ciekawa, czy bilety się wyprzedadzą, coby zasilić konto uczelni. Oni z tego nic mieć nie będą, poza zaliczeniem. W sumie, nie zależało jej na dobrach majątkowych, ale piwo się samo nie kupi!
Dotarłszy na miejsce, jako jedna z pierwszych, zdjęła płaszcz, wyjęła skrzypce z futerału i zaczęła się przygotowywać. Kalafonią natarła smyczek, ułożyła instrument wygodnie pod brodą i zaczęła grać pierwszą lepszą melodię, jaka wpadła jej do głowy.
Po chwili zaczęło się robić coraz tłoczniej i już dostali komunikat, że rozdadzą scenariusze, role i nuty. Tak więc trzeba będzie ograniczyć imprezy, poradzić sobie z bezsennością i ogólnie zebrać się do kupy.
Nie miała siły.
Zaprzestała gry, rozmawiając co jakiś czas z kimś bardziej zainteresowanym spektaklem, niż ona. Udawała entuzjazm, a tak naprawdę marzyła o powrocie do swoich czterech ścian. Nadal trzymając w ręku skrzypce, rozglądała się po sali. Gdy jej wzrok zatrzymał się na ogromnej ścianie, całej zakrytej lustrami, dostrzegła kolejną znajomą postać.
O kurczę, Nathaniel. Nawet jego imię znała! Była w swoistym szoku. Nie spodziewała się go tu, chociaż przy ich jedynej rozmowie wyszedł temat studiów. Udawała, że go nie widzi. Ostatnio, gdy mogli porozmawiać, była pijana, otaczał ich wstawiony tłum i głośna muzyka. Pewnie nawet jej nie pozna.
[nie wiem, czy to logiczne:D]
Satine
Nigdy nie kochała, nawet nie miała prawdziwego chłopaka. Rozdziewiczył ją kumpel, po czym zniknął z jej życia. Nawet nie witał się z nią, gdy mijała go na korytarzu ogólniaka. To i każdy inny raz z chłopakiem, nauczyły ją jednego. Noc jest nasza, ale po nocy się znika. Jakby była tylko snem.
OdpowiedzUsuńNie czuła bólu, bo to nigdy nie złamało jej serca, nie nadszarpnęło poczucia godności, którego chyba zwyczajnie nie miała. Nikt jej nie powiedział, że jest wartościowa. Chyba była zbyt mdła, by ktoś chciał przy niej pozostać. Może to więc lepiej, że chociaż Nathaniel ją rozpoznał i przywitał się, zaraz się zmył. Obejrzała się kilka razy, poszukując go wśród tłumu studentów, chociaż nie wiedziała, dlaczego.
Podobał się jej fizycznie, to oczywista kwestia. Polubiła, na ile mogła, jego wnętrze, bo nawet jeśli wylądowali w łóżku nad ranem, rozmawiał z nią w normalny sposób, nie tak oczywisty jak kolesie, którzy chcą Cię przelecieć i zniknąć.
Ale ich drogi się rozeszły, a ona nie pozwalała sobie na myślenie o tym.
Po chwili poproszono wszystkich o zajęcie miejsc, gdyż miały się toczyć kwestie organizacyjne.
Wyczytywano nazwiska i przydzielano im role.
Nathaniel Evans - główna rola. Właściciel kasyna.
Alice Jakaśtam - żona głównego bohatera
Mike Cośtam - najlepszy przyjaciel, współpracownik
Satine Benson - tajemnicza skrzypaczka, która trafia do kasyna i staje się kochanką właściciela.
Niemal umarła na tym krześle, kręcąc z niedowierzaniem głową. Chyba gorzej być nie mogło. Ona nawet aktorką nie jest! Coś musiało się im pomylić. Gdyby nie szmery i dalsze przydzielanie ról, wręczanie scenariuszy i nut, już by się zaczęła kłócić o tę całą, niedorzeczną sytuację.
[trochę Szkoła Uczuć, wybacz xD wątek się kontynuuje, bo fajny xD]
Satine
Nie wiedziała co ma myśleć.
OdpowiedzUsuńTajemnicza to ona bywała, kiedy nie mówiła o swej przeszłości. Na skrzypcach grała, gdy tylko poczuła potrzebę, a to zdarzało się nieczęsto. Aktorką natomiast nigdy, przenigdy nie była i nawet nie miała ochoty. Mogła wyjść w każdym momencie, zaprzepaszczając swoją szansę na zdanie, prowadzenie w miarę normalnego życia i choć wszystko w niej krzyczało "wyjdź", postanowiła zostać.
Nie chciała spotkać na swej drodze Evansa, dla którego najpewniej była tylko kolejnym udanym podbojem.Dobrze się im gadało, spędzili przyjemną, pełną uniesień noc i rozstali się, zanim odwiedził ich poranek.
Dlaczego więc teraz, kiedy nie miała najmniejszej siły na granie, coś takiego przytrafiło się właśnie jej? Musiała udawać, że jej to odpowiada, bo inaczej zjedzą ją zazdrosne aktoreczki, patrzące lubieżnie na Nathaniela.
Kiedyś do nich należała, zapewne. Dziś natomiast, ukryła twarz w dłoniach, prosząc los, by był na tyle łaskawy, coby przydzielić ją do sekcji muzycznej i na tym zaprzestać.
Benson i Evans w parze, dobre sobie!
Siedziała chwilę nieruchomo, twarz chowając w dłoniach, gdy usłyszała jego głos. Dlaczego serce biło jej tak mocno?
Odwróciła się, posyłając mu swój słodki uśmiech.
- Hej. Rzeczywiście, ostatnio nam do siebie nie po drodze. - odparła, zakładając włosy za ucho. Przyglądała się jego twarzy, która nie wyrażała nic.
Satine
[jest supcio, mnie się podoba!:)]
Byłabym zainteresowana przejęciem wolnej postaci :)
OdpowiedzUsuńO to mój e-mail: colorful.apple25@gmail.com
Czekam cierpliwie na wiadomość.
Pozdrawiam!
Rzeczywiście, szukała w jego twarzy odpowiedzi na zadawane samej sobie pytanie. Jak się czuł, spotykając tu swój pewnonocny podbój? Bo jeśli tak jak ona, czując sporą dawkę zakłopotania, to nie zazdrościła mu. Zwłaszcza, że nieraz się z nią naprawdę ciężko rozmawiało. Była radosna, wesoła i zabawna na przemian, ale czasami nudziło ją to sprawianie pozorów i w pewnym momencie pękała.
OdpowiedzUsuńJego uśmiech był lekko dezorientujący, bo nie znając go, mogła jedynie przypuszczać, że albo naprawdę nie ma w posiadaniu uczuć, albo kryje się za maską. Ona ubierała ją co dnia, ale nie była znawcą w odczytywaniu ludzi. Jego zachowanie natomiast, kompletnie ją zmieszało.
Przez chwilę nie miała panowania nad swoim ciałem. Podniesiona i ułożona na kolanach chłopaka, zastanawiała się przez chwilę, o co chodzi. Czuła się bezbronna, nieco przestraszona. Ukryła to wszystko, rzecz jasna, w śmiechu, który radosnym tonem wydostał się z jej gardła. Pokręciła lekko głową.
- Czułam, że się jeszcze spotkamy. - powiedziała cicho, siadając okrakiem, przodem do niego. Ludzie patrzyli, na pewno, ale jakie to miało znaczenie w chwili, gdy podjęła rzucone przez niego wyzwanie. - Co u mnie, Nathanielu? Zostałam aktorką i oto właśnie stoi przed Tobą życiowa okazja, aby przyjrzeć się wschodzącej gwieździe. - dodała, poprawiając kołnierzyk u jego koszuli. Przelotnie spojrzała na jego wargi, przygryzając własną i uśmiechnęła się, wpatrując się w jego oczy. - A Ty? Jak Ci się wiedzie? - zapytała jeszcze, wracając do swojej wcześniejszej pozycji. Jeszcze ją wyrzucą za niestosowne zachowanie!
Satine
Zaśmiała się w głos, kręcąc głową. Ile w tym śmiechu było pustego brzmienia, to już tylko jej sprawa. Ona i wielkie rzeczy? Cudem będzie, jak uda się jej dożyć czterdziestki.
OdpowiedzUsuńWpatrywała się intensywnie w jego oczy, nadal nie poddając się w próbie odszukania jego intencji. Bo to, czego teraz była świadkiem, czy raczej uczestnikiem, mocno ją rozpraszało i mieszało. Nie było to na pewno zwiastunem niczego dobrego. Czyżby się popisywał przed resztą uczestników tego fantastycznego przedsięwzięcia? Ech.
- Wiążę włosy tylko wtedy, gdy mi przeszkadzają. - powiedziała, wzruszając ramionami i już po chwili śmiała się ponownie. Na jej głowie powstawał warkocz, a ona była szczerze zaskoczona tym faktem. Czyżby nosił gumki wszelkiego pokroju, na wypadek różnych akcji? Chyba nie powinno jej dziwić przygotowanie Nathaniela.
- Dzięki. - rzuciła krótko, powstrzymana przed zmianą pozycji. To się skończy źle, a ona nawet nie potrafi przewidzieć jak. Zgubi ją, jeśli mu zaraz nie powie, żeby dał sobie na wstrzymanie. Znowu go zapragnie, a od drugiego zbliżenia już tylko krok do stracenia głowy. A tego raczej nie ogarnie. - Więc mówisz, że kolejna mnie pokonała? Dodatkowo też ruda, z zielonymi oczami... Ech, myślałam Nathanielu, że masz nieco bardziej zróżnicowany gust. - odparła na jego ostatnie słowa. Naprawdę, nie mógł mówić o niej. Była w jego świecie tylko chwilę i mieszać nie miała zamiaru, a on sam przecież jej nie zatrzymywał. Oczywiście Satine wiedziała, że żartuje w tym momencie, ale poczuła dziwne łaskotanie w podbrzuszu, a zaraz po tym delikatny ucisk. Zewnętrzną stroną dłoni pogłaskała jego policzek, nie przerywając kontaktu wzrokowego. I nadal brała udział w jego grze, a nie tak miało być.
Satine
[nie no, fajowsko się zrobiło, warkoczyk mnie rozwalił xD]