To siebie nigdy nie spotkałam, siebie której twarz wykleja wnętrze mojego umysłu.



Satine Benson.
Dwadzieścia dwa lata, studentka London College of Music, kelnerka w jednej z londyńskich kawiarni. Gitara w szafie, skrzypce pod łóżkiem.


Na świat przyszła 22 lata temu w Dover. Po matce odziedziczyła rude włosy, zielone oczy i marzenia, których kobieta sama nie była w stanie spełnić. Podobno ojciec podarował jej uroczy uśmiech, ale nazwiska dać nie chciał. 
W Londynie mieszka od prawie czterech lat, w tym trzy spędzone na stancji u bardzo przyzwoitej staruszki i kilka miesięcy w szpitalu psychiatrycznym. Dwie próby samobójcze za sobą 

wykolejona
wytrącona
wypaczona
wolna forma

Niechęć do życia, niechęć do umierania.
Jej ucieczką są przelotne romanse, niewiele znaczące znajomości, głośna muzyka i kilka głębszych. Jedyna, prawdziwa miłość jakiej doświadczyła, to miłość do muzyki.





Proszę nie tnijcie mnie na kawałki, żeby dowiedzieć się, jak umarłam

Powiem wam, jak umarłam

Sto Lofepramin, czterdzieści pięć Zopiclonów, dwadzieścia pięć Temazepamów i dwadzieścia Mellerili.

Wszystko, co miałam
Połknięte
__________________________
na zdjęciach nadal Nadia Esra;
aktualizacja 16.12.2013r.
tytuł i cytaty: Sarah Kane "4:48 Psychosis"

78 komentarzy:

  1. [czeeeść! rude jest fajne, a zdjęcie genialne! :) James też się chciał kiedyś zabić, jakkolwiek głupio to brzmi - może to ich jakoś połączyć :D]

    J.H.

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć. Satine i Gabryś mają trochę wspólnego, z tego co widzę.
    A, no i na zdjęciu jest Nadia Esra.]

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  3. [o tak :D bar byłby super opcją :D! a może zrobimy jakąś rozmowę "po spotkaniu z psychologiem"? James mógłby wcześniej opowiadac o tym, że udało mu sie wyjść z wszystkich problemów i wszystkie inne duperele.. a potem mogliby skoczyć gdzieś na kawe. Zakładam że się znają z wcześniejszych sesji, tylko potem długo sie nie widzieli czy coś :D]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Oj tam, żaden wstyd. Ja akurat szaleję za obydwiema rudościami i zwyczajnie rozpoznaję te twarze, więc pozwoliłam sobie zaalarmować pomyłkę.
    Co do wątku... ja jestem jak najbardziej na tak! Nasze postacie mogłyby się znać ze szpitala i od tamtego czasu trzymałyby z sobą jakiśtam kontakt. Tylko niemały kłopot sprawia mi rozpoczynanie zawsze i staram się zrzucać to na innych. Więęęc... ostateczna decyzja należy do Ciebie ♥]

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witam, witam :) Wątek bardzo chętnie, nawet taki powodujący głęboką depresję - przecież nie można ciągle o kwiatkach i wesołych motylkach. No i dziękuję za komplement :)]

    India

    OdpowiedzUsuń
  6. Miał spędzić ten wieczór w łóżku, przy czym jego największym zmartwieniem miał być pusty kubek po herbacie i niemożność ruszenia się z miejsca po to, by zaparzyć kolejną porcję. Ale nie... dziś dał się namówić na wyjście do klubu, więc cały dotychczasowy plan legł u podstaw.
    Nie bawił się dobrze. Przez cały czas miał ochotę uciec, zapaść się w siebie, zniknąć, cokolwiek, byle nie uczestniczyć w tym cyrku, który organizowali jego znajomi.
    Otóż przyszło mu tkwić w towarzystwie trzech młodych mężczyzn (z których pamiętał imię ledwie jednego z nich), dwóch jako para i jeden, jako prowodyr całego zamieszania - niejaki Jack - którego Gabriel miał właśnie okazję widzieć drugi raz w swoim życiu. Musiał znosić jego dłoń na swoim udzie i irytujący głos, kiedy starał się przekrzyczeć głośną muzykę i przekazać coś pozostałym chłopakom, siedzącym nieopodal. Gabriel czuł, że tutaj zwyczajnie nie pasuje. Przez to jeszcze bardziej narastało w nim to przeklęte poczucie beznadziei. Dosłownie czuł się, jakby został przeżuty i wypluty, a do tego jeszcze podeptany. I może przez większość ludzi był postrzegany, jako lokalny smutas, ale to wcale nie znaczyło, że pielęgnował swoją depresję i pławił się w swoim wielkim dole. Wprost przeciwnie. Nienawidził tego stanu i gdyby tylko mógł, wyrzekłby się go, by choć przez jeden dzień w roku móc poczuć się tak, jak każdy normalny, cieszący się życiem człowiek.
    W pewnym momencie zebrał się w sobie, przeprosił Jacka, wyplątując się przy tym z jego objęć i wymknął się do wyjścia, po drodze naciągając na siebie swój płaszcz. Pomimo kilku wypitych drinków czuł się całkowicie trzeźwo, więc szedł prosto i szybko, chcąc dotrzeć do domu jak najprędzej. Ale i tu musiał mieć pecha, bo na swojej drodze spotkał szarpiącą się parę... jak się za moment okazało: Satine i jakiegoś faceta. Nie czekał wcale na rozwój wydarzeń, tylko rzucił się od razu na nieznajomego, by odciągnąć go od dziewczyny i kolejno pchnąć mocno w przeciwnym kierunku, klnąc pod nosem, by wracał tam, skąd przyszedł.
    - Wszystko w porządku? - zapytał, obejmując rudowłosą.

    OdpowiedzUsuń
  7. [Kot mojego Sebusia zwie się Satine. Ale to nieważne.
    Coraz więcej tu postaci jak mój Sebastian (czyli takie, jakie lubię), co mi się podoba. Tak, to pochwała.]

    Sebastian.

    OdpowiedzUsuń
  8. Od kiedy pamiętała, czas przelatywał Indii przez palce niczym piasek - szybko i ledwie zauważalnie. Szczególnie, kiedy miała jakieś zajęcie, a studia medyczne zapewniały jej... wieczną rozrywkę. To poszukiwanie sali z ćwiczeniami, to wizyta w prosektorium, kucie do nocy a na dodatek sesje, dzięki którym była się w stanie utrzymać.
    Trudno jej było znaleźć chwilę tylko dla siebie, wolną od ludzi i zajęć, absorbujących dziewczynę każdego dnia. India postanowiła więc udać się do miejscowej biblioteki, gdzie, przynajmniej z założenia, powinno być cicho i spokojnie.
    Adams nie pomyliła się bardzo. Opustoszała i jak zwykle przesycona zapachem starych ksiąg biblioteka była niczym balsam na jej zszargane nerwy. Jedynym, co nie pasowało Indii do wizji była cichutka muzyka dobiegająca z górnych pięter. Zazwyczaj w bibliotece panowała niezłomna cisza.
    Zaciekawiona, wspięła się po wyłożonych czerwoną, zakurzoną wykładziną schodach i wyruszyła na poszukiwania źródła dźwięku w regałowym labiryncie.
    Ujrzała drobną rudowłosą dziewczynę z gitarą i nagle wszystko ułożyło się w logiczną układankę, jak to zwykle bywało. To ona grała, zresztą niezwykle pięknie. Nie chcąc przeszkadzać, India wpasowała się w jedną z wnęk i słuchała dalej z założonymi na piersi rękoma i przymkniętymi powiekami.

    [ Krótko, na razie :)]

    India

    OdpowiedzUsuń
  9. [Cześć. Piękna ta pani *,* No i ruda, kocham rude włosy!]

    Anja

    OdpowiedzUsuń
  10. [Też jestem ruda, choć farbowana, ale ruda! :)
    Wątek, wąteczek bardzo chętnie, gorzej z pomysłami nań. Hmm... W sumie, może i Anja woli samotność, zapewne ma kilku znajomych, z którymi czasami gdzieś wyjdzie, porozmawia, pomoże. Może Satine będzie jedną z nich? Anja może ją na różne sposoby wspierać, a ona będzie starała się pannę Alexandrei nakłaniać do częstszego wychodzenia do ludzi, co ty na to?
    No i kocham się za Biffy Clyro <3]

    Anja

    OdpowiedzUsuń
  11. [Bmth.
    Jesteś pierwszą osobą którą spotykam która słucha takich różnych gatunków muzyki, co mnie cieszy c: Wątek jak najbardziej, nawet zacznę, i może nawet za chwilę, tylko pozwól mi ogarnąć chaos pod kartą.]

    Sebastian.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cholerny kot.
    Nie dość że po nocach planował jak mnie zabić i żył ze mną tylko dlatego, że miałem żarcie, to jeszcze uciekał przynajmniej pięć razy w tygodniu. „Jeszcze go zatłukę, zastrzelę jak psa – co powinno urazić jego kocią dumę – i wrzucę do garnka, aby stać się stuprocentowym satanistą i podtwierdzić głupią gadaninę sąsiadów którzy kochają wpychać nos w cudze sprawy. Co z tego że będą mnie mieć za jeszcze większego psychola.”
    Cholerny kot.
    Tak naprawdę kochałem go, ogromnie go kochałem, w przeciwnym wypadku nie latałbym po parku niedaleko swojego domu – a także wiecznie otwartego okna mojej sypialni, nawet w zimie – jak kretyn i nie sprawdzałbym gałęzi wszystkich drzew w poszukiwaniu tego skubańca. Dodatkowo wołając jego imię, jakby był psem.
    Wiedziałem że byłem idiotą – nie tylko biegnąc jak opętany przez park w krótkim rękawku, z przedramionami pięknie wystawionymi do świata, co nie było rekomendowane w moim przypadku, ale także mając jedynie nadzieję że zwierzę wróciłoby do mnie – i wiedziałem że ludzie się na mnie patrzyli, ale to nie było ważne. Ważny był mój cholerny kot, który oczywiście musiał być czarny, żeby mnie jeszcze bardziej zmylić i kamuflować się między tymi cholernymi liściami na cholernych gałęziach cholernych drzew. I tego całego cholerstwa które żyło na zewnątrz, na świecie. Pewnie dla innych ludzi moja więź z nim byłaby dziwna, ale tak naprawdę był jedynym organizmem żyjącym który codziennie okazywał mi chociaż trochę czułości, oczywiście wbijając mi pazury w skórę.
    Dopiero po paru minutach dotarło do mnie, że to w ogóle nie miało sensu. To beznadziejnie głupie zwierzę mogło być gdziekolwiek, a ja szukałem igły w stogu siana; zrezygnowany, przystałem i rozejrzałem się dookoła wzdychając, wściekły wobec kota, wobec siebie, wobec całego świata. Czując jak powoli nerwy mi puszczały, przesunąłem dłonie po twarzy i oparłem się tyłem o drzewo, sekunda po sekundzie zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo było mi zimno. Przeczekałem jeszcze chwilę, jakby czekając na cud, i właśnie miałem zamiar iść, gdy coś czarnego mrygnęło mi przed oczami.
    Nie miałem wątpliwości, to była Satine. Mój cholerny kot biegnący w stronę jakiejś dziewczyny, która akurat tamtędy przechodziła. Wiedziałem że nie miałem szans na to, aby go złapać, ale mimo wszystko krzyknąłem imię istotki, jakby to miało coś dać.

    Sebastian.

    OdpowiedzUsuń
  13. Odprowadził wzrokiem tego nieprzyjemnego pana i dopiero, gdy ten zniknął mu z pola widzenia, przeniósł spojrzenie na Satine, by zaraz odpowiedzieć na jej pytanie.
    - Ta, ale tylko na pół etatu – odparł, uśmiechając się przy tym słabo, machinalnie. Doskonale wiedział, że ta jest roztrzęsiona i stara się jakoś to zamaskować, ale nie miał zamiaru jej o tym mówić i niepotrzebnie niepokoić. Pogładził jej ramię lekko i troskliwie, w chwili gdy się od niego odsuwała. W tym samum momencie dotarła do niego dość nieprzyjemna myśl, a mianowicie taka, że jest całkowicie zobojętniały na otaczający go świat. Nie czuł nawet ani odrobiny adrenaliny, kiedy rzucał się na ratunek Satine i zaczął się zastanawiać, czy gdyby porządnie oberwał od tego natręta, to czy nie poczułby nawet fizycznego bólu… ale rozmyślania przerwał delikatny głos dziewczyny. Gabriel otrząsnął się więc wewnętrznie i spojrzał w zielone oczy znajomej już całkiem trzeźwo.
    - Przestań, musiałabyś mieć dwa metry wzrostu, zarost i na imię Jack, żebym mógł mieć ciebie dość – rzucił, przewracając oczami w zabawny sposób. – Frytek nie odmówię, chociaż o tej porze raczej już nie jem – dodał po chwili, żeby nie ciągnąć tamtego niepotrzebnie. Wtedy też skinął głową na uliczkę, prowadzącą do dobrze znanego fastfooda i ruszył w tę stronę, w międzyczasie wyciągając z kieszeni płaszcza paczkę papierosów.

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  14. Kiedy nagle wokół zrobił się wielki raban, a on sam znalazł się – nie wiedzieć czemu – w samym jego centrum, Sea zatrzymał rękę uzbrojoną w wysokopółkowego czekoladowego Mikołaja w połowie drogi do koszyka. Generalnie nie lubił, kiedy ktokolwiek zwracał na niego uwagę bez wcześniejszego pisemnego wniosku, na którego rozpatrzenie Heffernan miałby czternaście dni roboczych. Nie że kompleks niższości, nie że fobia społeczna, po prostu zawsze cenił sobie obojętność, którą obdarzano wszystkich przeciętnych obywateli. Ale możesz być nawet najbardziej ogarniętym inwalidą, możesz prowadzić całkowicie normalny tryb życia i możesz nawet chodzić na rękach po suficie, nieważne, i tak znajdzie się jakiś obywatel X, który rzuci ci to spojrzenie, jakbyś nie potrafił utrzymać w ręce szklanki z wodą i wymagał wiecznej uwagi ze strony całego świata. I chociaż Sean z założenia lubił sobie w tej kwestii poprzesadzać i popodciągać do rzeczonej kategorii zjawiska pasujące do niej jak pięść do nosa, to odniósł dziwne wrażenie, że właśnie w tym momencie zewsząd dźgały go dokładnie te spojrzenia, których nie lubił najbardziej.
    Ale nie zwracał na to szczególnej uwagi, bo był zdecydowanie bardziej zainteresowany prowodyrką całego zamieszania, która nie dość, że zrobiła bajzel i zrzuciła to dokonanie na niego, to jeszcze spowodowała osiągnięcie maksymalnych rejestrów przez wskaźnik Seanowego nastroju. Nie żeby wcześniej pełzał w otchłaniach największej depresji, a teraz nagle – obdarzony błogosławieństwem wszystkich twórców i mistrzów sztuki przetwórstwa żywności – zaczął lewitować metr nad lamperią i rozrzucać dookoła siebie lizaki w kształcie jednorożców galopujących po tęczy. Po prostu poczuł, że to właśnie ten moment definiuje pojęcie rozwalenia, więc mógł dopisać kolejny punkt do listy wyrażeń, których używały jego siostrzenice i które rozumiał.
    I oto właśnie ta ruda młoda dziewoja go rozwaliła.
    W końcu wrzucił wspomnianego już Mikołaja ze szwajcarskiej czekolady do koszyka i powoli uniósł ręce w geście poddania, jednocześnie próbując nie zdradzać, że zaczął już wewnętrznie obumierać od nadmiernych prób powstrzymania niepowstrzymanego ataku rechotu. A raczej rechotliwego dudnienia, bo jak wszyscy wiemy, Sean wcale nie był człowiekiem, tylko studnią.
    - Dobrze? To ja? Ogłaszam zakończenie zgromadzenia…? – zaczął nieśmiało, spoglądając najbardziej niewinnym wzrokiem, na jaki tylko było go stać, żeby tylko w ciągu pierwszych kilku sekund spełnić wymagania tłumu obserwatorów i spowodować, że ten gwałtownie zmniejszy swoją ilościową pojemność. Czymże jest strata wizerunkowa w oczach niewielkiego groma przypadkowych klientów supermarketu, kiedy w zamian otrzymać można święty spokój. I możliwość zrealizowania tego planu, który narodził się sekundę temu i wymagał spełniania w ciągu najbliższej sekundy, żeby Sean nie miał okazji eksplodować z nadmiaru emocji. – Ty, dziewczę… Jesteś najcudowniejszą istotą na świecie! Gdybym nie miał narzeczonego, właśnie bym ci się oświadczał! – Próbował nie dudnić aż tak, jak mógłby dudnić, gdyby wykorzystał cały swój głosowy potencjał. Jednocześnie objął dziewczę za szyję i przytulił, jakby słowne wyznania nie było dostatecznym wyrazem nagłej sympatii. Po chwili uwolnił ją z objęć i jedynie patrzył wzrokiem człowieka, który został rozwalony.
    Doszczętnie w dodatku!

    [Ciekawostka krajoznawcza, proszę szanownej wycieczki - jeśli umawiasz się z Jamesową na jakieś bliższe znajomości, możesz (a nawet powinnaś!) wykorzystać pewien znamienny szczegół w swojej odpowiedzi :>]

    OdpowiedzUsuń
  15. Z niezadowoleniem patrzyłem jak nieznajoma brała na ręce mojego kota, który oczywiście musiał łasić się do każdego kto popadnie, tylko nie do właściciela. Może w dodatku to była jedna z tych świrusek-kocich-mam, jak ta, którą spotkałem ostatnio, i wręcz żądałaby okupu za moją własność, którą było to zwierzę.
    Westchnąłem ciężko, zbliżając się do niej już nieco wolniejszym krokiem, i przewidując najgorsze. A ja chciałem jak najprędzej wrócić do domu, zaszyć się ponownie w swoich czterech ścianach i czekać na zupełne zgnicie; poza tym, czułem jak powoli moja skóra zamieniała się w gęsią skórkę, chociaż to raczej obchodziło mnie najmniej.
    Nagle mój umysł przekręcił zupełnie tą sytuację i zamienił ją na pozytywną. Może dziewczyna zaczęłaby uciekać z moim kotem – chcąc żyć z nim długo i szczęśliwie lub aby wrzucić go do garnka, jak przed chwilą chciałem zrobić ja, wolny wybór – a gdy zacząłbym ją gonić trafiłbym na grupkę gwałcicieli, którzy związaliby mnie i porzucili w jakimś miejscu niedostrzegalnym dla ludzkości. Właśnie tam zamarzłbym na kość i wreszcie dopiąłbym swego. Plan idealny. Szkoda tylko że los nigdy nie ma planów idealnych. Potrafi tylko wszystko niszczyć i pieprzyć; zupełnie tak jak ja.
    Kiedy zbliżyłem się jeszcze bardziej, zobaczyłem gniewny wyraz twarzy kobiety oraz usłyszałem jej słowa, moje domysły że była jakąś świruską stały się wręcz faktami. Ale hej, swój swojego zawsze znajdzie, prawda? Przecież nie różniłem się od niej tak bardzo pod tym względem. Wróć – prawdopodobnie byłem jeszcze cięższym przypadkiem.
    Zagubiony, wyciągnąłem dłonie w stronę swojego kota, chcąc go jak najprędzej odebrać od nieznajomej; nie lubiłem gdy moje rzeczy znajdowały się u kogoś innego, a już na pewno nie istotka która jako jedyna okazywała mi jakąkolwiek formę przywiązania się.
    - Nie znam – odparłem sucho, mierząc ją wzrokiem jakby za chwilę miała wyciągnąć skądś spluwę i skończyć ze mną. To także nie był zły pomysł, wręcz przeciwnie.
    Czarny kot, ciągle w jej ramionach, zaczął niecierpliwie wiercić się na mój widok, jakby za mną tęsknił; pewnie znów zgłodniał i wiedział że tylko ja miałem to najlepsiejsze jedzenie, jego ulubione. Trzeba było nie uciekać, cholera. Mimowolnie, na mojej twarzy pojawił się mały uśmiech.
    - No chodź, Satine – szepnąłem cicho do zwierzęcia, tym samym wyglądając na większego psychopatę niż dziewczyna, która słyszała głosy.

    Sebastian.

    OdpowiedzUsuń
  16. Wciśnięta w swój mały kącik, próbując oddychać jak najciszej tylko się dało, India słuchała, starając się nie zagłuszać sobie samej tego jakże pięknego, kameralnego koncertu. Dość już miała piosenek ze słowami, co uświadomiła sobie dokładnie w tamtym momencie, pomiędzy zakurzonymi regałami, niczym podglądacz, którym zresztą była. Słowa stały się przereklamowane, tak samo jak wszystko inne. Chłopcy, głupie obietnice, które i tak prędzej czy później zostaną złamane, nadzieja i ta durna wiara w cokolwiek.
    Nie zauważyła nawet, jak łzy zaczęły spływać jej po piegowatych policzkach. Była zła, wściekła wręcz, smutna i jakaś taka dziwnie lekka. Ale nie pusta. Wszystko, co w niej siedziało jakby wraz z upływem słonych kropel traciło na wadze, stawało się mniej istotne.
    I wtedy ten cholerny, cholerny krok, który ją wydał. India miała do takich rzeczy talent wrodzony. Starła więc łzy wierzchem dłoni i odetchnęła głęboko.
    - Ja - powiedziała cicho, stając w kręgu światła, rzucanego przez stojącą nieopodal lampę z naderwanym kloszem. - Przepraszam, że podsłuchiwałam - dodała po chwili, uświadamiając sobie, że tak wypadało. Wypadało, ale Indii wcale nie było z tego powodu przykro. Wręcz przeciwnie, pierwszy raz w życiu naprawdę cieszyła się ze swojej wścibskiej natury.

    India

    OdpowiedzUsuń
  17. [Dziękuję bardzo za powitanie, a pomysł jak najbardziej mi odpowiada :)]


    Christian

    OdpowiedzUsuń
  18. [Miło mi, dziękuję c:]

    Dziewczyna nadal zachowywała się dość dziwnie. Powtarzała moje własne słowa i patrzyła na mnie tak, jakbym pochodził z innej planety. Okej, może i byłem... inny niż reszta, ale chyba aż tak daleko to nie zaszło... Prawda? Nie, to ona musiała mieć coś z głową. Albo ponownie moja była wadliwa i wyobrażałem sobie dziwne rzeczy; przecież gdyby ona była taka sama jak ja, pewnie bym to wyczuł, tak? Zawsze myślałem że to było coś na podobieństwo gay radaru, o którym mówiło wiele naukowców; swój swojego pozna. A teraz byłem kompletnie zagubiony i nie wiedziałem czy przedawkowałem i dziewczyna za chwilę zamieniłaby się w rudowłosą ośmiornicę chcącą zacisnąć mnie w swoich obleśnych mackach, czy po prostu zawsze była taka... roztrzepana.
    Dopiero gdy padło to z pozoru niedorzeczne pytanie zrozumiałem o co w tym wszystkim chodziło. Mimo tego, nagły i gwałtowny wybuch śmiechu istoty, która wydawała się nosić to samo imię co mój ukochany kot – który teraz już wbijał pazurki w moją skórę – wydał mi się niedorzeczny, jednak to chyba normalne że istota wiecznie smutna nie rozumie tej, która widzi pozytywy we wszystkim.
    Zrobiłem krok w tył, głaszcząc Satine – kota, nie zrozumcie mnie źle, kota. Praktycznie mogłem już sobie iść, uciec ile sił w nogach od tego dziwnego organizmu żyjącego (tak naprawdę źle się czułem oceniając ją w ten sposób, bo mój przypadek był o wiele cięższy, ale cóż mogę poradzić jeśli u mnie liczy się pierwsze wrażenie), bo dostałem to czego potrzebowałem, jednak coś mnie jeszcze tam utrzymywało. Coś dziwnego, jak ta cała sytuacja zbudowana na nieporozumieniu.
    - Jak można człowieka nazwać Satine... - mruknąłem pod nosem, podczas gdy kolejny napad śmiechu dziewczyny zagłuszał moje słowa.

    Sebastian.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie panowałem nad tym, co działo się w moim umyśle. Dwie, zupełnie skrajnie różne osobowości przepychały się w nim i walczyły o dominację, a najbardziej cierpiałem z tego ja, bo rana każdej z nich odbijała się na mnie. To była wina tej dziewczyny. Tej nieznajomej noszącej takie samo imię, jak mój cholerny kot, który wpędził mnie w tą całą cholerną sytuację, przez którą teraz czułem się jakbym miał upaść na ziemię z przemęczenia i z zimna, i nigdy się nie obudzić – jednym zdaniem, wróciłem do rzeczywistości, a to było jedno a najgorszych możliwych uczuć, jeśli było się kimś takim jak ja.
    Jej przeskakiwanie humoru powodowało tą mieszaninę myśli u mnie na jej temat. Bo w pierwszym momencie wydała mi się psychopatą, a w drugim zauważyłem że była całkiem taka sama, jak ja. Pierw się śmiała, następnie była śmiertelnie poważna. I może na mojej twarzy nigdy nie gościł uśmiech, a z mojego gardła nigdy nie wydobywał się jakikolwiek dźwięk przynajmniej podobny do śmiechu, ale rozumiałem co się czuło w takim momencie. Kiedy coś lub ktoś praktycznie zmuszał twój umysł do zmiany osobowości.
    Zwróciła uwagę na to, że miałem na sobie jedynie t-shirt, i dopiero wtedy to mnie zmartwiło; ale nie przez zimną pogodę, tylko przez ślady na całych moich ramionach. Nie można było ich przeoczyć, było ich zdecydowanie zbyt wiele – pokrywały moją skórę, rozdzierały ją, tworzyły w niej wzory które wyszły spod palców masochisty. I nagle zachciałem zniknąć, bo jeśli było coś, czego nienawidziłem bardziej od rodzaju ludzkiego, tym czymś było okazywanie mojej słabości – a one właśnie tym były.
    Ponowny przeskok mojego zachowania nie pozwolił na wyrwanie swojej dłoni, kiedy nieznajoma po nią siegnęła. Zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo musiało mi być zimno po temperaturze jej skóry, jednak nadal nie mogłem tego odczuć. Byłem przecież martwy.
    Gdy wysunęła w moją stronę swój szal, przez chwilę po prostu patrzyłem na nią, nie potrafiąc w żaden sposób reagować, nie rozumiejąc czym był ten gest, czym była pomoc, której tak dawno nikt mi nie oferował. Nikt nie wiedział że naprawdę jej potrzebowałem, że w pojedynkę nie dałbym rady, nigdy. Ale po paru sekundach poruszyłem głową w geście dezaprobaty. Nawet jeśli chciałem, tak bardzo, nie mogłem.
    - Wtedy Tobie byłoby zimno – stwierdziłem cicho, jakby to nie była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Mimo wszystko, czułem że nie mogłem jej tak zostawić. Z jej zachowania widziałem że poczuła się urażona: ja także potrafiłem wyczuć, kiedy ludzie źle mnie oceniali, a to zdarzało się cały czas. Zdecydowałem się więc po raz pierwszy od dłuższego czasu zachować jak normalny człowiek, których tak bardzo nienawidziłem.
    - Chcesz iść... na kawę, gorącą czekoladę, herbatę, cokolwiek? - zapytałem, tym samym niewinnym i zagubionym tonem, co zawsze.

    Sebastian.

    OdpowiedzUsuń
  20. [Jest śliczna i smutna. Lubię śliczne i smutne. On może pić kawę tam gdzie pracuje albo kiedyś przechodzić pod jej oknem, kiedy będzie akurat grała na skrzypcach. W tym wypadku, mogłaby go zobaczyć i coś by się dalej wymyśliło.]/Damien

    OdpowiedzUsuń
  21. India zaśmiała się perliście i odrobinę za głośno, zważając na fakt, że cały czas znajdowały się w bibliotece. Zabawne, jak wiele skromności potrafi kryć się gdzieś we wnętrzu utalentowanych osób, artystów, jak to się zwykło mawiać, podczas gdy ci całkowicie pozbawienie jakiegokolwiek talentu, mieli w sobie tyle pychy.
    - Wręcz przeciwnie - odparła krótko, znów osuszając twarz grzbietem dłoni, wrazie gdyby znajdowały się na niej jeszcze ślady łez.
    - Jestem India Adams - powiedziała, wyciągając piegowatą dłoń w stronę dziewczyny. - Zawodowa podsłuchiwaczka biblioteczna. Moja profesja nie jest zbyt znana, więc mogłaś jeszcze nie słyszeć o żadnym z nas.
    Starała się obrócić wszystko w żart, tak jak On zawsze to robił. Skrzywiła się na dawne wspomnienie.

    INDIA

    OdpowiedzUsuń
  22. [Przepraszam za zwłokę.]
    Nie mógłby przejść obojętnie wobec tej szarpaniny. Lubił tę dziewczynę, czuł się przez nią choć w minimalnym stopniu rozumiany, więc już samo to sprawiało, że nie była Gabrielowi obojętna. W szpitalu psychiatrycznym wypalili razem wystarczająco dużo fajek, kryjąc się po kątach przed oczami personelu, by nawiązać między sobą jakąś nić porozumienia.
    - Z wyglądu, to może i robi za ideał, ale uwierz mi, że jest strasznie męczący – wyjaśnił pokrótce, na samą myśl aż wzdrygając się lekko. – Lepił się do mnie cały wieczór i okej, jeszcze byłbym w stanie to zdzierżyć, gdyby nie kłapał dziobem z taką częstotliwością, jak to ma w zwyczaju… koszmar – dodał jeszcze, żeby ułatwić dziewczynie wyobrażenie sobie sytuacji, w jakiej przyszło mu się znaleźć. – Mogłem się nie ruszać z domu – podsumował.
    Wydobył z paczki papierosa dla siebie i od razu wetknął go sobie między wargi, a resztę podał idącej obok Satine.
    - A ty jak tam się trzymasz? – zapytał, podając dziewczynie zapalniczkę, po tym jak odpalił swojego papierosa.

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  23. [Och, dziękuję. Pierwszy raz dostałam tak miły komentarz. XD Co do wątku to masz jakiś pomysł?]

    Nicolet

    OdpowiedzUsuń
  24. [Nic nie przeżywa, bo jest za gruby i za stary by chcieć go zjeść, więc woli wybrać ciepły parapert niż polowanie :D]

    Vera

    OdpowiedzUsuń
  25. W jakiś dziwny sposób, potrafiłem wyczuwać emocje innych osób, a przynajmniej tych które czułem do siebie podobne – czyli, statystycznie rzecz biorąc, bardzo mało. Nie mówiłem że mi się to podobało, bo najczęściej miałem już dużo własnych problemów i poplątanych, zaszyfrowanych emocji których nie potrafiłem odczytać, aby martwić się kimś innym. Ale w tym momencie wyczuwałem zagubienie Satine i to pozwoliło mi pomyśleć po raz kolejny, że może coś nas łączyło w sferze psychologicznej. Bo ja też nie miałem pojęcia co się działo, co robiłem, co mówiłem i dlaczego, dlaczego do cholery zapraszałem ją na herbatę, kawę, ciastko czy cokolwiek, dlaczego jeszcze nie uciekłem do domu z moim pieprzonym kotem i nie zamknąłem wszystkich okien, aby po raz kolejny mi nie umknął.
    Przycisnąłem do siebie mocniej moje własne ramiona, jakby to nagle mogło sprawić że nacięcia, blizny, ślady na nich zniknęłyby z oczu dziewczyny, i tym samym sprawiłem że czarne zwierzę mruknęło niezadolowone, wbijając pazury w moją cieńką koszulkę.
    Tak jak ona przyglądała się mi w osłupieniu, tak samo ja robiłem to z nią, nawet jeśli najchętniej zapadłbym się pod ziemię, wsiąknął w jedno z tych cholernych drzew, przez które musiałem natknąć się właśnie na nią szukając swojego kota, na nią która budziła we mnie tyle dziwnych i nieznanych emocji.
    Słysząc warunek jej umowy, mogłem najprościej na świecie odmówić i wrócić do domu, ale nie, to coś we mnie niecierpliwie się poruszyło i ścisnęło moje gardło tak mocno, że żadne słowo z niego się nie wydostało. Po prostu przytaknąłem ruchem głowy i wyciągnąłem w stronę Satine – którą dziwne było mi nazywać jak mojego własnego kota – jedną dłoń, szepcząc własne imię, jakby niepewnie, jakbym bał się że mógłbym pomylić się także w tym przypadku, co w sumie nie było takie niemożliwe – sam nie wiedziałem kim byłem. Robiąc to, przygryzłem boleśnie własną wargę, bo mój wzrok padł na poranione przedramiona. Gdy byłem sam, gdy to sobie robiłem, ta plątanina wydawała mi się pięknym rysunkiem, najpiękniejszym który kiedykolwiek stworzyłem; jednak gdy wychodziłem do ludzi, to była jedynie kolejna oznaka tego, że nie byłem tacy jak oni, nie byłem normalny, nie powinienem istnieć.
    Coś nie pozwalało mi się ruszyć, dopóki nie poczułbym ciepła jej dłoni.

    Sebastian.

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie lubiłem kontaktu z ludźmi. Szczególnie z obcymi ludźmi. Dlatego to, że dłużej przytrzymała moją dłoń nie spodobało mi się – dodatkowo, jej skóra była tak nieprzyjemnie ciepła; chociaż przed chwilą wydawało mi się że właśnie na ten dotyk czekałem, teraz ponownie zmieniłem zdanie – jednak nie okazałem tego niczym poza niecierpliwym wzrokiem. Przytuliłem kota do siebie, bo to stworzenie było jedyną rzeczą która teraz dawała mi poczucie bezpieczeństwa, po czym rozejrzałem się zagubiony dookoła. Nie chciałem jej szalu, bo tak naprawdę nie zależało mi na cieple fizycznym; pragnąłem natomiast założyć na siebie coś z długim rękawem, cokolwiek co pokryłoby ślady na moim ramionach. Następnym razem, nie ważne jak bardzo by mi się śpieszyło – już nigdy nie wyszedłbym na dwór w krótkim rękawku.
    - Skoczę po coś cieplejszego – wybełkatałem wreszcie, ponownie spoglądając na Satine. - Możesz zaczekać pod mieszkaniem, jest niedaleko i zajmie mi to dosłownie chwilkę.
    Mówiąc to, nie poczekałem nawet na jej odpowiedź. Nie byłem przyzwyczajony do pierwszych relacji z obcymi ludźmi, do poznawania się i do szanowania decyzji kogoś innego; nie lubiłem tego wszystkiego. Nie lubiłem przebywać między istotami ludzkimi, ale z drugiej strony tak bardzo potrzebowałem ciepła, uwagi i poczucia bezpieczeństwa.
    Skierowałem się w stronę swojego mieszkania, słysząc za sobą lekkie kroki dziewczyny. Kot w moich ramionach wydawał się senny i był spokojny, podczas gdy zwykle w takiej sytuacji wierciłby się i rozglądał na wszystkie strony. Mój umysł był pusty. Nie myślałem już o niczym, bo nic nie miało sensu: jej obecność tu przy mnie, moja propozycja. Nawet nacięcia na moim ciele zdawały się nie mieć już sensu; jedyne, czego byłem pewien, to potrzeba ciepła. Potrzeba tych osób, których nigdy więcej bym już nie miał; których pod pewnymi względami nienawidziłem, jednak przy których naprawdę mógłbym poczuć się dobrze.
    Dotarcie pod moje drzwi oraz szybki spacer po schodach, w górę i w dół, nie zajął mi wiele; na progu pojawiłem się ponownie mając na sobie mój ulubiony, ciemno-niebieski sweter – który tak naprawdę miał wartość sentymentalną, i tylko dlatego był moim ulubionym – oraz bez kota, przez którego musiałem zabezpieczyć także wszystkie wejścia i wyjścia w mieszkaniu. Spojrzałem na Satine, po raz kolejny nie potrafiąc się nawet sztucznie uśmiechnąć. Rzuciłem jakimś niepotrzebnym słowem, po czym skierowałem się w stronę kawiarenki, mając nadzieję że zapach kawy rozerwałby wszystkie moje myśli.

    Sebastian.

    OdpowiedzUsuń
  27. [Jesteś pierwszym ludkiem, który i podał pomysł, i zaczął bez przymusu. Źle wcale nie jest. Ja nawet wolę tak króciutko, bo potem mi wstyd, że odpisuję dwa razy krócej. Wcześniej zapomniałam jeszcze dodać, że kocham cię za to zdjątko u góry.]

    Kobieta powoli szła ulicą. Była zdenerwowana. I to bardzo. Ciągle słyszała ,,To ta aktorka?'' co denerwowało ją jeszcze bardziej. Normalnie potrafiła puścić to koło uszu i nawet uśmiechnąć się do niektórych, ale teraz było to niemożliwe. No bo tylko głupiec cieszyłby się z tego, że napisano o nim w gazecie takie bzdury. W końcu cała strona poświęcona artykułowi o tym jak to Nicolet Nazorine znęca się nad zwierzętami była bzdurą. Wielką bzdurą. Szatynka wiedziała, że ludzie piszący takie rzeczy kierowali się zazdrością, ale to przekraczało wszelkie granice.
    Zirytowana zdziwionymi przechodniami weszła szybko do najbliższej kawiarni. Miała prawo poruszać się po mieście. Przecież nie mogła umrzeć z głodu w swoim wielkim domu z basenem i balkonem.
    Podeszła do jednego ze stolików i rzuciła gazetę na stół. Magazyn otworzył się na stronie z przeklętym artykułem, ale olała to. W kawiarni był tylko jeden klient najwyraźniej zafascynowany czymś za oknem. To szatynce odpowiadało. Ze względu na małą ilość klientów przy kobiecie szybko pojawiła się kelnerka.

    Nicolet

    OdpowiedzUsuń
  28. Uśmiechnęła się chytrze.
    - Och, niestety, nie mogę zdradzać procedur naszej działalności, jako że jest ściśle tajna - wyszeptała konspiracyjnie, jakby ktoś podsłuchiwał je z drugiego końca biblioteki, kładąc duży nacisk na ostatnie dwa słowa.
    - Zazwyczaj biblioteczni grajkowie nie wiedzą, że ich słuchamy - dodała z taką miną, jakby robiła Satine wielką łaskę, zdradzając taki sekret. - Więc to, że się tu dziś spotkałyśmy jest, krótko mówiąc, tylko wielkim zrządzeniem losu. Czystym przypadkiem.
    Zazwyczaj India nie pozwalała sobie na zbyt wiele, jeśli chodzi o kontakty z innymi ludźmi. Starała się nie być zbyt wylewną, żeby nie zrobić z siebie śmiesznej. Tyle że w tamtym momencie jakoś jej to nie przeszkadzało. Jawnie narażała się na śmieszność i było jej z tym dziwnie dobrze. Spokojnie.
    - Jeszcze nie przywykłam do tej biblioteki. Strasznie tu wszystko skrzypi.

    India

    OdpowiedzUsuń
  29. [Piękna. Tytuł podbił moje serce. I koncept karty mi się podoba.]

    OdpowiedzUsuń
  30. [Preferuję - z naciskiem na wolę męskie, ale dobra damska ujdzie w tłumie. Źle brzmi, ale przynajmniej jest prawdziwe. Taka postawa wynika jedynie z faktu, że nigdy nie udało mi się wymyślić żadnego ciekawego powiązania z postacią żeńską, ale jeśli masz jakiś ciekawy pomysł, coś możemy pokombinować. Ostatecznie zawsze możemy przerwać wątek, jeśli się nie będzie kleił, bo kto nam zabroni?]

    OdpowiedzUsuń
  31. [kwestia organizacji ;) Lux to taka po części ja, która zawsze ma dużo na głowie, ale i tak udaje jej się ze wszystkim wyrobić. Co do zdjęcia, kiedyś miałam jedno zdjęcie z tą modelką, a wczoraj trafiłam na więcej zdjęć z nią, i nie mogłam się powstrzymać żeby go nie dodać. Według mnie ma w sobie to coś]
    Luxuria

    OdpowiedzUsuń
  32. [Miła starsza pani sąsiadka chętnie się zaopiekuje diabełkiem na kilka godzin xD]
    Luxuria

    OdpowiedzUsuń
  33. [ Haha, płaska fizycznie to może nie, ale w każdym innym aspekcie zapewne tak właśnie jest xP O widzę, że nie będzie jedynym rudzielcem w towarzystwie. I również witam ;)
    P.S I o wątek pytam. ]

    Tanya

    OdpowiedzUsuń
  34. [ Hmmm... siedziałam na nudnym wykładzie z psychologii, zastanawiając się nad sensem swojego studiowania i jakimś pomysłem na wątek, ale nie udało mi się sklecić nawet jednego konstruktywnego zdania, a nie lubimy tu fuszerki, z tego co czytałam, toteż poczekam cierpliwie na przebłysk Twojej weny, tudzież jutro wezmę się w garść zaraz po zaliczeniu z biochemii i zmobilizuję się do wyczarowania nam wątka :) ]

    Tanya

    OdpowiedzUsuń
  35. Rzadko kiedy zapraszałem kogokolwiek do własnego mieszkania. Według mnie, sposób zamieszkania każdej osoby świadczył przynajmniej w najmniejszym stopniu o tym, co miała w środku – niestety, ja nigdy nie czułem się całkowitym panem miejsca w którym żyłem. Duże mieszkanie było na utrzymaniu bogatych rodziców, którzy zafundowali mi tylko to w moim życiu, i wszystko sprawiało wrażenie takiego wyrafinowanego i drogiego. Nie miałem sił ani ochoty na zmienienie tego wystroju, bo wiedziałem że to doprowadziłoby do kolejnej bezsensownej kłótni: prościej było przesiadywać całe swoje życie tylko w tym jednym pokoju, jedynym wiecznie pogrążonym w ciemności i chłodzie, przez zgaszone światła, zamknięte zasłony i na wieczór oraz całą noc otwarte okno. Granatowe, prawie czarne ściany były pełne ręcznie zrobionych napisów, wyrazy mojej artystycznej, zagubionej duszy; wiecznie niepościelone, prawie nie używane łóżko, dookoła którego pełno było książek, płyt, zeszytów, ołówków, gumek, długopisów, kredek, farb, pędzli i kartek oraz na którym częściej spał mój kot, niż ja.
    Dążąc do celu nie do końca pewnym tego, co właśnie robiłem, krokiem, spojrzałem na twarz Satine po tym jak usłyszałem słowa, której padły z jej strony. Po raz kolejny wydała mi się dość wesołym typem osoby i po raz kolejny poczułem przez to do niej pewien niesmak. Nie żebym zabraniał komuś być szczęśliwym – najczęściej nie zalecało si być nim przy mnie, bo albo od razu zepsułbym temu komuś humor, albo porzygałbym się tęczą ze szczęścia. Przecież to pojęcie dla mnie przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.
    - Zamknąłem – mruknąłem, zaciągając wysoki kołnierz sweterka na usta i ponownie patrząc przed siebie. - Nie musisz się martwić o mojego kota, jeśli znów ucieknie i mnie już nie znajdzie, w okolicy mieszka sporo kocich mam, które pewnie zajęłyby się nim lepiej ode mnie – dodałem po chwili, tym samym, pozbawionym entuzjazmu tonem.
    I nadal szłem, zamknięty w swojej ciszy, w swoim kochanym sweterku który wciąż miał ten sam zapach. Zapach, które przywoływał wspomnienia. Wspomnienia, które sprawiały że miałem ochotę wziąć do dłoni nóż i na zawsze wyryć sobie na twarzy uśmiech.

    Sebastian.

    OdpowiedzUsuń
  36. Kobieta bez słowa odebrała kartę i zaczęła przeglądać stronę po stronie. Było tam tyle kuszących propozycji. Nie mogła zdecydować się prawie na nic, ponieważ za chwilę znajdywała coś co bardziej jej odpowiadało. W końcu wybrała coś, odłożyła kartę na stolik i morderczym wzrokiem spojrzała na gazetę.
    Nie wiedziała co ma teraz zrobić. Czy zadzwonić do nich z pretensjami, czy przeczekać to w milczeniu. Obie opcje wydawały się równie złe. Jeżeli zadzwoniłaby do nich napisaliby, że buntuje się i chce pobić niewinnych ludzi. Jeżeli milczałaby napisaliby, że boi się zabrać głos. A może i by tak nie zrobili. Szatynce wszystko się już mieszało. Zdecydowanie musiała się odprężyć.
    Wgapiała się w ścianę. Tysiące myśli biegało po jej mózgu zaglądając do wszystkich pokoików i rozwalając alfabetycznie poukładane dokumenty spokojnie leżące w szufladkach. Ocknęła się dopiero słysząc głos kelnerki.
    - Em, niech będzie karmelowe latte z podwó...-przerwała. Składając takie zamówienie zachowywała się jak jej koleżanki z planu, a przecież nie chciała taka być - Poproszę cappucino - kelnerka miała już odejść, ale Nicolet w ostatnim momencie ją zatrzymała - Proszę poczekać. Chciałabym o coś zapytać - porwała gazetę ze stolika i podała kelnerce - Co Pani o tym myśli?

    Nicolet

    OdpowiedzUsuń
  37. [Yeah, bitchez loves Jensen.
    A tak na poważnie - to ja jestem na tak z tym wąciorem. (: I powiązanie jakieś by się znalazło, tylko pytanie czy lecimy na taką łatwiznę, jak była relacja lekarz-pacjent?]

    OdpowiedzUsuń
  38. [cieszę się, że się podoba ;> chętnie powątkuję jak dostanę pomysł na jakąś relację bo nie lubię wpadania na siebie XD]

    Dave F.

    OdpowiedzUsuń
  39. [hm, to może pociągnijmy wątek, że oni się znają, znaczy jak mówiłaś z tej kawiarni tyle, że tak na cześć cześć, a nie tylko z widzenia XD no i Dave mógłby przychodzić do niej chcąc ją jakoś rozgadać, opowiadałby jej o wszystkim, o tych ważnych rzeczach i błahostkach, hm?]

    Dave F.

    OdpowiedzUsuń
  40. Takiej pogody to Tanya naprawdę nie lubiła. Ni to zimno, ni to ciepło, ni to sucho, ni to pada, słońca nie ma, a na niebie to albo chmury albo jakieś sino bure spaliny. W porządku, jej wahania nastrojów można podciągnąć pod ciąże, ale upodobania to już chyba raczej nie. Najchętniej to w końcu wyrwałaby się gdzieś na wakacje, ale teraz to żadne biuro podróży nie wcisnęłoby jej na pokład samolotu albo raczej żadne linie lotnicze nie pozwoliłyby jej tam wejść w obawie że mogłaby zacząć rodzić na pokładzie, a przynajmniej tak jej się wydawało i jak do tej pory nikt jej z tego błędu nie wyprowadził.
    Jakaś niewiadomego pochodzenia siła wyciągnęła ją tego popołudnia z domu. Ów siła przyciągnęła ją do centrum, a później do sklepu z artykułami dziecięcymi. Pełno tam było zabawek, kolorowych wózków i malutkich ubranek, a między półkami krzątały się rozchichotane mamy z brzuchami wielkości piłek plażowych. Tanya mocniej owinęła się płaszczem i opuściła głowę, nie chcąc by wzięto ją za taką co to chętnie wda się w dyskusje na temat dzieci. Szybciutko przemknęła z powrotem do wyjścia, jednak nim znalazła się w drzwiach jej oczom ukazały się błękitne śpioszki dla noworodka. Nie wiedzieć czemu widok ten tak ją rozczulił, że łzy napłynęły jej do oczu. Niewiele myśląc wzięła śpioszki i skierowała się do kasy, by po chwili ściskając w rękach mały pakunek maszerować w zamyśleniu ulicą.
    Nawet nie pomyślała o tym, żeby zatrzymać się przed przejściem dla pieszych. Przecież światło było zielone. Stawiała pewne kroki, jeden za drugim posuwając się raz za razem coraz dalej, aż tu nagle ktoś mocno szarpnął ją za ramię. Siła owego pociągnięcia ściągnęła ją z powrotem na chodnik dosłownie na kilka sekund przed tym jak sportowy samochód przemknął po ulicy dokładnie w tym miejscu w którym stała uprzednio.
    W pierwszej chwili nie bardzo wiedziała czy ma zacząć śmiać się, płakać, a może zacząć wrzeszczeć na tą osóbkę, która ją uratowała, przecież gdyby to się nie wydarzyło jej problem zniknąłby tak szybko jak się pojawił, a dziecko które nosiła nigdy nie przyszłoby na świat. Zagryzła dolną wargę i spojrzała na młodą rudowłosą kobietę.
    - Dziękuję – powiedziała, a głos zadrżał jej lekko.

    Tanya

    OdpowiedzUsuń
  41. Choć mieszkał na obrzeżach Londynu bardzo często bywał w tym mieście. Uwielbiał je, kochał, czcił i wszystko co było możliwe i na był w stanie się zdobyć, a trzeba było przyznać że kto jak kto ale Dave należał do bardzo kreatywnych i otwartych osób. Niektórzy traktowali go jak świra, jednak wszyscy za cenili poczucie humoru i pozytywność, którą wnosił do każdego pomieszczenia w którym się pojawił. Zdarzały się rzecz jasna dni rozterek i wszelorakich wątpliwości jednak wtedy starał się zamknąć w czterech ścianach by nikt go nie widział w takowym stanie. Tak samo robił gdy pokłócił się z Dastem lub czymś się bardzo zdenerwował. Na ogół by cierpliwym i miłym gościem, dlatego panienki tak na niego leciały. Do tego zawsze mówił co myśli i był w stanie podejść do zupełnie obcej osoby by streścić mu swój dzień. Mógł narzekać i mówić jak jest zjebanie bądź najzwyczajniej w świecie opowiedzieć jakiego pecha miał w jakiś piątek trzynastego. Miewał pecha. Gdy wstawał często przewracał się o jakieś porozrzucane ubrania lub uderzył w kant szafy, która stała nieopodal dwuosobowoego łóżka, a on obudzony chwileczkę temu, był całkowicie nieprzytulny i zawadził w otwarte drzwi.
    W kawiarni, w której pracowała Satine bywał dość często, nie żeby herbaty, zwyczajnie z dnia na dzień coraz bardziej przyzwyczajała się do dziewczyny i lubił do niej wpasć by chociaż powiedzieć jej głupie: cześć mała, jak się masz? Może i było to dość głupie jednak każdy miał swoje dziwactwa.
    Był czwartek, a mimo iż zeszły piątek nie był trzynastego nie był najlepszym dniem. Zresztą ostatni tydzień nie był najlepszym i choć matka wyjechała na jakiś czas i miał zupełnie wolną chatę zastanawiał się czy kilku miesiącach związku coś takiego jak propozycja wspólnego mieszkania to nie zbyt szybko. Może własne dlatego wpadł do ulubionej kawiarni by jak zwykle usiąść przy stoliczku, który znajdował się w rogu, a gdy przechodził koło dziewczyny rzucił jedynie – Hej.

    Dave F.

    OdpowiedzUsuń
  42. India zaśmiała się krótko, ale serdecznie.
    - To prawda, ma swój urok, tyle że na co mi jej urok, jak nie pozwala spokojnie pracować? - spytała, wzruszając teatralnie ramionami.
    Ostatnimi czasy w życiu Indii rozpoczynały się nowe rozdziały, sukcesywnie spychając stare na dalszy plan, zamazując przebijające się kleksy i w pewien sposób odświeżając wszystko dookoła.
    - Nawet nie staraj się szukać innych bibliotecznych grajków. Nie uda ci się. Nawet nam, zawodowcom, rzadko kiedy to wychodzi. Dlatego tak mało nam płacą - wymamrotała, odwracając wzrok w drugą stronę, tak, jakby bardzo nie chciała, żeby Satine była w stanie ją usłyszeć.
    - No ale cóż, życie - odparła, przysiadając na najbliżej stojącym krześle. Założyła nogę na nogę, wkładając w ten gest cały dramatyzm, na który było ją stać. - Trzeba sobie dorabiać jakąś kiepską fuchą dermatologa, albo innego kolesia od pryszczy.
    Było jej dobrze. Czuła, że całkiem nieźle się bawi, otaczał ją zapach książek, a Satine nie wyglądała, jakby patrzyła na kompletną wariatkę, co w tamtej sytuacji można było uznać za pozytyw, jako że Indii Adams bardzo niewiele brakowało do stania się pełnoetatową wariatką.

    India

    OdpowiedzUsuń
  43. Za to Gabriel o szpitalu myślał często. Ostatnimi czasy nawet zbyt często. Pod żadnym pozorem nie chciał tam ponownie trafić, ale czuł się do reszty beznadziejnie i wciąż towarzyszyło mu to nieznośne poczucie, że balansuje na krawędzi i jeśli wykona choćby jeden nieprzemyślany krok, to znów runie w przepaść, pogubi się, a pobyt w zakładzie zamkniętym będzie nieunikniony… obawiał się tego do tego stopnia, że ciężko było mu przestać o tym myśleć. Znacznie łatwiej było się upić i iść w miasto, by następnie wkupić się w jakieś towarzystwo, udając przy tym kogoś, kim w rzeczywistości się nie było i kim wręcz brzydziłoby się być. A wszystko po to, by choć przez te parę godzin nie myśleć o problemach.
    Uniósł brew odruchowo, w chwili gdy usłyszał odpowiedź dziewczyny.
    - Błyskotliwie, tylko ileż można się ślinić z kimś, kto po pierwsze: jest kiepski w łóżku, po drugie: jest zwyczajnie głupi, no i po trzecie: kiedy jest się w towarzystwie? Bywam niegrzeczny i niepoukładany, no ale bez przesady – za jednym razem wyrzucił z siebie wszystko to, co miał do powiedzenia w tym temacie, po czym umilkł na moment, by z lubością zaciągnąć się papierosem. – Okej, dobrze, że nie siedziałem w domu. Znacznie milej jest widzieć się z tobą na żywo, niż za jakiś czas usłyszeć w telewizji czy radiu o jakiejś tragedii, gdzie śliczna, ruda dziewczyna została wykorzystana i zamordowana przez jakiegoś zwyrodnialca – powiedział, patrząc cały czas przed siebie.
    Parsknął tylko pod nosem, w odpowiedzi na tą jawną dwuznaczność w wypowiedzi Satine. O sobie mógłby powiedzieć to samo, jednak wolał tę kwestię przemilczeć, skoro zdecydowanie nie było się czym szczycić.
    - To i tak lepiej, niż ze mną. Bywają dni, gdzie w ogóle nie ruszam się z łóżka.

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  44. [ah, jestem zaskoczona jak spodobał się Dante, wolałam jego porzednie wersje, bardziej narwane i nie przewidywalne, ale chyba polubię i tą załamaną wersję mojego Kurtza xD
    wątek jakiś?]

    OdpowiedzUsuń
  45. [czekam więc bo ja jestem chwilowo wyprana z pomysłów. Mówię od razu, że zgadzam się na większość pomysłów !]

    OdpowiedzUsuń
  46. [witam :) tak, cytat celowo został wybrany żeby przykuwać wzrok. jedno z najbardziej prawdziwych zdań jakie kiedykolwiek przeczytałam i musiałam je tu wrzucić :) karta taka sobie, ale dziękuję za miłe słowa :)]

    Matthew Ferguson

    OdpowiedzUsuń
  47. [tak, brat jest hetero i Dante ma samochód. Poza tym braciszek Dantego to ten lepszy z rodzeństwa więc na pewno gorszy nie może być xD]

    OdpowiedzUsuń
  48. [uuuu....dwóch facetów i jedna kobieta w kuchni, grubo. Oni nie mają już szansy XD
    podoba mi się, coś czuję, że bedzie ciekawie!
    zaczynasz?]

    OdpowiedzUsuń
  49. [no, nie jest to głupi pomysł... ale nie chciałabym tak od razu ładować Mattowi tysiąca wątków o tym samym, dlatego myślę jak to rozwiązać w najlepszy sposób...]

    OdpowiedzUsuń
  50. [imię brata...do tej pory był bezimienny xD niech będzie Raphael, jakoś lubię to imię]

    OdpowiedzUsuń
  51. [Pewnie, że zapraszam! Tylko najlepiej z jakimś dramatem <3]

    Richard Q.

    OdpowiedzUsuń
  52. Dante ostatnimi dniami, był wrakiem człowieka. Jego zamiary zmiany postawy, zatrzymały się w martwym pukcie i chwilowo nic nie wskazywało na to, że coś ma się zmienić, nic chciał nic zmieniać.
    To że brat ma towarzystwo, dowiedział się w niefajny sposób gdy późną nocą wrócił nie całkiem trzeźwy, nie całkiem w idealnym stanie. Słychać było już przy drzwiach, Dante aż parsknął krzywiąc się. Przeczówał, że będzie musiał tego wysłuchiwać aż do zaśnięcia lub gdy im się znudzi i sie uspokoją.
    O dziwo doczłapał do pokoju, pozbył sie ciuchów i wystarczyło przytulić twarz do poduszki by odpłynąć. Sen byl niespokojny, koszmary nie dawały odpocząć, przemęczył więc resztę nocy by rano klnąc uciekał przed promieniami słońca oślepiającymi go. Ukrył twarz pod poduszką, krzywiąc się mocniej.
    - Może być gorzej? - burknął, podnosząc się po paru minutach.
    Mając gdzieś, że pewnie poza nim i bratem ktoś jeszcze tu jest, wylazł z pokoju w samych bokserkach. Nie prezentował się najlepiej z sińcem na szczęce i rozwaloną wargą z której wcześniej krew musiała płynąć, a teraz był tylko lekki ślad w postaci stróżki na brodzie.
    Szybko zorientował się iż do łazienki się nie dostanie, szarpnął za klamkę jeszcze raz i westchnął gdy nic to nie dało. Oparł na chwilę głowę o drzwi.
    - Raph...pospiesz się - powiedział uderzajac ręką w powierzchnię.
    Poczłapał do kuchni, by chociaż tam dopaść do kranu i zmyć całe zmęczenie i krew z twarzy.
    - nie trafiłaś - odezwał się obojętnie, podszedł do zlewu, odkręcił wodę. Dopiero gdy doprowadził sie do stanu względnej używalności, obejrzał na nią.- sądząc po tym, że do łazienki się nie dostałem to pewnie bierze prysznic - odpowiedział jej.
    - Jestem Dante - przedstawił się wyciągając rękę w jej stronę.
    Widać było wyraźnie, że nieznajoma jest trochę mało pewna siebie i raczej wolała by sie wycofać.

    OdpowiedzUsuń
  53. [On już za dużo ludzi zna z barów, to się zaczyna robić niebezpieczne... :D A może po prostu się znają, booo... idk gurl, powiązania rodzinne, o? O tej godzinie jestem beznadziejna w wymyślaniu czegokolwiek. Bu. I need help.]

    J. Graham

    OdpowiedzUsuń
  54. [No całkiem niezły pomysł, zwłaszcza jak go trochę rozwinęłaś. :D To ustalone - są kuzynami, bo babcia Satine to siostra dziadka Jake'a czy coś. Hm, z tym, że wąciunio powinnaś Ty zacząć, bo jakoś nie wiem, jak ja mam się za to zabrać. xd]

    J. Graham

    OdpowiedzUsuń
  55. [ Bardzo dziękuję :)
    Pani na twoich zdjęciach jest cudownie blada!
    A jeśli miałabyś ochotę na wątek, to pomyślałam sobie, że w teatrze Her Majestry's, w którym pracuje Monday, studenci wystawiają jakiś musical? Santie mogłaby się zgłosić, albo chociażby przyjść pooglądać próbę. Tylko właśnie nie wiem jeszcze w jakich okolicznościach się spotkają, żeby było ciekawie. ]

    Monday

    OdpowiedzUsuń
  56. [ ja też ją lubię. i po przeczytaniu Twojej karty polubiłam również Satinę :> jakiś pomysł na wątek lub powiązanie może? ]

    Katya

    OdpowiedzUsuń
  57. [Hej. Może Satine i Dżoana mogą pracować jako kelnerki w tej samej kawiarni? ;)]

    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  58. Mroźny poranek przywitał Joannę gdy wygrzebała się z łóżka. Oszczędzała na ogrzewaniu, także ciepły koc towarzyszył jej nawet w drodze do łazienki. Aśka przyjechała tu zarobić. Koczowała w niedużym pokoju, w niewielkim mieszkaniu dzielonym ze znajomymi. Nie wiedziała jak długo jeszcze to będzie trwać, ale była dość zdeterminowana by poradzić sobie z niedogodnymi warunkami, chociażby takimi jak niska temperatura.
    Jak zwykle rano nie zdążyła zjeść śniadania. Jak zwykle rano w pośpiechu wyszła z domu by zdążyć na autobus i jak zwykle rano weszła do kawiarni opatulona ciepłym szalikiem, z czerwonym od mrozu nosem. Nie żeby narzekała, na Podlasiu przywykła do cięższych zim.
    Przywitała się głośno na samym wejściu, jak to miała w zwyczaju i ruszyła na zaplecze, gdzie mogła przebrać się w robocze ubranie.
    - Nie uwierzysz co mi się dzisiaj przytrafiło! - Wyrzuciła z siebie automatycznie, gdy zobaczyła Satine na horyzoncie.

    [Trochę tak dennie zaczynam, ale nic mi do głowy nie przyszło innego.]

    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  59. [ Wątek bardzo chętnie ;) Daj mi chwilkę to coś wymyślę i zacznę - o ile nie będę musiała zaraz schodzić :/ - no chyba, że masz już jakiś gotowy konkretny pomysł? ... Ford też jest boski <3 ]
    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  60. [ Mogę zacząć taki wątek, nie widzę problemu :>]

    Katya

    OdpowiedzUsuń
  61. Jake był zmęczony po nocnym dyżurze w klinice, więc gdy o czwartej trzydzieści w końcu dopadł swoje łóżko, jedyne co zrobił to zatopił głowę w miękkiej poduszce, nie siląc się nawet na to, by doprowadzić się do porządku czy pozbyć chociaż ubrań – zasnął od razu, całkowicie zmęczony i wyczerpany. I tak sobie radośnie drzemał do prawie że ósmej, gdy nagle jego telefon, który jakimś cudem znalazł się obok jego głowy, nie zaczął szaleńczo wibrować i wydawać z siebie wysokie, denerwujące tony. Obudziło go to od razu i zerwał się zaraz ze wściekłością odnajdując winowajcę irytujących dźwięków. Miał go już cisnąć gdzieś przed siebie, ale w odpowiedniej chwili wyrwał się z amoku i przyjrzał małemu pulpitowi.
    Satine.
    Ta informacja „wstrząsnęła” nim na tyle, że zaspanie opuściło go całkowicie i zamrugał kilkakrotnie oczami nie mogąc jakby uwierzyć w to, co widzi.
    Ostatni raz widział ją na pogrzebie parę lat temu, oprócz tego nie mieli jakiś szczególnych relacji, pomijając to, iż byli rodziną i właściwie na tym kończyła się cała ta znajomość. Czasami docierały do niego informacje o różnych członkach rodziny, ale odkąd razem z dziadkiem znowu wpadli w zatargi z pewną ciotką, to można by rzec, że odłączyli się od rodzinnego grona całkowicie. Chyba dlatego ta wiadomość wydawała się taka zaskakująca. Odpisał od razu.
    „Jasne, że pamiętam. Myślę, że to trochę niemożliwe, byś mogła mnie odwiedzić, bo już nie mieszkam w Edynburgu.”
    Westchnął drapiąc się po zarośniętymi policzku i zastanawiając się, co jest takie pilne, by Satine miała go odwiedzić i to nawet w Edynburgu. Sam nawet nie wiedział, czy dziewczynie było blisko do rodzinnej miejscowości Grahama czy też nie, bo nie miał żadnych informacji o jej miejscu pobytu, ale tak czy siak sam fakt wydawał się interesujący.

    J. Graham

    OdpowiedzUsuń
  62. [a dziękuję. bardzo podobają mi się zdjęcia, o. chciałabym jakiś dramacik, chcesz mi go zaserwować? :D]

    Thomas.

    OdpowiedzUsuń
  63. Zarobki były dobre, to musiała przyznać. Ale ta praca zabierała za każdym razem kawałek niej. Nie potrafiła się już tak po prostu uśmiechnąć, wszystko było grą. Umiała udawać, że dobrze się bawi nawet wtedy kiedy miała ochotę strzelić komuś w łeb a potem jego ciało zakopać u sąsiada w ogródku. Zaczynało ją przerażać to, że często jak skończyła pracę szła się napić. Chociaż czy pójście z facetem na jakiś bankiet a potem pieprzenie się w pokoju hotelowym można nazwać wymarzoną pracą? Przynajmniej miała odłożone piętnaście tysięcy funtów na koncie. Mogła kupić sobie co chce nie rozmyślając czy będzie ją potem stać na jedzenie.
    Pierwsze co robiła gdy miała wolne to od razu wsadzała swojego kolczyka do nosa oraz przebierała się. Na co dzień lubiła nosić spodnie a nie eleganckie sukienki. Nie zawsze była jednak możliwość aby się przebrać. Tak jak dzisiaj. Poszła do pierwszego lepszego pubu i zamówiła sobie rum. Czuła dziwne spojrzenia ludzi na sobie. Zapewne było to spowodowane tym, że była w eleganckiej czarnej sukience, spiętych włosach i wyglądała jakby właśnie miała iść na bardzo ważne spotkanie. A jak widać towarzystwo przyszło się tu po prostu napić a nie wyglądać jak ktoś wyjęty z reklamy Gucciego.

    Katya

    OdpowiedzUsuń
  64. [Cześć, szukam osób do wątków, chcesz?]

    Ann

    OdpowiedzUsuń
  65. [ Tak, więc pomysł na wątek mi się narodził. :) Ona jest muzykiem, a ona aktorem. Wydział muzyczny i aktorski mogą współpracować nad jakimś przedstawieniem, czy czymś takim, prawda? Pytanie tylko moje brzmi: Satine i Nat znają się czy dopiero się poznają? A jeśli tak to jaka wersja ich znajomości by Ci najbardziej odpowiadała? xD ]
    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  66. Joanna zdążyła przywyknąć, iż Satine nie jest osobą wylewną. Właściwie jest mało rozmowna. Jasnowłosa nie wiedziała czy był ku temu jakiś powód, czy jej współpracowniczka po prostu taka jest. Nie wiedziała, ale też nie próbowała z niej tego wyciągać. Sama nie chętnie opowiadała o swoich osobistych sprawach. Jednak nie da się zupełnie nie rozmawiać w pracy.
    Tego ranka musiała się komuś wygadać, bo zdarzenie jakie ją spotkało, wydawało się jej samej tak absurdalne, pokręcone i niedorzeczne, że nie mogła tego pojąć.
    - Siedziałam kilkanaście minut na przystanku i czułam jak obserwował mnie pewien chłopak. Chyba młodszy ode mnie... No i dosłownie przed samym przyjazdem autobusu, podchodzi i mówi...
    Tu na moment się zatrzymała hamując się przed śmiechem, jednak w ułamku sekundy stwierdziła, że to może jednak nie śmieszne, a głupie. Straszne? No nigdy do tej pory nie przytrafiło jej się coś takiego.
    - Wreszcie Cię znalazłem! A ja w szoku! Rozglądam się wkoło szukając kogoś innego, a on mi to powtarza i jakby zaraz miał klękać!


    [Nie wiedziałam co wymyślić, a taka sytuacja naprawdę spotkała moją koleżankę :) I wybacz, że tak trochę dennie, ale dawno nie pisałam i próbuję sobie przypomnieć jak to jest :)]

    Joanna

    OdpowiedzUsuń
  67. [Aw, miło mi c: Ja natomiast widzę zmianę zdjęć, śliczne.]

    M. Snowdon

    OdpowiedzUsuń
  68. [Myślę, myślę i po pierwsze zastanawia mnie to, że twój kom z 7 zobaczyłam dopiero dzisiaj, a sprawdzałam też wczoraj i przedwczoraj. O.O
    Po drugie: obie opcje są baaardzo kuszące i decyzja jest baaaaaardzo trudna. Ale też baaaaaaardzo zależy mi na wątku. Nie wiem czemu, Satine po prostu przyciąga. :D Więc myślę... myślę... no i przy okazji spamuję swoim myśleniem xD... myślę... myślę... ŁADOWANIE, PROSZĘ CZEKAĆ... myślę... myślę... to na serio trudna decyzja... ene, due, like, fake... daj mi chwilę... *pół godziny później* ... więc chyba dwójka. Natt'a po każdej dziewczynie prześladuje myśl, że ją wykorzystał, choć nie do końca tak było i czuje się winny, więc też teraz mógłby starać się w miarę ukrywać przed Satine, żeby go czasem nie rozpoznała z wiadomych powodów. Ale jedynka też byłaby ciekawa o tyle, że teraz to on mógłby się do niej przymilać, a ona by go olewała. Nie wiem, po prostu nie wiem. Ale serio staaaaaarsznie mam ochotę na wątek z panną Benson.]
    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  69. [Mogę prosić o to Ciebie? Niefortunnie się rozchorowałam i boję się co może wyjść z mojego rozpoczęcia. Przede wszystkim dlatego, że na gg - tak jeszcze ktoś tego używa xD - z koleżanką prowadzimy coś w tym stylu, tyle że tam to ona jest facetem i normalnie odpisujemy sobie w miarę, krótko i odpowiedzi są też praktycznie natychmiastowe, wiesz, akcja-reakcja. No i poszłam trochę nie w tym kierunku... To że się rozchorowałam ma to do tego, że teraz jej się strasznie rozpisuję z różnymi dziwnymi pomysłami za co ma ochotę mnie zabić, może też dlatego, że nasze (moja i koleżanki) postacie są już mocno zażyłe - skończyli już studia, pobrali się i spodziewają się dziecka xD - przychodzą mi do głowy różne pomysły, ale wolę nie ryzykować, bo boję się co może wyjść tutaj. Taaa... bez sensu się rozpisałam na ten temat. Więc jakbyś mogła zacząć to byłabym wdzięczna. :D ]

    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  70. Był podekscytowany nowym przedstawieniem, zresztą jak większość artystów. Jednak było widać, że niektórych w ogóle to nie cieszy, ale jego tak. Może i nie było tego po nim widać. Rzadko kiedy okazywał emocje, praktycznie nigdy. Jego "emocje" były takie jakie chcieli inni, dostosowywały się do sytuacji i zadowalały widownie nie tylko w teatrze, ale i w prawdziwym życiu. Po prostu aktor doskonały. Nigdy się tym nie przechwalał, nie należał do takich, a umiejętności takiego panowania nad sobą nauczyło go życie i złamane w przeszłości serce. Już nie raz jego zimna krew wyciągała go z tarapatów czy pchały w kierunku "nagrody". Wracając do spektaklu, nie wiedział kogo zagra, role miały być dopiero rozdane. Nie zależało mu na niczym dużym, im mniej nauki, tym więcej czasu na zabawę. I o to chodziło. A także o to, że póki był na studiach utknął w Londynie i wolał się nie wychylać. Nie wiedział ile miał już dziewczyn, a może raczej kochanek, nie liczył. Ale po każdej kolejnej czuł się winną, że jednak ją wykorzystał. Taki już po prostu był, bo tak naprawdę nie zmienił się od czasu kiedy ONA złamała mu serce. Po prostu przestał wierzyć w miłość. Powłoka była skrupą, słowa były tarczą, umysł był księgą strategi, za to serce było przepełnione lawą emocji, które już od dawna nie ujrzały światła dziennego i już nie miał zamiaru im na to pozwalać. Wątpił by był ktokolwiek kto mógłby przełamać jego bariery i zburzyć mury. Rana była za głęboka. W każdym razie z każdą kolejną dziewczyną w jego życiu czuł się winny, wolał zostać w ukryciu i żadnej nie spotkać, by nie przypominać o sobie. Co prawda same się na to pisały, wiedziały, że nie mogą liczyć na więcej niż przelotny romans, nie koniecznie taki na jedną noc, ale nic na dłuższą metę. Los w końcu postanowił go ukarać. Dzisiejszego dnia po prostu doznał szoku. Coś podkusiło go by spojrzał w stronę luster i bum! Jego spojrzenie skrzyżowało się w odbiciu ze spojrzeniem przenikliwych zielonych oczu. Jak on dobrze je pamiętał. A te rude włosy? Znacząco wyryły się w jego wspomnieniach. Pamiętał wszystkie kochanki, ale ją przede wszystkim, nie był w stanie jej zapomnieć. Ostatnio mu się nawet śniła... i to nie po raz pierwszy. Otworzył szeroko oczy z przerażenia, że znów się spotykając... Nie, on nie mógł sobie pozwolić na dłuższą znajomość... Jednak jak na aktora przystało szybko się opamiętał. Uśmiechnął się łobuzersko i machnął ręką jej odbiciu. - Cześć, Satine. - przywitał się bezgłośnie, po czym po prostu zniknął... wręcz rozpłynął się... wśród innych aktorów.

    Nathaniel
    [Przepraszam, jeśli to nie ma żadnego ładu i składu. xD I nie zdziwię się jeśli jednak zrezygnujesz z wątku. xD]

    OdpowiedzUsuń
  71. Przeklął pod nosem, słysząc jaką rolę mu przydzielili. Ta cała komisja, czy jak ich tam nazwać, Ci idioci od obsady chyba powariowali. Zawsze robili coś zupełnie przeciwnego do jego oczekiwań. No dobra, jakoś to przełknie. Bo miał jakiś wybór? Tak, zawsze mógł nie zaliczyć, ale jednak wolał mieć to już za sobą. Po chwili dostał scenariusz do ręki, a role były przydzielane dalej. Gdy usłyszał nazwisko rudowłosej piękności najpierw doznał szoku, kolejnego tego dnia. Bo od kiedy Satine była aktorką? W momencie, w którym do jego uszu doszły słowa, mówiące o jej stanowisku w przedstawieniu ogarnęła go wściekłość, wręcz furia. Miał ochotę krzyczeć, to chyba były jakieś żarty?! Tajemnicza... Benson było dosyć trudno rozszywrować... Skrzypaczka staje się kochanką... Skrzypaczka... Satine czasem naprawdę nie grała na skrzypcach?... Kochanką... Zaliczyli jednonocną przygodę... Pasowało do tej roli. To on był inny. Nie był właścicielem kasyna, ani nie miał żony. No, ale miał kasę...
    Emocje się w nim gotowały, sam już nie wiedział co czuje. Ale uczucia i tak zostały wewnątrz. Nie było mowy by pozwolił im wyjść na wierzch. Westchnął, godząc się z losem i przejrzał skrypt. Może nie będzie tak źle? Instynktownie omijał jednak sceny z kochanką. Bał się ich, bał się ponownego spotkanie.
    W pewnym momencie ktoś zaklaskał w dłonie, uciszając szmery i podniecone szepty, a następnie ogłosił, że teraz podzielą aktorów na pary, oczywiście jeśli ich postacie spotykają się na scenie, żeby "poznać" się nawzajem i w ogóle. Było to trochę chore, bo większość i tak się znała.
    - Każda para znajdzie cobie jakiś kąt w sali i tam sam na sam porozmawia, a muzycy w tym czasie zapoznają się z repertuarem, zrozumiano?! - spytał jeden z wykładowców tu obecnych. Wśród studentów przebiegł pomruk zgody i zaczęto odczytywać nazwiska dobrane w pary. Nathaniel trzymał kciuki byle nie padło na Satine. Jednak się przeliczył. Już po kilku parach usłyszał. "Panna Benson i Pan Evans". Zacisnął mocno szczęki, po jakichś dziesięciu minutach muzycy poszli do specjalnej salki, a aktorzy zaczęli się rozchodzić w kąty auli teatru. Dostrzegł zielonooką wciąż siedzącą na krześle. Odniósł wrażenie, że jej także niezbyt się to podoba. To nie tak, że jej nie lubił, nie miał nic przeciwko niej, ale jednak miał pewne swoje zasady. Niestety los widać chciał inaczej. Podszedł od tyłu do jej krzesła i zacisnął dłonie na oparciu. - Cześć, piękna. Dawno się nie widzieliśmy, prawda? - szepnął, pochylając się lekko nad nią.

    Nathaniel
    [Mam nadzieję, że nie jesteś zła, że tak trochę przejęłam inicjatywę. xD]

    OdpowiedzUsuń
  72. Po serii niezaplanowanych i kompletnie zawalonych rzeczy w pracy, postanowił że piątek będzie należał do niego. Miał początkowo należeć też do Seana, ale mężczyźnie nagle coś wypadło i okazało się, że musi przygotować milion tekstów dla swoich studentów. Z tego powodu Aidan został sam z perspektywą podbicia kilku londyńskich klubów. Nie miał nic przeciwko, wbrew pozorom naprawdę lubił bawić się sam, bo zawsze przy barze poznał kilka osób, z którymi i ta balował przez pół nocy. To było lepsze niż wysłuchiwanie, że ktoś chce iść do domu, a ktoś włożył niewygodne spodnie, a jeszcze komuś innemu wylał się sok na koszulkę. No shit happens, jak mawiali starożytni Rosjanie. Po powrocie z pracy ogarnął szybki obiad, przespał się dwie godziny, wypił dwa piwa na rozgrzewkę i wieczorem stał już przy barze witając się z dobrze znanym mu barmanem i zastanawiając się ilu znajomych tym razem spotka. Ostatnio, kiedy udało mu się wyskoczyć do klubu w środku (?!) tygodnia, okazało się, że trójka jego współpracowników postanowiła olać powierzone im zadania i zabawić się w jednym z modnych ostatnio klubów. Aidan oczywiście nie miał nic przeciwko, bo szefem z reguły bywał tylko w pracy, więc nie truł im przez połowę nocy, że prawdopodobnie powinni robić teraz coś innego. Zamiast tego postawił pierwszą kolejkę tequili, a potem tańczył z nimi na barze i podobno zdobył pierwsze miejsce w karaoke. Tego nie pamiętał, pamiętał za to doskonale kaca, którego miał następnego dnia, bo kto normalny pije w środku tygodnia, a potem jedzie do pracy i udaje, że wcale nie umiera?
    Zamówił piwo, dodatkowo kieliszek wódki, którego zawartość szybko umieścił w wysokiej szklance, po czym rozejrzał się po klubie powoli lustrując zgromadzonych w nim gości.

    Aidan

    OdpowiedzUsuń
  73. Wiedział co dziewczyna próbowała zrobić, szukała jakichkolwiek emocji na jego twarzy. Prawdopodobnie na jej nieszczęście, dla jej oczu nie było przeznaczone nic prócz łobuzerskiego uśmiechu, który wpełzł na jego oblicze. Od dawna nie pozwalał sobie na okazywanie emocji. Jego twarz była maską, której nikt nie potrafił zdjąć. Nie chciał by ktokolwiek to potrafił. Bo to oznaczało wpuszczenie kogoś do środka, a co za tym szło wpuszczenie bólu i pozwolenie na ponowne zranienie. Nie miał zamiaru odczuwać tego więcej. Ostatni dzień liceum mu wystarczył do końca życia. Chyba nie potrafił już kochać... Żadna z jego kochanek nie przedstawiała dla niego większej wartości, zwyczajnie czuł się jedynie po nich winny, że je wykorzystał. No ale same się w to pakowały, wiedziały, że nie mogą liczyć na więcej.... Tylko czemu ta ognistowłosa dziewczyna tak bardzo zapadła w jego pamięci? - Widać los znów skrzyżował nasze drogi. - stwierdził, spoglądając w zielone oczy dziewczyny, tak pięknych, tak głębokich... Mógłby w nich utonąć gdyby tylko sobie na to pozwolił. Podniósł Satine z jej krzesła, sam na nie usiadł i posadził sobie dziewczynę na kolanach. - Więc może mi, piękna, powiesz co u Ciebie nowego słychać? - spytał, odgarniając niesforny kosmyk jej włosów i uśmiechając się do niej uroczo. Objął ją w pasie jakby to było najbardziej naturalną rzeczą w życiu.

    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  74. [Przepraszam, ale net postanowił zaszwankować, a z kolei blogger na komórce odmówił posłuszeństwa. :< ]

    Zamruczał z aprobatą gdy lekko zmieniła swoje ułożenie. Lubił gdy dziewczyna przejmowała inicjatywę. Posłusznie przyjrzał się jej. Powoli mierzył wzrokiem jej rozchylone uda na swoich kolanach, krągłe biodra, wcięcie w talii, pełny biust i ramiona, które w jego głowie były tak delikatne, że gdyby tylko chciał mógłby je zmiażdżyć w swoich dłoniach. Nie powinna obciążać się ciężarami, zresztą w jego mniemaniu żadna kobieta nie powinna dźwigać. Jakim byłby mężczyzną gdyby na to pozwolił..?
    Jej ciało było piękne, śmiało mógł to stwierdzić, ponieważ widział ją wcześniej zupełnie nagą. Jego umysł zalała fala wspomnień ich wspólnej, namiętnej nocy. Aj, szybko odgonił od siebie te myśli, nie mógł pozwolić sobie teraz na takie rozważania.
    - Satine, ja zawsze wiedziałem, że czeka Cię wspaniała przyszłość. Gdy tylko Cię ujrzałem. - stwierdził, głaszcząc ją po prawym udzie. - Nie miałem co do tego żadnych wątpliwości. - znów odgarnął kosmyk włosów z jej twarzy. - Nigdy nie pomyślałaś o tym by je związać? - spytał, unosząc jedną brew. Nie pamiętał by kiedykolwiek widział jej włosy upięte. Zawsze piękną falą rudego plasku opadały na jej ramiona. - Oczywiście pięknie Ci w rozpuszczonych, ale upięte mniej by Ci przeszkadzały. - wyciągnął z kieszeni gumkę do włosów. Zawsze nosił przy sobie kilka, kiedyś należały do jego mamy, a mu nie były potrzebne na nic, często za to okazywało się, że jakaś dziewczyna takowej potrzebowała, a nikt nie miał by jej pożyczyć. Umiejętnie związał jej loki w warkocza płynnie opadającego na jej plecy. - Od razu lepiej, nie będą przeszkadzać Ci w pracy. - skwitował. Powstrzymał ją gdy chciała wrócić do poprzedniej pozycji. Podobało mu się to, że siedziała na nim okrakiem, nie było to niezręczne ani onieśmielające, zupełnie jakby byli najlepszymi przyjaciółmi i znali się od dawna. Mimo to nadal nie pozwalał emocjom wyjść na wierzch. - Dokąd to się księżniczka wybiera? - spytał z nutką rozbawienia w głosie. - Hmm... U mnie... Niech się zastanowię... Chyba raczej nic nowego. No może prócz tego, że pewna piękna dziewczyna o rudych włosach i zielono-szmaragdowych oczach wywróciła mój świat do góry nogami. - przy tych słowach uśmiechnął się zadziornie, spoglądając w jej iskrzące tęczówki.

    Nathaniel
    [Emmm... Chyba trochę namieszałam... Zwłaszcza z tą gumką do włosów... I'm so sorry. xD <3 ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [ Miało być "piękną falą rudego blasku" a nie plasku >.< xD ]
      N.

      Usuń
  75. - Zgubił? - zapytał z lekkim zaskoczeniem, po czym uśmiechnął się wesoło, biorąc do ręki swoją szklankę piwa – Nie, nie zgubiłem się... Ale szukam miłego towarzystwa do spędzenia wieczoru, reflektujesz? - wskazał na barowy stołek naprzeciwko siebie i zamówił u barmana drinka dla przemiłej pani. Zazwyczaj to on dosiadał się do jakiegoś towarzystwa, bo zazwyczaj tuż po wejściu do baru stwierdzał, że sam bawić się nie będzie. Albo, kiedy przychodził ze swoimi znajomymi, w połowie imprezy i tak wszyscy bawili się z innymi ludźmi, bo przecież po kilku głębszych przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi, czy coś w tym stylu. W każdym razie dziewczyna go zaintrygowała, a jak coś go intrygowało, to chciał to natychmiast poznać. Wbrew powszechnej opinii, potrafił dostrzec kobiece piękno, ba! Potrafił się nim nawet zachwycić, więc część jego przyjaciół śmiała się, że jeżeli kiedykolwiek zdradzi Seana, to z pewnością zrobi to z jakąś kobietą. Aidan tracił połowę swojego życia na oglądaniu się za spódniczkami, bo tych nałogów nie potrafił się pozbyć. Zresztą, kto by chciał się pozbywać czegoś takiego? Kobiety były stworzone do tego, żeby je podziwiać. Ich piękno, klasę i subtelność, choć oczywiście zdarzały się wyjątki.
    - Aidan. - wyciągnął rękę w stronę dziewczyny – Gdzie zgubiłaś resztę towarzystwa?

    OdpowiedzUsuń
  76. - A uwierzysz jeżeli powiem, że ja też przyszedłem sam? - zapytał retorycznie, posyłając jej przy okazji rozbawione spojrzenie. Nigdy nie mógł pojąć tych kobiecych subtelnych gestów świadczących o ich zainteresowaniu mężczyzną. Faceci byli prości w obsłudze, potrzebowali krótkich informacji i konkretów. Naprawdę nie mieli zielonego pojęcia czy przeciągłe spojrzenie albo odgarnięcie włosów znaczy coś więcej niż to co powinno znaczyć na pierwszy rzut oka. W każdym razie, Aidan nie był takim całkiem zwykłym facetem, więc mógł sobie pozwolić na dłuższe obserwacje poszczególnych kobiet, które zaowocowały całkiem trafnymi wnioskami. Po pierwsze, większość dziewczyn nie miała pojęcia że był gejem, co dawało mu niezłe pole do popisu. Po drugie, samotne kobiety w klubach były w zdecydowanej większości chętne na jedno-nocną przygodę niż te, które przychodziły ze znajomymi. Po trzecie, pocieranie kciukiem o dłoń nigdy nie działało, tak naprawdę niewielu facetów w ogóle zwracało na to uwagę, woleli wgapiać się w cycki swojej towarzyszki, a potem udawać, że wcale tego nie robią. Tak działali mężczyźni, byli prości i naprawdę łatwi w obsłudze, chociaż niektórym kobietom wydawało się, że byli prototypami jakiś kosmicznych robotów wprost z NASA.

    OdpowiedzUsuń