W tym szaleństwie jest metoda


Aileen Hamilton
Mimo dwudziestu czterech lat szaleńczego uganiania się po świecie za nieskończoną ilością kolorowych marzeń Aileen wciąż nie nauczyła się trudnej sztuki ogarniania świata i życia. Racjonalizm zawsze jej umykał, a i z realizmem również miewała często na pieńku, za lepszych towarzyszy uznając entuzjazm, optymizm i ośli upór, który nakazywał jej twardo trwać przy tym, że to właśnie ona wie najlepiej. Nie lubi, kiedy ktoś mówi jej, co powinna zrobić, a wewnętrzna przekora sprawia, że za każdym razem, gdy słyszy "musisz", ma ochotę na obranie drogi przeciwnej. Lubi kroczyć swoją ścieżką i z pełną stanowczością twierdzi, że jest samodzielna. Nieważne, że często zapomina o tym, że lodówka nie uzupełnia się sama, białych rzeczy nie należy mieszać z kolorowymi przy praniu, a słowo "praca" to nie kolejny rodzaj bolesnych tortur. Kochana siostrzyczka swojego brata. Rzeczy niemożliwe dla niej nie istnieją, co często udowadnia przypalając nawet wodę na herbatę. Cuda zajmują jej więcej czasu, ale ich realizacji podejmuje się z wielką chęcią, bo wyzwania są dla niej świetną rozrywką. Dyplom ukończenia studiów muzykologicznych wala się na dnie szuflady z całą resztą niepotrzebnych papierowych świstków i najchętniej by o nim zapomniała, bo przypomina jej o tym, że powoli dopada ją okropna dorosłość. Taka z niej trochę nieodpowiedzialna i roztrzepana artystka z temperamentem równie ognistym jak kolor włosów.


Córka marnotrawna i Aileen witają ponownie, machają łapką i zapraszają do wątków. Na zdjęciu urocza Cintia Dicker, a grafika jest mojego autorstwa.

13 komentarzy:

  1. [Pamiętaj, że jak tym razem odejdziesz, to wiem gdzie mieszkasz xD]

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Oba pomysły bardzo mi się podobają :) Wybierz jeden, a ja chętnie zacznę :)]


    Christian

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [A tak btw. cudne zdjęcie masz w karcie :)]

      Usuń
  3. [Heeej, jasne że możemy, bo naprawdę lubiłam ten wątek, zabawnie się zapowiadał. W takim razie poszukam twojego odpisu i może jeszcze dzisiaj, ewentualnie jutro przybędę z odpisem ;)]
    Tess

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ja bardzo chętnie, bo brakuje mi kogoś, kto by Kosmę rozruszał. Załóżmy więc, że się już mieli okazję w jakimkolwiek stopniu poznać. Jak dla mnie to Kosmyka możecie ciągnąć chociażby na zakupy, bo "przecież jesteś taaaakim gejem!".]

    Kosma

    OdpowiedzUsuń
  5. [Byłoby cudownie, bo przecież Holland potrzebuje takich dobrych i ładnych przyjaciółek :D Ale masz jakiś pomysł na wątek właściwy? San pojawiający się ni z tego, ni z owego, już niestety odpada. Może mieszkałby u niej jakiś czas, chociażby z tydzień, i tak po tym tygodniu przyprowadziłby kumpla albo przypakową dziewczynę. Hamilton mogłoby to przeszkadzać :>]

    OdpowiedzUsuń
  6. Zestawienie Rzeczy Cholernych w przypadku Wilhelma Holberga było naprawdę krótkie, a ruch w nim był prawie tak intensywny jak przepływ ludności na jakiejś zapomnianej stacji kolejowej, tkwiącej nie wiadomo po co w samym środku leśnej głuszy. Co prawda czasem przewijał się tam jakiś zagubiony (i niemal na pewno pijany) pasażer, ale tak generalnie to jedynie rdzewiała tam tablica i dróżnik przysychał od krzesła. Ta niesamowicie głęboka kolejowa metafora doskonale obrazowała stałość w negatywnych uczuciach, jaką od lat wykazywał Wilhelm Holberg. Zasadniczo za cholerne uważał jedynie wczesne pobudki, awarie autobusów i biletomaty. Ze zdecydowanym wskazaniem na te ostatnie, ponieważ to właśnie one dostarczały mu ustawicznej rozrywki, kiedy to po raz tysiąc pięćset milion dwudziesty w tym miesiącu zapominał o spacerze do punktu doładowywania kart umożliwiających nielimitowany dostęp do wszystkich form i środków komunikacji miejskiej. A zapominał o tym wiecznie i wiecznie obiecywał sobie, że wracając z pracy (no, bądźmy realistami, najdalej jutro rano) na pewno wstąpi do pierwszego lepszego prowadzonego przez przyjaznego Hindusa kiosku – czyli praktycznie jakiegokolwiek kiosku na terenie Londynu – i w końcu zdobędzie to insygnium świętego spokoju. I nietrudno zgadnąć, że od przeszło roku nie uczynił nic w kierunku doładowania karty na najbliższe milion lat. Zresztą… I tak by ją pewnie zaraz zgubił, a skoro była nieużyteczna, to spokojnie leżała w portfelu, wciśnięta pomiędzy inne niepotrzebne karty i paragony sprzed dekady.
    Dlatego i tym razem – jak co rano o dwunastej w południe – pokornie potuptał na spotkanie ze swoim przeznaczeniem. Idea wszędobylskiej elektroniki zdecydowanie do niego nie trafiała, więc nie tylko nie rozumiał fenomenu dokonywania zakupów przy pomocy kawałka plastiku, ale również w starciu z ekranem dotykowym automatu biletowego wyglądał jak on sam - Wilhelm Holberg we własnej angielsko-zdziwaczałej osobie - w nocnym klubie dla gejów. I choćby bardzo chciał, bardzo próbował i używał w głowie bardzo wymyślnych bluźnierstw przeciwko temu ustrojstwu, i tak nie był w stanie trafić palcem w odpowiednie literki. Albo klikała się inna niż pożądana, albo gwałtownie napastowany ekran wpisywał prawidłową od razu czterokrotnie, albo działa się jakaś inna technologiczna tragedia.
    Pośród ogólnej rozpaczy nowoczesności poczuł się jednak podniesiony na duchu, ponieważ nie tylko on blokował dostęp do szatańskiej maszyny zdecydowanie zbyt długo i nie tylko on słyszał za sobą nerwowe stukanie obcasami bankierskich lakierków o posadzkę. Z automatem obok mierzyła się bowiem młoda dziewczyna. Zdecydowanie mniej od niego subtelna w wyrażaniu swojej frustracji młoda dziewczyna.

    OdpowiedzUsuń
  7. [witaj:) grafika przecudna, pani taka ładna! fajnie też widzieć tu optymistycznie nastawione do życia postaci:)]

    Satine

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cudowne zdjęcie. Ciekawa karta. Chęć jest. I to duża! Palę się na wątek! :D]

    OdpowiedzUsuń