Góralowi mgło, kiedy w ustach nie ma smaku whisky.


AIDAN HAMILTON
Robota aż pali się w rękach! 

13.08.1976
Edynburg, Szkocja


Najbardziej leniwy architekt świata, właściciel kilkuosobowej firmy, człowiek-orkiestra, gdzie diabeł nie może tam Aidana pośle, po prostu zróbmy coś szalonego, podobno zakała całego rodu, ładny herb na ścianie i kilt kilka razy w roku: bo to największe marzenie mamy, tylko babcia go kocha więc wydzwania osiem razy dziennie krzycząc głośno do słuchawki smartfona, bo wciąż nie kuma nowoczesnej technologii, ojciec powoduje u niego nagłą chęć stanięcia na baczność, kobiety to zło, w pracy od rana do wieczora, z sześciogodzinną przerwą w środku dnia, król dyskoteki, miłosne wyznania tylko po pijaku, kilka mandatów na koncie, niezrozumiały akcent, impreza do rana, drewniane ucho, pewni Irlandczycy dobrze wyglądają na zdjęciach w portfelu, zimą przykleja język do słupa tylko po to, żeby zobaczyć czy naprawdę nie można go odkleić, na dobrą sprawę strasznie pamiętliwy z niego skurwysyn, za rodzeństwo odda życie, końcowe daty projektów są po to, żeby wiecznie je zmieniać, sztama z bratanicą, wredny kot za miliardy, miłość do latania, z metra cięty, wariat drodzy państwo - po prostu wariat.




_____________________
Niezmiennie Dean O'Gorman
Edit: 14.12.2013
byzantium3636@gmail.com
Lubimy wszystko! Odpisujemy kiedy możemy. Z reguły zachowujemy kolejność.

20 komentarzy:

  1. [Aaaaaa! jakie piękne obrazeczki są teraz <3 wymyśl nam coś, no..]

    Cynthia.

    OdpowiedzUsuń
  2. [no okejka, może być tylko muszę znać relacje Sean'a i Aidana, bo ja chyba za głupia jestem, że to z powiązań wywnioskować XD]

    Cynthia.

    OdpowiedzUsuń
  3. [Może jakiś wątek? Tylko ja jakoś nie mam pomysłu - ostrzegam.]

    OdpowiedzUsuń
  4. [W pierwszej linijce powinno być "jeden na jeden", ale wiem, o co chodzi :P
    Ogólnie to zdjęcie na dachu jest mega <3]

    - No skoro uważasz, że to takie proste - rzuciła lekko uszczypliwie i stanęła w pewnej odległości za linią boiska, aby wykonać zagrywkę z wyskoku. Płynnym, wyćwiczonym ruchem podrzuciła piłkę do góry i wyskoczyła, posyłając piłkę na drugi koniec boiska prosto w lewy róg. Mogło wyglądać to na lekką próbę "wystraszenia" Aidana i pokazania mu, że zdecydowanie z nią nie będzie to takie łatwe, ale nie tylko o to chodziło. W ostatnim czasie Olivia miała niemal obsesję nad tym, aby ćwiczyć swoje zagrywki i wykorzystywała do tego każdą nadarzającą się sytuację. Zawsze zostawała po treningach, aby poćwiczyć w samotności, teraz przed pojawieniem się chłopaka, również ćwiczyła zagrywanie. Walsh chciała być po prostu lepsza. Na swojej pozycji nie miała specjalnej możliwości, aby zdobywać punkty, a chciała zrobić coś więcej dla swojej drużyny. Dlatego tak ciężko ćwiczyła, doprowadzając swoje ciało do wycieńczenia. - Nie dość dobrze - rzuciła cicho do siebie, spoglądając na piłkę, leżącą po drugiej stronie boiska. Dopiero w tym momencie przypomniała sobie o obecności Aidana i spojrzała na niego. - Wybacz. Rozumiem, że gramy na jakimś mniejszym boisku? Jak wyznaczamy linie?
    Aidan, zapraszając Olivię na mecz siatkówki, kompletnie nie wiedział, w co się pakuje. I wcale nie chodziło o umiejętności dziewczyny w tym sporcie, a o jej podejście do niego. Walsh po prostu zapominała o wszystkim, kiedy grała, stąd raczej nie wyglądało na to, aby miała być świetną partnerką do rozmowy w tym momencie. Ona po prostu nie umiała grać na pół gwiazdka. Wykorzystywać połowę siły na grę, a połowę na żarty i rozmowę. Nie, jeśli chodziło o siatkówkę, to po prostu musiała dać z siebie wszystko. To był zresztą kolejny powód, dla którego nie byłaby w stanie dać Aidanowi forów.
    - Nie wątpię - stwierdziła z uśmiechem, zakładając dłonie na biodrach. - Mam zamiar jak najdłużej pozostać dojrzałym dzieckiem - dodała z rozbawieniem, lustrując jego sylwetkę oceniającym spojrzeniem, jakby chciała się upewnić, czy taki "dziadziuś" na pewno może z nią grać. - Boże, co ja będę robić w twoim wieku. Umrę, jeśli nie będę mogła się ruszać. Straszna perspektywa - podsumowała, biorąc drugą piłkę do ręki, a następnie z łobuzerskim uśmiechem zachęciła go palcem, aby do niej podszedł [Boże, brzmi to strasznie, a nie wiedziałam, jak to opisać. Chodzi mi o ten test, jak wskazującym palcem kusi się kogoś do podejścia xD). Nie, wcale nie próbowała z nim flirtować ani nic w tym stylu. Po prostu się trochę wygłupiała. - Chodź tutaj, staruszku. Sprawdzimy, czy trzymasz się dobrze jak na swój wiek nie tylko z zewnątrz, czy również wewnątrz.
    Nie dało się ukryć, że Aidan wyglądał świetnie jak na dojrzałego mężczyznę. Cóż, dla nie był zdecydowanie za stary o dobre kilka lat, jednak nawet Olivia potrafiła stwierdzić, że jest bardzo przystojny. Nie wątpiła, że ma ogromne powodzenia u kobiet w swoim lub nawet jej wieku. Stąd Walsh nie miała wątpliwości, ze "z zewnątrz" daje sobie świetnie radę. Mówiąc o jego "wewnętrznym" trzymaniu się, miała na myśli to, czy jest wysportowany. Nie zawsze pokrywało się to z wyglądem zewnętrznym.

    [Boże, komentarz do dupy -.-]

    OdpowiedzUsuń
  5. [A jakbyś ty zaczął? Bo mam troszkę wątków do nadrobienia XD]

    Merida

    OdpowiedzUsuń
  6. Rycerz na czarnym ogierze o napędzie mięśniowym przybył o umówionej godzinie. Był co prawda zdeterminowany i zdecydowany przyjechać do szpitala zdecydowanie zbyt wcześnie i przesiedzieć gdziekolwiek czas dzielący go od przed piątą, żeby tylko mieć świadomość istnienia bliżej Aidana niż pół miasta od Aidana, ale w końcu raczył się w tym temacie uspokoić. Zgodnie z przewidywaniami, wszystko spakował w ciągu kwadransa, zrobił zapasy pomarańczy, świeżych soczków w szklanych butelkach i krakersów (co stanowiło standardowy, obowiązkowy zestaw szpitalny) w ciągu kolejnego kwadransa i musiał coś zrobić z trzema godzinami.
    I zrobił. Na przykład zrobił sobie kawę, z której wypił dwa łyki i o niej zapomniał, bo popłynął w rozmowie z Mamą Heffernanową. Zrobił sobie nawet obiad, a raczej miał zamiast go zrobić, bo wyjął z zamrażalnika pudełko ze skamieniałym sosem do makaronu, ale nie tylko go nie zjadł - nie wstawił nawet do mikrofalówki, żeby ów miał szansę się rozmrozić, więc nadal kwitł w zlewie razem z pudełkiem i czekał na swój czas. Zrobił też notatki w kalendarzu, ale kiedy je później przeczytał, doszedł do wniosku, że jeśli zastosuje się do własnych dyrektyw, to prawdopodobnie zginie. I to nie tylko w tym sensie, że nagle znajdzie się we własnym samochodzie gdzieś w przestrzeni międzyplanetarnej. Zostawił więc kalendarz w szufladzie biurka i postanowił go nie dotykać przez najbliższy czas, spełniając tylko jeden sensowny punkt z zaplanowanych piętnastu. Czyli zadzwonił do swojego mocodawcy, wyjaśnił pokrótce sytuację i ogłosił, że nie pojawi się w pracy przez najbliższe dwa tygodnie, nawet jeśli sam rektor zechce go pogłaskać po głowie, co było bardzo nierealne.
    Tym sposobem Sean wyczerpał wszelkie możliwości rozproszenia swoich myśli w najróżniejsze strony, żeby tylko nie mielić w głowie tego, że zaczął się na bardzo poważnie martwić i martwił się przez dwie godziny bez przerwy. I w tym czasie przeszedł przez wszystkie możliwe fazy martwienia się, włącznie z powtórnym telefonem do Pani Mamy, pod koniec którego musiał wymusić na niej powtórzenie obietnicy sprzed godziny, że na pewno zrealizuje prośbę obu synków i nie zawiadomi połowy świata o Aidanowym pobycie w szpitalu. Sean mimo wszystko średnio w to wierzył, ale gdyby nie opowiedział komuś, kto już w życiu swoim słyszał jego płaczliwy ton, o wszystkich obawach, to przegryzłby własną tętnicę udową. Przez ścianę, którą też by przegryzł.
    Do szpitala przyjechał jednak w zdecydowanie lepszym stanie, bo branie się w garść szło mu całkiem nieźle, nawet jeśli sytuacja nie napierała ze wszystkich stron i nie patrzyła gniewnie, równie gniewnie wymachując palcem wskazującym, co podobno miało mu pomóc się ogarnąć. I pomogło, bo kiedy pojawił się w sali Aidana, z torbą pełną rzeczy niezbędnych na kolanach i neutralnym wyrazem twarzy, nie sprawiał już wrażenia histeryczki postawionej przed sytuacją nie do przejścia. Bo przecież to wszystko było do przejścia, a on został oddelegowany do zapewnienia maksymalnego komfortu odmian wszelakich. I miał zamiar wypełniać swoje zadania dzielnie, bo jeśli do tego wszystkiego on zacząłby na potęgę panikować, to świat runąłby w posadach po pięciu minutach.
    Sean Heffernan – gwarant globalnej stabilności. Tak.
    - Dzień dobry. – Bardzo zresztą nieuprzejmy gwarant, bo kiedy tylko rzucił to zdawkowe powitanie, złapał dotąd dosuniętą do ściany zasłonkę i podzielił tym samym salę na dwie względnie osobne przestrzenie. Kiedy już jeden z kanałów odbioru bodźców został koledze z sali odebrany, posłał Aidanowi wyjątkowo przyjemny uśmiech. – Cześć, mam pomarańcze. I sweterek do spania – zapewnił, kiwając głową.

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Dzień dobry. Dziękuję za powitanie, no i jestem :). Jakiegoś wątka strzelimy?]

    Evan

    OdpowiedzUsuń
  8. [Ale ze mnie dupa wołowa, co? Tak dawno temu powinnam była zacząć wątek. Przepraszam.]

    Winona

    OdpowiedzUsuń
  9. [mam wrażenie, że kolega/koleżanka przypadkiem pomylił/a karty i propozycja wątku miała iść do Evana ;)]

    Matt Ferguson

    OdpowiedzUsuń
  10. [Doczekasz się! Zapewniam.
    Myślę, że jutro. :D]

    Winona

    OdpowiedzUsuń
  11. Malarstwo wydawało się Winonie naturalnym wyborem. Zawsze czuła się dobrze, malując. Pędzel był jej ucieczką przed codziennością, przed problemami, przed wspomnieniami. Oczywiście, rodzicom ten wybór się nie podobał. Owszem, lubili, kiedy malowała, ale odpowiadało im to, gdy robiła to wyłącznie hobbistycznie. Wpadli niemal w szał, kiedy oznajmiła, że chce to studiować. Na dodatek za granicą! O mało jej nie wydziedziczyli. Wtedy jednak przypomnieli sobie, że nie mają już innych dzieci. Nie było łatwo, bo odmówili jej niemal całkowicie pomocy, ale zacisnęła zęby i poradziła sobie. Dlaczego wróciła do Londynu? Nie miała pojęcia. Czy coś ją tutaj ciągnęło, z sentymentu, czy po latach życia na obczyźnie po prostu potrzebowała widoków znajomych z dzieciństwa? Nie mogła zdecydować się na żadną wersję.
    Odmówiła stanowczo rodzicom, gdy chcieli, by ponownie z nimi zamieszkała. Pieniędzy od nich nie przyjęła, dlatego jak najszybciej musiała zacząć pracę. Łapała się różnych prac dorywczych, rysowała, malowała, czasami nawet rzeźbiła na zamówienie. Wiedziała jednak, że potrzebuje jakiegoś stałego źródła dochodów, dla spokoju umysłu.
    I wtedy trafiła w gazecie na to ogłoszenie.
    Architektura nigdy nie była jej działką, ale dlaczego by nie spróbować? Znała się na historii sztuki, architektury, potrafiła rysować niemal tak dobrze, jak potrafiła malować. Zawsze można się sprawdzić.
    Więc się sprawdziła i, ku swojemu zaskoczeniu, architekt, niejaki Aidan Hamilton, postanowił ją przyjąć. Do pomocy od strony... artystycznej.
    Od tamtej chwili minęło już kilkanaście dni, Winona dostała pierwsze polecenia od szefa i tego dnia – przyniosła swoje rysunki.

    [Patrz! Jest!
    Lipnie, ale moje początki zawsze takie są. Będzie lepiej.]

    Winona

    OdpowiedzUsuń
  12. [ Możemy zrobić tak, że Aidan współpracuję z firmą Evana, no i znają się z jakiś takich spotkań biznesowych, szy cuś. ]

    Evan

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz coś pod kiltem?
    Chyba nawet jej takie pytanie zakołatałoby się w głowie, gdyby zobaczyła, Aidana czy innego mężczyznę, w kilcie. Zwłaszcza, że słyszała, iż tradycja nakazuje, aby pod spodem nic nie było. Może to były tylko plotki, o szkockiej kulturze niewiele wiedziała, ale oglądała Bravehearta z Melem Gibsonem, a więc mogła się szczycić, że coś niecoś wie. Nic nie edukowało tak, jak filmy, a to że produkcji amerykańskiej, całkowicie pomijające się z prawdą...? Pal licho, połowa populacji i tak nie wiedziała, gdzie leży granica między prawdą, a filmową fikcją.
    — Nie wiem jaka jest poprawna odpowiedź, mam przyznać się, że jedna druga rządu domu, jest na tyle wygodnicka, że nie ruszy się, w przenośni oczywiście, aby obsłużyć swoich gości? Nie wiem czy to wyszłoby mi na dobre, następnym razem mogłabym pocałować klamkę... — wymruczała z powątpiewaniem, niejako udzielając odpowiedzi. Mogła jednak osłonić się tym, że nie powiedziała niczego wprost, jedynie sugerowała, więc w świetle prawa jest niewinna i nie można pociągnąć jej do jakiejkolwiek odpowiedzialności karnej, prawda? Nie można karać za gdybanie. Sean wyszedłby wtedy na potwornego tyrana, a Primrose miała nadzieję, że chociaż raz postanowiłby, w razie zamieszczonego gdzieś podsłuchu, zamienić się w nietyrana.
    Równie dobrze mógł nie poruszać tego tematu i kontynuować rozmowę o niczym, a Primrose w końcu zostałaby postawiona na odpowiednich torach i domyśliłaby się, aby nie wypominać Aidanowi dawnych czasów i omijać je szerokim łukiem.
    — Nie ma o czym mówić, było minęło. Każdemu się zdarza, prawda? — wzruszyła od niechcenia ramionami, posyłając mu delikatny uśmiech. Niezrównoważona wariatka, też coś... — Przepraszam za nazwanie cię niekompetentnym architektem.
    Wypomniał jej, musiała też to zrobić. Dla zachowania równowagi.

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Ciekawa postać, karta. Czemu nie? Masz jakiś pomysł? :"D ]

    OdpowiedzUsuń
  15. [wizerunek cudny! król dyskoteki i kobiety to zuo? czy pijana Satine może się do niego podwalać?:P]

    OdpowiedzUsuń
  16. Dostała urlop, co było chyba ostatnią pożądaną przez nią rzeczą. Wolałaby więcej zmian, podwyżkę, albo awans, ale niestety przełożeni stwierdzili jedynie tyle, że powinna wziąć wolne. W zasadzie, kiedy manager zaprosił ją do swej kanciapy, miała nawet nadzieję na dokument mówiący o wypowiedzeniu jej umowy. Wiecznie zmęczona, wyłączona, uśmiechnięta przesadnie sztucznie, nie nadawała się do pracy z ludźmi, obsługiwania i ogólnie braniu udziału w społeczeństwie.
    Niestety, z jakichś dziwnych względów nie chcieli jej zwolnić i Satine nawet raz zastanawiała się, czy ma to coś wspólnego z tym, w jaki sposób właściciel patrzył na jej tyłek.
    Przespała pół dnia, co było raczej kwestią nawyku niż ochoty, po czym wstała i bezproduktywnie przetrwała pierwszą wolną sobotę od niepamiętnych czasów.
    Z szafy wyciągnęła najbardziej obcisłą kieckę, jaką miała, postanawiając sobie, że tego wieczora nie spędzi samotnie. Nawet szpilki ubrała, spięła włosy w luźny kok i nałożyła imprezowy makijaż, który niewątpliwie wpasowywał się w nocnoklubowy design. Zanim wyszła, "wprowadziła się" w klimat imprezowy i uśmiechając się do swego odbicia, uszczypnęła kilka razy policzki, by dodać im koloru. To, co widziała w lustrze, uznała jako dość dobre i z taką świadomością udała się do jednego z bardziej ulubionych przez nią klubów.
    Zostawiła płaszcz w szatni i czym prędzej skierowała się do baru. Zamówiła pierwszy, drugi i trzeci drink, zanim przyswoiła sobie muzykę, którą puszczał DJ. Dopiero po chwili poczuła się dobrze, czy raczej zapomniała o tym, iż miewa się źle. Usiadła tyłem do lady i przodem do parkietu, zaczynając obserwację zwierzyny.
    Tej nocy na pewno coś upoluje.

    Satine

    OdpowiedzUsuń
  17. Na parkiecie bawiła się spora ilość mężczyzn, to prawda i chociaż po tych trzech drinkach każdy miał w sobie coś godnego uwagi, Satine niespecjalnie czuła miętkę do nich poprzez samo patrzenie.
    Zamówiła kolejną wiśniówkę z sokiem pomarańczowym, by się lekko zasłodzić i siorbiąc napój przez słomkę, natrafiła na pierwszy obiekt zainteresowania. Niewysoki, ale za to jaki piękny. Ciemne włosy, dłuższe włosy... Już prawie odbiła się od lady, by wyjśc mu na spotkanie, ale dostrzegła jeden szkopuł. Jego dłoń pod spódnicą wyzywającej blondynki. Przepiła sprawę, skrzywiła się lekko i odłożyła szklankę na bar. Czy tak trudno znaleźć kolesia na jedną noc? Co się stało z napalonym tłumem, męskich samców? Jakoś miała wrażenie, ze wokół niej znajdują się same pipeczki, co to pod rurkami nie mają nic do pokazania. I już miała odpuścić, już wyjść i w sklepie zakupić Jacka, by spożyć go w drodze powrotnej, kiedy jej spojrzenie napotkało parę cudnych oczu. Czyżby też polował, jak i ona? Ze słodkim uśmiechem zmieniła miejsce, zbliżając się do jasnowłosego, trzymającego kufel piwa.
    - Czyżbyś coś zgubił? - zapytała, nawiązując do jego oczu, które najwyraźniej od chwili czegoś poszukiwały.

    Satine

    OdpowiedzUsuń
  18. Oczywiście, że reflektowała. Skoro od razu się jej spodobał (kwestia gustu czy alkoholu?), chętnie zajęła miejsce naprzeciw niego i z lubością napiła się drinka, którego dla niej zamówił. Jakże miło z jego strony, przebiegło jej przez myśl. Teraz tylko przeczeka małą korbę w głowie i się odezwie. O, minęło.
    - Satine. - uśmiechając się delikatnie, uścisnęła jego dłoń, pamiętając o tym, by pogładzić jego skórę kciukiem. Taki tam subtelny geścik.
    Przyglądała się chwilę jego twarzy, nieprzypadkowo przygryzając wargę. Ktoś jej kiedyś powiedział, że wygląda wtedy pociągająco, a że większość życia wierzyła opiniom ludzi, wzięła tę uwagę do siebie. Gdy zapytał ją o towarzystwo, musiała chwilę się zastanowić, co odpowiedzieć. Jeśli nieco naciągnie prawdę, że z kimś się umówiła i ten ktoś nie dotarł, to chyba nie będzie złym człowiekiem. Nie patrzy się zbyt przychylnym okiem na kobiety, samotnie podbijające kluby. No ale miała gdzieś zdanie społeczeństwa, przynajmniej od jakiegoś czasu i co ważniejsze, pod wpływem była zawsze szczera. Czasem aż nadto.
    - Uwierzysz, jeśli powiem Ci, że przyszłam sama? - zapytała, bawiąc się słomką. Z tym piciem to musi trochę przystopować, żeby nie usnąć.

    Satine

    OdpowiedzUsuń
  19. Satine na dobrą sprawę nie wiedziała wiele o uwodzeniu mężczyzn. Nie w jej naturze leżał flirt, dawanie mężczyźnie sygnału o swym zainteresowaniu. To po prostu jakoś wychodziło, nieważne jak. Przy alkoholu wystarczyło jedno spojrzenie, gadka na szybkości i pocałunek, prowadzący do mieszkania kolesia.
    Jeśli chciałaby sobie znaleźć chłopaka, co zapewne nigdy nie nastąpi, nie wiedziałaby co robić. A tak w klubie, jednorazowo, mogła się zatracić w muzyce, drinku i parze niemal przypadkowych ramion.
    - W takim razie koniecznie wypijmy za to spotkanie. - powiedziała, uśmiechając się nadal. Uniosła w jego stronę szklankę. Tak, jak się jeszcze trochę napije, uwierzy w to, że faceci wcale nie są skomplikowani. Na trzeźwo tak jakoś trudno jej to przychodziło.

    Satine

    OdpowiedzUsuń