27 lat
Musisz mi pomóc,
bo od szesnastu dni pada deszcz
i życie powoli zaczyna mi się rozmywać.
Miałem iść do dentysty,
ale przybłąkał mi się wiersz o tobie,
no i nie mam go z kim zostawić w domu.
Dobrze, że jesteś,
bo w zeszłym tygodniu „U Fukiera”
śmierć znowu pytała o mnie szatniarza.
Dzwoniłem dzisiaj do ciebie,
ale słuchawka ugryzła mnie w rękę
i pewnie ta rana tak szybko się nie zagoi.
Musisz mi pomóc,
bo jestem zmęczony jak Bóg,
który harował przez tydzień –
i nie stworzył świata…
[Witaaam, jakiś on taki smutny.]
OdpowiedzUsuńNathan
[Nawet jak trzyletnie dzieciaki go napadną?^^ Jak ogarnę pierdolnik spod karty (inaczej się tego nazwać nie da) to postaram się przyjść i pomyśleć nad wątkiem.]
OdpowiedzUsuńNathan
[Dobry Dzień, zapraszam do Claire ]
OdpowiedzUsuńClaire
[ Przychodzę z misją powitania(cześć!) i zaproponowania jakiegoś wątku, bo myślę, że mogliby się nasi panowie dogadać(albo raczej pomilczeć w swoim towarzystwie, bo widzę, że oboje do rozmownych osób nie należą). Pewnie nawet coś zacznę, tylko zarzuć mi odpowiedzią czy mają się znać? ]
OdpowiedzUsuńMatthew Tobias Green
[Jak najbardziej tak, pomysł bardzo mi się podoba :) Zaczniesz, czy ja mam się tym zająć? ]
OdpowiedzUsuńClaire
[To się cieszę bardzo, skombinujmy jakiś wątek, reflektujesz?]
OdpowiedzUsuńMarcel
Sen. To on pozwalał jej odbiegać w marzenia, uciekać od rzeczywistości, która z każdym porankiem na nowo ją budziła. To deszczem, wiatrem, promieniami słońca. Każdy dzień wyglądał tak samo, a ona miała już cholernie dość tej monotonności, zaczęła ją ona dobijać, chciała zmian, ale o takie trudno. Ich nie można tylko chcieć, zmiany są nieoczekiwane i potrzeba do tego zazwyczaj osób kilka. A sny jej na to pozwalały, miała nikłą nadzieję, iż one staną się kiedyś realne.
OdpowiedzUsuńEh, ale pieprzę, pomyślała, ja po prostu lubię spać.
Przewróciła się na bok, westchnęła i zamknęła oczy. Jeszcze pięć minut, przeleciało jej przez myśl i zamknęła oczy...
... Zerwała się z łóżka z nadzieją, że na tablicy zegarka ujrzy dość przyswajalną godzinę, niestety los jej nie lubi.
-Kurwa! - krzyknęła; rzadko kiedy przeklina. Jakoś nie ma tego w nawyku jak większość ludzi, ale ta sytuacja tego wymagała. Wbiegła do łazienki i przejrzała się w lustrze. Chyba dziś wszystko jest przeciw niej, nawet wygląd. Dziękowała w duchu samej sobie za to, że wieczorem wzięła prysznic. Umyła zęby, a włosy zawiązała w koka, nie miała czasu na użeranie się z tą rudą burzą na jej głowie, która czasami żyje własnym życiem, wbrew jej woli. Ubrała się i wparowała do kuchni, chwyciła zbożowego batonika popijając go wodą mineralną wprost z butelki. Wybiegła z mieszkania, zamknęła je, a klucze wrzuciła to torebki. Jakby tego było mało uciekł jej autobus i musiała czekać na kolejny.
Gorączkowo tupała nogami w zniecierpliwieniu szukając w głowie koła ratunkowego z tej całej sytuacji. Nagle poczuła się jak w tych durnych bajkach animowanych, gdy nad bohaterem pojawia się rozświetlona żarówka. Wyjęła telefon z torebki, na szczęście go nie zapomniała, i wybrała odpowiedni numer.
Pierwszy sygnał. Szybciej. Drugi sygnał. No dawaj. Trzeci syg... Jest. Nie dała dojść rozmówcy do słowa tylko wypaliła:
-Cześć, Marcus - w gwoli ścisłości woli jego imię, niż 'przezwisko' - Z tej strony, Claire kojarzysz jeszcze? - była tak narwana, że nie czekała na odpowiedź - Słuchaj, co robisz?
Claire
[Naprawdę? To byłaby miła odmiana dla Benia, bo zaczął tracić nadzieję na posiadanie przyjaciół.
OdpowiedzUsuńKosma przypadł mi do gustu wyjątkowo, a zdjęcie to już w ogóle obłędne.]
Benio Huxley
[O, to ostatnie najlepsze, bo daje szansę Beniowi na panikowanie i oskarżanie Kosmy, że kumpluje się z nim tylko po to, aby go ukradkiem macać.
OdpowiedzUsuńPewnie wychodzi na to, że muszę zacząć, nie?]
Benio Huxley
Wbrew wszystkiemu, czego zwykł słuchać na temat swój i wykonywanego zawodu, naprawdę nie żałował, że zgodził się wtedy na sesję próbną. Owszem, niejednokrotnie przed wyjściem na wybieg zastanawiał się, jakie prochy pomagały przy powstaniu tego czy innego projektu, ale nie zadawał pytań głośno, bo za rundkę w tę i spowrotem dostawał całkiem niezłą kasę. A że praca ochroniarza do dochodowych nie należała, powodów do narzekań nie miał.
OdpowiedzUsuńNo i te imprezy po wszystkim! Kij z tym, że często towarzyszył im odgłos wciągania krechy czy kłótnie o to, kto ma większą szansę w okrutnym świecie modelingu, ale Huxley nigdy nie załapał się na żadną z tych rzeczy. Irytowało go tylko to, że gdy zbywał jakąś anorektyczną panienkę, zaraz obok niego znajdował się równie anorektyczny chłopak z podobnymi intencjami. Wtedy warczał, prychał i zwiewał na koniec kanapy, coby nikt go za kolano przypadkiem nie złapał, gdyż był na tym punkcie wyjątkowo wyczulony.
Cieszył się też, że ma kumpla, który stanowi swoistą ochronę przed tym wszystkim. Kosma był starszy i nieco szerszy w barach, więc czymże był taki chudy dzieciak wobec rosłego mężczyzny! Ben zabierał go więc i z czystej dobroci serca, i z egoistycznych powódek wymienionych wyżej.
Po jednej z wyjątkowo ostrych imprez, która dla wielu skończyła się urwanym filmem i różnymi takimi, Benio zbudził się z dziwnym wrażeniem, że coś jest nie tak. Po pierwsze, ostatnie co pamiętał to to, że przysypiał sobie na fotelu w opustoszałym przedpokoju. Po drugie - okej, miejsca mało dla dwudziestu osób, często z dwojga złego znajdował sobie miejsce do spania koło jakiejś nachlanej dziewoi, ale tym razem czuł męskie perfumy. W panice pomacał się po klatce piersiowej i nogach, na szczęście był w pełnym ubraniu i nic nie wskazywało na to, by wcześniej go pozbawiono.
Zerwał się z łóżka i niemalże pisnął, widząc leżącego na nim Kosmę. On, człowiek, który był jego jedynym kumplem, który nie wyzywał go od pedałów, ot tak sobie spał z nim na jednym łóżku!
A jak go obmacał? Albo wykorzystał?
Podszedł do okna i otworzył je, czując do siebie wstręt, nawet jeśli nic nie zaszło, to i tak spał z facetem w jednym łóżku, dotykali się nogami!
Podszedł do śpiącego Granta i potrząsnął nim, choć sam nienawidził być budzonym.
- Kosma, dupku! - syknął, szarpiąc go za koszulkę.
- Dlaczego? Dlaczego?! Ty już dobrze wiesz! - Mało brakło, a tupnąłby nogą. W takich chwilach nic nie wskazywało na to, by Huxley był aseksualnym homofobem, ale panika u tego człowieka miała to do siebie, że dodawała mu nieco... Hm... Niemęskich zachowań? Stał tak nad wyraźnie rozbawionym Kosmą, co podwójnie go wnerwiło, zgrzytając zębami i piorunując chłopaka wzrokiem. Jakiś koleżka leżący pod ścianą burknął, żeby zamknęli mordy i dali mu spać, co Benio oczywiście zignorował, bo miał większe problemy na głowie.
OdpowiedzUsuń- Ja tu cię zapoznaję z tyloma dziewczynami, ufam ci, a ty co? Możesz mi powiedzieć, co przeszkodziło ci znaleźć sobie miejsce nie na jednym łóżku ze mną?! - spytał, machając bezwiednie rękami jak w amoku. No dobra, może zbyt gwałtownie do tego podszedł, ale trzeba było być Benem, aby rozumieć jego reakcję. Być może przez swój wygląd i pracę za wszelką cenę starał się udowodnić, że nie lubi facetów w tym sensie, może miał dość ciągłych wyzwisk, kto to wie.
W końcu usiadł na jakiejś pufie i, zaciskając palce na kolanach, wpatrywał się w Granta, oczekując wyczerpującej odpowiedzi odnośnie jego karygodnego zachowania oraz wylewnych przeprosin, że tak śmiał go potraktować. Bo przecież Huxley wiedział najlepiej.
Przeskakiwała z nogi na nogę, sama nie wie czy było jej zimno, czy była tak zniecierpliwiona. Czemu te autobusy nie jeżdżą jeden za drugim? Czemu cały świat jest przeciw niej w ten dzień, czy to jakaś zmowa? Bo jeśli tak to wcale jej to nie bawi.
OdpowiedzUsuń-Uf, potrzebuję twojej pomocy, Kosma - powiedziała pośpiesznie, mając nadzieję, że chłopak rozumie jej słowa, które tak szybko wypowiadała - Słuchaj, cholera, zaspałam dziś - westchnęła ciężko - A do tego uciekł mi autobus, więc nie ma szans, że zdążę na czas do pracy. Mam prośbę, mógłbyś wpaść do dzieciaków? - zapytała słodkim tonem, nie miała tego w zamiarach, samo jakoś tak wyszło - Dosłownie tylko chwila, około piętnastu minut.
Claire
[Dziękuję. Mnie też się podoba, dlatego je wybrałam na wizerunek postaci.]
OdpowiedzUsuńSłuchał, wpatrując się w Kosmę podejrzliwie i bębniąc palcami w kolano. Z każdym wypowiadanym przez chłopaka słowem, czuł się coraz bardziej jak skończony kretyn. Przecież to nie miałoby sensu, kumplował się z Grantem na tyle długo, aby wystarczająco mu zaufać, nigdy też nie doszło do sytuacji, przez którą Ben mógłby podważać seksualność swojego przyjaciela.
OdpowiedzUsuń- Sam jesteś kretyn - burknął w końcu, nie mając nic lepszego do powiedzenia. Nie zamierzał przepraszać Marcusa za to drobne nieporozumienie, bo Huxley nie przepraszał, poza tym to byłoby oznaką tego, że mu głupio, a wystarczająco było to po nim widać i niepotrzebne było słowne potwierdzenie.
Ciekawe, co by Benio zrobił, gdyby Kosma przyznał się do swojej orientacji. Na pewno miałby mu za złe, że tyle czasu milczał, ale z drugiej strony nie wiedziałby, jak zareagować - pogardzić, czy machnąć ręką?
- Wstawaj, spadamy stąd - dodał po chwili, kiedy sprawdzał kieszenie i zawartość portfela, czy aby na pewno ma wszystko.
[Ach, podrzucę ci coś jutro, jak mnie olśni, bo dzisiaj już nie myślę, w ogóle.]
OdpowiedzUsuńMarcel
Zignorował komentarz odnośnie swojego zachowania, bowiem mógłby znowu niepotrzebnie się irytować, a tym samym dać Grantowi powód do kolejnych dogryzień. Burknął tylko jakąś nieszkodliwą obelgę, wygrzebał spod szafy swoje buty - jak one się tam znalazły? - i ostatni raz rozejrzał po pokoju, czy niczego nie zapomniał. Jakoś nie widziało mu się wracać tu po cokolwiek, poza tym wątpił, by właścicielka mieszkania skłonna była oddawać zostawione rzeczy.
OdpowiedzUsuń- Gdybym dostawał funta za każdą taką twoją gadkę... - westchnął, kręcąc z rozbawieniem głową. Przelotnie doprowadził swoje włosy do porządku, aby nie wystraszyć ludzi w metrze, ale i tak czuł się jak jeden wielki burdel.
- Ale tutaj nie przychodzimy, za dużo pedałów - sarknął, mijając dwójkę modeli śpiących tak, że jeden drugiemu siedział na kolanach. Huxley skrzywił się z odrazą i przeszedł nad kimś śpiącym na podłodze, nawet udało mu się nikogo nie podeptać.
- Chorobliwe? Kryptogej? Ta flacha chyba cię jeszcze trzyma, bo pierdolisz głupoty. Niech sobie będą na świecie wybryki natury, ale ja nie chcę ich oglądać. A, niestety, w tym kraju oni sobie myślą, że są czymś fascynującym i obnoszą się ze swoją... Dziwacznością. - Po tym jakże przepięknym przemówieniu obrzucił Kosmę spojrzeniem tylko nieco mniej podobnym do tamtego, które rzucił chłopakom śpiącym na fotelu, prychnął też jak kot i poprawił kurtkę, bo mu wisiała na szyi.
OdpowiedzUsuń- Jak chcesz, ale to tej porze najprawdopodobniej moja nieudana siostra okupuje łazienkę. - Wywrócił oczami. To było naprawdę irytujące, by w każdą sobotę ta dziewczyna wstawała z rana i szykowała się tak, jakby miała gdzieś iść, a w rzeczywistości siedziała w pełnej tapecie na kanapie w salonie i czekała, aż zadzwoni ktoś z informacją, że idą na miasto. Zastanawiał się czasem, czy nie jest jakaś podmieniona albo, z dwojga złego, on nie jest.
- Ale jak ją ładnie poprosisz, to zrobi ci śniadanie. Poproś o więcej, bo w moim przypadku to nie działa - westchnął. Z jakichś dziwnych powodów ona zawsze podlizywała się jego kumplom, jakby liczyła na to, że któryś zwróci na nią uwagę. Może i by zwrócił, ale na pewno nie to, o co jej chodzi.
[Dzięki. Co powiesz na wspólne umieranie?]
OdpowiedzUsuńDaniel Rots
Nie można chyba było trafniej określić Huxleya jednym zdaniem. Co racja to racja, był przewrażliwiony na punkcie swojej męskości, ale chyba tylko dlatego, że ludzie tak dawali mu popalić przez jego wygląd i pracę. Nie dawał tego po sobie poznać, naturalnie, ale mimo wszystko czasem miał dosyć ciągłych obelg.
OdpowiedzUsuń- Ej, nie lubię mojej siostry, ale nie aż tak, żeby musiała cię oglądać - sarknął, po czym wyszczerzył do Kosmy zęby.
Gdyby Grant coś tam tego z jego siostrą, to Benio nie wiedziałby, które ma bardziej przewalone - z jednej strony Marcus, taki bezwstydnie śpiący z nim na jednym łóżku, z drugiej młoda, na którą wystarczyło spojrzeć i się odechciewało.
Zmierzył kumpla oceniająco, skrzywił się i pokręcił głową.
- Niee, ona ogląda się za takimi jak ja. To znaczy... Rozumiesz, za takimi, co byli na wczorajszej imprezie. Ty, mimo wszystko, bardziej przypominasz faceta - podsumował tonem znawcy i wygrzebał z torby paczkę fajek. Wyjął dwa, jednego wziął sobie, a drugiego dał Grantowi. Może niekulturalnie tak z łapy, ale wolał nie ryzykować, że upuści wszystkie na ziemię.
Odetchnęła z ulgą gdy Kosma zgodził się jej pomóc; tym samym przez jakiś czas zaopiekować się sporą grupką dzieci w przedszkolu. Wiadomo, dzieci jak to dzieci; niby takie kochane, ale jednak potrafią dać człowiekowi wycisk w krótkim czasie. Miała jednak nadzieję, że Marcus da sobie radę, ba, on musi dać sobie radę.
OdpowiedzUsuńUśmiechnęła się szeroko gdy zauważyła nadjeżdżający autobus, wskoczyła do niego szybko słysząc za sobą parę niezadowolonych pomruków, ale cóż miała powód do takiego wpychania się. Była strasznie niecierpliwa, a jej tryb życia nie chciał pozwolić sobie na monotonność nawet jeśli ta wpraszała się w jej życie. Zajęła miejsce i znów zaczęła tupać nogą w posadzkę. Obserwowała za oknem uliczki Londynu i szczęśliwa wstała z miejsca, gdy zatrzymali się na jej przystanku, który mieścił się tuż koło przedszkola. Wybiegła przed wszystkimi ludźmi i wparowała do przedszkola. Przywitała się z wszystkimi kiwnięciem głowy i weszła na salę. Tam zauważyła Kosma otoczonego zgrają małych ludków zadających mu masę pytań na raz. Nawet ona nie wyłapała nic z tego potoku słów.
-Jestem - powiedziała próbując uspokoić oddech, na twarzy widniały rumieńce spowodowane biegiem, ma zdecydowanie słabą kondycję - Jak sobie radzicie?
Claire
[Evan jest smutny i melancholijny, ale tak tego po nim nie widać, bo się często uśmiecha, a przynajmniej stara. Hm, nie wiem gdzie mogli się poznać, ani nie mam pomysłu na wątek, to takie smutne. Gdyby Marcus był w psychiatrycznym albo chociaż u psychologa to może wtedy... Bo tak to skąd?]
OdpowiedzUsuńEvan
[Zgodzę się, przefajni są. A skoro w tym się zgadzamy, to wątek może, co?]
OdpowiedzUsuńWilliam
[Czeeść, przyszłam żebrać o wątek.]
OdpowiedzUsuńHarper
[Okej, więc załóżmy, że pracował tam podczas pobytu Evana. Można też przyjąć, że kiedyś jak Marcus sprzątał to u Cartera wystąpiły skutki uboczne związane z zażywaniem psychotropów i np. zemdlał na korytarzu, ten mu pomógł. Potem tam przyszedł się upewnić, że wszystko u niego w porządku i teraz od ciebie zależy czy się polubili czy raczej nie.]
OdpowiedzUsuńEvan
[ Serdecznie witam i dziękuję za przywitanie. Mogę Ci zaproponować powiązanie - Hollie jako osóbkę, która czasem go ponękka, wpadnie w najmniej oczekiwanym momencie z kubkiem kawy i kanapkami ( wieczorami możliwa wersja z butelką wina) tylko by sprawdzić jak się trzyma, zapełnić sobie wolny czas i spojrzeć mu przez ramie w celi sprawdzenia co nowego zmalował ]
OdpowiedzUsuńHollie
[Imię mi przypasowało do postaci, poza tym trzeba było znaleźć takie, które ładnie brzmi z nazwiskiem, stąd Verner.
OdpowiedzUsuńTak, zrobimy coś z tym. Chyba.]
[ ale to się naprawdę miło czyta, więc ślicznie dziękuje :)
OdpowiedzUsuńno i dobry wieczór dzień :)]
Gwen
[A proszę bardzo, trzeba doceniać czyjś trud, może będzie takich postów więcej :D
OdpowiedzUsuńPodoba mi się ten pomysł z przyjaciółmi. A masz jakiś konkretny pomysł, czy lecimy na żywioł z wątkiem z serii "trzecia w nocy, wino się kończy, a w telewizji tylko powtórki Mody na Sukces"?]
Harper
[Depress-party zawsze spoko. Mogę zacząć o ile podasz mi jakieś szczegóły co do wątku.]
OdpowiedzUsuńEvan
[Też nie wiem... Jaki jest stosunek Kosmy do sportu?]
OdpowiedzUsuń[A jakiej długości wątki preferujesz?]
OdpowiedzUsuńHarper
[Również witam. Cóż, Damien niezwykle ubolewa nad ogólnie przyjętą patologią panującą w dziwnej renomy klubach, dlatego wolałby szukać koleżanek w księgarniach. Niemniej jednak może mu sprezentować jakąś książkę, jeśli Kosma jakieś urodziny albo co po drodze ma.]
OdpowiedzUsuńDamien
[ To nie tak, że go porzuciłam. Po prostu Matthew był inspirowany moim zmarłym kolegą, ale po prostu nie umiałam się wczuć w taką postać i postanowiłam dlatego zmienić go na kogoś "pewniejszego".
OdpowiedzUsuńNo, nieważne. Wątek jak najbardziej i już nawet z pomysłem przybywam. Co ty na to, żeby Chris spotkał się z Marcusem w celu obgadania jakiegoś motywu, który będzie się miał znaleźć na okładce płyty jego zespołu? ]
Christopher Barrett
[Witam!:) Naprawdę niezrozumiałą mam kartę? ;c To może powinnam ją od nowa napisać? Hm... dobrze, że zostało mi to powiedziane. Sama nigdy bym się nie kapnęła, że sama napisałam coś niezrozumiale. :) No, ale nie ważne. Jak kiedyś najdzie cię ochota na wątek to pukaj do moich drzwi. Pozdrawiam!:)
OdpowiedzUsuń[Cheska nie chce zapominać, ona pragnie przypomnieć sobie jaka była; chce odzyskać siebie, to przede wszystkim. Potem dopiero jest chęć zapomnienia o porwaniu.
OdpowiedzUsuńMyślę, że zrozumieliby się bez problemu. Podoba mi się Twój bohater. Tylko nie wiem jak mogłoby dojść do tego porozumienia, jakie okoliczności, powiązanie. Hm?]
Francesca
[No to w takim razie 999 wyrazów. Taki żarcik, hehe.]
OdpowiedzUsuńWbrew powszechnej opinii, jakoby Harper tylko siedziała w swojej jaskini i grała na kompie, zaniedbując przy tym życie towarzyskie, to ona miała przyjaciół. Nie było ich wielu, ale przecież nie liczy się ilość, a jakość, zupełnie jak z towarzyszami z gry - po co mieć dziesięciu frajerów, jak można mieć dwóch dobrych w te klocki graczy?
Kosma zdecydowanie frajerem nie był, a, co pozwalało Andrews myśleć sobie "O jaa, prawie jakbym kumplowała się z Gokiem Wanem", fakt, że wolał chłopców tylko czynił go fajniejszym. No tak, może dość płytkie podchodzenie do tego typu spraw, ale kto powiedział, że osobowość Harper jest głęboka jak Rów Mariański? Ludzie, gdyby tak było, to studiowałaby coś ze sztuki, a nie machanie skalpelem.
Dzięki Grantowi mogła też oddawać się wszystkim tym rozrywkom, które z facetem hetero byłyby zwyczajnie nie na miejscu - picie winka i plotkowanie. No okej, może i Kosma nie był takim typowym gejkiem, co to chodzi z dziewczyną na zakupy i ma nogi jak patyki, ale był. A ją to z jakiegoś dziwnego powodu napawało dumą.
Trzecia w nocy, jedno wino za nimi, drugie w trakcie, trzecie leży gdzieś pod fotelem, a Ridge Forrester po raz enty wyznaje Brooke miłość.
- Powiedz ty mi - zaczęła, rozbawiona chyba tylko dlatego, że wino było tanie i dobre - co trzeba brać, żeby wymyślać kolejne odcinki tego gówna. Ten serial ma tyle lat, co ja, a i tak nikt jeszcze nie umarł. Nawet ta stara - milczała chwilę, obserwując, jak Ridge i Brook wzajemnie się pożerają. - Ty, a może oni ćpają jakieś prochy odmładzające czy co? - Ożywiła się nagle i podciągnęła nogi pod brodę, coby nie spaść z wrażenia z kanapy. Chciałaby takie, kamień filozoficzny w proszku, jeden niuch i masz dwadzieścia lat mniej!
Ale nie... Wtedy to cofnęłaby się do początku, a to kicha trochę znów musieć przechodzić przez gimnazjum i liceum...
Harper
[Kosma też fajny. Teoś chętnie by go poznał.]
OdpowiedzUsuńTheodore
Koledzy z zespołu zorganizowali sobie w hotelu całonocną imprezę. Nie obyło się bez głośnej muzyki, przez którą budził się co średnio dwadzieścia parę minut oraz alkoholu, ale na szczęście niczego nie zdewastowali i nic nie wyleciało przez okno. Rano musiał pomóc im wyleczyć kaca, więc biegał między kartonami po pizzach oraz tonach kubków i butelek z wodą i aspiryną. Kiedy udało się im wspólnymi siłami ogarnąć cały zrobiony wczorajszej nocy bajzel, to zaczął brzęczeć mu telefon. Przypomnienie, no tak. Miał spotkać się z Marcusem, ale przez to ostatnie zamieszanie praktycznie całkiem o tym zapomniał i wypadło mu to z głowy. Zebrał parę najważniejszych rzeczy do kieszeni i napisał smsa, że może się spóźnić. Na szczęście drogę do Starbucksa położonego chyba najbliżej hotelu w którym się osiedlili znał całkiem dobrze i udało mu się dotrzeć tam bez większych komplikacji. Mimo to widać było, że się chłopak śpieszył, żeby uniknąć ewentualnego spóźnienia. Wyglądał, pomimo słabo spędzonej nocy, na całkiem pogodnego.
OdpowiedzUsuń- Cześć, Kosma! - przywitał znajomego z charakterystycznym już dla siebie uśmiechem. Ludzie zawsze twierdzili, że jest bardzo radosną osobą, a on nigdy temu nie przeczył, chociaż parę sytuacji, jakie mu się przydarzyło mogło sprawić, że ktoś inny na jego miejscu już dawno przestałby się uśmiechać. Niemniej jednak on z tego nie rezygnował, bo w końcu trzeba się cieszyć w życiu tym, co gotuje nam los dobrego. Gdyby cały czas działo się dobrze, to byłoby zbyt cukierkowo, a przynajmniej on wychodził z takiego właśnie założenia.
Christopher Barrett
[Witam serdecznie. Zawsze możesz stworzyć panią :D]
OdpowiedzUsuń[Smutełowy trochę ten Kosma (lubię to imię, tak dobrze mi się kojarzy). Jak jest jakiś pomysł na wątek, to ja się zgłaszam do zaczęcia! :3]
OdpowiedzUsuńBillie Joe
[Okey :3 A jakąś konkretną relacje już mają czy tak po prostu, pierwsze spotkanie?]
OdpowiedzUsuńBillie Joe
[Pomyślała by Theo był częstym klientem Kosmy, nawet mógłby wykonywać rysunki na jego zamówienia. Co się z nimi dzieje - nie wiadomo (sama jeszcze nie mam pomysłu). Pender może też pomagać odnaleźć ten optymizm w Grancie. Też nie jestem dobra w wymyślaniu.]
OdpowiedzUsuńTheodore
[Jak dla mnie pasuje. Z cierpliwością mogą być problemy. Ale w końcu może przestawić się na tryb fizjoterapeuty, co też musi jako tako być cierpliwy. Mam zacząć czy mogę Cię o to prosić?]
OdpowiedzUsuńTheodore
[Dobrze, zacznę. Ale stóp moich nie dotykać! Mam przeraźliwe łaskotki. ;)]
OdpowiedzUsuńTheodore
[Logan też codziennie umiera.
OdpowiedzUsuńMa czteroletnią chrześnicę. Mógłby ją któregoś dnia zabrać na jakiś jarmark, puściłaby jego dłoń, zniknęła w tłumie, a on znalazłby ją przy rysującym jej portret Kosmie.]
Logan Palmer
Theodore nie lubił przesiadywać wieczorami w swoim mieszkaniu. Panował w nim artystyczny nieład, a raczej po prostu burdel, którego nie potrafił uprzątnąć. Wciąż wyglądało jakby ktoś tu się niedawno wprowadził lub właśnie zabrał się za pakowanie swoich manatków i zamierzał uciec jak najdalej stąd. Większość rzeczy wciąż leżało w rozwalonych wszędzie kartonach. Ramy na obrazy, których nigdy nie kupił leżały oparte o pastelowe ściany. Gdzieniegdzie było widać odchodzącą farbę. Meble stały krzywo, przez co Theo często zahaczał palcami u stóp czy łokciem o jakiś kant szafy czy innego biurka. Cholernie to wszystko go bolało, ale był zbyt leniwy by cokolwiek tutaj zmienić. Pomieszkiwał już tak kilka lat, a wciąż zabrać się za nic nie umiał. Złośliwi powiedzieliby, że potrzebna mu jest baba. On sam twierdzi, że tylko kop w tyłek mu pomoże.
OdpowiedzUsuńTen wieczór również nie zamierzał poświęcić na samotne przesiadywanie w swoim nieprzytulnym mieszkaniu. Czasem brakowało mu tam ciepła, obecności kogoś drugiego lub zwykłego zwierzaka, co wypełni tę pustkę panoszącą się w jego niedokończonych pokojach. Przypomniał sobie o Marcusie. Starym, dobrym Marcusie, od którego czasami kupował jakieś rysunki. W końcu miał na zbyciu trochę pieniędzy, a samolubnym do końca życia nie można być, więc dlaczego nie pomóc koledze?
Gwiżdżąc w ciemne niebo wędrował przez ulice Londynu. Przechodniów było już niewielu. Przynajmniej w tej części miasta. Przecież życie nocne tętniło, a w klubach, barach było pełno ludzi, którzy chcą zapomnieć o swoim dotychczasowym życiu. Bo wszyscy są słabi. Theo nauczył się być silnym, wręcz niezniszczalnym. Lekcje przy drążku robią swoje.
Przy Grancie musiał być cierpliwy, a to ostatnia cecha jaką może się szczycić Pender. Nie potrafił wykrzesać z siebie jej ani trochę. Wiadomo, z pacjentami tak musiał, co nie zawsze się udawało, ale w życiu codziennym cierpliwości nie znał. Mężczyzna uczył go tego na nowo. Co nie cieszyło za bardzo Theodora.
Niespiesznie zadzwonił do drzwi Kosmy. Wypuścił głośno powietrze i przerzucił butelkę jakiegoś alkoholu do drugiej ręki. Zazwyczaj nie patrzył na etykiety. Alkohol to alkohol.
Theodore
[ Jak to było spierdolenie odpisu to oficjalnie ogłaszam, że chcę tak knocić. Jest jak najbardziej okej. To, że Kosma jest wybitnie wczorajszy... <3 ]
OdpowiedzUsuńChrisa trudno było zdenerwować. Właściwie tylko niektóre głupie pomysły, jakie w stanie był spłodzić w tej swojej owczej główce Billie potrafiły go w prosty sposób doprowadzić do białej gorączki. Co się jednak dziwić, skoro momentami przedstawiał takie plany, jakby chciał na własne życzenie mieć połamany kręgosłup, plus do tego parę innych kości pogruchotanych? BJ był jego najlepszym przyjacielem, znali się od dzieciństwa i jemu zazwyczaj większość idiotycznych rzeczy dało się w porę popsuć, po prostu dla jego dobra(a jeżeli się jest strasznym realistą to dla ocalenia mu tyłka i nie tylko zresztą).
Poza tym gdy już Chris spełnił się w roli tzw. osiedlowego superbohatera to mógł być na jakiś czas spokojniejszy, a przynajmniej nie dreptać za Billie'm rozdygotany w krok w krok bojąc się, że ten może coś chorego odwalić.
Ponadto Barrett zawsze zazdrościł ludziom takim jak Kosma cierpliwości(jemu by się na przykład nie chciało) i sumienności, żeby każdą kartkę trzymać w określonym miejscu, coby się nie pogięła i w ogóle. On w pracy rysownika musiałby wypaść nie tyle słabo, co strasznie niechlujnie. Zwykł wszystko zostawiać po sobie w takich miejscach, do których miał najbliżej, przez co niejednokrotnie przychodziło mu przepisywać ten sam tekst piosenki na kartkę już po raz któryś, bo poprzednie zginęły pogniecione, zagubione albo najczęściej poplamione tak, że ledwo dało się cokolwiek z nich wyczytać.
Jego opisy wyobrażeń co do okładki też były bardzo... Niech będzie, że "frywolne". Chciał zrobić mieszankę, która z góry byłaby spisana na wybuch i zdawał sobie z tego sprawę. Niemniej jednak takie określenie go rozbawiło i pochmurna mina Kosmy wcale nie ostudziła jego entuzjazmu. Wciąż miał zbyt dobry humor, by nie móc się zaśmiać i udawać nieszczególnie zainteresowanego projektami.
- Mówiłem, że jesteś genialny? - podpytał, szczerząc się do niego jak lekko stuknięty. - Pewnie sporo nad tym siedziałeś, co? - mruknął podpierając sobie twarz dłońmi. Wyglądał na zadowolonego z efektu pracy wykonanej przez Kosmę i już nie mógł doczekać się, aż podzieli się tym wykonem z resztą grupy. Był przekonany, że skoro jemu przypadł do gustu, to im na pewno również. Pomimo nieco innej interpretacji wciąż sens został zachowany przez Kosmę i właśnie to najbardziej lubił w ich współpracy: Marcus dobrze potrafił zrozumień przesłanie wynikające z dość zawiłego opisu, a nie brać go całkiem dosłownie. Inaczej faktycznie na okładce znajdować mógłby się jakiś dziwny pogański obrządek z nietoperzami i świecami dookoła, a wtedy ci mniej tolerancyjni ludzie mogliby mieć idealny pretekst do tego, by brać go za jakiegoś faktycznego satanistę lub kogoś nie do końca zdrowego psychicznie.
Christopher Barrett
Zaśmiała się widząc minę chłopaka. Dzieci pewnie totalnie go zamęczyły, ba, to jest więcej niż pewne. Podeszła do Kosmy i przywitała się z dziećmi, które obdarowały ją powitalnym uśmiechem, ale nadal nie chciały odejść od Marcusa.
OdpowiedzUsuń-Spodobał wam się nowy opiekun? - zaśmiała się; stała już koło chłopaka. Na stolikach rozwalone były kartki, kredki; świecowe, ołówkowe... Wszystkie jakie tylko były! Pół kartek była popisana, a potem zgnieciona. Nieudane malunki. Norma. Ale teraz z Kosmą miały chyba większy zapał do rysowanek.
-Dzięki, Kosma, masz u mnie dług - spojrzała z wdzięcznością na chłopaka i puściła mu oczko. Z ust dzieci padło pytanie czy 'pan opiekunka" już sobie idzie. Claire uśmiechnęła się do nich i wzruszyła ramionami.
-A to już zależy od pana Opiekunki, czy chce z nami jeszcze zostać, czy już jest zmęczony...
Claire
[Nie wiem, jak to interpretować. ;>]
OdpowiedzUsuń[A mi się bardzo Kosma podoba. Zdjęcie w karcie też.]
OdpowiedzUsuńFrank Fisher
[Mi pasuje i oczywiście zacznę jeszcze dziś. Na razie proszę o cierpliwość. Niedługo się coś pojawi.]
OdpowiedzUsuńFrank Fisher
Te samo mieszkanie zajmował odkąd wyprowadził się z rodzinnego domu. Mając tak krótkie doświadczenie w dziedzinie przeprowadzek, nie mógł stwierdzić, czy miał szczęście do sąsiadów, czy może było całkowicie na odwrót. Póki co wiedział jedno - trafił źle. Pierwszy własny kąt nie był jakiś najgorszy. Wiele mu brakowało do idealnego, ale dawał radę. Jedyne co drażniło Franka, to właśnie ludzie, z którymi przyszło żyć w jednym budynku. Po prostu nie potrafili Fishera polubić. Bo czasami za głośno puścił muzykę, bo niekiedy późnymi godzinami rozbijał się głośno po klatce, bo pies nie dość, że wielki, to jeszcze ujadał za każdym razem, kiedy ktoś wspinał się po schodach. Z dnia na dzień Frank został przez sąsiadów spisany na straty. Nieważne, jak kulturalny starał się być. Chociaż wszystkim grzecznie mówił dzień dobry, nic nie było w stanie poprawić jego sytuacji.
OdpowiedzUsuńDlatego poczuł się podniesiony na duchu, kiedy doszły do niego słuchy o nowym lokatorze, który na dodatek miał okazać się kimś wiekiem zbliżonym do Fishera. Przynajmniej taką wersję usłyszał, podsłuchując jedną z sąsiedzkich rozmów. Oznaczało to kogoś nie negatywnie nastawionego. Przez to właśnie gdy tylko Frank znalazł wolną chwilę, wziął z lodówki czteropak piwa i zszedł piętro niżej, aby przywitać, a przy okazji przeciągnąć nowego na swoją stronę barykady.
- Witam sąsiada - powiedział, kiedy otworzyły się przed nim drzwi. - Frank Fisher, piętro wyżej, mieszkanie po prawej. Przyszedłem powitać - stwierdził i dopiero po tym zaczęło do niego docierać, że mężczyznę przed sobą kojarzy.
Frank w ciągu tych kilku godzin pracy dziennie przewoził naprawdę wiele osób. Im dłużej jeździł taksówką, tym jego pamięć do twarzy miała się coraz gorzej. Klienci z czasem zaczęli zlewać się w jednego. Niektórzy pozdrawiali potem Fishera na ulicy, ten jednak przeważnie nie miał pojęcia, komu właśnie odpowiedział na powitanie. Co prawda posiadał też stałych pasażerów, również tych wożonych raz w czas, lecz przewijających się przez auto dość regularnie. Takich oczywiście pamiętał. I do takich właśnie zaliczał się stojący przed nim nowo przybyły sąsiad.
[No, zaczęłam. Mam nadzieję, że nie zwaliłam, bo niestety sprawdziłam dość pobieżnie.]
Frank Fisher
[No ej, ale sama przyznasz, że Benio był jakiś niedorobiony. Sid też jest taki, ale specjalnie.
OdpowiedzUsuńJaki wątek, jaki?]
Sid
[A w zamian za co? Bo Sid nie zwykł płacić za dobre uczynki, w ogóle za nic.]
OdpowiedzUsuńSid
[Świat na głowie staje!
OdpowiedzUsuńCzyli tak - Sid kątem sypia u Kosmy od święta, a ten w zamian ma darmowego magika w domu. I pewnie mam zacząć :C W którym momencie?]
Sid
[Ale Sid jest jedyny w swoim rodzaju.]
OdpowiedzUsuńMinęły dwa tygodnie, odkąd Sid został tak bezczelnie pozbawiony dachu nad głową. Może i faktycznie zalegał z czynszem, może wszystkie zarobione pieniądze marnował na głupoty, ale to nie był powód, by tak go potraktować. A te ćwoki, które jeszcze do niedawna śmiały zwać się jego kumplami, nie zadzwonili ani razu, by spytać i się zmartwić. Widocznie mieli ważniejsze sprawy na głowie, niż Underwood sypiający po kątach u różnych ludzi.
Kosma był jednym z nich, ale, podobnie jak z resztą, nie utrzymywali bliższych kontaktów. Ot, zwykła uprzejmość, konieczna przy bezkonfliktowej symbiozie, zdawkowa wymiana rewelacji dnia, nic szczególnego. To piwko wypili, coby jak dwa dzikusy nie siedzieć w swoich kątach, to jakąś pizzę się przyniosło, bo Sid nie przejawiał zainteresowania zapłatą w formie "dam ci kasę do ręki". Jakoś nie mógł się przemóc, by pożegnać swoje ciężko zarobione pieniądze, choć wiele ich nie było.
Kiedy kolejna osoba stwierdziła, że nie ma spania za darmo, lokum na tę noc stało się oczywiste - dom Granta. Underwood nie czuł się ani trochę speszony tym, że traktował Marcusa jak ostateczność, hotel za frajer, ale coś mu podpowiadało, że lepiej będzie wpaść z sześciopakiem piwa, niż z pustymi rękoma. Z ciężkim sercem wydał te cztery funty, dotarł metrem na miejsce i naprzeklinał się zdrowo, bo musiał wchodzić po schodach.
Zapukał raz, drugi, za trzecim prawie że walnął w drzwi, ale może Kosma nie słyszy? Zresztą, ten kawał drewna i tak wyglądał już jak nieboskie stworzenie, jedna rysa więcej nie zrobi różnicy.
[Dostałem cukrem w twarz! Dziękuję, nie wiedząc za co dziękuję, ale dziękuję. Masz ochotę na wątek?]
OdpowiedzUsuń[W końcu udało mi się znaleźć chwilę czasu i coś napisać!]
OdpowiedzUsuńW ostatnim czasie w życiu BJ’a nie działo się nic ciekawego. Jak zawsze chodził na imprezy i wracał czołgając się. Zwracał potem zawartość żołądka, w hotelowej łazience, zasypiał, a rano budził się ze strasznym kacem. Procedurę powtarzał mniej więcej co dwa dni. Nie rzadko też chodził do pracy zalany – miał tyle szczęścia, że jego pracodawcą był Chris, który i tak przymykał oko na większość jego wybryków, o ile się o to nie zamartwiał. Tamtego dnia jednak był całkowicie trzeźwy. W innym przypadku zapewne wyszedł by na idiotę i Grant nawet by się nim nie zainteresował, a co dopiero zgodził na spotkanie.
Billie rzadko poznawał nowe osoby, które były na tyle interesujące, że ciekawił się nimi dłużej niż przez pięć minut, lub jedną noc. Kosma zdecydowanie należał do takich osób. W dniu kiedy Chris mu go przedstawił, nie mógł odpędzić swoich myśli od niego. To było nie tyle złe, co irytujące, bo spieprzył koncertowy makijaż perkusisty i musiał go robić od nowa, a potem został przez nieuwagę bezczelnie zepchnięty ze stołka. Przez to wszystko musiał się naprawdę mocno skupić, kiedy starał się zrobić w miarę równą kreskę pod okiem, szykując się na spotkanie z Marcusem. Nie żeby był zestresowany – o nie! Przecież to takie „nie w jego stylu”.
Wetknął słuchawki do uszu, puszczając muzykę najgłośniej jak się da, kiedy dreptał na swoich krótkich nóżkach do metra. Nie posiadanie samochodu czasem potrafiło wykończyć, szczególnie że Billie poruszał się z prędkością ślimaka i jeśli nie chciał się spóźnić na jakikolwiek środek transportu musiał biec, bo zawsze wychodził za późno. Nieźle się zmęczył zapieprzając na peron, byleby tylko się nie spóźnić, a i tak musiał czekać piętnaście minut na kolejny pociąg. Najważniejsze było to, że jednak się nie spóźnił i otworzył drzwi od małej kawiarenki w samą porę, bo równiutko o piątej. Odszukał wzrokiem stolik przy którym siedział mężczyzna i podszedł do niego.
- Hej – powiedział, odetchnął z ulgą – pierwszy raz w życiu się nie spóźnił! – i uśmiechnął się delikatnie.
Billie Joe
[Cieszy mnie to niezmiernie ;3]
OdpowiedzUsuńKillian
[Jakichś takich artystów niewydarzonych mamy, więc i wątek musi być jakoś artystycznie niewydarzony...]
OdpowiedzUsuńCarrie N.
[Bardzo ładnie ci idzie wymyślanie niewydarzonych wątków! Dobra, wstępnie wybiorą sobie opcję numer trzy, ale jak już będę pisać, to może mi się coś pozmieniać. Zacznę niedługo!]
OdpowiedzUsuńCarrie
Je kanapkę. Siedząc na niskim stołku, oparty o ścianę, wpatrzony w zwłoki, je, czując się przy tym nadzwyczaj wolny. Nie jest tylko pewien skąd bierze się to uczucie, właśnie w tym momencie, kiedy to łamie przepis zakazujący spożywania posiłków w tym pomieszczeniu. Uspokaja go widok martwego ciała i nie ma to nic wspólnego z faktem, iż to nie może mu zabronić jedzenia czegokolwiek; praktycznie niczego nie może zabronić. Kończy lunch, wyrzuca papierowe opakowanie do śmietnika i przez dłuższą chwilę myje ręce. Obserwując go, można byłoby pomyśleć, ze ma lekką paranoję, że z chęcią zdarłby ze swoich rąk skórę, byleby tylko upewnić się, że są czyste. Dopiero potem odwraca się w stronę zwłok, należących do mężczyzny w średnim wieku. Gotowy jest rozpocząć pracę, jak zwykle czuje ekscytację, gdy przychodzi czas na pierwsze cięcie. Skalpel w dłoni nie ciąży, wręcz przeciwnie – wydaje się być stworzony, by w niej leżeć, co jest kolejnym powodem, dla którego ta praca tak mu odpowiada (poza niebijącym już sercem). Jego dłoń zastyga kilka centymetrów nad klatką piersiową, kiedy słyszy kroki na korytarzu. Unosi wzrok i widzi za drzwiami znajomą twarz. Odkłada narzędzie i skina głową, żeby tamten wszedł.
OdpowiedzUsuń- Właśnie zaczynam go kroić – mówi na powitanie, trochę dlatego, że cześć jest zbyt pospolite, a trochę dlatego, że rzeczywiście ma zamiar kroić tego mężczyznę. – Chcesz popatrzeć?
/Harvey
Zawsze się zastanawia w jaki sposób Kosma przemyka niezauważony przez te wszystkie korytarze i zapomina go o to zapytać, na głowie mając zazwyczaj ważniejsze sprawy albo chociaż jakieś pytanie nie znoszące zwłoki. Ludzie jednak w tym miejscu nie powinni być naiwni, a przynajmniej byłoby dobrze, gdyby jednak znali się trochę na człowieku, skoro chcą z nim ściśle pracować.
OdpowiedzUsuńLubi w nim to, że obaj czują się swobodnie. Może mówić w zasadzie o wszystkim – od flaków po penisy -, a Kosma nie obrzuci go pełnym pogardy spojrzeniem, jakby nagle uważał się za lepszego ze względu na dobór tematów. Coś w tym jest, że odczuwa się większą sympatię do osób, które potrafią uszanować nasze osobiste preferencje. Szczególnie, gdy te zakrawają o martwe ciała.
- To niezwykle miłe z Twojej strony – prycha rozbawiony, ponownie łapiąc za skalpel. Na chwilę przestaje zwracać uwagę na mężczyznę i skupia się na swoim umarlaku, wykonując dokładne, podręcznikowe cięcie, zapamiętane jeszcze z pierwszych, praktycznych zajęć na studiach. Dopiero kiedy rozcięcie ma szerokość dłoni, spogląda z powrotem na Kosmę. – Nie miałby mnie kto pokroić, nie dałbym się byle patologowi.
/Harvey
[Dziękuję, dziękuję. :D]
OdpowiedzUsuń[ Mam kilka, ale kolejnym też nie pogardzę :)]
OdpowiedzUsuńRyan
[ Mogę zacząć, nie ma problemu:)]
OdpowiedzUsuńRyan już od dziecka musiał radzić sobie sam. Nikt mu nigdy nie pomagał i nikt go nigdy nie wspierał. Mężczyzna nauczył się, że tylko ciężką praca i samozaparciem można coś w życiu osiągnąć. Jego marzeniem było ukończenie studiów, jednak brak funduszy mu na to nie pozwolił. Zamiast więc dalszej nauki wybrał pracę śmieciarza- mało płatną i poniżającą, jednak dającą mu taką pensję, za którą spokojnie mógł żyć. Poza tym Sullivan imał się wielu dodatkowych zajęć, jako że potrafił zrobić wiele rzeczy. W sierocińcu to on właśnie naprawiał zepsute krany, kontakty i sprzęty. Szybko więc zyskał miano „złotej rączki”.
W sumie nie narzekał na swoje życie. Był dumny z tego, że był osobą samodzielną, odpowiedzialną i niezależną, jednak czuł się coraz bardziej samotny. Wiedział, że z jego pracą i dochodami ciężko mu będzie znaleźć tą jedną jedyną kobietę, z którą w końcu będzie mógł założyć rodzinę i mieć dzieci. Sam nigdy tego nie zaznał, gdyż w dniu jego narodzin matka porzuciła go bez słowa pod drzwiami sierocińca. Ryan'a nigdy nie zastanawiało to, dlaczego to zrobiła i nie zamierzał jej szukać. Było mu dobrze samemu, a skoro ona go nie chciał to sam nie miał zamiaru się jej narzucać.
Mężczyzna starał się dorobić sobie do swojej skromnej pensji, więc zostawił w gazecie ogłoszenie o tym, że pełni usługi złotej rączki. Niespełna dwa dni po zamieszczeniu w prasie anonsu odezwał się telefon. Przeciekający kran. Typowy przypadek, jednak Ryan nie zamierzał narzekać. Spakował swoje rzeczy do czerwonej skrzynki, przebrał się w niebieski kombinezon i ruszył pod wskazany adres.
Nigdy nie narzekał na ciężką pracę, dlatego też kiedy pojawił się na miejscu zabrał się do pracy. Niestety po kilu minutach pracy, jedna z naprawianych przez niego rur niespodziewanie pękła zalewając kuchnię hektolitrami wody. Sullivan modlił się tylko o to by woda nie przeciekła do mieszkania na niższym piętrze.
[Mam nadzieję, że może być.]
Ryan
[Witam. Najgorzej jak popiół wpadnie do kubka. ]
OdpowiedzUsuńAlec
[Nah. Co ty! Kosma rysuje, Kosma jest artystą. Mogliby razem współpracować. Albo Kosma mógłby chcieć policzyć pieprzyki Aleca.]
OdpowiedzUsuńAlec
[Ha! To Alec będzie chciał policzyć pieprzyki Kosmy i może dojść między nimi do spięcia. ]
OdpowiedzUsuńAlec
Ryan starał się z całych siła zatrzymać lejącą się wodę. Na domiar złego właściciela mieszkania nie było w domu.
OdpowiedzUsuńSullivan domyślał się, że nie zalał wodą tylko i wyłącznie mieszkania swojego chwilowego pracodawcy, ale też lokal znajdujący się piętro niżej. Wiedział też, że prędzej czy później, pojawi się tutaj ów sąsiad z dołu, aby zapytać co się dzieje.
W końcu, po kilkunastu minutach walki z niepohamowanym żywiołem Ryan'owi udało się zatamować się lecącą wodę. W tym samym czasie mężczyzna usłyszał pukanie do drzwi. Nie bardzo wiedząc, czy ma otworzyć czy nie stanął rozdarty w przedpokoju.
W końcu, kiedy pukanie stało się jeszcze bardziej natarczywe podszedł do drzwi i je otworzył.
-W czym mogę pomóc?- zapytał stojącego za drzwiami nieznajomego mężczyznę.
Ryan
[Sorki, że tak krótko. Chora jestem i nie bardzo mogę myśleć dziś.]
[A pomyśleć jeszcze, że to polski chłopak!
OdpowiedzUsuńWybacz, ale nie jestem w stanie niczego zaproponować, bo męsko-męskie w moim wydaniu to flaki z olejem :<]
Adrien
[Dasz.]
OdpowiedzUsuńDziewczyna na zdjęciu była półnaga, z piersiami uciekającymi na boki - pewnie palaczka. Na sobie miała zdjętą do połowy suknię wieczorową z wyszywanym trenem, bodajże z kolekcji Vivienne Westwood. Wybrała ją nowa asystentka. Modelka miała przerwę między zębami i bordowe usta. Na wpół otwarte, nic nowego. Zdjęcie było dobre, Alec sam mógł to stwierdzić. Dziewczyna też była dobra.. Billnerowi zawsze wydawało się, że Westwood zasługuje na coś więcej niż dobre.
Na trzech monitorach przed nim były wyświetlone trzy różne zdjęcia, na których ciało nieszczęsnej modelki zaczęło się wyostrzać. Będą potrzebowali photoshopa, żeby ukryć jej żółte zęby.
W sumie, nie. Chciał zostawić żółte zęby. Komponowały się. Z czymś nie wiedział czym. W jego umyśle pojawiło się sto tysięcy myśli, dotyczących odcienia żółtego na zębach modelki.
Na rozkładane krzesło obok niego usiadł Kosma. Alec najpierw go nie zauważył. Ale nagle stracił zainteresowanie uzębieniem dziewczyny, na rzecz włosów chłopaka, który właśnie go nawiedził.
Alec miał w zwyczaju zachowywać się profesjonalnie i nie zajmować się swoimi współpracownikami, chyba że sami się o to prosili lub wyglądali niesamowicie seksownie nago w futrze. Amfa, to musiała być amfa. Postukał obcasem mokasyna w podłogę i oparł łokieć na ramieniu młodszego chłopaka.
- Kosma. Uważasz, że żółty pasuje do dołu sukni, czy lepiej go zdjąć?
I zdecydowanie nie pytał o zdanie nikogo. Cóż, po wszystkim i tak zrobi co zechce. Uśmiechnął się, zachęcając szatyna do odpowiedzi.
Alec
[Ślicznie dziękuję <3]
OdpowiedzUsuńAdrien
Posłusznie zdjął z niego łokieć i wrócił rozszerzonymi źrenicami do zdjęcia. Nie znał Kosmy zbyt dobrze, mimo to wiedział, czy przynajmniej tak w obecnym stanie hym, nawalenia wydawało mu się, jakim jest typem człowieka. Przełknął jakiś kąśliwy komentarz, który nasunęła mu na język urażona duma i skupił się na zębach modelki i tym co powiedział chłopak.
OdpowiedzUsuń- Nie. Ale to jest inne. Nie wiem jeszcze czy to dobrze czy źle. Ale jestem wdzięczny za opinię. - odparł, wciąż studiując wzrokiem modelkę.
Jedne był zbyt chude, inne wyglądały jak konie, ale wiele z nich miało dobre chęci, jak nie na planie zdjęciowym to potem w mieszkaniu Aleca.
Nie zamierzał Kosmy do niczego zmuszać, ale na prawdę, mogliby się ze sobą przespać. Alec uśmiechnął się do siebie, czując napływającą z nikąd euforię.
- Chciałbyś, może pójść ze mną na drinka?
Alec
- Oczywiście, że bym powstał z martwych i zrobił mu z dupy jesień średniowiecza, gdyby tylko był marny – mówi dumnie, jakby robienie komukolwiek czegokolwiek z dupy było powodem do wiecznej chwały.
OdpowiedzUsuńW tym momencie jednak nie za bardzo interesuje go logika. Obaj mają chwilę wytchnienia, ten pierwszy moment, w którym nie ma zmartwień, są żarty i mogą się im oddać, nie zważając na konsekwencje. Lubi wiedzieć, że nie zawsze musi być poważnie i zawsze mogą złagodzić każdą sytuację jakimś łagodnym akcentem, choćby rozmową o trupach, które swoją drogą, wychodzą im znakomicie od zawsze. Mina rzednie mu dopiero na wiadomość o ojcu Kosmy, do którego pała niechęcią (a może i nienawiścią?) od kiedy tylko pierwszy raz spotkali się na szpitalnym korytarzu. Spogląda na mężczyznę uważnie, chcąc dowiedzieć się w jaki stan wpadł po tych telefonach.
- Powinieneś zmienić numer – odpiera, bo to jedyna rada jaka przychodzi mu do głowy. Sam nie wie czy powinien ciągnąć temat, czy wręcz przeciwnie. Z jednej strony czuje obowiązek zaprzestania chociażby wspomnień o tym mężczyźnie, a z drugiej ma świadomość, że o pewnych sprawach zwyczajnie trzeba rozmawiać, bo inaczej dosięgnie nas później i nie puści.
- Prawdopodobnie mógłbym go zjeść – odpowiada na pytanie, całkiem szczerze zresztą. Jeśli chodzi o te zwłoki, wiele razy zastanawiał się, co mógłby zrobić i akurat pomysł z jedzeniem wydawał mu się całkiem pociągający, choć na swój sposób zbyt odważny, jak na jego gusta. Coś jednak jest w tym niesamowitego, czego sam nie rozumie, a co dopiero inni?
Słysząc komplement, uśmiecha się wdzięcznie, bo co innego może wywołać u niego dobry humor, jak nie kawał pochwały za trupa? Praca idzie mu dość zręcznie, jako że dzieli uwagę pomiędzy swojego nieżywego pacjenta, a Kosmę. Działa uważnie, bo obecność osób trzecich nie może zaburzyć naturalnego trybu, który objął. To oznaczałoby, że wszedł z wprawy, a ta może już się tylko pogłębiać.
- Myślisz, że dalej będzie dzwonił? – pyta już poważniej, wiedząc, że od tego tematu nie uciekną.
/Harvey
[Och, tak Ulliel]
OdpowiedzUsuń[Jasne, pomysł mi się jak najbardziej podoba :)
OdpowiedzUsuńWięc, tak dla mojego śpiącego jeszcze umysłu, Zac znajduje portfel i idzie pod wskazany adres, aby go oddać, tak?]
Zachary R.
Żeby chociaż trochę odpocząć od tej trzody chlewnej, z którą miał do czynienia codziennie w szkole, postanowił wracać do domu nieco dłuższą drogą. I to przez park. Nie był jakimś zatwardziałym ekologiem, który to uważa, że jazda samochodem zabija planetę. Nie, jego najzwyczajniej w świecie nie było stać na samochód i paliwo. Swoją pensję wolał przeznaczać na jakieś niskobudżetowe cele. W tym piwo albo jakiś wyjazd za miasto na weekend. Chociaż częściej się zdarzało, że prawie całą forsę wydawał na fast food'y, ponieważ nie miał czasu na gotowanie. I nie chodzi tu o to, że nie potrafił tego robić. Gotowanie makaronu nie było żadną starożytną filozofią, a od czego są książki kucharskie?
OdpowiedzUsuńGdy tak szedł przez park i rozmyślał nad tym, co dzisiaj będzie mógł zamówić, zauważył na swej drodze coś dziwnego. Pochylił się nad tym, dotknął, zważył w rękach i doszedł do wniosku, że naprawdę znalazł czyjś portfel. Rozejrzał się dookoła, czy aby nikt go nie obserwuje, a potem zajrzał do środka. Nie kojarzył jakoś pana ze zdjęć, ale z adresem nie było najmniejszego problemu. Jako, że miał czas, a sam wiedział jak to jest zgubić portfel, ruszył do wskazanego miejsca. Po jakichś dziesięciu, piętnastu minutach stanął przed drzwiami i zapukał w nie przesadnie mocno. Następnie podparł się jedną ręką pod bok, zrobił karcącą minę (zawsze działała na uczniów, którzy próbowali ściągać) i zmrużył oczy. A gdy ów mężczyzna ze zdjęć otworzył mu drzwi z widocznym niezadowoleniem, ten zaczął machać mu przed nosem portfelem jakby chciał go nim wachlować
- Nie zgubił pan czegoś?
Zachary R.
[Kurcze, a on taki fajny ;C Peszek no ;C Ale wątku chyba sobie nie odmówimy i ewentualnie jakiegoś powiązanie? :)]
OdpowiedzUsuńAnais
[Dziękuję bardzo :)]
OdpowiedzUsuńGabryś Moore
[Fajnie, co? Aż sama jej zazdroszczę.
OdpowiedzUsuńDobra, przychodzę z pomysłem, więc powiedz, że jesteś gotowa, by go usłyszeć. :>]
Wendy
[Załóżmy, że zespół Wendy jest w trakcie nagrywania swojej pierwszej płyty, a co za tym idzie? Potrzebna im jakaś wyczesana okładka. Uznajmy, że znajomy Marcusa polecił go dziewczynie jako świetnego rysownika i ta postanowiła do niego zadzwonić. Niech się umówią na spotkanie, obgadają szczegóły i zobaczymy, co nam z tego wyjdzie, o.]
OdpowiedzUsuńWendy
[Zgadłaś. >super szeroki uśmiech<]
OdpowiedzUsuńWendy
Ryan nie lubił kiedy się go obrażało, jednak wypowiedź nieznajomego mężczyzny stojącego teraz przed nim wcale na taką nie wyglądała, więc Sullivan nie widział powodu do tego by go obrażać.
OdpowiedzUsuńBrunet, choć zawsze, stojący gdzieś z boku wszelkich wydarzeń był osobą, która zna swoją wartość. Nie znosił, kiedy ktoś mówił mu co ma robić albo czego nie potrafi robić. Zawsze starał się wykonywać swoją pracę jak najlepiej.
-Właściciela niestety nie ma w domu. Jestem tu sam.- Powiedział spoglądając na, próbującego dostrzec jeszcze kogoś w mieszkaniu, mężczyznę.- Potop zatrzymałem i z góry przepraszam za zaistniałe szkody. Nie moja wina, że rury były przerdzewiałe na tyle, że zaczęła z nich wyciekać woda. -Dodał jeszcze przepraszającym tonem wycierając mokre ręce w spodnie.
Ryan jeszcze nigdy nie widział tak zardzewiałego systemu kanalizacyjnego, więc nie dziwił się, że w dosłownie kilka sekund mieszkanie mężczyzny, u którego właśnie naprawiał usterkę, a także mieszkanie stojącego przed nim osobnika, w okamgnieniu zaleje się wodą.
-W każdym bądź razie- zaczął po chwili, kiedy mężczyzna przestał poszukiwać właściciela mieszkania- zaraz po skończeniu naprawy tutaj i posprzątaniu mieszkania mogę wpaść do pana i sprawdzić jak duże są zniszczenia i ewentualnie je naprawić.- Dodał.
Ryan
- Twoje zniesmaczenie na szczęście w ogóle nie wpływa na moje fantazje – odpowiada jak najbardziej serio, choć wie, że nie mogą wiecznie rozmawiać o zwłokach i prędzej czy później przyjdzie czas na poważniejsze tematy. Wie również, że Kosma wolałby, żeby to opcja później zaistniała w tym wypadku. A najlepiej nigdy. Kto jak to, ale Harvey doskonale rozumie niechęć, nienawiść do ojca. Owszem, nie ma za sobą tak drastycznej przeszłości jak przyjaciel, ale z pewnością może wspomnieć wiele siniaków na swoim ciele, wiele krwawień z nosa i mnóstwo wieczorów, gdy nie dało się spać, bo każda pozycja była zbyt bolesna. A jednak to nic w porównaniu z tym, co działo się u Kosmy. Nie mógł wtedy mówić, że będzie dobrze, bo dawanie złudnej nadziei nie było w jego interesie. Teraz natomiast ma pełne prawo, by opieprzyć go za takie, a nie inne myślenie.
OdpowiedzUsuń- Robisz sobie krzywdę właśnie takim działaniem – mówi ostro. – Bierzesz telefon, wyjmujesz kartę, kupujesz nową i nigdy więcej nie musisz martwić się tym ścierwem.
Zawsze, gdy ojciec mężczyzny wchodzi im w paradę (a raczej jego temat), Harvey traci nad sobą panowanie, przynajmniej w delikatnym stopniu, jako że trudno mu w ogóle znieść wspomnienia tego pobitego dzieciaka, który pojawił się wtedy w szpitalu. Woli nawet nie myśleć o kolejnych, które owocowały w nowe pamiątki z dzieciństwa.
Wzdycha, kiedy Kosma znów zmienia temat na trupy, bo choć to jest miłe i łatwe, nie zamyka wcale poprzedniej rozmowy, którą powinni kiedyś dokończyć. Wydawać by się mogło, że w jakiś sposób muszą się ograniczać do pewnego stopnia, a dalej iść nie mogą, jakby niektóre wspomnienia mogły zaboleć bardziej.
- Przyznaj po prostu, że jestem cholernie seksowny z trupem czy bez trupa i będziemy mogli przejść z tematem dalej – mówi, spoglądając na niego, nie hamując przy tym zawadiackiego uśmiechu.
[To zabawne, bo znam kogoś o przezwisku właśnie takim, jakiego używa się w stosunku do Granta ;)
OdpowiedzUsuńJak pracuje to tu to tam, może odpowie na ogłoszenie do gazety nadane przez Simonsena, a dotyczące wolnego etatu w jego sklepie?]
Herb Simonsen
[ A dziekuje ;>]
OdpowiedzUsuńJeremiah
[cococococ lubię. I właśnie jestem! Ciiiicho. :]
OdpowiedzUsuńOdchylił się na krześle i zmierzył chłopaka wzrokiem.
- Okay. Rozumiem. Jasne.
Alec nie skupiał się już na Kosmie i jego ewidentnym braku zainteresowania fotografem. Nie przywykł do odmów, ale nie zamierzał chłopaka do niczego zmuszać. Za to spojrzał na zdjęcie.
- Co tu jest do ogarniania? Albo ci się podoba, albo nie. Ta - wskazał na monitor - jest w porządku, ale widziałem lepsze. I mówię o tym, że jest średnio fotogeniczna.
Swoją wysoką pozycję, na stopniu jednego z lepszych londyńskich fotografów, zawdzięczał nie tylko nastawieniu karierowicza, ale temu, że w jakiś sposób, to co podobało się jemu, podobało się też innym. Może po prostu, wiedział czego chcą ludzie, albo wcale nie był taki specyficzny jak mu się wydawało.
Alec
[Hmm.
OdpowiedzUsuńPięć osób na krzyż pamięta, że kiedykolwiek stworzyłam Eirika.
Dwie mnie tak nazywają.
Tylko z jedną nie miałam wątku.
Inny nick niż zwykle nieco mylący, ale tak ciągiem logicznym wychodzi.
Tak, wiem. Powiedziałam, że nie dam rady, a teraz sama lecę. Namówiono mnie, przyznaję bez bicia. Zobaczymy, czy dam radę dłużej niż do piątku.]
Rafael Graham
[Ha. Zapiszę sobie w notesie, że trafiłam. Będzie pamiątka dla potomnych.
OdpowiedzUsuńMogę spróbować, aczkolwiek nie wiem, czy moje poczucie winy potrafi mnie na aż tyle napędzić. Spróbuję. Ewentualnie, możesz proponować, jak coś masz. Nie obrażę się.]
Rafael Graham
[O. Z czego był, to raczej dość dawno temu, bo Rav ostatnio w Londynie mieszkał prawie 13 lat temu. Ale dobra, to może wyjść w praniu. Zaraz coś zacznę. Dzięki.]
OdpowiedzUsuńRafael Graham
[Także ten. Wybacz to opóźnienie. Nie wiem, jak będzie z długością. Postaram się.]
OdpowiedzUsuńNiedziela.
Cholerna, pochmurna niedziela.
Rafael snuł się od stacji metra trochę jak trup, jak zawsze, gdy z poczucia winy i obowiązku ruszał na cmentarz. To nie tak, że nie zależało mu na tych, do których tam szedł; po prostu nie był w stanie robić tego chociażby trochę rzadziej. Odkąd się tutaj sprowadził jeszcze nie było niedzieli, podczas której tutaj nie przyszedł, i chyba potrzebowałby jakiejś katastrofy naturalnej, by coś go powstrzymało. I tak, zaopatrzony w plecak, przekroczył bramy cmentarza, na pamięć kierując się w stronę grobów. Ciocia postarała się o grób obok Tobiasa, Tobias postarał się tylko o to, by szybko umrzeć. Rafael dziwnie czuł się ze świadomością, że tuż obok jest zajęte dla niego miejsce. Nie śpieszyło mu się specjalnie, by je zająć.
Już z daleka widział, że akurat przy tych dwóch, do których zmierzał, ktoś siedzi. Szczerze wątpił, by akurat kogoś z dawnych znajomych naszło na odwiedzanie grobów, a tym bardziej - na pomoc przy dbaniu o nie, więc przygotował się mentalnie, nim w końcu stanął za facetem.
- ... Dobry. Mógłbyś się trochę przemieścić? Chciałbym tutaj trochę ogarnąć - odezwał się. Nie miał pojęcia, z kim rozmawia, więc starał się być w miarę ogólny tonem i podejściem.
Rafael Graham
Trochę mu przykro, że Kosma nie potrafi odciąć się od swojego ojca. Wie, że to wcale nie jest takie proste, sam przez to przechodził z własnym. Polepszyłoby się, tyle jest w stanie mu zagwarantować, co nie jest jednak wystarczające, by go przekonać. Mężczyzna sam musi dojść do tego, że najlepszą opcją, będzie posłanie go do diabła i uwolnienie się raz na zawsze od horroru dzieciństwa. Tego się nie zapomina, to nie odchodzi, czasem wciąż nawiedza w koszmarach, ale da się to usidlić, zapanować nad tym w jakimś stopniu. Przede wszystkim, znika strach, że nagle pojawi się za drzwiami, zadzwoni, przyjdzie do pracy. Tylko trzeba wykonać kilka poważnych ruchów, by całkowicie zakończyć taką znajomość.
OdpowiedzUsuń- To wszystko jest w Tobie, Kosma – mówi, zgodnie z tym co myśli.
Potem już milczy. Zabiera się do pracy, sprawnie przemieszczając się z miejsca na miejsce, egzaminując i badając kolejne części ciała nieboszczyka. W zasadzie, gotów jest zamykać i wyjść z mężczyzną na piwo, gdy rozlega się w pomieszczeniu dźwięk alarmu służbowego telefonu. Odbiera, wymienia kilka informacji, niekoniecznie zadowolony, by w końcu spojrzeć na swojego przyjaciela raczej niezbyt radośnie.
- Mam robotę w centrum, młody – mówi, wzdychając ciężko. Rzadko kiedy zdarza mu się narzekać na pracę, jako że jest jej wielkim fanatykiem. Kosma spokojnie może potraktować to jako komplement. – Mogę podwieźć Cię do domu – proponuje jako rekompensatę za jeszcze niezłożoną propozycję wspólnego wyjścia.
***
Koniec końców, Harvey ląduje w mieszkaniu dopiero przed północą, całkowicie wykończony. Czuje jednak satysfakcję z wykonanej pracy, choć w głowie wciąż ma rozmowę z Kosmą i jego problemy z ojcem. Szykuje się do spania w trybie ekspresowym; bierze prysznic, zakłada dresowe spodnie, w międzyczasie pijąc herbatę i oglądając wiadomości. Ma się kłaść, gdy słyszy donośne pukanie, które dziwi go, zważywszy na porę. Instynktownie spogląda na zegar, jakby chcąc się upewnić, że rzeczywiście jest godzina pierwsza, a on ma gościa. Podchodzi do drzwi i otwiera je na oścież.
Wie o co chodzi, zanim mężczyzna się odzywa, co sprawia, że odsuwa się na bok, wzdychając ciężko w duchu.
/Harvey
[Och, nie może być on chociaż biseksualny? ;_; Pomysł mi się ogólnie podoba i wybiorę pomysł a :D No i wybacz, że dopiero teraz, ale w tygodniu miałam mało czasu ;_; No i wybacz za jakoś, stać mnie na coś lepszego ;_;]
OdpowiedzUsuńMiłość. Tylko raz w życiu doświadczyła szczerej, zapierającej dech w piersiach miłości. Tylko raz. I to z mężczyzną, który był niczym zakazany owoc, z mężczyzną, którego nigdy nie powinna pokochać. Wiedziała, że obdarzenie uczuciem kogoś takiego jak Isaac wiązało się z pewnymi przeszkodami i konsekwencjami. Po pierwsze, ani jego ojciec ani jej matka nie mogliby się dowiedzieć o związku, gdyż oboje wpadliby w niepohamowaną złość. Po drugie, Sofia zawiodłaby się na córce, bo chciała przecież, by Isaac i Anais byli jak rodzone rodzeństwo. Po trzecie, znajomi Anais uważaliby, iż Isaac jako rasowy buntownik sprowadzi ją na złą drogę. Za to znajomi Isaac'a uważaliby Anais za kogoś niewartego jego uwagi. Po czwarte, byli za młodzi na stały związek. Było jeszcze więcej powodów, które powinny być znakiem stopu dla Anais. Jednak dziewczyna nie chciała przestać. Wierzyła, że ich miłość przezwycięży wszystko. Czar prysł z dniem, kiedy Isaac ją rzucił bez słów wytłumaczenia, a kilka dni po tym zniknął. Było to dla niej niczym cios w twarz, a ona po prostu się załamała. Od tamtego czasu unikała mężczyzn jak ognia, bała się znów zakochać i zaufac. Chociaż wątpiła, że pokocha kogokolwiek innego. Pewnego dnia poznała go. Marcus'a. Ich znajomość zaczęła kwitnąć, a ona się nim szalenie zauroczyła. Niczym szalona nastolatka miała fioła na jego punkcie i męczyła przyjaciółkę rozmowami na jego temat. A w jego obecności czuła się zawstydzona i skrępowana. Jak nastolatka. Łudziła się, że coś może z tego będzie, że Kosma też ją lubi tak jak ona jego. Do czasu, gdy ten nie powiedział jej swojej tajemnicy - Marcus jest homoseksualistą. Znów się zawiodła, jednak nie oznaczało to, iż miała zerwać z nim całkowicie znajomość. Zresztą, to nie była miłość, prawda? W duchu dziękowała mu, iż pomógł jej odciągnąć myśli od Isaac'a i przeszłości.
Dzisiaj zajęcia skończyła szybciej i spędziła jakiś czas na treningu w teatrze. Równie o godzinie piątej wyszła z budynku, myśląc coby tu robić. I nagle pomyślała o Kosmie. Na jej twarzy zawitał szeroki uśmiech, po czym szybko skierowała się w stronę samochodu. Po kilkunastu minutach szybkiej jazdy, znalazła się już tuż przed budynkiem gdzie mieszkał Marcus. Po kilku minutach stała przed drzwiami jego mieszkania i zapukała, czekając aż otworzy. Gdy to zrobił, uśmiechnęła się szeroko.
- Cześć! - przywitała się.
Anais
[Jestem zainteresowana przejęciem postaci byłego Kosmy. Są jakieś rzeczy które muszę (lub Ty musisz) wiedzieć? c:]
OdpowiedzUsuń[Jest to, że Jamesa zrobiła inna autorka, ale pod innym nazwiskiem, ale jeśli chcesz kogoś powiązanego z Kosmą to zostaw mi kontakt, a na pewno się coś wymyśli.]
UsuńM. Grant
Mieszkanie Jamesa, niezbyt duże, ale dla niego samego i małego zwierzyńca wystarczające, było znowu zarzucone całym mnóstwem rzeczy, które chłopak kupił dla swoich małych podopiecznych, byle tylko było im jak najlepiej. Poza pracą w zoo dbał też o swoje własne zwierzęta, praktycznie całkowicie zaniedbując relacje międzyludzkie. Jak zwykle zresztą. Do tej pory jakoś nikomu to specjalnie nie przeszkadzało, nikt nie zabiegał o jego uwagę, poza marudnym ostatnimi czasy kotem. James nie miał zielonego pojęcia, co mu się stało, a nie miał czasu, żeby czekać w gigantycznej kolejce u weterynarza. W końcu sam znał się na tym jak mało kto, mimo, że nie miał odpowiedniego wykształcenia.
OdpowiedzUsuńWrócił z pracy wyjątkowo późno, bo nie tylko jego kotu zachciało się chorować, ale też małej zebrze, odtrąconej przez matkę, którą on musiał się zająć. Zrobił to co prawda z przyjemnością, ale zajęło mu to sporo czasu. Zdjął kurtkę i buty w korytarzu, stawiając na szafce torbę z karmą dla swojego ulubieńca, mając nadzieję, że poprawi mu tym jakoś humor i wszedł do środka. Sherlocka jednakowoż nie było ani w małym salonie, na kanapie, gdzie zazwyczaj siadał, ani w jego pokoju, ani nawet w kuchni przy lodówce, kolejnym jego ulubionym miejscu. James zmarszczył brwi, zauważając uchylone okno nie tylko w swoim mieszkaniu, ale i na przeciwko. Okna były takie same, nawet firanki w nich były łudząco podobne. A przestrzeń między tymi oknami wynosiła tylko trochę więcej niż metr, więc dla takiego kota to nie był żaden problem, by się tam dostać. I teraz właśnie James podejrzewał, że jego pupil znajduje się w mieszkaniu Kosmy. Czyli w najmniej odpowiednim miejscu, jakie tylko mógł wybrać. Revens zdawał sobie sprawę, że są sąsiadami i usilnie starał się nie myśleć o tym aż tak dużo, ale teraz pozostawało mu tylko westchnąć ciężko. Musiał tam pójść i odebrać zaginionego futrzaka, bo jakby nie poszedł, Kosma zapewne pofatygowałby się do niego i prędzej, czy później, doszłoby do konfrontacji.
Zapukał do drzwi swojego byłego faceta dopiero po kilku chwil wahania i wpatrywania się w lakierowane drewno. Jak zwykle w takich chwilach układał sobie w głowie mnóstwo scenariuszy tej rozmowy, ale gdy stanął z Grantem twarzą w twarz zdołał tylko otworzyć usta, zamknąć je i wziąć głęboki oddech.
- Mój kot zapewne jest u Ciebie. - oznajmił, czując się strasznie głupio, że nawet własnego futrzaka nie potrafił upilnować.
[Wątek z Francisem?]
OdpowiedzUsuń[Przyznam że gdy zanim się zapisałam przeglądałam parę KP, Marcus od razu wpadł mi w oko, bo jest taką postacią w zupełnie moim stylu. Jednak w pomysłach zbyt dobra nie jestem, więc mam nadzieję na przynajmniej jakiś mały pomysł początkowy.]
OdpowiedzUsuńTeddy.