- Nie trzymam w napięciu, nie piszę o uczuciach, nie bawię się w poetyckie metafory. Nazywam wszystko po imieniu, piszę z punktu widzenia dziecka o prostym i niedoświadczonym jeszcze umyśle, dorosłych przedstawiam jako imbecyli. Nie próbuję nikogo przerazić, czy przestraszyć; chcę, żeby moi czytelnicy znali różnicę między rzeczywistością a fikcją literacką. Dlatego, panie Stinkerman, moje twory są kiczowate, bez sensu i nie dla pana.
Herb J. Simonsen
NAJGORSZY WEEKEND W ŻYCIU
CZĘŚĆ I.
z duńskiego przełożyła Caroline Canoe
Wyglądałem przez zakurzoną szybę vana. Daleko, pod jasnożółtym niebem, wznosiły się czerwone wzgórza. Wzdłuż pobocza ciągnęły się rzędy przysadzistych, białych drzew. Byliśmy naprawdę daleko od miasta, nawet najpopularniejsza stacja radiowa traciła tu zasięg.
Nazywam się Johann i mam dwanaście lat. To miał być nasz pierwszy czteroosobowy wyjazd od czasu, kiedy mama przeszła operację usuwania przepukliny. Nasz tata, wspaniały podróżnik i wielki fan tak zwanego "survivalu", za każdym razem zaciągał nas w inne miejsce, abyśmy uniknęli nudy. Tym razem wybrał okolice, których nie mogłem znaleźć dokładnie opisanych w przewodniku, więc postawiłem na bezimienny las, może jakieś małych rozmiarów obozowisko, albo coś w tym rodzaju. Tanja zdecydowanie stawiała na domki letniskowe, ale ja tego jakoś nie widziałem. Na wycieczkach ojciec nigdy nie życzył nam wygody, wręcz przeciwnie - robił wszystko, aby utrudnić nam przeżycie w tych wszystkich dziczach, do których nas porywali z mamą.
- Ale będzie ubaw, mówię wam... - odzywał się ojciec co parę minut, jakbyśmy za dwudziestym razem jeszcze nie dosłyszeli.
Tata opowiadał o swoim przyjacielu z podwórka, który obejmował stanowisko leśniczego tam dokąd jechaliśmy, że równy z niego był gość za czasów szkolnych i tak dalej i że ma syna, z którym na pewno się zaprzyjaźnię. Osobiście sam wolałem sprawdzić, czy z tego Barrego taki równy gość, bo już przekonałem się o skłonności mojego ojca do przesadzania, a i historie o Barrym Seniorze wydawały mi się odrobinę przejaskrawione.
Wbiłem wzrok w ciemniejące niebo, próbując językiem wygrzebać klejącą się do mojego dziurawego zęba karmelową krówkę.
W jednej chwili van zahamował, okazało się, że skończyła się benzyna, a w drugiej szliśmy lewą stroną drogi, rodzice przodem, a my tuż za nimi nasłuchując podejrzanych odgłosów z lasu, w którego stronę zmierzaliśmy. Byłem nadzwyczaj głodny, choć pod siedzeniem w samochodzie leżało mnóstwo papierków po słodyczach. Byłem też trochę zdenerwowany na ojca, że nie zatankował wcześniej, bo przecież wówczas byśmy nie szli w obawie przed kotami preriowymi, czy innymi dzikimi zwierzętami. Prawdę mówiąc, nigdy nie byłem choć w połowie takim pasjonatem przyrody jak ojciec, ale niewiedza nigdy nie wstrzymywała wodzy mych fantazji. Od zawsze wystarczyło jedno na odwal się rzucone hasło, dla przykładu słowa "niedźwiedź grizzly", po czym nogi moje zmieniały na chwilę konstrukcję molekularną stając się dwiema dygocącymi galaretkami, a zęby szczękały mocno jak przy mrozie. Może odrobinę wtedy dramatyzowałem z tymi kotami preriowymi, ale przecież mogły kręcić się gdzieś tu w okolicach.
Zwłaszcza, że będąc już bardzo blisko lasu, usłyszeliśmy dziwne dźwięki. Coś jakby wycie wilka, ale trochę zniekształcone, choć naprawdę blisko nas. Zwierzęce nawoływania nie ustępowały, więc ojciec jako kierownik wycieczki zatrzymał siebie i nas, po czym zarządził wycofanie się do auta. Mama była przeciwna temu pomysłowi, pewnie niewygodne przednie siedzenie dało jej się we znaki i nie chciała spędzać nocy w niekomfortowej pozycji, czekając na świt, by bezpiecznie przejść przez tajemniczy las, z którego dochodziły niepokojące dźwięki, coraz głośniejsze i wyraźniejsze, to coś nawet się nie czaiło, prawdopodobnie było na to zbyt silne, by się trząść ze strachu jak robiła to moja młodsza siostra.
- Ogarnij się - poradziłem jej niezwykle mądrze. Okropnie się składało, że ja nie byłem dobry w delikatnym dobieraniu słów, a Tanja była strasznym płaczkiem i w dodatku skarżypytą, bo zaraz nas rozdzielili i nie mogłem jej nawet pstryknąć w nos.
- Wracamy do samochodu, nie ma mowy, że pozwolę wam dziś tędy pójść - upierał się ojciec. Chyba wyczuł, że mama jest wściekła o ten samochód i nie chciał nam sprawiać więcej problemów, na przykład takich z głodnymi niedźwiedziami. Mimo to, w dalszym ciągu się z nią spierał.
- Johann, słyszysz to? - zlękła się siostra wyglądając zza pleców ojca. Kazał jej tam stanąć, żeby nie mogła mnie dręczyć, ani ja jej, ale miała rację. Wycie ustało, ale krzaki na skraju lasu zaszeleściły złowrogo.
Raz.
I drugi raz, mocniej i na tyle głośno, że rodzice przestali się kłócić i spojrzeli w tamtym kierunku.
Matka pisnęła, gdy to coś wylazło z krzaków.
[ Podoba mi się :) Czyta się szybko, lekko i przyjemnie, choć powiem, że opowiadanie zakończyło się tak szybciutko, że czuję lekki niedosyt.
OdpowiedzUsuńW każdym bądź razie: Brawo :)]
Ryan
[Infantylne literacko. Chyba jestem jak ten pan ze wstępu.]
OdpowiedzUsuń~ Sean/Loran
[Ot, scenka - do przeczytania, chociaż w głowie zbyt długo nie zostanie. Ale muszę, po prostu muszę! przyczepić się do zapisu dialogów. Nie ma opcji, żeby wypowiedź kończyć kropką, a po myślniku zaczynać wyraz małą literą.]
OdpowiedzUsuń[ Nie umiem tak ładnie pisać, chociaż się staram. Chciałabym Cię poinformować, że Twoja notka zasiliła szeregi pozostałych na moim dysku :3 ]
OdpowiedzUsuńNavid
[Rzeczywiscie, ta kropka w dialogu troche razi. Jezeli chodzi o sam tekst, mnie sie podobalo. Glowny Zaluje jedynie, ze nie moglam pocieszyc sie dluzej tekstem i skonczylam szybciej niz zaczelam]/Max
OdpowiedzUsuń[Ta kropka to chyba przypadkiem mi się wkradła. Prawdę mówiąc, celowałam właśnie w taki efekt infantylności literackiej, bo zbyt często w wątkach rozpisuję się o emocjach, myślach, etc. Chciałam spróbować sił w kategorii "horrory dla młodzieży". Niezbyt straszne, tak jak jest we wstępie kiczowate, no i okazało się, że to wcale nie takie łatwe.
OdpowiedzUsuńW imieniu Herba dziękuję, że przebrnęliście przez "jego" dzieło!]
[To mnie tylko brak akapitów przeszkadza w czytaniu, a po za tym muszę przyznać, że tekst jest ciekawy. O wiele trudniej jest pisać coś oczami dwunastolatka, niż osoby trochę starszej, ponieważ trzeba brać pod uwagę, że nawet te najbardziej inteligentne nie powiedzą każdego zdania i ich myśli nie mogą być nad wyraz dojrzałe. I uważam tę zdolność za sztukę.
OdpowiedzUsuńPodoba mi się jeszcze ten tekst na początku (oczywiście) i relacje między bratem a siostrą i mam szczerą nadzieję, że oni tak szybko nie umrą, bo z chęcią bym jeszcze poczytała o tym.]
Jacky King
[A ja lubię tego typu opowiadania. Właściwie to lubię wszystko, gdzie coś się dzieje, a twór Herba naprawdę mnie zainteresował - możliwe, że dlatego, iż jestem cholernie ciekawa, co też z tych krzaczorów im tam wylazło.]
OdpowiedzUsuńWendy