•••

Ann Joyce, dwadzieścia sześć lat
Ty się o mnie nie martw, ja sobie poradzę  Wszystko będzie dobrze...  Wcale nie mam przerostu ambicji • Ja wcale nie płaczę, tylko ci się tak wydaje  Nie jestem smutna, nic mnie nie gryzie  Patrz, przecież się uśmiecham  Nie rób mi tak więcej... 

Wstaje, myje zęby i w tym czasie pisze wiadomość powitalną do brata. Zapomina o śniadaniu i rano wypija tylko herbatę, a swój pierwszy posiłek spożywa w pracy, podczas zbyt krótkiej przerwy. Kiedy je, pisze do brata kolejnego esemesa. Później udaje, że podaje klientom ich zamówienia. Nie zawsze pamięta o tym, żeby zdjąć fartuszek, w którym lawiruje pomiędzy stolikami, więc zdarza się, że wpada na wykłady właśnie w takim uniformie. Śmieje się wtedy z siebie, a pod nieuwagę wykładowcy pisze o tym do swojego ukochanego braciszka, żeby i jemu choć trochę poprawić nastrój. Najbardziej pochłaniają ją wykłady z historii antycznej, bo kiedy mowa o nowożytności to nadrabia godziny snu, na który nie ma zbyt dużo czasu. Nocami wkuwa na pamięć odmianę czasowników na łacinę i czyta książki, których tak wiele chciałaby jeszcze przeczytać. Maksymalnie śpi do kilku godzin w ciągu nocy, czasami nie odpoczywa w ogóle. Wpada do brata tyle razy, ile tylko jest jej to dane. Sprząta, gotuje, pociesza i obejmuje. Na własne problemy i smutki nie ma czasu. 

_________________
Zrobiłam babę. Świat się kończy.

10 komentarzy:

  1. [Już czytając informacje od Gabriela wiedziałam że Ann będzie cudowna, ale widząc ją w Twoim wykonaniu jestem tego stuprocentowo pewna. No i idealne zdjęcie, takie naturalne.]

    Sebastian.

    OdpowiedzUsuń
  2. [I kto jest teraz siostrą, brat?]

    OdpowiedzUsuń
  3. Sobotni bankiet przeciąga się, a on co chwila spogląda na zegarek. Pozwala sobie na ucieczkę przed wszystkimi, głównie dlatego, że nie może znieść już wyciętych sukni i wyprasowanych garniturów. Poza tym, chęć znalezienia się we własnym mieszkaniu kusi o wiele bardziej niż lampka szampana. Zamawia taksówkę, rozmawia z nieznanym sobie mężczyzną o zmianach w rządzie i nowych decyzjach Davida Camerona, a następnie płaci i wspina się po schodach. Przekręca klucz w zamku, wchodzi do mieszkania po cichu, nie chcąc zbudzić dzieci. Zdejmuje płaszcz oraz buty, po czym zagląda do Annie, która śpi słodko, przytulona do swojego ulubionego misia. Fraser uśmiecha się pod nosem, po czym otwiera kolejne drzwi i przekracza próg pokoju syna. Ten budzi się automatycznie – wyczulony na dźwięki, zupełnie jak ojciec, nie jest w stanie nie odczuć czyjejś obecności. Spogląda na niego, pyta jak koncert, a po satysfakcjonującej odpowiedzi, kładzie zamyka oczy i mówi dobranoc.
    Przechodzi do salonu i zastaje śpiącą opiekunkę na kanapie. Nie ma serca jej budzić. Z szafy wyjmuje koc i okrywa kobietę, nie chcąc by ta zmarzła w nocy. Zabiera szklankę ze stołu i wkłada ją do zmywarki, by następnie udać się do siebie. Rozbiera się, wchodzi pod prysznic, by w końcu wylądować we własnym łóżku. Zasypia, z pewnymi problemami, o czwartej nad ranem. Budzik dzwoni o siódmej i wyłącza go, zanim ten zdążyłby obudzić kogokolwiek poza nim. Ubiera się i wędruje do kuchni, żeby przyrządzić śniadanie. Wychyla się zza framugi, widzi wciąż pogrążone we śnie ciało na kanapie, dlatego wyjmuje jeden talerz i jedną szklankę więcej niż zwykle. Kładzie patelnię na kuchence, po czym zaczyna robić jajecznicę. Kiedy woda na herbatę się gotuje, on przygotowuje grzanki. Równo o siódmej czterdzieści trzy, wszystko jest gotowe. Najpierw budzi dzieci: pochyla się nad Annie, szepce jej do ucha, że czas jeść, a ta okrywa się szczelniej kołdrą. Wędruje do pokoju syna, który zdążył wstać samodzielnie i jest w trakcie przygotowywania torby sportowej na poranne zajęcia. Informuje, że może przyjść na śniadanie. W salonie ląduje na samym końcu. Kuca przy kanapie, kładąc kubek świeżo zaparzonej herbaty na stole.
    - Ann, obudź się – mówi łagodnie. – Zrobiłem śniadanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. [O.. Jej. Siostra Gabriela. To znaczy że moja niewidzialna postać, która jest byłym Gabriela też ją zna.]

    Tess i niewidzialny Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jasne! Wymyślisz za mnie? Rzuć jakiś zalążek chociaż.]

    Larsen-Hein

    OdpowiedzUsuń
  6. Gabriel już czuł nadchodzące święta. Tego nie dało się uniknąć, nawet jeśli bez przerwy siedziało się zamkniętym we własnym mieszkaniu. W telewizji na każdym kanale chociaż po jednej świątecznej reklamie, w radiu masa typowo grudniowych piosenek i to samo w Internecie… jednak najgorszym zwiastunem idących świąt były te wszystkie, niby sprytnie przemycone przez Ann, ozdóbki. Naprawdę ciężko było ich nie zauważyć, kiedy znało się dokładnie każdy kąt mieszkania i praktycznie w ogóle się z niego nie wchodziło. Ale Gabe starał się być wyrozumiały i powstrzymywał się od rzucania kąśliwych uwag w kierunku bliźniaczki, byle tylko dać jej się nacieszyć. Znał ją praktycznie na wylot i wiedział, że pomimo wiecznie uśmiechniętej twarzy, w głębi siebie skrywała cholerny żal o to, że był ledwie o krok od zostawienia jej samej… i mimo wszystko, teraz zachowywała się tak, jakby tak przykra sytuacja nigdy nie miała miejsca.
    Westchnął cicho i przymknął powieki w chwili, gdy usłyszał otwierane drzwi. W następnej kolejności słychać było parę kroków i dźwięk odstawianego pudła w korytarzu. Wiedział już, że to Ann, nim usłyszał jej głos, ale nie odpowiedział jej, skoro miał tę pewność, że za chwilę i tak zostanie przez nią znaleziony. Nie było więc sensu otwierać ust i wysilać się, by wydobyć z siebie głos. I tak, jak przewidywał, tak właśnie się stało, bo nie upłynęła kolejna minuta, a siostrzyczka już stała nad nim i próbowała zagadnąć w zabawny sposób.
    - Łóżko jest stanowczo za daleko – wymruczał niezbyt wyraźnie, spoglądając na Ann spod półprzymkniętych powiek. – Papierosy też. Jak wszystko inne zresztą… - dodał.

    Gabriel

    OdpowiedzUsuń
  7. Przesuwająca się po jego twarzy dłoń, rozśmiesza go, przez co rozciąga usta w uśmiechu i z trudem udaje mu się powstrzymać wybuch nagłego śmiechu. Doskonale wie, co ta próbuje zrobić i chyba właśnie ta świadomość bawi go do tego stopnia. W takich momentach doskonale rozumie, dlaczego zdecydował się poprosić ją o pomoc przy opiece z Ann. Oczywiście, nie sam akt pomylenia go z budzikiem wydaje się być tutaj kluczowy, a raczej jej otwartość, z którą podchodzi do wszelkich spraw.
    - Całkiem przydatną – zgadza się z nią, po czym staje w pionie i na chwilę zostawia ją samą w salonie. Wędruje do kuchni i przynosi stamtąd swój kubek z kawą, by kolejno wrócić i usiąść w fotelu naprzeciwko niej. – Dziękuję, że zostałaś. Nie mogłem wyrwać się szybciej. Zupełnie, jakby nieobecność dyrygenta niszczyła bankiet – sarka niezadowolony, opierając się wygodniej. Przekłada kubek z jednej dłoni do drugiej, wpatrując się w niego, a raczej w zawartość, by w końcu unieść go do ust i upić spory łyk. Odkłada napój na stół i spogląda na Ann, której udaje rozbudzić się do tego stopnia, że pozycję leżącą zmienia na siedzącą.
    W tym czasie też z pokoju wychodzi Roger, który rzuca wesoły uśmiech w stronę kobiety, po czym sięga po swoją porcję śniadania i pożera ją jeszcze w kuchni. Fraser nawet nie próbuje przemówić mu do rozsądku i poprosić o to, by wolniej wkładał widelec do ust, bo zrobi sobie nim jakąś krzywdę. Przywykł do tych porannych posiłków w pośpiechu. Nie zdąża nawet wypić swojej kawy do połowy zanim chłopak bierze torbę, żegna się i zmywa z domu, obiecując powrót przed obiadem.
    Annie pojawia się dosłownie dwie minuty później i uśmiecha się szerzej od brata na widok swojej niani. Zresztą postanawia przywitać się z nią pierwszą, bo wskakuje na kanapę i zawiesza rączki dookoła jej szyi. Wciąż jest zaspana, dlatego wtula się w jej szyję i przymyka oczy. Trwa w uścisku przez jakiś czas, by w końcu – nową energię pobierając chyba z obecności Ann – przedostać się na drugą stronę pokoju i wylądować u ojca na kolanach.
    - Śniło mi się, że bardzo ładnie wczoraj grałeś – mówi, a Fraser całuje ją w nos i przytula do siebie mocno. Dziewczynka jest jego wspomnieniem zmarłej żony, ma jej oczy i jej uśmiech, ma jej wszystko, dlatego musi trzymać ją blisko, za nic nie może sobie tego odpuścić.

    OdpowiedzUsuń
  8. [ Watek chętnie gdyż Ann bardzo przypadła mi do gustu. :) Myślę czy nie nawiązać do jej pracy. Nathaniel mógłby przyjść tam na śniadanie albo coś w tym stylu, mógłby nawet przychodzić codziennie, bo jakby miał sobie sam gotować to jedna wielka katastrofa. Oczywiście zacznę, no chyba że ty chcesz :) Tylko muszę wiedzieć czy taka wersja Ci odpowiada? ]
    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolejny dzień i kolejny poranek. Jak właściwie co dzień wybrał się do pewnej knajpki na śniadanie. Cóż kucharzem był marnym, gdyby sam się za to wziął... no to po apartamencie. Co tam apartament, cały budynek by w diabli wzięli. Spokojnym krokiem przemierzał ulice Londynu, pogwizdując wesoło pod nosem. Dziś miał wyjątkowo dobry humor. Wreszcie widząc znajomy szyld, wszedł do restauracji. Odwiesił płaszcz na wieszak przy wejściu i zajął stoli przy oknie, ten sam co zawsze. Zwyczajowo sięgnął po kartę dań, jednak wiedział już co "zamówi". Nie był wybredny, ani też nie musiał mieć co dzień innego dania. Co prawda chętnie zmieniał lokale, ale tego jednego był stałym bywalcem. Czemu? Powodem była jedna z kelnerek. Miła i śliczna, bardzo fajnie się z nią rozmawiało, niestety te rozmowy były strasznie krótkie. Uśmiech na ustach tej dziewczyny był rzadkością, więc gdy ona się uśmiechała to on też. Tak jakoś na niego działała. Roztaczała w okół siebie jakąś aurę. Miał nadzieję, że dzisiaj też ją zobaczy. Dyskretnie rozejrzał się za nią znad karty.

    Nathaniel
    [Wiem, krótko wyszło :/]

    OdpowiedzUsuń
  10. [witaj:) jeśli dalej aktualne, to chęć spora jest:) poznamy je przez Gabrysia, czy masz jakiś inny pomysł?:)]

    Satine

    OdpowiedzUsuń