JOANNA MALINOWSKA
Urodzona 15 stycznia 1990 roku w Białymstoku, w Polsce.
Studentka pracy socjalnej, na urlopie dziekańskim.
W Londynie by zarobić. Od poniedziałku do piątku za dnia kelnerką w niedużej kawiarni, wieczorem na zmywaku w drogiej restauracji, czasami w weekendy bawi się w barmankę.
Emanuje urokiem osobistym jak i charyzmą, chociaż przy dłuższej znajomości nie nazwiesz jej już uroczą i do bólu słodką – twardo stąpa po ziemi i absolutnie nie da sobą manipulować. Jej działania zwykle są przemyślane, owiane strachem przed przyszłymi konsekwencjami. Stara się być niezależną. Uparcie dąży do postawionych sobie celi i nie wraca myślami do porażek, takie przynajmniej sprawia wrażenie. Lubi być potrzebna i pomagać innym, jednak gdy spotyka się z aktem niewdzięczności potrafi pokazać pazur. Lubi słuchać ludzi, niekoniecznie mówić dużo o sobie. Biorąc za przykład swoich rodziców, ślepo wierzy w prawdziwą miłość. Płacze w czasie romantycznych filmów. Nie przyznaje się do tego jednak, twierdząc, że jest kobietą bez serca. Okazywanie uczyć jest oznaką słabości w dzisiejszym świecie, dlatego do świata zewnętrznego podchodzi z rezerwą.
Spotkasz ją na ulicy, półprzytomną, ciągle gdzieś idącą.

[Cześć, witaj! ; D
OdpowiedzUsuńProszę o wyjustowanie karty.]
~ Verner
[W końcu. :> To co, wąteczek? Tylko wymyśl coś, a nawet zacznę. :D]
OdpowiedzUsuńJ. Graham
[Witaj. Wątek? Mam nawet pomysł. W tej drogiej restauracji czy gdzieś tam mogłaby zachorować kelnerka i ktoś musiałby ją zastąpić. No i kazaliby zrobić to Joannie. Nicolet przyszłaby sobie na kolację i (jeżeli cię to interesuje) Asia wylałaby coś na moją aktoreczkę, hm?]
OdpowiedzUsuńNicolet
[Ja podałam pomysł. XD]
OdpowiedzUsuńNicolet
[To lecimy z tym koksem. :D]
OdpowiedzUsuńWyjście do pubu w sobotni wieczór było dla Grahama niemalże tradycją – ze znajomymi, samemu czy w towarzystwie jakieś uroczej niewiasty, na którą przeważnie wpadał, gdy do ów lokalu zawędrował. Swoje wypady traktował jako coś niezbędnego do dalszego funkcjonowania, bo nic go tak nie rozluźniało po całym tygodniu w pracy, a także nie motywowało. Oczywiście każdego weekendu nie spędzał w ten sposób, ale był to jedno z jego ulubionych rozwiązań zaraz po przeleżeniu na kanapie całego wieczora w towarzystwie niezdrowego żarcia, seriali i swoich kotów, co jednak już nie było tak „męskie”, więc nie praktykował tego aż tak często. Jak na prawdziwego Szkota przystało musiał w końcu wyjść, zabawić się, coś rozwalić i co najważniejsze – napić się.
Tej soboty umówił się ze znajomymi, a śpieszyło się mu tak bardzo, iż w lokalu pojawił się nawet przed nimi; gdy wpadł do ich ulubionego baru nigdzie nie dostrzegł rozchichotanej grupy zwracającej na siebie największą uwagę, co równało się z tym, iż jeszcze w nim nie byli. Postanowił więc zająć na razie miejsce przy barze i ruszył żwawo w jego kierunku.
I właśnie wtedy wydarzyło się wiele rzeczy na raz.
Pomijając fakt, że o mało nie staranował jakieś dziewczyny to w tym momencie wokół nich walały się odłamki szkła, które jeszcze nie tak dawno łączyły się w piękną całość kufla, a z kolei zawartość tychże kufli była zarówno na ubraniu Grahama, jak i nieznajomej.
— Cholera — syknął niby to z rozbawieniem, ale jednak bardziej zmieszany swoją koordynacją ruchową. — Nic ci nie jest? — Spojrzał na dziewczynę z lekką troską, jednocześnie mając nadzieję, iż ta nie miała zamiarów rzucać się mu do gardła.
J. Graham
[Witam :> A ten Białystok to w prawdziwym życiu też czy tylko na potrzeby karty? :D ]
OdpowiedzUsuń[Zgadza się, dlatego mnie trochę zdziwiło to, że widzę moje miasto w czyjejś karcie :D ale fajne, pozytywnie! Wątek? ]
OdpowiedzUsuńKobieta wysiadła z limuzyny razem z Francuzem. Był to tak jakby jej gość. Przyjaciel z Francji, projektant mody. Czasami wybuchał dość głośno przeklinając po francusku. Na szczęście nikt go nie rozumiał. Szatynka była zmuszona założyć suknię jego autorstwa, która wcale jej się nie podobała. Zmierzali w stronę restauracji. Po wejściu w jednej chwili pojawił się przy nich elegancko ubrany pan.
OdpowiedzUsuń- Panna Nazorine jak mniemam? Rezerwowała Pani stolik. Zapraszam.
Kobieta i Francuz podążyli za ,,Panem w czerni''. Usiedli przy jednym ze stolików, złożyli zamówienie i czekali. Szatynkę bardzo zdziwiło, że jej przyjeciel zamówił dwia talerze zupy. Chociaż w sumie zawsze był zarłokiem.
Po chwili spostrzegli, że w ich stronę zmierza kelnerka.
Nicolet
[Przepraszam, że tak krótko, ale pokłóciłam się z weną. Masz większe pole do popisu.]
UsuńAkurat część z miss mokrego podkoszulka nie przeszkadzała Jacobowi tak bardzo, jednakże odpuścił sobie w tej części zadowolony uśmieszek próbując ukryć swoje zażenowanie własną koordynacją ruchową. Nawet jeśli nie był pewien czy to była jego wina, ale wierzył, iż nie zatrudniają tutaj osób z rażąco niskim wyczuciem.
OdpowiedzUsuńW tym momencie koszula obchodziła Jake’a najmniej, bo jak na dobrze zarabiającego lekarza mógł pozwolić sobie na kilka takich, jednakże nie o to się teraz rozchodziło. Sytuacja była naprawdę niezręczna, ale w całym swoim życiu Graham zaliczył takich wydarzeń tyle, iż czuł się w pewien sposób doświadczony.
Zignorowawszy ludzi przyglądającym się jemu i zdenerwowanej blondynce kucnął zaraz, i zaczął jej pomagać w zniwelowaniu tego bałaganu; wcale nie chciał robić jej problemów, a dobrze wiedział, iż będzie takie miała i wcale nie musiał być specjalistą od poharatanych dusz, by zdawać sobie z tego sprawę.
— Przepraszam, czasami po prostu nie patrzę przed siebie — mruknął uśmiechając się z sporą dozą skruchy. — Nie chciałem ci robić kłopotów. Gdybym tylko jakoś mógł…
Pojęcia nie miał co tam mamrotała pod nosem w jakimś obcym języku, ale był przekonany, iż były to całkiem zmyślne epitety skierowane w jego stronę. Chwilę potem wpadł chyba kierownik czy też szef z niezbyt przyjazną mimiką.
[Żyj! :d]
J. Graham
Nie mógł się teraz dobrze bawić, kiedy jakaś Bogu ducha winna dziewczyna miała przez niego kłopoty. Oczywiście, niecelowo spowodowane, ale wciąż przez niego. I kiedy Kate, George oraz Elle przybyli wciąż nie potrafił oderwać wzroku do zaplecza, choć zdawało się, iż sytuacja chyba została opanowana, bo pub powrócił do swojej rutyny, a o całej sprawie zapomniano jeszcze przed przybyciem wcześniej wspomnianej paczki. Sączył powoli piwo i wypatrywał dziewczyny, ale nigdzie nie potrafił jej dostrzec. Naprawdę chciał ją przeprosić, a wydawało mu się, iż zrobił to w sposób mało wystarczający. I te jej słowa na koniec, całkowicie go przybiły.
OdpowiedzUsuńNagle się pojawiła, wychodząc z zaplecza wyglądając nieco podejrzanie. Więc Jake po prostu wstał, odchodząc od znajomych i pokierował się w stronę lady, chcąc jeszcze raz wyjaśnić tę sytuację, choć podejrzewał, iż szybciej w końcu oberwie.
— Wszystko w porządku? — zapytał, opierając się łokciem o blat lady i przyjrzał się badawczo dziewczynie. Cholera, nie patrzyła na niego, a on nie patrzył bezpośrednio na nią, więc modlił się tylko, aby za chwilę nie zaniosła się płaczem roztrzaskując mu butelkę na głowie. — Chcę ci jakoś wynagrodzić moje kalectwo, więc jeśli jest coś… cokolwiek, co mógłbym zrobić. Mogę porozmawiać z tym twoim szefem, wyjaśnić mu, że to moja wina.
Dawno już nie czuł się tak niezręcznie.
J. Graham
[hej:) bardzo chętnie. zaczniesz, czy mam Cię wyręczyć?:)]
OdpowiedzUsuńSatine
Rudowłosa nie miewała dobrych poranków. Popołudni i wieczorów również, ale to nie było aż tak ważne. Najgorzej było wstać,
OdpowiedzUsuńZmęczona, znalazła jednak w sobie tę moc, by wyjść spod kołdry, zażyć na czczo kilka tabletek i ubrać się, aby po jakimś czasie udać się w stronę pracy.
Był to wyczyn godny owacji na stojąco, więc zanim wyszła z mieszkania, klasnęła dwa razy w dłonie i spojrzała w lustro, wiszące w przedpokoju. Uszczypnęła lekko policzki, dodając im tym samym nieco kolorków i uśmiechnęła się w blade odbicie.
Nie przeszkadzało jej zimno, ani mroźny wiatr smagający jej twarz. W sumie jeśli chodziło o pogodę, było jej wszystko jedno. I tak zasłony zawsze oddzielały jej pokój od reszty świata. Już dawno nie czekała na słońce.
Do kawiarni dotarła prawie pół godziny przed czasem, ale skoro menago w środku był, mogła wejśc do środka, spokojnie się przebrać, spiąć burzę włosów i czekać na zapleczu aż do rozpoczęcia swojej zmiany. Nie chciało się jej rozmawiać, ale to żadna nowośc i mało kto jeszcze próbował ją rozgadać.
I wtedy właśnie pojawiła się Joanna, która od samego wejścia na ustach miała jakąś rewelację. Satine uśmiechnęła się lekko, nieznacznie przechylając głowę i nadal siedząc pod ścianą, odezwała się:
- Przekonajmy się.
[Na blogu ciągle jestem, ale nie "udzielałam się", bo nie miałam nawet komu odpisywać :D Co do pomysłu to bardzo mi pasuje ;> Nina jest amatorką wina, podobnie jak i ja. Może walniemy im jakieś głębsze powiązanie? W sensie, żeby w trakcie rozmowy okazało się, że np. mają jakichś wspólnych przodków, albo coś podobnego, idąc w tym kierunku? ]
OdpowiedzUsuńChciało jej się spać, to tak w pierwszej chwili.
OdpowiedzUsuńSłuchała uważnie Joanny i naprawdę chciała wykazać cień zainteresowania, ale słabo jej wychodziło. Znieczulica, damn!
Pewnie umrze samotnie w błękitnym pokoju, miną dni, zanim ktoś zauważy i w końcu nikt nie zjawi się na jej pogrzebie.
Przeniosła wzrok na blondynkę i gdy w końcu dotarły do niej jej słowa, zaśmiała się cicho, kręcąc przy tym głową.
- Ale jak to? - zapytała, wyobrażając sobie tę dość absurdalną sytuację. Czy ona kiedyś doświadczy tego? Nie, mrzonki. - Co zrobiłaś? - dopytała, tym razem wstając z podłogi i otrzepując tył spodni.
Satine