" otwieram usta, jedyne co wypływa to jęk
bo boli mnie codziennie coraz mocniej
gra na moich myślach, szarga nerwy, pożera emocje "

Cynthia Montrose
Zawsze wstaje za późno, bo lubi miotać się niczym zwierze w
klatce. Karmi raka nikotyną by wreszcie się ujawnił i zagrał z nią w otwarte karty,
przecież tak bardzo lubi klarowne sytuacje. Zahacza o kilka, dziwnych
przedmiotów, w międzyczasie zastanawiając się jakim cudem znalazły się w jej kawalerce
i stara się poukładać ten cały syf zwany życiem. Cały czas narzeka na to jak
wygląda, bez względu czy spędzi w łazience pół dnia czy 5 minut. Mówią jej, że
powinna cieszyć się życiem, a ona zamiast wdzięczności pokazuje im środkowy
palec. Dokładnie to samo robi, gdy ktoś, chce pomóc jej gdzieś wjechać, w
dodatku ostentacyjnie mówi, że sama sobie poradzisz, mimo iż usilne próby i tak kończą się fiaskiem. Generalnie nie znalazła
swojej drugiej połówki jabłka, choć wnioskując po jej kształtach powinna szukać
gruszki. Mogłaby powiedzieć, że jest sama, szczerze mówiąc marzy by móc to
powiedzieć. Prawda jest zupełnie inna, gdyż ktoś niemiłosiernie bardzo się do niej
przywiązał i jak wykazują wyniki, nie ma zamiaru się oddalić choćby na
milimetr.
dwudziestoczteroletnia introwertyczka przeważnie poruszająca
się na wózku; chora na SM studentka psychiatrii, która zawsze nosi ze sobą
słuchawki by nie ranić uszu okropnymi odgłosami miasta; uzależniona od natki pietruszki, grejpfrutów i
zapachu przyprawy korzennej - to pierwsze lekarze tłumaczą anemią na co
dziewczyna nie zwraca większej uwagi, faszeruje się wystarczającą ilością
leków, tym bardziej, że skleroza to jej siostra rodzona
_____________
Zapraszam do wątków. Powiązania wymyślę, a i zacznę jak otrzymam gotową propozycję pomysłu. Nie pytajcie czy mam ochotę, mam zawszę!
[Witam, lubię to imię, no i ładny gif.]
OdpowiedzUsuńSebastian.
[Cześć, jest świetna. Myślę nad wątkiem. ;>]
OdpowiedzUsuń~ Verner R.
[Czy na gifie to ten paskudnie nudny film z Rachel i Tomaszem, o którym myślę? :D Załóżmy Klub Życiowych Dyskusji, czy coś.]
OdpowiedzUsuń~ Sean
[Zdecydowanie Rejczel na gifie! XD Bardzo lubie Rejczel! Cześć! :)]
OdpowiedzUsuńAidan
[Od nadmiaru palenia i narzekania Heffsowi mogą się skręcić kiszki, ale to tylko taka ostateczność. Możemy sobie poustalać coś głębszego mailowo, jakby co.]
OdpowiedzUsuń~ Sean
[Bo ten gif jest świetny! :) Powiedz mi! Czy my możemy coś "chcieć"? :)]
OdpowiedzUsuńAidan
[ Haha, uwielbiam ten tekst o sklerozie.
OdpowiedzUsuńNo i bardzo podoba mi się Twoja postać. Proponuję więc wątek, szczególnie że uparte studentki psychiatrii są szczególnie bliskie memu sercu. No i India też jest studentką, tylko troszkę niżej w medycznej hierarchii. ]
India
[ Witam. Spokojnie, nie jestem przekonana czy Isaac (oprócz tego imienia) dostał coś więcej, co mogłoby zainteresować tutejszych autorów. Chęć na wątek absolutnie jest, aczkolwiek pomysłu mi brak, choć czytałam kartę ze trzy razy. Ona choruje na stwardnienie rozsiane, czy mi się przewidziało? ]
OdpowiedzUsuńIsaac
[ A czemu miałoby mi nie odpowiadać? Pomysł jest naprawdę ciekawy i można długo pociągnąć na jego bazie bez kombinacji jak tutaj ożywić rozmowę ;) Masz może ochotę zacząć? ;> ]
OdpowiedzUsuńIsaac
[ A i tak teraz przyuważyłam, że Isaac jest jednak 2 lata starszy, bo on ma 26 ;) ]
Usuń[ Opcję, że spotykają się przypadkiem gdzieś i on pomaga jej się tam dostać ;) Ale daj mi kilka chwil, bo idę dokarmić raka, tak jak i Twoja bohaterka, a zaraz po tym zacznę ;) ]
OdpowiedzUsuńIsaac
Zakochany tak na poważnie był tylko raz i pech chciał, że przypłacił tą miłość złamanym sercem i długim czasem powrotu do siebie. Nigdy więcej nie zaufał już kobiecie na tyle, by wpuścić ją za wysoki mur, który od tamtego czasu wybudował wokół swojego serca. Cynthia była wyjątkowa, a przynajmniej tak mu się wydawało, nie potrafił powiedzieć co takiego w niej było, może to ten uśmiech, a może fakt że potrafiła go rozbawić do łez, może fakt że była przy nim gdy dowiedział się o chorobie matki, może dlatego, że po śmierci ojca to ona była nie pozwoliła na to by zrezygnował z marzeń. Zawdzięczał jej tak wiele, a ona pewnego dnia po prostu przyszła do niego i zakończyła ich związek zwykłym „Zdradziłam Cię.” I mimo, że po przetrawieniu tych informacji chciał jej wybaczyć, ona mu na to nie pozwoliła. „Nie kocham Cię już…” długo słyszał nawet w snach.
OdpowiedzUsuńPadał deszcz, choć to nic nowego w Londynie. Zimne krople zrosiły całe miasto, choć wszyscy mieszkańcy już oczekiwali na śnieg, na prawdziwe święta, których od paru lat nie było. Isaac jak zwykle przed świętami zdecydował się wybrać do centrum w celu zakupienia jakichś prezentów. Priorytetem była matka, dla której prezent był dla niego największym wyzwaniem, nigdy nie wiedział, co oprócz jego przyjazdu sprawiłoby jej największą przyjemność. Naciągnął na głowę kaptur, pochylił głowę i ruszył przed siebie gdy tylko wyskoczył z taksówki przed galerią.
Przed wejściem zauważył dziewczynę na wózku, która próbowała dostać się do środka, ale tłumy ludzi i ruchome przejście trochę jej to uniemożliwiały. Nikt nie zatrzymał się by zaproponować pomoc, nikt zdaje się nawet jej nie zauważał. Wszyscy zbyt zajęci sobą, banda egoistów.
Zbliżył się do niej i pchnął wózek.
- Z drogi, osły…. – warknął i przemknął szybko do środka, po czym uśmiechnął się w końcu, zadowolony z siebie. – Wybacz, nie mogłem patrzyć na to, jak Ci idioci się zachowują – usprawiedliwił się, bo miał świadomość, że osoby takie jak ta dziewczyna nie znoszą litości i pomocy, o którą nie proszą.
[ Naprawdę nie miałam pomysłu, wybacz ;) ]
Isaac
Isaac doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że niepełnosprawni nie znoszą nieproszonej pomocy, ale on po prostu nie mógł patrzeć jak Ci ludzie ignorowali fakt, że tuż obok znajduje się dziewczyna, która w życiu ma naprawdę pod górkę. Nie wiedzieć czemu był niesamowicie przeczulony na ludzką krzywdę, choć sam też nie miał łatwo. No, ale nie ważne. Gdy w końcu udało im się dostać do centrum, gdzie wiatr i zimny deszcz nie wdzierał mu się pod kurtkę niepewnie zdjął kaptur. Po cichu liczył na to, że nikt się na niego nie rzuci, ani nie zobaczy dookoła siebie błysku fleszy.
OdpowiedzUsuńOczywiście spodziewał się wybuchu złości dziewczyny, ale nie spodziewał się, że będzie kojarzył ten głos, a już na pewno nie spodziewał się, że to będzie ONA. Gdy odwróciła się w jego stronę Isaac zrobił krok w tył. Jak to możliwe? Dlaczego los tak bezczelnie sobie z niego zakpił? Komu, jak komu, ale jej pomagać nie chciał, po tym co mu zrobiła. Zaraz po tym jego myśli całkowicie zmieniły tor i z „nie chcę jej pomagać” zmieniły się w „Co jej się stało?” . Nie miał pojęcia co powiedzieć i czy warto w ogóle się odzywać. Coś zakłuło go boleśnie w piersi, ale zacisnął zęby by nie dać nic po sobie poznać.
- Cześć – powiedział zupełnie innym tonem niż przed chwilą, a uśmiech szybko zniknął z jego przystojnej twarzy.
Opuścił spojrzenie, nie mogąc znieść patrzenia na nią, a już myślał, że to wszystko mu przeszło, że już jest poza tym. Bardzo się mylił.
Ludzie przechodzili obok nich nawet nie zwracając na nich uwagi. Sekundy wlokły się w nieskończoność, a Isaac zastanawiał się czy nie lepiej byłoby się po prostu odwrócić i odejść. Coś jednak kazało mu stać tam i czekać na wyjaśnienia, czekać na choćby głupie przepraszam, którego wtedy od niej nie usłyszał.
- Nie powiesz mi nawet głupiego „cześć”? – zapytał po chwili, nie mogąc znieść tej ciszy przerywanej jedynie przez ciche rozmowy przemykających obok nich ludzi.
Isaac
[Teraz to mi się bardzo miło zrobiło, muszę przyznać]/Fraser
OdpowiedzUsuń[To niedługo powinienem zacząć. Jutro czy coś takiego.]
OdpowiedzUsuń~ Verner Rosenhall
On sam nigdy więcej nie chciał jej widzieć, obawiając się swojej reakcji na to spotkanie. Przecież planowali wspólną przyszłość, kochali się... to znaczy on kochał ją, bo Cynthia jak się okazało jedynie udawała, choć nie wiedział dlaczego. Przecież nie był wtedy ani sławny, ani bogaty, a i do specjalnie przystojnych nigdy nie należał, a przynajmniej nie do aż tak przystojnych. Co w nim widziała i dlaczego go zraniła? Na te pytania nigdy nie potrafił sobie odpowiedzieć. Bolało gdy tylko o niej myślał, więc nauczył się ignorować wspomnienia, nauczył się wyłączać emocje, gdy potrzebował chwili odpoczynku. Jedno jej się jednak udało. Dzięki ich rozstaniu powstało kilka naprawdę pięknych rockowych ballad jego zespołu, które od razu spodobały się fanom. Niektórzy na forach trafnie obstawiali okoliczności ich powstania i psioczyli na kobietę, która tak zraniła ich idola. Uśmiechał się wtedy pod nosem, mając wrażenie, że Ci ludzie, których nawet nie zna dbają o niego i chcą by był szczęśliwy.
OdpowiedzUsuńOd ich rozstania nie związał się na poważnie już z żadną dziewczyną, choć wiele z nich próbowało dotrzeć do jego serca, bezskutecznie. Najwyraźniej nie trafił jak dotąd na żadną, która naprawiłaby jego serce zdeptane i zniszczone przez Cynthie.
Faktycznie się zmienił. Wydoroślał, spoważniał i trochę wyprzystojniał. Czekoladowe tęczówki jednak pozostały takie same i uśmiech, choć może nie tak radosny jak kiedyś, nadal był ten sam. Isaac długo podnosił się po tym upadku, jaki mu zgotowała, a gdy w końcu się udało ona tak po prostu znowu pojawiła się na drodze jego życia. I co miał zrobić? Współczuć jej? No dobrze, był porządnym facetem, żałował jej problemów i tego, że teraz siedziała na wózku i choć ta dziewczyna naprawdę napsuła mu nerwów nie umiał pomyśleć sobie teraz o niej złego słowa. Miał ochotę ją uściskać, zapytać co u niej, czy jest z tym facetem przez którego się rozstali, czy nadal ma tak słaby kontakt z ojcem, co teraz robi, gdzie mieszka, jak mieszka, z kim mieszka… Odsunął od siebie te myśli.
- Nie spieszę się – wyrwało mu się nim zdążył się porządnie zastanowić nad odpowiedzią. Słowo się jednak rzekło, więc podążył dalej tym torem. – Dasz się zaprosić na kawę albo herbatę? – zaproponował i rozejrzał się w poszukiwaniu jakiejś kawiarenki. Nieopodal nich było coś interesującego i wewnątrz nie było zbyt wielu ludzi.
Isaac
Może i nie udawała, ale skąd on mógł to wiedzieć. Dla niego to było najbardziej klarowne wytłumaczenie tej całej chorej sytuacji w jakiej się znaleźli, bo w przeciwnym razie dlaczego miałaby nie zgodzić się na to by jej wybaczył, by mogli o tym zapomnieć i spróbować żyć dalej. Nie domyśliłby się przecież, że to jej choroba zmusiła ją do takich decyzji, a nawet jeśliby wiedział… na pewno nie pozwoliłby jej odejść, choćby miał poświęcić swoje marzenia na rzecz pomocy jej i opieki nad nią, gdy będzie czuła się gorzej. Na tym polega miłość – na poświęceniu, na opiece, na czułości, na podejmowaniu wspólnych decyzji, a Cynthia zdecydowała za niego, pozbawiając go jakiegokolwiek wyboru, choć był on oczywisty. Na dobre i na złe, czyż nie to obiecują sobie ludzie w chwili, gdy decydują się na wspólne życie, a takowe przecież planowali. Może gdyby go wtedy nie odprawiła z kwitkiem do tej pory by się jej oświadczył, może nawet byłaby już jego żoną. Kto wie jak potoczyłby się ich losy, gdyby dziewczyna nie zapragnęła podejmować decyzję za niego.
OdpowiedzUsuńWidział jak bardzo była zmęczona i domyślał się, że to przez to zrządzenie losu, które posadziło ją na wózku. Nawet nie wiedział jak to się stało, że czułość znów wróciła do jego myśli, że troska o tę młodą kobietę znów przyćmiła zdrowy rozsądek. Naprawdę bardzo ją kochał, a teraz… zapewne żar tamtego uczucia nadal się w nim tlił, ale to nie było już to samo. To nie była ta nieopisana miłość, jaką do niej żywił.
Gdy odmówiła spędzenia wspólnie tych kilku chwil poczuł się odtrącony. Znowu go odpychała, więc może faktycznie mówiła wówczas prawdę, może faktycznie uroił sobie jej uczucie.
- Tak, rozumiem – uśmiechnął się gorzko. – Pewnie czeka na Ciebie chłopak – machnął lekko ręką. – W porządku, nie szukaj wymówki – włożył ręce do kieszeni kurtki. – Ja… - urwał, gdy zaproponowała spotkanie w innym terminie. Zamilkł na dłuższą chwilę, zastanawiając się czy to aby na pewno jest dobry pomysł, ale uznał, że to dobry pretekst do wyjaśnienia tych wszystkich niejasnych sytuacji z przeszłości. Może w końcu dostanie odpowiedzi na pytania, które go dręczyły. – Tak, jasne… znajdę chwilę – wyjął z kieszeni nowy telefon, który zakupił poprzedniego dnia, gdyż poprzedni zagubił się podczas ucieczki przed zgrają fanów zaraz po jednym z koncertów. – Zapisz mi adres – wręczył jej komórkę i wyprostował się, obserwując ją uważnie. Miał wrażenie, że teraz była jedynie marnym cieniem tej radosnej młodej kobiety, w której się kochał. – Dzisiaj gramy koncert, później jest spotkanie z fanami, afterparty i… - zagryzł lekko dolną wargę. To wcale nie musiało jej interesować. – Jutro do południa mam czas – wyrzucił z siebie w końcu, gdy już przebiegł w pamięci swój grafik, który od pewnego czasu był naprawdę napięty.
Isaac
Może i nie chciała by dla niej z czegokolwiek rezygnował, ale to byłaby jego decyzja i to on musiałby ponosić jej konsekwencje, a jeśli według jego mniemania było warto, to ona nie powinna mu zabraniać tego robić. No trudno teraz już żadne z nich się nie dowie jaką decyzję podjąłby Isaac w obliczu choroby Cynthii, gdyby miał wybierać co dla niego jest ważne, a co ważniejsze. Pozostaje jedynie się domyślać, bo przecież miłość jest wieczna, a sława przemija.
OdpowiedzUsuńObserwował ją uważnie, starając się analizować każdy jej nawet najmniejszy ruch, każde drżenie warg, czy mrugnięcie. Kiedyś mógłby każdemu z tych poszczególnych czynników nadać niewypowiedziane znaczenie, a teraz… teraz nie był pewien. Starał się zapomnieć przez tak długi czas, że najwyraźniej po części mu się to udało, starał się o niej nie myśleć, a muzyka i życie w pośpiechu dało mu taką możliwość. Wiedział jedno, że Cynthia coś ukrywa, ale nie wiedział jeszcze co i wręcz nie mógł się doczekać by się tego dowiedzieć. Czy liczył, że to będzie coś, co w jakiś sposób uleczy go z tej miłości? Sam nie wiedział.
- Jak wyglądasz? – uniósł delikatnie jedną brew ku górze. – Na zmęczoną, ale nadal olśniewająco piękną – powiedział bez zawahania, jednak dał sobie spokój z pochlebstwami, dość już narobił sobie problemów, by jeszcze w dodatku znowu angażować się w związek bez przyszłości, w związek z kobietą, która raz go oszukała. Nie powinien w ogóle z nią rozmawiać, a jednak rozmawiał. Sam siebie ranił i w myślach nazywał idiotą.
Gdy oddała mu telefon zerknął na ekran i kiwnął głową, na pewno odnajdzie ten adres. Schował telefon do tylnej kieszeni spodni i uniósł głowę by znowu na nią spojrzeć. Nie wiedział czy jest sen coś jeszcze mówić, w końcu mieli się spotkać już jutro. Nagle jego telefon rozdzwonił się głośno sygnalizując nadejście smsa.
„Kończ te zakupy, czeka nas próba.” – Dave.
- To David, pamiętasz go, prawda? – rzucił mimochodem. – Muszę szybko zrobić zakupy i wracać, czeka nas próba przed koncertem – przesunął końcem języka po spierzchniętych wargach. – Do zobaczenia – rzucił odchodząc, ale kiedy usłyszał jej słowa zatrzymał się i odwrócił z powrotem w jej stronę. – Ciebie również – i zniknął w tłumie mieszkańców Londynu, którzy zjechali się by zakupić prezenty i świąteczne dekoracje.
Isaac
Sean miał powody do świętowania. Powody – owszem, były, ale rzeczony mający powody przypomniał sobie zawczasu, że przecież nie lubił świętować, nawet jeśli po długich zmaganiach udało mu się w końcu domknąć ostatni rozdział doktoratu i oddać go szanownemu panu profesorowi do akceptacji. Póki euforia z tego powodu trwała, wolał się nie zastanawiać nad listą zastrzeżeń, która sama w sobie mogłaby zostać zapewne wydana drukiem i stanowić tomiszcze dość pokaźnych rozmiarów. Ale nic to! Zrobił swoje, odrobił pańszczyznę, sprawdził przypisy i wzniósł się na wyżyny kultury osobistej, kiedy swój ostatni rozdział na ręce pana profesora składał, więc należał mu się teraz ten cudowny tydzień, podczas którego będzie mógł zająć się raczej planowaniem świątecznych prezentów, niźli poszukiwaniem odpowiedzi na pytania fundamentalne. Bynajmniej, nie zajmował się pytaniami fundamentalnymi w swoim doktoracie dotyczącym bardzo konkretnej i bardzo dziwnej funkcji, ale podczas pisania często podróżował poza granice zdarzeń i kończył rozmyślając o tym, dlaczego Schopenhauer miał rację i słoneczko świeci, wszyscy umrzemy.
OdpowiedzUsuńBez względu na to, czy największy optymista wśród filozofów przedstawił jakąkolwiek prawdę objawioną czy nie, upijanie się z radości i tak było do bani. W przeciwieństwie do jedzenia ciastek z radości (tj. w ramach wyrażania własnej radości, nie zaś wytworzonych z radości), co Sean Heffernan namiętnie praktykował. Tym razem sukces był naprawdę pokaźny, więc i należało mu się najbardziej wypasione ciastko w całym Londynie, najlepiej przy akompaniamencie karmelowej kawy i zakupionej dziesięć minut wcześniej książki, która nie miała nic wspólnego z matematyką i opowiadała o tym, jak to elfy i krasnoludy nie mogły w jakiejś fantastycznej krainie dojść do porozumienia. W normalnych warunkach tego typu literaturę traktowałby raczej jako podstawkę pod garnek, ale kiedy akurat potrzebował resetu mózgu, o niczym innym nie marzył.
I pewnie wszystko zmierzałoby ku spełnieniu cukierniczej fantazji, ale po drodze na parking przyuważył koleżankę po inwalidzkim fachu, która walczyła z wyjątkowo nieudanym podjazdem do jakiegoś relatywnie anonimowego lokalu usługowego. Zwykle po takich obrazkach wzrok mu się prześlizgiwał z prędkością światła i nie czuł nawet najmniejszej potrzeby zagajania rozmowy, ale tym razem to nie była taka pierwsza lepsza scenka rodzajowa, którą ciężko było nawet zapamiętać jako element wydarzeń dnia obecnego. Bowiem heroiczną walkę z infrastrukturą podejmowała Cynthia Montrose, a Cynthia Montrose swoją rolę w życiu Seana Heffernana odegrała. Nie były to co prawda wydarzenia wspominane regularnie z odpowiednim rozrzewnieniem, ale dokładnie pamiętał, że to właśnie jej zdarzyło się (zapewne dla świętego spokoju) poklepać go po plecach i zapewnić, że wcale nie wyląduje twarzą na ścianie, podłodze lub suficie, jeśli tylko wykona jakiś gwałtowny ruch lub bardziej energicznie ruszy z miejsca. A to właśnie tego Sean wtedy (i nigdy później) potrzebował, więc rola Cynthii była w całej zabawie wyjątkowo istotna.
Między innymi z tego powodu nie mógł tak po prostu jej minąć i udawać, że skoro on przez pięć lat, które upłynęły od ostatniego spotkania twarzą w twarz, wizualnie zmienił się dość mocno i dało się go nie poznać, to miał prawo udawać, że jest tylko jakimś dziwnie podobnym do samego siebie, anonimowym londyńczykiem. Zatrzymał się więc przy barierce podjazdu, oparł o nią przedramiona i stworzył tym samym jedno z dziwniejszych miejsc potencjalnej rozmowy.
- Kogóż to moje dalekowzroczne oczy widzą! Popchnąć?
~ Sean
[Tak, totalna inność, ale Twoja karta do standardowych też nie należy. Witam, tak w ogóle. Cudny gif. Powiesz mi może, jak mam dodać etykietę?]
OdpowiedzUsuń[Ok, już wiem.]
Usuń[Cyn jest świetna. Inwalidka, tak?]
OdpowiedzUsuń[To dobrze, czy źle?]
OdpowiedzUsuń[skoro ona zna Seana.. To może Aidan, któregoś dnia porwie ją na nieoczekiwaną wycieczkę? ;> Coś na zasadzie "podjedziesz ze mną do sklepu? BUM! jesteśmy w Brighton' xD Musiałam coś pozmieniać a karcie ;)]
OdpowiedzUsuńAidan
[Toż to przecież tru low forewa jest! :D]
OdpowiedzUsuń[Ach, Cześć i dziękuję :)]
OdpowiedzUsuńMerida
Nawet nie wiedział jak udało mu się tak szybko uciec, ale gdy w końcu się obejrzał był już daleko od miejsca, w którym się rozstał z Cynthia. Odetchnął głęboko i rozejrzał się po wystawach sklepowych. Już nawet nie wiedział, po co właściwie tu przyszedł, ale los nie pozwolił mu zbyt szybko opuścić galerii. W momencie, gdy zdecydował się przerwać bezsensowne wpatrywanie w świąteczne dekoracje by wrócić do apartamentu, który zamieszkiwał razem z zespołem, usłyszał głośny pisk. I znowu się zaczęło. Garstka dziewczyn otoczyła go podskakując z radości, później dołączyło jeszcze parę osób, ośmielonych przez tłumek jaki się wokół niego zebrał, później kolejne kilka osób i następne, aż Isaac stał się chyba główną atrakcją centrum handlowego.
OdpowiedzUsuńGdy w końcu zakończył podpisywanie autografów i fotografowanie właściwie nie czuł prawej ręki. Uznał, że nie ma najmniejszego sensu wracać do mieszkania, więc od razu udał się do hali koncertowej, w której mieli grać tego wieczora. Oczywiście zebrał niezły opierdol za spóźnienie i jakoś nikt nie chciał słuchać jego tłumaczeń jakoby to fani go zatrzymali. Wzruszył więc ramionami i udał się do garderoby w towarzystwie kilku osób mających zadbać o jego wygląd.
Ten koncert był genialny. Publiczność śpiewała wraz z nimi każdą kolejną piosenkę, wszystkie ręce były w górze, gdy tylko o to poprosił. Bawili się świetnie, nawet nie mając pojęcia iż tym razem koncert był nadawany na żywo w telewizji. Dopiero gdy zeszli ze sceny ich menadżer im to oznajmił, tłumacząc się tym, że stres mógłby ich zeżreć przed kamerami, gdyby o tym wiedzieli i prawdopodobnie miał rację. Film ten podobno miał na celu promocję ich przyszłej trasy koncertowej po Europie. Isaac był średnio przekonany o tym czy ktokolwiek go w ogóle obejrzał, ale swoich obaw nie wypowiedział na głos. Tym razem wymigał się od spotkania z fanami po koncercie, tłumacząc się tym iż naprawdę nie ma siły w rękach na podpisywanie autografów, wziął za to długą i odprężającą kąpiel. Pewnie gdyby ktoś nie zaczął łomotać do drzwi jakąś godzinę później to utopiłby się w tej wannie, bo mu się przysnęło.
- Isaac, otwieraj te cholerne drzwi, my też musimy się przygotować do afterparty – wrzasnął Dave.
Afterparty? To będzie długa noc – pomyślał brunet, wychodząc z wanny i owijając się puchatym ręcznikiem.
I faktycznie była długa, i suto zakrapiana, i pewnie właśnie dlatego zamiast tuż przed szóstą wrócić do domu, odespać i wytrzeźwieć udał się wprost pod adres wpisany w swoją komórkę przez Cynthię. Z kapturem na głowie wysiadł z taksówki płacąc za przejazd i nie żądając zwrotu reszty, cóż… prawdopodobnie o niej całkowicie zapomniał. Wysiadł i spojrzał na budynek uważnie. Kompletnie nie przemyślał tej decyzji. Stanął przed właściwymi drzwiami i zapukał głośno, mając niemały problem z utrzymaniem równowagi, ale przecież musiał wiedzieć. Nie jutro, nie później – teraz. Może nie powinien pić, pewnie gdy wytrzeźwieje będzie żałował tego wszystkiego, ale na razie… na razie liczyło się, że może w końcu pozna prawdę i dowie się jaki był prawdziwy powód ich rozstania.
Isaac
Utrzymanie równowagi po wlaniu w siebie takiej ilości alkoholu u normalnego człowieka graniczyło z cudem, a już nie wspominając o poprawnym wysławianiu się, a Isaac… cóż, trochę trenował w tej dziedzinie po jej odejściu no i jako gwiazda rocka też zbyt wiele sobie nie odmawiał. Co prawda nosiło go lekko na boki, ale dzielnie czekał aż drzwi się otworzą, aż ją zobaczy. I zobaczył po kilku minutach.
OdpowiedzUsuń- Nie śpisz? – zapytał głupio, ale w miarę wyraźnie. – To dobrze – pokiwał lekko głową, ale zaraz zaprzestał tej czynności, bo zakręciło mu się w głowie. Przeszedł przez próg, a gdy Cynthia zamknęła za nim drzwi i zniknęła gdzieś za ścianą, oparł się o nie i usiłował zdjąć swoje ciężkie buty. Misja zakończyła się sukcesem, co Cynthia mogła usłyszeć, gdy buty uderzyły z hukiem o posadzkę. Kurtkę również zdołał odwiesić gdzieś na bok i dopiero wtedy niepewnie ruszył na poszukiwania dziewczyny, potykając się o własne stopy i uderzając barkami w każdą możliwą futrynę. Znalazł ją w kuchni przy śniadaniu. Stanął za nią i milczał, choć wiele myśli nasuwało mu się do głowy. Parę wspomnień również, gdy tak jak teraz wracał nad ranem zalany w trupa, a ona bez słowa sprzeciwu pomagała mu zdjąć ubranie i holowała do łóżka, przy którym rano czekała na niego aspiryna i butelka wody mineralnej. Ufali sobie.
- Nie chcesz mi nic powiedzieć? – odezwał się w końcu i stanął tak by zasłonić jej telewizor. Czekał na jakieś wyjaśnienia. Jego brązowe oczy lśniły w świetle jarzeniówki, choć pokryte były tą mgiełką, po której zawsze można było poznać kiedy pił. – Nie powiesz mi kim był ten skurwysyn, któremu wskoczyłaś do łóżka? Nie powiesz mi dlaczego mnie tak długo okłamywałaś? – zgrzytnął zębami. – Skoro wcale mnie nie kochałaś nie mogłaś tego zakończyć dużo wcześniej? Fajnie było tak bawić się moimi uczuciami? – zaczął krążyć po pomieszczeniu, czując się tak jakby cały ten alkohol, który służył mu za znieczulenie nagle wyparował. Starał się oddychać głęboko, ale nie mógł. Grunt znowu osuwał mu się spod nóg, w dodatku zaczynał odczuwać potężny ból głowy. To będzie największy kac w historii jego życia, jak się zdaje. Znowu odwrócił się w jej stronę i po prostu upadł przed nią na kolana. – Kochałem Cię!
Isaac
Kiedyś pił, bo wszyscy pili, bo wtedy były najlepsze imprezy jakie można było sobie wymarzyć, a oglądanie późniejszych nagrań z tych wygłupów, wywoływało długie salwy śmiechu i było niesamowitą pamiątką. Teraz pił, bo zapominał, że boli. Podobno mężczyźni dłużej cierpią po rozstaniach niż kobiety, a może to kwestia wrażliwości. Nie ważne.
OdpowiedzUsuńChciał w końcu wykrzyczeć wszystko to, co przez ten czas leżało mu na sercu, wszystko to co czuł, jak się czuł przez nią. Chciał zapytać czy słyszała choć jedną piosenkę, którą napisał po ich rozstaniu i czy poznała, że pisze właśnie o niej i do niej, ale gdy wypowiedział te ostatnie słowa nie potrafił już zebrać myśli tak by ukształtowały się one w jakieś sensowne zdanie. Faktycznie przeholował z alkoholem, faktycznie powinien się położyć, ale nie mógł. Obawiał się, że gdy podniesie powieki, ona znowu zniknie i szansa na wyjaśnienie tego całego bałaganu zniknie razem z nią.
Czuł na języku smak wódki, którą w siebie wlewał jeszcze kilka godzin temu i miał świadomość, że pewnie cuchnie od niego okropnie, ale nie przejmował się tym w tej chwili.
- Jak mam spać kiedy wszystko co kiedykolwiek miało dla mnie jakieś znaczenie jest na wyciągnięcie ręki – wyszeptał, kładąc dłoń na jej dłoni, którą ułożyła na jego policzku ozdobionym kilkudniowym, szorstkim zarostem. Zamknął oczy na chwilę, rozkoszując się tym dotykiem, którego tak długo mu brakowało. Tym dotykiem, który śnił mu się nocami. Tym dotykiem, przez który budził się w nocy, sprawdzając czy aby na pewno nie ma jej tuż obok. Ale nie było. Łóżko było puste i zimne, a pościel skopana leżała na podłodze. Sny o niej nigdy nie były przyjemne, zwykle były to koszmary z przeszłości. Jak więc miał się czuć teraz, gdy znowu usłyszy to samo. Nie powinien się przyzwyczajać do jej obecności. Odsunął jej dłonie od swojej twarzy i podniósł się z niemałym wysiłkiem. – Pójdę już – powiedział cicho.
Isaac
Zatrzymał się w pół kroku, gotów zostać skoro tego właśnie od niego chciała, a jej ostatnie słowa tylko utwierdziły go w przekonaniu, że sam również chce tu być. Wziął głęboki oddech i odwrócił się do niej. Miał taką ogromną ochotę ją przytulić, pocałować i sprawdzić czy to nadal tak samo uzależniające jak kiedyś, ale ostatkiem sił powstrzymał się przed tym.
OdpowiedzUsuń- Cynthia… jestem świeżo po imprezie, śmierdzę wódką i pewnie będę chrapał jak smok, a kiedy się w końcu obudzę umrę na kaca – przyłożył dłoń do swojego czoła. – Nie wiem czy na pewno masz ochotę znowu to przeżywać – zagryzł dolną wargę i przemknął dłonią po swoim karku. Dopiero zaczynał odczuwać zmęczenie po całonocnej balandze. Zaczynał odczuwać każdy przetańczony kawałek, każdy skok na skórzane sofy, każe uderzenie w ramię, które sprzedał mu Dave, myśląc najwyraźniej, że robi to delikatnie.
Opadł na krzesło i oparł się łokciami o stolik. To jednak był głupi pomysł, bo po prostu zaczynał przysypiać na siedząco.
- Zamówię sobie taksówkę i przyjadę… - zaciął się na chwilę. W tym tygodniu już nie miał wolnego czasu. Cały grafik miał tak napięty, że nie dałoby rady tam wcisnąć nawet pół godziny na kawę. – Jednak nie - potarł zewnętrzną stroną dłoni swoje oczy. – Jednak musimy to wyjaśnić dzisiaj – ziewnął przeciągle. – Ale daj mi pięć minut – oparł głowę o blat stołu i znowu zamknął oczy. Typowy Isaac. Potrafi zasnąć w minutę nawet w najbardziej niedogodnym do tego miejscu, a o tym ile potrafi spać to już nie warto wspominać, choć Cynthia doskonale to wiedziała, w końcu to ona zwykle go budziła by nie spóźnił się na spotkania.
Isaac
[ Mogą się gdzieś spotkać w restauracji, na ten przykład, bo Evan nigdzie indziej nie jada i tak się złoży, że Cynka też tam akurat będzie i mu w oko wpadnie. No i się będzie tak trochę gapił. Możemy z niego bohatera zrobić jakiego, bo, załóżmy, jakiś knypek będzie dziewczynę zaczepiał, albo co i on się poczuje w obowiązku, no bo jak tu taką piękną istotę można gnębić. On na to nie może pozwolić. ]
OdpowiedzUsuńEvan
Zawsze zasypiał obejmując ją szczelnie, jak gdyby miała mu uciec. Otaczał ją ramionami, jakby miał ją ochronić przed złem tego świata, ale mu się to nie udało. Siedziała na wózku i o to również był w stanie obwiniać siebie, choć nie miał na to żadnego wpływu. Otworzył oczy tylko na chwilę, patrząc na nią niby to przytomnie, a jednak nie zupełnie trzeźwo. Nim zdążył się zastanowić nad odpowiedzią, jego usta same uformowały odpowiedź.
OdpowiedzUsuń- Jeśli położysz się ze mną – i nie czekał na jej słowa. Nie chciał słuchać sprzeciwów. Podniósł się, oczywiście uderzając się łokciem w stół, a nogą w kant. Stanął wyprostowany przed nią, górując zdecydowanie. Nawet gdy nie była przykuta do wózka był od niej dużo wyższy i silniejszy. Ostrożnie pochylił się nad nią i wziął ją w ramiona. Stawiał kroki tak by się nie przewrócić, co było bardzo prawdopodobne i okropnie nieodpowiedzialne z jego strony, bo mógł zrobić jej krzywdę. Ułożył ją na łóżku, obszedł je z drugiej strony i zrzucił koszulkę oraz spodnie. Nigdy nie lubił spać w ubraniu, co Cynthia doskonale wiedziała. Ubrany jednie w ciemne bokserki ułożył się obok niej i przytulił głowę do poduszki, jeszcze przez chwilę się w nią wpatrując, po czym zasnął jak gdyby nigdy nic. I spał choć nie tak długo jak zwykle, lecz zdecydowanie spokojniej niż kiedykolwiek, jakby przez sen odczuwał jej obecność i fakt, że powinien na nią uważać jak gdyby była z porcelany. Nic jednak nie było w stanie go powstrzymać przed objęciem jej i wtuleniem nosa w jej szyję, choć zrobił to zupełnie nieświadomie, tak jak kiedyś. Jej cudowny zapach sprawił, że zupełnie się odprężył. Spał jak dziecko, cicho pochrapując z ręką na jej talii a dłonią wsuniętą pod brzeg jej koszulki. Czuł jej ciepło i w końcu było tak cholernie dobrze.
Około godziny dwunastej w końcu się obudził, a ona nadal leżała obok niego i nawet patrzyła na niego uważnie. Wytrzeźwiał, ale chyba jeszcze nie do końca się rozbudził, bo pierwszym co zrobił po przebudzeniu był delikatny pocałunek złożony na jej wargach.
- Cyn – wymamrotał seksownie zachrypniętym głosem. – Nie masz pojęcia jaki koszmar mi się śnił – dodał ziewając. Znowu miał zamknięte oczy. – Śniło mi się, że mnie zostawiłaś, że cholernie bolało, że byłaś na wózku, że… - gwałtownie otworzył oczy i momentalnie usiadł, aż zakręciło mu się w głowie. Spojrzał na nią z przerażeniem. – To mi się nie śniło… - przełknął głośno ślinę i potarł dłońmi swoją twarz. Głowa mu pękała, usta miał spierzchnięte i w końcu odczuł okropną suchość w ustach.
Isaac
[ Tylko troszeczkę zmieniłam.]
OdpowiedzUsuńEvan Lightwood przeważnie był sam. Nie przeszkadzało mu to, chociaż możliwe że po prostu się przyzwyczaił. Nigdy nie miał przyjaciół, nawet dobrych znajomych, z którymi mógłby się umawiać popołudniami, kiedy to miał tyle wolnego czasu.
I nagle, jednego zwykłego popołudnia zjawia się osoba, zdająca się zupełnie nie pasować do schematu. Inna. Taka, której można było nawet zacząć ufać. I zaczął. Wymieniał z nią steki mejli, wypowiadał, a raczej wypisywał, tysiące słów, które płynęły potokiem, kiedy tylko dorwał się do klawiatury. Lightwood nie często spotykał się z czymś takim. Przyzwyczajony do tego, że nikt za nim specjalnie nie przypadał, nauczony widzieć w innych przeciwnika, którego musi pokonać, nie często stykał się z ludżmi. Nie często znajdował w nich człowieczeństwo, może dlatego, że nigdy go nie szukał?
Ale Ona... Ona sprawiała, że chciał więcej, praktycznie nie rozstawał się ze swoim laptopem, zazwyczaj rzucanym w najbardziej zakurzony kąt mieszkania zaraz po pracy.
Cynthia.
Tyle że po pewnym czasie Ona umilkła, a on nie potrafił przejść z tym do porządku dziennego. Nie umiał zapomnieć. Tyle że nie wiedział, gdzie jej szukać. Oprócz adresu skrzynki mejlowej nie miał nic, dzięki czemu mógłby ją namierzyć.
Mijały tygodnie, podczas których starał się nie myśleć zbyt dużo i znajdować jak najwięcej do roboty. Na szczęście jego zmarły ojciec już o to zadbał. Prawie co tydzień Evan był zapraszany na przeróżne spotkania i bankiety, które opuszczał po angielsku gdy towarzystwo uraczyło się więcej niż kilkoma drinkami, na co, dzięki Bogu, nie musiał długo czekać. Tyle że na niektórych imprezach nie było drinków. Nie było też jak uciec, skoro znajdował się w centrum uwagi.
- Otwarcie oddziału, w który mój ojciec włożył tyle serca i czasu jest dla mnie wielkim zaszczytem - mówił monotonnie, wspierając się karteczkami, przygotowanymi wcześniej przez sekretarkę, starając się nie zwracać uwagi na błyski fleszy i spojrzenia wszystkich zgromadzonych, skupione na jego pobladłej twarzy.
- Mam nadzieję, że będzie służył przez wiele lat naszemu pięknemu szpitalowi.
[ Wyciągnij ją na korytarz, co? Dla mnie :D]
Evan
Skończył mówić tak szybko, jak tylko było to możliwe i zszedł ze sceny, uśmiechając się nieobecnie do fotografów i lekarzy.
OdpowiedzUsuń- Gdzie mógłbym znaleźć jakiś automat z kawą? - spytał szeptem najbliżej stojącej pielęgniarki. Spojrzała na niego krzywo, ale wskazała palcem na koniec korytarza, który ciągnął się prawie przez cały budynek. Lightwood posłał jej uśmiech pełny wdzięczności.
Poluzował krawat i rozpiął mankiety, które ograniczały mu ruchy nadgarstków i ruszył korytarzem, szukając w kieszeni szarego garnituru jakiś drobnych.
Nie przyglądał się zbytnio mijanym osobom, nie chcąc wprawić ich w zakłopotanie, czy też naruszać zbytnio ich prywatność. Ale gdy minęła go dziewczyna na wózku, obrócił się za nią automatycznie.
To niemożliwe
To była Ona. Ta sama Ona, tyle że bardziej mizerna, trochę pobladła. Nie zauważył nawet, kiedy za nią ruszył.
- Cynthia?
Evan
I właśnie tego się obawiał cały czas. Że pozwoli sobie na zbytnią bliskość, a później gorzko tego pożałuje. Słyszał w głowie jakiś złośliwy śmiech, który szydził z jego naiwności i głupoty. Zagryzł mocno dolną wargę milcząc dłuższą chwilę. Rozejrzał się i tak jak się spodziewał dostrzegł na stoliku obok wodę i aspirynę, po które sięgnął bez słowa. Liczył, że jeśli chociaż pozbędzie się pulsującego bólu w skroni będzie w stanie racjonalnie myśleć i jakoś rozwiązać ten problem. Połknął tabletkę i wypił pół butelki zimnej wody, która przyjemnie zwilżyła jego gardło. Od razu poczuł jako taką ulgę, co prawda to jeszcze nie było to co zwykłego poranka, ale zawsze coś.
OdpowiedzUsuń- I pozwoliłaś mi po na to… - nawet nie umiał określić tego co zaszło. Nakreślił w powietrzu jakiś okrąg i jęknął głośno, zsuwając się z łóżka. Sięgnął po spodnie i po prostu zaczął je ubierać. Od początku zdrowy rozsądek podpowiadał mu, by nie wchodził drugi raz do tej samej rzeki, bo jej prąd mógł go ponieść hen daleko, a on oczywiście zepchnął go na drugi plan. Ona tak na niego działała, ona sprawiała, że wyłączał myślenie i górę brały emocje.
Kiedy miał na sobie spodnie, wyprostował się. Koszulki nie mógł znaleźć, zapewne te kilka godzin temu rzucił ją gdzieś na bok albo wkopał pod łóżko, gdy się kładł. Wsunął dłonie w kieszenie swoich jeansów i stał tak przez chwilę eksponując jej swoje ciało pokryte kilkoma dużymi tatuażami, których nie miał jeszcze w trakcie ich związku. Jeden z nich miał symbolizować siłę, której wtedy tak potrzebował. W sumie nadal jej potrzebował.
- To może w końcu wyjaśnisz mi co się właściwie wtedy stało? – jego głos stał się pusty, pozbawiony emocji i zdecydowanie bardziej cichy niż jeszcze przed chwilą. – Chcę znać całą prawdę, choćby miała być bolesna… - urwał na chwilę i roześmiał się smutno. – Żadna nowość.
Przesunął końcem języka po spierzchniętych ustach i usiadł jednak na łóżku, patrząc na nią wyczekująco. Potrzebował wyjaśnień, by w końcu uporać się z przeszłością i móc ruszyć dalej. Tak… właśnie tego potrzebował. Chciał ruszyć dalej, zapomnieć, móc związać się z kimś innym, nie obawiając się, że zostanie potraktowany tak jak poprzednim razem. Na razie się na to nie zanosiło, ale może kiedyś.
Isaac
No i się zaczęło. Ale prawda była taka, że to chyba było to, czego potrzebowali. Wykrzyczeć się i wyjaśnić te niedokończone sprawy. Zakończyć to z hukiem, jeśli do tego właśnie dążyli. I fakt, Isaac zachowywał się jak pan i władca, bo nim ostatnimi czasy właśnie był. To jego zdanie było ważne, to jego słuchano z uwagą, to jemu się nie przeciwstawiano. Dlaczego? Dlatego, że obawiali się iż okaże się kolejną obrażalską gwiazdą, która tupnie nogą i nie wyjdzie na scenę tylko dlatego, że coś poszło nie po jego myśli. Chyba przyzwyczaił się do tej władzy, ale tutaj jej zasięg był ograniczony i jedynym powodem dla którego mógłby jej mieć choć odrobinę była rzekoma słabość dziewczyny do niego.
OdpowiedzUsuńZałożył ręce na klatce piersiowej i obserwował jej twarz, która z minuty na minutę stawała się coraz bardziej odległa od tej, którą pamiętał. Zobojętniała, spoważniała i właściwie jej oczy aż kipiały złością. Na to czekał, chciał by w końcu tłukli talerze, by w końcu przekrzykiwali się nawzajem, bo właśnie to oznaczałoby, że im zależało.
- Żadna nowość – zironizował. – Zawsze byłem złym w tym związku – wzruszył ramionami z udawanym spokojem. – A może Ty byłaś zbyt idealna… - ostatnie słowa już tylko wymruczał nawet na nią nie patrząc.
Kiedy przyznała się do kłamstwa wreszcie spojrzał na nią z zainteresowaniem i milczał do końca jej przemowy. Właściwie milczał znacznie dłużej niż ona mówiła, bo próbował jakoś przetrawić te wszystkie informacje, które nagromadził w przeciągu niespełna dwóch minut. Choroba, kłamstwo, miłość, ból. Zgrzytnął zębami.
- Cynthia! – wybuchnął tak wściekły, że zerwał się z łóżka i zaczął krążyć po pokoju. – Jak mogłaś podjąć taką decyzję za mnie?! Założyłaś od razu, że sobie nie poradzę?! Założyłaś, że stchórzę?! – przeczesał palcami swoje przydługie, ciemne włosy. Znowu grunt uciekał mu spod nóg. – I Ty mówisz, że kłamałaś co do tej miłości?! Naprawdę uważasz, że zerwanie ze mną „dla mojego dobra” Cię usprawiedliwia? – wybuchnął gorzkim śmiechem. – Rzuciłbym wszystko by tylko być przy Tobie, ale Ty musiałaś zgrywać silną, niezależną i…i… - po prostu zabrakło mu słów, ale znalazł swoją koszulkę, która leżała na fotelu. Założył ją na siebie i stanął tyłem do niej patrząc w okno. – Chyba wolałem tą pierwszą wersję ze zdradą… - powiedział na koniec. Pustka. Tak to dobrze słowo na to by określić jak czuł się w środku.
Isaac
To nie było tak, że chciał z niej zrezygnować. Ona po prostu nie dała mu żadnego wyboru. Jak mógł jej ufać, jak mógł nadal tkwić w tym związku, skoro za każdym razem, gdyby coś poszło nie po ich myśli i dochodziłoby do kłótni wyciągaliby na wierzch właśnie tą sprawę. Tak byłoby na pewno, wiedział to doskonale. Wiedział też, że nie popełnia się dwa razy tego samego błędu, nawet jeśli święcie wierzy się w to, że za drugim razem naprawi się wszystko to, co do błędu doprowadziło. To po prostu niemożliwe.
OdpowiedzUsuńA dlaczego ją pocałował? Bo naprawdę myślał, że to wszystko mu się śniło, a oni nadal są razem, nadal szczęśliwi, nadal zakochani. I żałował, że to zrobił, bo cały czas czuł na ustach jej miękkie usta, a to cholernie go dekoncentrowało.
W tej chwili sam miał ochotę zapalić, a to zdarzało mu się wyjątkowo rzadko. Właściwie palić zaczął po ich rozstaniu, oczywiście niedawno udało mu się jakoś pozbyć wiecznie nieodłącznej paczki białych rurek, ale teraz wydawała mu się bardzo pomocna. Rozluźniłaby go choć na chwilę.
- Rzuciłbym to wszystko w cholerę bez wahania, gdybym tylko wiedział – warknął głośno. – Myślisz, że to wszystko było kiedykolwiek ważniejsze od Ciebie? – rozłożył bezradnie ręce na boki. – To wszystko, sława, kariera, Dave, Paul i Xavier… oni nigdy nie byli dla mnie tak ważni jak Ty – zagryzł mocno dolną wargę, już chyba po raz setny podczas ich spotkania. – Przecież wiesz, że sława nie jest wieczna. To tylko cholerne pięć minut sławy, przez którą straciłem całe życie z Tobą… i mam nadzieję, że masz tego świadomość – odwrócił się na moment, oczy szkliły mu się, ale nie mógł sobie pozwolić na to by się rozkleić. Potarł powieki wierzchem dłoni i oparł policzek o zimną szybę okna. – Seize the Day napisałem jakiś czas po tym jak zniknęłaś i na jakiś czas pomogło, tak jakby przepisywanie uczuć na muzykę miało magiczną moc – wzruszył ramionami. – Chyba tylko dzięki temu jakoś udało mi się pozbierać – odwrócił się w jej kierunku uśmiechając się krzywo. – Teraz spójrz na mnie… mam pieniądze, mam sławę, mam masę fanów i nie mam z kim dzielić swojej radości – pokręcił głową z politowaniem. – Ale dzięki za szczerość… miło w końcu dowiedzieć się prawdy – jego słowa nadal były pełne ironii i sarkazmu.
Isaac
[To jak, wącimy, czy raczej spasujesz?]
OdpowiedzUsuńWyglądała na starszą i zdecydowanie dużo bardziej zmęczoną niż wtedy, gdy widział ją ostatnio, jednak to nie zmieniło faktu, że jego oddech przyśpieszył, a serce zaczęło bić mocniej. Był podekscytowany, zaskoczony, kompletnie i niezaprzeczalnie szczęśliwy.
OdpowiedzUsuń- Nie, nie mam w zwyczaju nikogo śledzić - odpowiedział, siląc się na spokojny ton, choć głos drżał mu z ekscytacji. Bardzo powoli pokonał dzielącą ich odległość, nie chcąc, by Cynthia się wystraszyła. Wyraz jej twarzy wskazywał na to, że była dostatecznie przerażona.
Patrzył na nią i nie mógł nadziwić się faktowi, że nic mu nie powiedziała. Po prostu zamilkła. Miała problem i nie podzieliła się nim. Może i nie byli najbliższymi ludźmi pod słońcem, ale zawsze miło jest mieć przy boku kogoś, kto pomoże. Wysłucha. A Evan wysłuchałby Cynthii zawsze, tak czuł głęboko w kościach.
- Nie wiedziałem, gdzie jesteś - odpowiedział, mając nadzieję, że nie trąci to takim wielkim wyrzutem. - Martwiłem się. Myślałem, że zapadłaś się pod ziemię.
Gdzieś w podświadomości Evana kołotała się myśl, by spytać, co jej jest. Jak znalazła się tam, na tym piekielnie białym i wątpliwie sterylnym korytarzu miejskiego szpitala, siedząc na wózku i wyglądając, jakby zobaczyła ducha. Ale powstrzymał się przed zadaniem pytania. Jeśli będzie, chciała, sama mu powie. Tak, to rozsądne.
- Nie ładnie tak znikać.
Dobrze, że już jesteś
Evan
Może i nie było to najbardziej eleganckie zachowanie, na jakie mógł się zdobyć, ale w kilku dużych susłach znalazł się za wózkiem dziewczyny i położył ręce na jego rękojeściach.
OdpowiedzUsuń- Kieruj - odparł chyba trochę zbyt wesoło, zważywszy na sytuację. Tyle że nie miał zamiaru udawać, że nie ucieszył się z faktu, iż zgodziła się z nim porozmawiać. A powinna kazać mu spadać i nigdy nie wracać. Zrozumiałby to, choć raczej nie przyszłoby mu to z łatwością.
Pchał wózek energicznie, trochę zbyt skupiony na czubku głowy dziewczyny, aniżeli trasie, którą miał do pokonania, ale kto by się tym przejmował? Na pewno nie Evan, zajmujący się w tamtym momencie ustawieniem palców w taki sposób, by niby to przypadkiem móc dotykać pleców i włosów Cynthii.
- Cieszę się, że cię tu spotkałem.
Nienauczony obycia przez kompletnie nikogo, Lightwood nie za bardzo znał się na tym, co powinien, a czego nie powinien dziewczynie mówić w konkretnym momencie. Zazwyczaj po prostu wyrzucał z siebie to, co miał na myśli i modlił się w duchu, by nie zarobić w twarz. Kobiety to były dziwne stworzenia. Podejrzewał nawet, że same siebie nie rozumiały, jak więc on, zwykły chłopaczyna, miałby je zrozumieć?
[Aż tak źle? Czemu nic nie rozumiesz?]
OdpowiedzUsuń- Też wolałbym, żeby to wszystko się nigdy nie wydarzyło – powiedział cicho Isaac. Bo niby co miał jej powiedzieć? Że liczył na coś co lepiej wytłumaczy mu jej zachowanie? Naiwność przemawiała przez niego od zawsze. Był po prostu zbyt ufny i przez to często ludzie go wykorzystywali. Czas na zmiany. Może przyniosą mu coś dobrego, może nie, to się dopiero okaże.
OdpowiedzUsuńCynthia mogła uważać, że swoim działaniem zadbała o niego, ale prawda była taka, że nie mogła chyba zrobić nic gorszego dla niego. Może nie udałoby mu się w takim czasie osiągnąć takiego sukcesu, ale pewnie prędzej czy później udałoby mu się zyskać chociaż część tego, co miał teraz. Wierzył w to, że ma talent i to, że dla ludzi takich jak on wybicie się to tylko kwestia czasu i ciężkiej pracy. Podobno sukces to tylko dziesięć procent talentu i dziewięćdziesiąt procent ciężkiej pracy, a tej Isaac się nie bał. Zwłaszcza, że gra i pisanie kolejnych utworów to nie było dla niego przykrym obowiązkiem, a przyjemnością.
- Przepraszam, nic nie zmieni – wzruszył bezradnie ramionami. Nie miał w zwyczaju okłamywania jej. Zwykle mówił to co myślał, a jeśli już to po prostu nie poruszał niewygodnych kwestii lub po prostu nie mówił wszystkiego, nigdy jednak nie przeinaczał prawdy. – Ale jeśli to sprawi, że poczujesz się lepiej… dobrze, wybaczam Ci – uśmiechnął się smutno. – Zmieńmy temat, mam dość tego… - zerknął na zegarek. Miał jeszcze co najmniej godzinę. – Co to właściwie za choroba? – zadał w końcu pytanie, które go nurtowało odkąd ją zobaczył po raz pierwszy od rozstania. – Myślałem, że może miałaś wypadek lub coś w tym stylu – przeczesał palcami przydługie włosy i usiadł na brzegu łóżka. – Nie da się tego jakoś wyleczyć? – ciągnął całkiem poważnym tonem. – Bo jeśli chodzi o pieniądze… Cynthia, ja mogę Ci pomóc, mogę pożyczyć jeśli nie chciałabyś ich przyjąć… - nie wiedział co to jest, więc nie wiedział też, że jest to nieuleczalne i żadne pieniądze nie mogły jej pomóc.
Isaac
[Cóż za intrygująca persona. :> W porządku, staż mi odpowiada, ale coś więcej? Jestem gotowa zacząć wątek, ale o tej godzinie pomysłów mi trochę brak, wybacz.]\
OdpowiedzUsuńJ. Graham
[Hm, w takim razie może jednak Ty zaczniesz, ładnie proszę? :D A jak nie, to w porządku, ja zacznę w swoim czasie, bo mam trochę wątków do odpisania. (;]
OdpowiedzUsuńJ. Graham
Miała rację – teraz na to wszystko było już zdecydowanie za późno. Jaką miał bowiem gwarancję, że gdy pojawią się kolejne problemy ona znów nie powie mu tego samego, tłumacząc się później tym, że w ten sposób o niego dbała. Nie wierzyłby jej gdyby mu mówiła, że wszystko jest w porządku, że nic ją nie boli, że czuje się dobrze. W każdym jej słowie próbowałby się doszukać nieprawdy, w każdym jej geście widziałby zawahanie. Podobno to co piękne w życiu dwa razy się nie zdarza i dlatego tak ważne jest by to pielęgnować. Cynthia wolała wyrwać to co było między nimi jak jakiś chwast. Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny, jak powiedziałby Szekspir.
OdpowiedzUsuńMilczał widząc jak Cyn miota się. Widział też, że intensywnie się zastanawia nad tym wszystkim co się wydarzyło tego poranka. Tymczasem sam Isaac przygryzał nerwowo dolną wargę, nie spuszczając z niej oka. Nie miał bladego pojęcia, że ona cały czas miała na niego oko, że widywała go tak często jak chciała, choć może nie z bliska czy z możliwością rozmowy, ale jednak go widywała. Zwykle na koncertach był bardziej radosny i energiczny niż wtedy, gdy kamery i aparaty nie mogły go sięgnąć. Choć to akurat zależało od towarzystwa. Z Davem często zdarzało mu się zapomnieć o bożym świecie. Ta dwójka zwykle zachowywała się jakby nic poza nimi nie miało najmniejszego znaczenia, ale tylko razem, bo przecież „co dwie gitary to nie jedna”.
- Coś bym wymyślił – odpowiedział półgłosem, na słowa że nie przyjęłaby pieniędzy, no ale skoro nie mogły jej uleczyć, to jak mógł jej pomóc. W obecnej chwili jedynie te głupie papierki mógł jej zaoferować. Nie stać go było nawet na „bądźmy przyjaciółmi, zaopiekuję się Tobą”. – I nie wydaje mi się, żeby to było coś z czym można się tak łatwo pogodzić – dodał czekając na jakiś jej błąd, który mógłby potwierdzić to, że Cynthia znowu go okłamuje. Chyba na to czekał, by dała mu powód ku temu by odwrócić się i odejść. By nie mógł się łudzić, że jednak gdzieś tam, kiedyś tam będą mieć jeszcze choć cień szansy na powrót do przeszłości.
Isaac
On sam nigdy nie próbował się z nią skontaktować, po pierwsze dlatego, że zmieniła numer telefonu, adres i po prostu się rozpłynęła, a po drugie… cóż jakoś nie wiedziałby chyba co może jej jeszcze powiedzieć, oprócz niezbyt miłego „chrzań się” rzuconego na odchodnym, gdy tak go zraniła. Może to było żałosne, ale wtedy naprawdę nic innego nie przyszło mu do głowy.
OdpowiedzUsuńIsaac milczał dłuższą chwilę, a obrazy ze wspomnień zalały jego głowę. On również pamiętał to jak siadała za nim, obejmując go i słuchała, gdy tworzył kolejne dzieła. Faktycznie trochę mu przeszkadzała i odrobinę rozpraszała, ale było to całkiem przyjemne, bo miał świadomość że gdy tylko skończy utwór i odłoży gitarę będzie miał ją na wyciągnięcie dłoni i wtedy naprawdę przyjemnie spożytkują czas jaki im został do końca dnia.
- Życie chyba lubi doświadczać takich jak my – mruknął, nie chcąc zagłębiać się w sens jej słów i analizować je.
Jego komórka, która leżała na stoliku nocnym rozdzwoniła się głośno. Isaac skrzywił się nieznacznie i sięgnął po nią. Na wyświetlaczu zamrugało do niego imię Davida i jego zdjęcie całego umazanego czekoladą i bita śmietaną po jednej z wojen na żarcie w ich apartamencie. Nie, to chyba był tort czekoladowy z urodzin Paula. Tak, to na pewno to.
Isaac uniósł telefon i przyłożył do ucha zaraz po tym jak wcisnął zieloną ikonkę na ekranie.
- Masz godzinę na powrót do domu, wytrzeźwienie i zebranie swoich manatków – oświadczył całkiem poważnie David i tak głośno, że Cynthia na pewno go usłyszała. – Mamy próbę… tak mi się wydaje – jego głos zabrzmiał dziwnie. Isaac nie pytał o nic, rozłączył się.
- Chyba sobie już wszystko wyjaśniliśmy – powiedział podnosząc się z łóżka. Czuł się niespecjalnie dobrze mając świadomość, że to prawdopodobnie koniec końców. – Potrzebujesz czegoś jeszcze nim wyjdę? – zapytał bardzo cicho. Wiedział, że Cynthia może poczuć się urażona iż nie ufa jej samodzielności, ale po prostu musiał spytać. Nie był przecież kompletnie pozbawioną uczuć istotą i choć może nie chciał trochę jej współczuł.
Isaac
[ Postać Cynthii także wydaję się ciekawa, myślę nad wątkiem :) ]
OdpowiedzUsuńNathaniel