Z szaleństwem bólu witam cię dziś świecie i pytam ludzi: czemu jeszcze żyją.


Gabriel Joyce, dwadzieścia sześć lat, Anglik.
Zielona herbata, śmieciowe jedzenie, papieros za papierosem, twardy materac, miękki koc, otwarte okno, zimne dłonie, gęsia skórka, zachrypnięty głos, mruczenie do ucha, spierzchnięte usta, roztrzepane włosy, płytki oddech, rozdrapywane rany, zmęczone spojrzenie, udawany uśmiech, zbyt wiele niechcianych wspomnień (...)
Co aktualnie robi? Zapewne leży i usiłuje zasnąć.
Nie czuje się dobrze we własnym  mieszkaniu, życiu, ciele. Często ma wrażenie, iż traci grunt pod nogami i co jakiś czas, na nowo utwierdza się w przekonaniu,  że każdy kolejny oddech, mrugnięcie, przełknięcie śliny, krok, gest czy wypowiedziane słowo, to (w jego wykonaniu) jakiś pieprzony błąd, pomyłka. Samego siebie postrzega jako bardzo nieśmieszny, życiowy żart.
Coraz częściej nachodzą go złe myśli. Zapytany o to, czego właściwie chce od życia, odpowie: nic. Pustka i nicość, to jedyne czego mógłby chcieć i w czym czułby się dobrze. 
Nie pracuje. Żyje (jeszcze) głównie dzięki byłemu facetowi i starszej siostrze, którzy go utrzymują, ale to zdecydowanie temat tabu, tak jak i szpital psychiatryczny, w którym spędził kilka długich miesięcy. O tym się nie mówi, bo zwyczajnie wstyd. 
(...) Po południu, jako wczesny poranek. Herbata, jako substytut śniadania. Rozmyślanie nad sensem istnienia, jako produktywne spędzanie dnia. Frytki i cheeseburger, jako pełnowartościowy posiłek. Zapraszanie przypadkowo poznanych mężczyzn na przygodny seks, jako aktywne poszukiwanie drugiej połówki.
Wódka o trzeciej, seks o czwartej, kawa o piątej rano. 

----------------------------------------------------
Ja i Gabe witamy się nieśmiało.
W tytule Ratoń, zdjęcie znalezione w czeluściach internetów.
Łatwiej złapać nas tutaj późnym wieczorem i nocą, niż za dnia.
Lubimy pokręcone relacje i wątki.

54 komentarze:

  1. [Smutny on. Ale fajny. I karta bardzo fajna. Cześć. :)]

    Erin

    OdpowiedzUsuń
  2. [I w tym momencie oczywiście musiało zachcieć mi się geja... Ech, po co wy ludzie tworzycie te postaci i jeszcze mówicie, że macie byłych do oddania.]
    Tess

    OdpowiedzUsuń
  3. [Uwielbiam to zdjęcie <3 Cześć.]

    Holland

    OdpowiedzUsuń
  4. [Obecnie przez pracę zaliczeniową, którą powinnam skończyć 26minut temu, a tego nie zrobiłam jestem bardzo na "nie", ale kto wie, kto wie czy mi się zdanie nie zmieni jak się wyśpię w weekend. ;D]
    Tess

    OdpowiedzUsuń
  5. [Myślę że tak. W pewnych sprawach są podobni, a Sebuś szuka jedynie zrozumienia.]

    Sebastian.

    OdpowiedzUsuń
  6. [No mozesz go dla mnie przytrzymac do weekendu, a najlepiej to napisz mi na basoerxia@gmail.com jak to dokladnie mialoby wygladac i wtedy sobie zdecyduje ;)]
    Tess

    OdpowiedzUsuń
  7. [Fajny. Lubię to zdjęcie. Cześć.]

    M. Grant

    OdpowiedzUsuń
  8. [Witam. Gabriel jest smutny i chcę go przytulić, ale rozsądna Saskia podpowiada mi, że tak nie można, więc się wstrzymuję. Również myślę, że mogą się kojarzyć ze szpitala, a nawet więcej - uznajmy, że to właśnie ona leczyła przypadek Gabriela. Polubili się, ale nie mogli mieć zbyt przyjacielskich stosunków, bo pacjent z lekarzem to tak nie bardzo wypada. Może spotkanie gdzieś na mieście i próba dowiedzenia się ze strony mojej kobietki, jak tam u niego ze stanem psychicznym?]

    ~ Saskia

    OdpowiedzUsuń
  9. [witam!
    okrywam się wstydem i pokornie spuszczam głowę, usuwając nazwisko Fine Frenzy, którą zwyczajnie wpisałam w wyszukiwarkę, a to ktoś inny... -_-'. żal, ale życia się nie cofnie xD
    rzeczywiście, sporo ich łączy. czy więc zgodzisz się na mniej/bardziej ciekawy wątek z moim rudzielcem? :)]

    Satine

    OdpowiedzUsuń
  10. [Smutna informacja na mailuu]

    OdpowiedzUsuń
  11. [dzięki za wyrozumiałość:) ja chętnie się rozpiszę, bo wieki niemal tego nie robiłam :) czekam na ratunek! xD]

    Faceci zaczynali ją wkurzać. Bardzo często i bardzo dobitnie. Jeden śmierdział potem, przy innym udusić się można było w oparach One Million. Któryś zagadywał od głupa, ktoś inny milczał i przyciskał ją do siebie w tańcu, domagając się ocierania. Jak kot. Nie, nie chciałaby urazić żadnego kota! Jak zbok, o!
    Uciekała z parkietu w bardzo dużym popłochu, mimo sporej ilości alkoholu, buszującej we krwi.
    Udało się jej znaleźć kluczyk od szatni, odebrać swój płaszcz i niezauważenie (względnie), wyjść z lokalu.
    Miała dość, a wciąż odczuwała niedosyt. Może imprezy już nie dla niej? Czas położyć się i umrzeć...
    Ale najpierw zjeść. Zjeść i to dużo. A potem ewentualnie zabrać się na drugą stronę.
    Ruszyła przed siebie, wsłuchując się w stukot swoich obcasów. Tylko ten odgłos towarzyszył jej w drodze na upragnionego fastfooda. Do czasu.
    Ktoś szarpnął ją za rękę, przyciągnął do siebie, wycharczał coś do ucha. Odwróciła się z trudem. Jeden z kolesi postanowił siłą dokończyć "tańca". Bezgłośnie krzyknęła, patrząc tępo na tego gościa. Nie miała żadnych szans. Pusta ulica, w tle słychać beat'y, wydostające się z klubu. Nikt nie usłyszy jej próśb. Nikt nie przyjdzie na ratunek. Druga w nocy, mróz.
    Było jej wszystko jedno.

    Satine

    OdpowiedzUsuń
  12. Życie Saskii było puste i monotonne – sama jednak nie wiedziała, które z tych dwóch określeń jest gorsze. Puste, bo codziennie wracała do opuszczonego mieszkania w kamienicy, gdzie cisza odbijała się echem od ścian. Monotonne, bo każdego ranka lub wieczoru, w zależności od dyżuru, wychodziła do pracy i wracała dokładnie wtedy, kiedy szef wyganiał ją, by w końcu porządnie się wyspała. Nie miała żadnego innego interesującego hobby oprócz leczenia ludzi; to medycynie poświęciła większość swojego życia i nie zamierzała zajmować się czymkolwiek innym. Na początku szkoła średnia, już wtedy wiedziała, że chce zostać lekarzem i pomagać ludziom, dawać nadzieję i starać się wypełniać ów zawód jak najlepiej. Potem studia i rezydentura, które wspomina z wielkim żalem i tęsknotą, bo właśnie wtedy miała przy sobie najwspanialszą i najdroższą jej osobę – narzeczonego. Byli parą przez siedem lat, w ich związku pełno wydarzyło się cudów i dramatów, ale także wiele niezapomnianych chwil, dzięki którym Saskia nadal istniała. To właśnie ukochany i medycyna nadawali jej marnemu życiu sens, nawet jeśli ten pierwszy odszedł od niej dawno temu, bo znaczyła odrobinę za mało. Właściwie potrafiła to nawet zrozumieć, nie była nikim wyjątkowym, nie była kobietą, dla której można porzucić marzenia o byciu bogiem neurochirurgi. Była tylko Saskią; piegowatą, rudą Saskią o temperamencie tak ognistym, jak barwa jej włosów.
    Każdą wolną chwilę poświęcała przemyśleniom na temat pacjentów i ich skomplikowanych chorób, nie chciała zajmować się czymś tak nieistotnym, jak spotkania ze znajomymi czy polowania na ubrania w centrum handlowym. Nie lubiła myśleć o sobie i w tych dziwnych poglądach coraz bardziej zaczynała przypominać osobę, która kilka lat temu porzuciła ją bez słowa wyjaśnienia. Często jednak chodziła na spacery albo uprawiała jogging – dbała o formę, chciała, by chociaż ciało było w dobrej kondycji, skoro jej dusza pozostawiała wiele do życzenia. Potem znów wracała do domu, zatapiała się w lekturze kolejnych medycznych podręczników, zapominając o całym świecie. Bezsenne noce spędzała na zatapianiu złych myśli w alkoholu albo rozmowach przez telefon z babcią; jedyną osobą z rodziny, na którą jeszcze mogła liczyć. Ona jedna nie odwróciła się od Saskii, gdy ta zaczęła całkowicie odizolowywać się od ludzi, ciągle wynajdując nowe wymówki, dlaczego kolejny raz nie może zjawić się na rodzinnym spotkaniu.
    Wracała ze szpitala, jak każdego dnia – szła przed siebie zamyślona, z rękami w kieszeniach, z odwiecznym uśmiechem, który nie sięgał oczu. Ludzie myśleli, że Saskia jest szczęśliwą, spełnioną zawodowo, jak i prywatnie osobą, bo na wargach wciąż miała ten beztroski, pełny ciepła uśmiech, którym zauroczyła każdego, kogo tylko nim obdarzyła. Jedyne, czego nie można było odmówić tej kobiecie to właśnie urok osobisty, widoczny na każdym kroku, choć nastolatką już dawno nie była. Szła parkową alejką, wpatrując się w ziemię i nie reagując na spadające pod wpływem wiatru liście. Nie zaszła daleko, gdy boleśnie zderzyła się z kimś o dobre kilkanaście centymetrów wyższym; kimś, kogo w pierwszej chwili nie poznała. Ale gdy zadarła głowę do góry, by spojrzeć osobnikowi w oczy, wiedziała już, że ma do czynienia z byłym pacjentem, Gabrielem Joyce, którego miała u siebie na oddziale niecałe dwa miesiące temu.
    – Gabriel – powiedziała zaskoczona, poprawiając płaszcz i odsuwając się o krok, by lepiej mu się przyjrzeć. – Co za niespodzianka. Nie sądziłam, że jeszcze kiedykolwiek się spotkamy. Co słychać, jak się trzymasz?
    I posłała mu ten jeden z uśmiechów, którym pomagała pacjentom nawet w najgorszych sytuacjach.

    ~ Saskia

    OdpowiedzUsuń
  13. [Znaj dobroć mego serca, rzucam ci rozpoczęcie i mam nadzieję, że długość nie jest wielkim problemem :D]

    ~ Saskia

    OdpowiedzUsuń
  14. Otworzyła, dotąd zaciśnięte powieki. Przez chwilę stała w lekkim osłupieniu. Nie spodziewała się niczyjej ingerencji, żadnego ratunku. W jakimś stopniu nawet nie chciała wyswobodzenia z rąk oprawcy. Dlaczego? Naprawdę, było jej wszystko jedno, a że nic nie dzieje się bez przyczyny, jak to powtarzała do znudzenia jej matka, może tak własnie miało być. Była wybredna, kogoś uraziło jej zniechęcenie, więc przyszedł sobie wziąć to, czego chciał. Prawo natury i inne tego typu bzdury.
    Chwilkę zajęło jej rozpoznanie mężczyzny, który pogonił natręta.
    - O, Gabriel... - wyjąkała po cichu, siląc się na uśmiech.- Jesteś miejscowym bohaterem? - zapytała, opanowując drżenie głosu. Umiała to świetnie, bo ileż to razy już musiała robić dobrą minę do złej gry? Pieprzo*e, ulubione powiedzonka mamusi.
    Odsunęła się delikatnie od niego, chociaż ciepło bijące od jego ciała było czymś zupełnie przez nią pożądanym, odmiennym. Zwłaszcza, że miał szczere intencje i przyjemny zapach. Obejrzała się za siebie, w kierunku, w którym przepadł tamten koleś. Nie było po nim ani śladu. A skoro już nawet nie dało się dosłyszeć jego przekleństw, można było śmiało stwierdzić, że go tu wcale nie było.
    - W podzięce zaproszę Cię na cheesburgera. I frytki nawet. - wypaliła, zmieniając ton głosu na weselszy, wmawiając tym sobie i jemu, że nic wielkiego się nie stało. W zasadzie wytrzeźwiała w jednej chwili i chociaż przeszedł jej apetyt, miała nadzieję, że nie będzie musiała jeszcze wracać do cichego mieszkania. Noc była dla niej bezsennością, myśleniem, patrzeniem w sufit, o ile nie imprezą. Ostatnia opcja jednak odpadała, więc być może odwiedzenie jakiegoś baru szybkiej obsługi mogło ją uchronić przed tą dobijającą ciszą.
    - Masz troszkę czasu? - dodała po chwili, przechylając lekko głowę.- Pewno masz mnie już dość. - stwierdziła po namyśle. Zapewne całe to zdarzenie urozmaiciło jego wieczór, ale mało prawdopodobnym było, że w dobrym tego słowa znaczeniu.

    Satine

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie pamiętałem już jak smakowało szczęście. Nie pamiętałem w jaki sposób to dotykało serca, mózgu, płuc, dłoni, ale to co czułem w tym momencie chyba można było zbliżyć do pojęcia 'szczęście'. Jeśli można było zaliczać do tej kategorii spotkanie z osobą, która i tak prędzej czy później by się na mnie zawiodła. Bo ja zawsze zawodziłem, nie było od tego ucieczki. Gdy się urodziłem zostałem pobogosławiony przekleństwem; wszystko czego dotykałem zamieniało się w kamień. I właśnie dlatego wiecznie bałem się do kogoś zbliżyć – potrafiłem tylko niszczyć, powinni mnie zamknąć w czterech, białych ścianach, bez klamek i drzwi, czekając aż zgniję.
    Bałem się dotknąć także Gabriela. Bałem się że zamieniłbym go w kamień. A taka osoba na to nie zasługiwała. Nie powinien być w moim towarzystwie i źle zrobił wybierając akurat mnie; ale ja nie potrafiłem odmówić. Tak długo egzystowałem, tak naprawdę nie żyjąc, czekając na czyjeś ciepło, że teraz nie mogłem tego odtrącać – nawet jeśli to było udawane, nawet jeśli robiliśmy to tylko dlatego, że oboje tego potrzebowaliśmy. Jednak także ta znajomość była powodem do nienawiści do samego siebie. W dniu w którym Gabe zostałby zniszczony, umarłbym doszczętnie.
    Nie zapowiadałem się. Nigdy tego nie robiłem, a zorganizowałem już swoje wizyty-niespodzianki wystarczająco dużo razy, aby wiedzieć iż Joycowi to nie przeszkadzało – a przynajmniej nic mi o tym nie mówił. Zwykły, ciemny sweterek na sobie i zwykłe, ciasne spodnie, które nie pozwalały mi utrzymać ciepła, towarzyszyły torbie zawieszonej na ramię, którą wiecznie ze sobą wszędzie nosiłem. Wprawdzie nie miałem tam niczego szczególnie ważnego, ale czułem się bezpieczniej mając ją ze sobą; prócz tego, miała ogromne znaczenie sentymentalne, i chociaż była stara, nigdy nie miałbym serca jej wyrzucać.
    Zapukałem po raz kolejny w życiu do tych drzwi, które już chyba przyzwyczaiły się do moich dłoni.

    Sebastian.

    OdpowiedzUsuń
  16. [Potrzebna twa pomoc na mailu ;D wiem, spamuje ci tu, wiem]

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak zwykle, musiałem chwilę poczekać zanim drzwi wejściowe otworzyły się, a za nimi ujrzałem Gabriela, ale wcale mi to nie przeszkadzało; wiedziałem że większość swoich dni spędzał marznąc pod kocykiem, z herbatą i otwartym oknem, i nie dziwiłem się mu – ja praktycznie cały swój żywot przesiadywałem na podłodze w swoim pokoju, w ciemności, odcięty od świata, z zaciągniętymi firankami i zgaszonym światłem. Każdy ma swoje własne sposoby relaksu; my mieliśmy własne sposoby samobójstwa.
    Wygiąłem niezdarnie kąciki swoich ust w górę, widząc go także tego dnia. Nie mogłem powiedzieć ile czasu temu go widziałem: czas już nie istniał, był jedynie kolejnym, głupim wymysłem ludzi, absolutnie bezużytecznym jeśli wiecznie siedziało się w jednym pokoju, bez potrzeby pożywienia, świeżego powietrza czy istot ludzkich. Niestety, prędzej czy później te instynkty się we mnie budziły: wtedy sięgałem po napoje energetyzujące, otwierałem okno w krótkim rękawku – aby przy okazji zmarznąć i łudzić się jeszcze bardziej, że żyłem – i najczęściej przychodziłem właśnie do Gabriela. W przeciwieństwie do mnie, jego dotyk przywracał mnie do życia. Dobrze było wiedzieć że nie byłem jedyny w tym bagnie, nie jako jedyny uważałem się za cholerny błąd; dobrze było móc po prostu siedzieć przy kimś i nawiązać kontakt z inną istotą ludzką, nie potrzebując wysiłku słów, które nigdy nie mogłyby opisać dramatu pobojowiska które nosiłem w sobie. Przede wszystkim nasza relacja była dobra dlatego, że nie czułem jedynie potrzebę ciepła; czułem także że musiałem swoje ciepło komuś oferować. Musiałem się kimś zająć, zaopiekować, aby zapomnieć.
    Wszedłem do środka, aby chwilę później poczuć jego ramiona dookoła mojej szyi. Tym razem delikatny uśmiech który pojawił się na mojej twarzy podczas gdy przytulałem go do siebie był autentyczny, bo to było wręcz zabawne z jaką łatwością potrafił czytać w moich myślach, prawdopodobnie nawet o tym nie wiedząc. Objąłem go ramionami i przysunąłem bliżej do siebie, nieco schylając się, gdyż był ode mnie niższy, i przymykając oczy, aby bodźce pochodzące ze świata zewnętrznego nie przeszkadzały mi w odczuwaniu wszystkich tych myśli i emocji, które w tym momencie mi przekazywał. Wsłuchiwałem się w bicie jego serca i w rytm z jakim otulał moją szyję swoim oddechem, podczas gdy niepewnie stał na palcach i prawdopodobnie odczuwał zimno. Okno jak zwykle było otwarte, a dzisiejszy dzień nie należał do najcieplejszych; może i nie martwiłem się o siebie samego, jednak o niego jak najbardziej. Czasem przychodząc tutaj czułem się jak niańka i zupełnie zapominalem o tym, że przywklekałem się po poczucie bezpieczeństwa, i sam starałem się mu nieco tego dać; szczególnie w dniach gdy naprawdę mnie potrzebował, a coś mi mówiło że to był jeden z tych. Mruknąłem cicho, przysuwając usta do jego szyi.
    Gdy zrobił mały krok w tył i odsunął swoje ramiona ode mnie, spojrzałem za jego plecy: miałem już zamiar zamknąć to cholerne okno, ale nie chciałem wpieprzać mu się w mieszkanie i od razu wszystko przewracać do góry nogami. Mimo wszystko, jak zwykle czułem się niepewny, a to uczucie nie oddalało się ode mnie na krok, nigdy. Nie ważne, że już był dla mnie ważny.
    Mój wzrok wreszcie padł na stolik.
    - Zrobić Ci herbaty? - zapytałem, zerkając ponownie na niego.

    Sebastian.

    OdpowiedzUsuń
  18. Od: i.am.so.szatanistik
    Do: seks.o.czwartej.rano
    Temat: Nie wiem co tu wpisać, więc informuję, że nie wiem co powinienem tu wpisać.

    Nie odzywasz się i mam Ci to za złe. Byłby to niezły temat, ale jako część treści wiadomości wygląda jeszcze lepiej.
    Leżąc na podłodze, pomyślałem o Tobie. Jest to tak przyjemnie brzmiące w myślach stwierdzenie, że musiałem Ci o tym napisać. Generalnie to mógłbym spędzić na podłodze resztę swojego życia. Myślę, że nadawałbym się na dywan w czyimś mieszkaniu. Jako że czuję się już podeptany, to kolejne odciski butów nie robiłyby na mnie większego wrażenia.
    Wczoraj dzwonił ojciec, ale wyłączyłem telefon. Dlaczego jeszcze nie zmieniłem numeru?
    Chciałbym się z Tobą spotkać, ale nie wiem, czy zdążymy się zobaczyć, bo coraz częściej myślę o wyjściu na dach. Prawdopodobieństwo, że bym spadł jest niewielkie, a w cuda nie wierzę, ale uważam, że raz na jakiś czas powinny się zdarzać nawet komuś takiemu jak ja.
    Nie maluję, nie jem, żyję na kilku kubkach kawy i paczce papierosów. Przy życiu trzyma mnie Marsz Pogrzebowy, którego słucham od rana, cóż za ironia.

    Odezwij się.
    Kosma

    OdpowiedzUsuń
  19. Od: i.am.so.szatanistik
    Do: seks.o.czwartej.rano
    Temat: Re: Nie wiem co tu wpisać, więc informuję, że nie wiem co powinienem tu wpisać.

    Nie powinieneś się tak czuć, nawet jeśli potrafisz taki stan rzeczy przetłumaczyć samemu sobie, to mnie nie wmówisz, że Twoje samopoczucie wynika z całkowicie logicznego ciągu myśli. Chciałbym mieć jakiś wpływ na to, jak się czujesz. Może i mam, ale jeszcze na to nie wpadłem, więc jednak podłoga wcale nie jest aż tak kojąca dla człowieka… Czuję się zdziwiony, naprawdę.
    Nawet najwygodniejsza kanapa jest mniej wygodna od łóżka i daje mniejsze poczucie bezpieczeństwa od takiej podłogi na przykład. Ten fakt powinien być stwierdzony naukowo, właśnie dlatego mam materac, a nie łóżko. Mógłbym się tam teoretycznie teraz doczołgać, ale chyba nie mam siły.
    Nie przezięb się tylko.
    A gdziekolwiek indziej byłoby Ci dobrze? Masz Ann, masz tego swojego Nathaniela, więc w efekcie okazuje się, że masz dla kogo to wytrzymać. Nawet trząść się masz dla kogo i racz o tym pamiętać zanim znów pomyślisz o sobie źle. Dwójka takich ludzi jak oni nie starałaby się tyle dla byle kogo.
    Wiem jak to jest, kiedy myśl, że ten oddech może być jednym z ostatnich, zmusza do wykonania go i zaczerpnięcia powietrza. Wstrzymywałem oddech już tyle razy, że nie jestem w stanie sobie tego przypomnieć. Nie widzę jednakże powody do tego, żeby tak świetna osoba jak Ty miała zniknąć.
    Chce mi się krzyczeć, więc gryzę wargę. Chyba czuję krew w ustach. Czuję się jak masochista, któremu zabrano wszelkie narzędzia do wyrządzenia sobie krzywdy, więc do dyspozycji pozostały mu tylko zęby… Czy przyniósłbyś mi papierosy, gdybym zamknął okno i zaparzył dla Ciebie herbatę?
    Kiedyś zmienię. Nie teraz. Nie umiem. To byłby szczyt tchórzostwa.
    Ty natomiast się nie bój. Zobaczymy się jak będzie ku temu sposobność, czas i nie będziemy myśleli wyłącznie o tym, że przyjemnie byłoby wyparować.

    Kosma

    OdpowiedzUsuń
  20. Od: i.am.so.szatanistik
    Do: seks.o.czwartej.rano
    Temat: Re: Re: Re: Re: Nie wiem co tu wpisać, więc informuję, że nie wiem co powinienem tu wpisać.

    Chyba mi się nie chce. Jestem niemalże pewien tego, że jeśli wstanę to grawitacja za chwilę uzna, że jednak jej się to nie podoba. Tak jest bezpiecznie. Gdyby tylko papierosy były bliżej…
    Weź przestań. Ja lubię Twoje istnienie za Ciebie
    Tak swoją drogą… nie wierzę w żaden plan, który rzekomo jakaś wyższa siła ma do każdego z nas, jednakże śmiem twierdzić, że skoro już tu jesteś i się urodziłeś, to tak właśnie miało być. Wiesz… czasami myślę, że na tym świecie potrzebni są smutni ludzie, żeby pokazać innym jak mają dobrze ze swoją względnie normalną głową. Wyobrażasz sobie życie bez tych wszystkich myśli? Bez tej wiecznej chęci zniknięcia, wyparowania, doszczętnego rozpierdolenia się na tyle mocno, ażeby nikt nie był w stanie poskładać tego w chociażby karykaturę człowieka. Bo ja nie jestem w stanie chociażby myśleć o swoim życiu jako normalnym, zwyczajnym i ziejącym przyjemną nudą i rutyną.
    To chyba głupie. Nie wiem.
    Kiedy ja lubię ją maltretować, chociaż w moim wykonaniu nie wygląda to ani estetycznie, ani seksownie. Przywodzę na myśl raczej skojarzenie kanibala z autoagresją, który usiłuje się zjeść i zaczyna właśnie od ust.
    Niezły pomysł, ale weź pod uwagę to, że będę się czuł fatalnie. Jakby nie wystarczył mi fakt, że uciekłem, bo przecież musiałem się jeszcze dodatkowo od tego wszystkiego odciąć. Chyba cofam… to nie jest wcale taki niezły pomysł. Ta myśl jest fatalna i nie próbuj wprowadzać jej w życie. W porządku?
    Chciałbym wyjść w domu i gdzieś pochodzić, bo smutek ścieka mi już w mieszkaniu nawet z żaluzji.
    Za dużo mam w głowie zawiłych, wielce filozoficznych myśli. Trochę jakbym był pijany. Nie uważasz?

    Kosma

    OdpowiedzUsuń
  21. [Coś tam nabazgrałam, zaczniiiiij]

    OdpowiedzUsuń
  22. To się spotkali. Obojętni wobec otaczającego świata i najwyraźniej nie tak bardzo obojętni sobie. Skoro ją wyratował, tracąc przy tym trochę siły i czasu, musiał w jakimkolwiek stopniu ją dostrzegać. A że ona chciała pobyć w jego otoczeniu choćby i krótką chwilę, też na zobojętnienie nie wskazywało.
    - Dwa metry, zarost, Jack?- spojrzała na niego, unosząc wysoko lewą brew.- Nie rozumiem, jak mogłeś mieć go dość. Brzmi jak ideał. - dopowiedziała, śmiejąc się cicho. - Widzę, że oboje mamy za sobą udany wieczór.
    Przeniosła wzrok na chodnik. Zdenerwowanie przeszło, niesmak pozostał, ale starała się ignorować nieprzyjemne odczucie. Wiedziała, że nieraz jeszcze nawiedzi ją to wspomnienie, kiedy będzie przewracać się z boku na bok, próbując usnąć choć na chwilę. Ale nie teraz, nie w tej chwili. Ponownie podniosła wzrok na towarzyszącego jej mężczyznę. Wyciągał właśnie z kieszeni paczkę papierosów.
    Kiedy ostatnio paliła? Może jakiś rok temu. Nawet w kwestii papierosów nie była konsekwentna. Paliła, rzucała i tak do znudzenia. Dziś chciałaby potrzymać sobie smukłego zabójcę.
    Zanim zapytała, zastanowiła się, czy może chłopaka o coś prosić. Uratował ją, dotrzymywał towarzystwa, więc czy papieros nie przeleje czary?
    - Poczęstujesz mnie? - wypaliła, z niezwykłym dla siebie entuzjazmem. Zupełnie, jakby pytała o smakołyk.

    Satine

    OdpowiedzUsuń
  23. Praktycznie każdy jego dzień od kilku miesięcy wyglądał tak samo. Rano wyjątkowo ciężko było zejść z łóżka, szczególnie że noc nigdy nie była w pełni przespana i Nathaniel miał wyraźne problemy z normalnym funkcjonowaniem przynajmniej do chwili, gdy nie wypił kawy. Dopiero po mocnej czarnej mógł jako tako funkcjonować i udawać, że wszystko jest w porządku, że wcale nie wpatrywał się do czwartej w nocy w sufit i nie narzekał, że nie ma nikogo, kto byłby przy nim i kto sprawiłby, że mógłby normalnie zasnąć. Wystarczyłoby, że leżałaby tu Maille albo Nadia, obecność jednej z sióstr całkowicie by mu wystarczyła, bo na nikogo innego nie mógł obecnie liczyć. Gabriel nie należał do niego, nie mógł tak po prostu wcisnąć go do swojego łóżka i oczekiwać, że jak kiedyś będzie ułatwiał mu zasypianie. Od kilku lat miał z tym problemy i nic oprócz obecności drugiej osoby w sypialni mu nie pomagało.
    Pół dnia najczęściej spędzał w studiu, gdzie dopracowywał albumy młodych zespołów, a kolejne pół.. U swojego byłego. Jakkolwiek dziwnie to brzmiało, to nie potrafił zrezygnować z tego. Właściwie nie robił nawet tego dla siebie, ale dla Gabriela, który najprawdopodobniej niczego by nie jadł ani nie wychodziłby z łóżka, gdyby on nie pojawiał się w jego mieszkaniu. Więc codziennie tam jechał, przebywał z nim po kilka godzin i nawet jeśli siedzieli w osobnych pomieszczeniach, to nie robiło mu to różnicy. Ważne, że był tam, a Gabriel był gdzieś obok. Po prostu.
    Dzisiaj też zajrzał najpierw do sklepu, żeby kupić produkty potrzebne do zrobienia zapiekanki warzywnej, a potem pojechał bezpośrednio do swojego byłego. Nie musiał dzwonić do drzwi ani pukać, bo miał klucze, które wyciągnął z kieszeni i bez problemu otworzył nimi drzwi. Dlaczego ich jeszcze nie oddał nie musiał nikomu tłumaczyć. W końcu był tu codziennie. Było prawie tak, jakby miał dwa mieszkania, w tym drugim musiał dodatkowo pilnować, żeby Gabriel też żył w nim.
    - Gabriel? - rzucił w przestrzeń, bo dobrze wiedział, że jego był jest w mieszkaniu. Były jego trampki i kurtka bez której nigdzie się nie ruszał. Dziwna była tylko cisza panująca dookoła i zapach spalenizny. Nathaniel zmarszczył brwi i rzucił kluczyki na komodę w przedpokoju, a później udał się z zakupami do kuchni i... Dopiero wtedy zobaczył, że coś jest nie tak. Cicho westchnął, postawił na podłodze siatki i poszedł poszukać Gabriela. Znalezienie go nie było trudne, chociaż widok jego trzęsącej się, zapłakanej sylwetki nie był przyjemny. Zaschnięta na udzie krew i zakrwawione szkło też nie wróżyły nic dobrego. Nathaniel cicho westchnął i wziął jeden z ręczników, który zmoczył ciepłą wodą, a gdy już kucnął przy swoim byłym, to przyłożył jedną ręką ciepły materiał do jego uda, żeby zetrzeć ślady po jego załamaniu, a drugą objął go w ramionach i przyciągnął do siebie.
    - Gabriel, już dobrze - mruknął uspokajająco, przykładając policzek do czubka głowy chłopaka. - Co się stało? Tam w kuchni?

    OdpowiedzUsuń
  24. Kolejne ciche westchnienie wydostało się spomiędzy jego warg, gdy słuchał słów chłopaka. Nie podobało mu się to, co mówił, ale za każdym razem było praktycznie tak samo, gdy natrafiał na niego w takich okolicznościach. Nathaniel nie miał pojęcia dlaczego właściwie za każdym razem Gabriel robił to wszystko z tego samego powodu skoro wiedział, że nie przynosi to żadnych efektów, a jedynie powoduje blizny, płytsze lub głębsze, ale nie umiał przemówić mu do rozumu. Tyle razy już to przerabiali, że teraz jedyne co robił to starał się pilnować, żeby chłopak nie robił tego znowu. Nie chciał go widzieć w takim stanie, nie chciał, bo jego też to bolało. Prawie tak jakby sam miał zrobioną tą bliznę na udzie, która piekła mocno. Kolejne oznaczenie, kolejny powód przez który Gabriel będzie uważał się za nic, a własne ciało będzie go odrzucać, chociaż nie miał powodu tak się czuć, bo (przynajmniej w mniemaniu Nathaniela) niczego mu nie brakowało, a te wszystkie blizny, które miał... Kiedyś wycałował je wszystkie, jedna po drugiej, a chociaż od tamtego czasu przybyło kilka nowych, to teraz mógłby zrobić to znowu. Dla niego to było ważne. Ważne było, żeby Gabriel poczuł, że jest coś warty. Pewnie dlatego został przy nim pomimo tego, że nie byli razem.
    - Nie jesteś, Gabriel - mruknął cicho, przesuwając uspokajająco ręką po jego kręgosłupie. Nachylił się do jego ucha i przyłożył do niego wargi. - Nie jesteś nieudacznikiem. Naleśniki każdemu nie wychodzą za pierwszym razem, to nic wielkiego. Mogę cię nauczyć ich robić. Musisz działać powoli - mówił spokojnie, jakby chciał w ten sposób sprawić, że chłopak odetchnie i weźmie się w garść. Prawda była jednak taka, że to byłoby za proste. Sądząc po tym jak kurczowo się go trzymał, to naprawdę nie było z nim dzisiaj dobrze. - Gabriel.. - Nathaniel przesunął ostatni raz po jego udzie i przygryzł wargę widząc co chłopak sobie zrobił. Przesunął ostrożnie palcem po bliźnie, która wcale mu się nie podobała. - Wiesz, że nie powinieneś, prawda? I że mogłeś zadzwonić?

    Nathaniel (niewidzialny^^)

    OdpowiedzUsuń
  25. Od: i.am.so.szatanistik
    Do: seks.o.czwartej.rano
    Temat: Re: Re: Re: Re: Re: Re: Nie wiem co tu wpisać, więc informuję, że nie wiem co powinienem tu wpisać.

    Jesteśmy w tym samym mieście, więc prawdopodobnie wieje z podobną siłą. Trochę mi to przeszkadza, bo nie lubię kiedy wiatr jest tak silny, więc staram się wszystko w jakiś sposób zagłuszyć muzyką. Sąsiedzi mnie przez to prawdopodobnie nienawidzą, przecież nie wszyscy muszą lubić muzykę klasyczną…
    Postawienie się na miejscu takiego człowieka przychodzi mu z trudnością. Chyba zbyt mało we mnie empatii. Może podłoga trochę jej mi zabrała? Jeśli tak, to jestem jej za to wdzięczny. Może aż nawet zaraz się z tego wszystkiego ruszę z miejsca.
    Znajdź sobie innego kanibala z autoagresją, który będzie Cię pociągał, ja jestem typem tego nieprzyjemnego, smutnego, który w przyszłości sobie własne ręce odgryzie.
    Uprzejmie Cię informuję, że się ruszyłem i przebywam teraz na swoim łóżku. Nie zdawałem sobie sprawy, że zrobiłem w ciągu ostatnich dni aż taki rozgardiasz w swojej sypialni. Reszta mieszkania wygląda przy tym pomieszczeniu wręcz nienagannie. Zastanawiam się tylko, czy skoro dotarłem na materac, to uda mi się później ruszyć do łazienki.
    Masz jeszcze mnie. Wprawdzie w pewnym oddaleniu, ale mentalnie jestem z Tobą. Przestań więc twierdzić, że jesteś tam sam, bo się jeszcze na Ciebie o to obrażę.
    Nie wariuj, głupku. I zamknij później to okno, proszę, bo boję się, że się rozchorujesz.

    Kosma

    OdpowiedzUsuń
  26. Dźwięk głosu Gabriela wywołał na mojej twarzy kolejny z tych małych, z pozoru nic nie znaczących uśmiechów, które można było u mnie spotkać praktycznie jedynie kiedy byłem w jego towarzystwie. Nie odpowiedziałem na jego stwierdzenie – wątpiłem że po tak długim czasie żywienia się jedynie napojami energetyzującymi byłbym w stanie wziąć do ust herbatę, która okazałaby się dla mnie czymś dziwnym i zapomnianym – tylko podreptałem w stronę jego kuchni, w której potrafiłem już swobodnie się poruszać. Przed tym, porzuciłem swoją skórzaną torbę przy wieszaku w wejściu, nie byłaby mi potrzebna.
    Nalałem wody do czajnika i zacząłem czekać aż miałaby się zagotować, więc odwróciłem się w strone Gabe'a, który siedział na drugiej części blatu kuchennego, przede mną. Zauważyłem że rozglądał się za czymś, a gdy zerknąłem na paczkę papierosów w jego dłoni od razu zrozumiałem. Wsunąłem dłoń do jednej z kieszeni moich spodni, w której wiecznie przesiadywała – prócz żyletki, jakichś tabletek, zapałek i innych 'niepotrzebnych' rzeczy – zapalniczka, nawet w te dni w które starałem się nie palić. To był jeden z tych. Nie robiłem tego dla zdrowia – co mnie to obchodziło czy umarłbym na raka, czy z głodu? - po prostu starałem się oszczędzać paczki kiedy było u mnie krucho z pieniędzmi. Ostatnia z nich, w połowie pusta, przesiadywała ukryta w bezpiecznym miejscu w torbie, i miałem nadzieję że udałoby mi się przetrwać do kupna następnej, nie wiedząc kiedy to by zaszło.
    Podałem mu zapalniczkę i oparłem się tyłem o blat, czekając na charakterystyczny dźwięk który dałby mi do zrozumienia że woda na herbatę była gotowa. Mógłbym wypełnić tą pustkę rozmową, jednak wolałem przyglądać się temu jak palił – sam nie lubiłem gdy ktoś rozmawiał ze mną podczas gdy rozkoszowałem się trucizną wypełniającą moje ciało, więc powstrzymałem się przed tym. Gdy wreszcie zaparzyłem herbatę, dodałem do niej właściwą ilość cukru i pomieszałem, podałem ciepły kubek Gabe'owi, cały czas zaszywając się w swoim milczeniu.
    Nie powiedziałem nic gdy wziął pierwszy łyk, gdy spojrzał na mnie, ani gdy odstawił naczynię na bok. Wiedziałem, czułem że coś było nie tak – ale, z drugiej strony, czy u ludzi takich jak my cokolwiek kiedykolwiek mogło być dobrze? Wątpiłem. Wątpiłem w to od pierwszego papierosa, pierwszego nacięcia, pierwszej tabletki, pierwszej zapałki które dały mi ulgę. Nie było dla nas nadziei, rozmawialiśmy gryząc własne języki. Jedynym rozwiązaniem było zamknąć się w milczeniu i zgnić razem z nim.
    - Coś nowego u Ciebie? - zapytałem wreszcie, mierząc go wzrokiem.

    Sebastian.

    OdpowiedzUsuń
  27. Od: i.am.so.szatanistik
    Do: seks.o.czwartej.rano
    Temat: Re: Re: Re: Re: Re: Re: Re: Re: Nie wiem co tu wpisać, więc informuję, że nie wiem co powinienem tu wpisać.

    Potrafię być nieprzyjemny, ale to tylko, jak mi się zachce. Przez większość życia jednak bardziej mi się nie chce, więc wychodzę na skończoną ciotę, która nie potrafi nawet sarkastyczną uwagą rzucić. Takim biedny i nieszczęśliwy, a na dodatek jeszcze samotny. Moje życie to jakaś nieśmieszna parodia, mówię Ci.
    Zdjęcie? Problem tkwi w tym, że ja nie chcę wiedzieć jak wyglądam, więc na żadne moje zdjęcie nie licz. Jestem zbyt nieogarnięty, żeby przeżyć podobny widok, a Ty to już tym bardziej. Jeszcze zaczniesz myśleć, że ja jestem przez całe życie taki niedoprowadzony do ładu i cóż ja wtedy pocznę? Bo Ty z całą pewnością mnie w takim wypadku porzucisz.
    Jak mam nie popadać w paranoję? Sam przed chwilą napisałeś, że masz w mieszkaniu prawie tak zimno, jak na zewnątrz… Ciekawe w jaki sposób według Ciebie miałbym się nie martwić o stan Twojego zdrowia. Zamarzniesz, jeśli nie w całości, to przynajmniej kilka kończyn Ci odpadnie z wychłodzenia. Zamknij to okno, proszę.
    Poza tym… to nie jest paranoja tylko troska. Racz rozróżniać, bo zacznę czuć się niezrozumiany niczym dzisiejsze nastolatki. Wtedy to nie tylko będę nieprzyjemny, ale również nieznośny. Będziesz chciał się mnie pozbyć i w ogóle.
    Chyba chce mi się iść ogarnąć, więc pójdę pod prysznic.

    Kosma

    OdpowiedzUsuń
  28. Nie chodziło o litość w tym wszystkim. Nate nie miał w zwyczaju litować się i pomagać każdemu, kogo spotkał na swojej drodze i kto na jakiś czas zagościł w jego życiu. Nie zajmował się w taki sposób żadnym swoim byłym, nigdy nie przeszło mu nawet przez myśl, żeby opiekować się nimi po rozstaniu, ale z Gabrielem było inaczej. On po prostu bał się o niego, o to co może stać się z chłopakiem jeśli nie będzie codziennie przychodził i sprawdzał czy oddycha, czy nie próbuje tak jak dzisiaj zrobić sobie krzywdy i czy stara się cokolwiek jeść. Musiał mieć pewność, że chociaż stara się normalnie funkcjonować i nie było ważne czy robi to dla niego, czy dla swojej siostry - ważne żeby żył. Tylko to interesowało Nathaniela, gdy przychodził tutaj. Nie chciał któregoś razu znaleźć go w takim stanie jak wtedy, nie chciał dopuścić do tego, żeby Gabe aż tak się załamał. Niby nie byli razem, ale jeśli musiał to całą noc mógł leżeć z nim na łóżku i trzymać go za nadgarstki, byleby tylko mieć pewność, że nie wyrządzi sobie żadnej krzywdy. Za bardzo mu zależało na jego życiu.
    Tak naprawdę Nathaniel miał wrażenie, że to on zwariował, bo nie mógł pogodzić się z zerwaniem. Tkwił w miejscu, chociaż dawno powinien pójść dalej. Dla niego tego nie robił. Chociaż Gabriel go nie chciał, to i tak został przy nim. Jako przyjaciel czy jakkolwiek by tego nie nazwać. Ostatecznie prawda była taka, że chciał przy nim być i widzieć go nawet w tak trudnych chwilach. Chciał mu pomagać zwalczyć te wszystkie demony, które w nim były i wyprowadzić go w końcu na prostą, żeby mógł wrócić do normalnego życia w społeczeństwie, wyjść w końcu z tego mieszkania i żyć.
    - Gabe, nie przepraszaj mnie. Przeproś siebie, bo ty sobie to zrobiłeś - mruknął, łapiąc go łagodnie za podbródek i zmusił do uniesienia głowy, żeby móc spojrzeć mu w oczy. Kciukiem starł z policzka ślad po jego łzach, a chociaż chciał powiedzieć coś jeszcze, to ugryzł się w język i jedynie pocałował go łagodnie w czoło. - Chodź, zrobię ci kawę i ugotuje coś lepszego niż durne naleśniki - powiedział, gdy już odrobinę się odsunął. W jedną rękę zgarnął gruby kawałek szkła, żeby wyrzucić go do kosza, a drugą objął Gabriela w pasie i wstał razem z nim, nie puszczając go jednak od razu. Jego wzrok powędrował na udo chłopaka, gdzie rana znowu zaczęła krwawić. Musiał cholernie głęboko przeciąć skórę.
    - Najpierw to opatrzę. - Nie okazując żadnego zniecierpliwienia po prostu poprowadził go do salonu i zmusił żeby chłopak usiadł na kanapie, a sam poszedł wyrzucić szkło i zabrać apteczkę z kuchni.

    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  29. Od: i.am.so.szatanistik
    Do: seks.o.czwartej.rano
    Temat: <3

    Jestem z Ciebie dumny, mógłbyś też zrobić mi herbaty. Siedzę w kuchni, palę papierosa, ale nic ponad to nie chce mi się zrobić. Nawet nie mogę otworzyć okna, ale to dlatego że ganiam po domu w spodniach i mam mokre włosy, a jakieś przeziębienie czy inna grypa to ostatnie, czego w tej chwili potrzebuję. Troszeczkę przeraża mnie świadomość, że jutro już będę musiał koniecznie wyjść, bo nie mam w mieszkaniu już fajek, nie wspominając już o innych, potrzebnych do życia rzeczach. Jestem takim przykrym człowiekiem…
    Nie wiem, czy jest mi lepiej czy gorzej. Tylko mi cieplej i nic poza tym. Za długo leżałem na podłodze, żeby wykazywać zbyt dużą uczuciowość po wyjściu spod prysznica.
    Ogólnie, to chyba zaraz pójdę udawać przed samym sobą, że jestem w stanie zasnąć, mając przy tym nadzieję, że sen przyjdzie jak tylko kolejny raz się w głowie zapierdolę. Czuję się trochę dziwnie, jakbym jednocześnie był zmęczony i pobudzony, a to się przecież wzajemnie wyklucza, więc nie wiem co w efekcie przeważy. Najwyżej trochę pomęczę się w nocy nad niedokończoną ilustracją, bo w ten sposób przynajmniej nie będę tracił czasu na bezmyślne leżenie i wpatrywanie się w sufit. Marne są jednak szanse na to, żeby w ogóle udało mi się ruszyć, gdy się położę.
    Dopalę tylko papierosa, umyję zęby i znikam, więc już teraz mówię Ci dobranoc.
    Kolorowych koszmarów, Gabrielu.
    Odezwij się jak będziesz miał ochotę i lepiej, żeby chęć naszła Cię stosunkowo szybko. W innym wypadku upomnę się o Ciebie.

    Kosma

    PS. Zdjęcie przesyłam jakieś stare, bo nie chce mi się żadnego robić. Wyglądam zbyt fatalnie, żeby się pokazać światu. Z całą pewnością tego wcześniej Ci go nie pokazywałem.

    Załączniki
    masz.jpg

    OdpowiedzUsuń
  30. Nathaniel starał się obchodzić z nim jak najłagodniej, bo nie chciał powodować u niego kolejnej dawki bólu. Nie miał pewności czy dałby mu w ten sposób więcej przykrości, czy przyjemności, ale nie zamierzał tego sprawdzać. Osobiście uważał, że już sam moment wbicia szkła w skórę musiał być tak bolesny, że Gabriel powinien się wtedy zatrzymać i odrzucić szkło, a zamiast tego przesunął nim przez ładny kawałek, więc oznaczało to, że znajdywał w tym ukojenie, a to nie było dobre. Nic, co go krzywdziło fizycznie nie było w porządku, szkoda tylko, że Joyce zdawał się zapominać o tym. Tak jakby nie pamiętał co się wydarzyło w szpitalu ani dlaczego tam trafił.
    Bolało go to. Bolało go patrzenie na te poranione uda. Nate musiał włożyć sporo wysiłku w to, żeby nie pocałować każdej z tych blizn, żeby mu nie powiedzieć, że i tak jest cudowny, nawet jeśli ma rany na udach i że jedyne czego od niego oczekuje, to żeby nie przybywały kolejne. Chciałby, żeby chłopak wydostał się z tego marazmu, w który wpadł. Pamiętał przecież, że jak byli razem, szczególnie na początku, to nie było z nim tak źle, dopiero przed próbą samobójczą i zerwaniem coś zaczęło się dziać i... Chyba do teraz Nathaniel nie mógł sobie wybaczyć, że nie był w stanie go wtedy ochronić przed sobą samym i że nie zareagował wcześniej, zanim Gabe spróbował zabić się. Po części pewnie też dlatego teraz siedział przy nim, wiązał opatrunek na jego udzie i gdy skończył, to położył rękę na odkrytym kolanie chłopaka.
    - Zjesz zapiekankę, bo inaczej nie zrobię ci kawy - zagroził mu, dobrze wiedząc że jeśli chodzi o kawę w jego wykonaniu, to była najlepsza i Gabriel nie zrezygnuje z niej, a nawet jeśli chciałby, to Nathaniel i tak go nakarmi, choćby mieli stracić na tym cały dzień.
    Posłał mu łagodny uśmiech zanim musnął krótko wargami jedną z licznych blizn, ogrzewając swoim oddechem skórę jego uda. Zanim wstał pozbierał jeszcze wszystkie rzeczy i wrzucił je z powrotem do apteczki.
    - Zostanę z tobą na noc.
    To nawet nie było pytanie. Nie czekał na odpowiedź, czy jego byłemu to pasuje. Po prostu.. Nie chciał go zostawiać. Nawet jeśli obaj mieli nie spać całą noc, to Nathaniel chciał wiedzieć co Gabriel robi, chciał mieć pewność, że nie krzywdzi się znowu.

    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  31. Ann Joyce miała już szczegółowe plany na tegoroczne święta. Przede wszystkim chciała spędzić je ze swoim bratem, któremu sukcesywnie znosiła do mieszkania najróżniejsze ozdoby. Wolała jednakże cały zabieg przeprowadzić z jak najmniejszą inwazyjnością, a już najlepiej byłoby, gdyby Gabriel w ogóle nie zorientował się i pominął obecność tych wszystkich lampek, bombek i innych świecidełek.
    Nie była osobą wierzącą, to fakt, ale potrafiła pominąć w tych całych obchodach niechcianą religijność. Najważniejszy był fakt, że ten akurat dzień miała wolny od wszelakich zajęć, a więc mogła spędzić należycie dużo czasu ze swoim ukochanym i młodszym bratem. Nie mogła mu przecież na co dzień poświęcać tyle uwagi, ile by chciała. Boże Narodzenie więc uznawała za przede wszystkim doskonały sposób na odrobienie wszelakich zaległości.
    Wchodząc do mieszkania brata z kolejnym kartonem, nawet nie zapukała. Po prostu otworzyła drzwi i weszła do środka. Pozostawiwszy ozdoby na podłodze, pozbyła się ciepłych butów i kurtki, w której wprawdzie czuła się niczym chodząca kula lub bałwan, ale przynajmniej była należycie chroniona przed zimnem.
    – Brat, gdzie gnijesz? – zapytała, zawiesiwszy szalik obok swoich pozostałych rzeczy.
    Kiedy szła, rozglądała się naprawdę uważnie, ale nie spodziewała się, iż przyjdzie jej odnaleźć Gabriela spoczywającego spokojnie na podłodze. Gdyby nie fakt, że jej brat nie należał do istot karłowatych i wybitnie drobnych, to byłaby w stanie się o niego nawet potknąć. Na szczęście nie doszło do tego i nikt nie doznał uszczerbku na zdrowiu, ponieważ zatrzymała się w porę.
    – Łóżko ci zbrzydło? – Zmarszczyła lekko swoje brwi, robiąc przy tym zabawną minę, która z całą pewnością miała pozostać niedocenioną.

    poprawiona Ann J.

    OdpowiedzUsuń
  32. Nie musiał być jasnowidzem, żeby wiedzieć, że w takich chwilach Gabriel nie powinien zostawać sam. Nie miało to zresztą i tak znaczenia, bo głównie Nate zostanie u niego dla własnego komfortu psychicznego. We własnym mieszkaniu czy w studiu nie mógłby się na niczym skupić i z całą pewnością nie zasnąłby, bo męczyłyby go wspomnienia zakrwawionego chłopaka, którego znalazł wtedy. Nie chciał dopuścić do takiej sytuacji dlatego zamierzał przy nim być. Z całą pewnością nie powinien tak się zachowywać skoro nie byli już razem, nie powinien zostawać na noc ani codziennie przychodzić żeby ugotować mu obiad, ale nie umiał, nie potrafił inaczej. Właściwie to był uzależniony od Gabriela. On sam musiał tu być. Chyba tylko widok Joyce'a w ramionach innego faceta mógłby sprawić, że Nathaniel wycofałby się i już nigdy więcej nie wrócił, mając przy tym nadzieję, że ten nowy będzie w stanie zająć się odpowiednio jego byłym chłopakiem dla którego poświęcił tak wiele.
    Teraz na przykład poświęcał własne zdrowie psychiczne, bo jak tu normalnie funkcjonować, gdy w grę wchodziło przebywanie bez przerwy z nim? Chociaż starał się pamiętać, że on już nie jest jego i to z wyboru Gabriela, to czasem całkowicie o tym zapominał, gdy zbyt długo wpatrywał się w jego tęczówki albo opatrywał jego rany. Ciężko było pamiętać, że on nie jest jego.
    - Jeśli spędzenie kolejnej nocy w studiu uważasz za coś ważnego to tak, miałem plany. Takie jak codziennie, więc jeden dzień mnie nie zbawi - zapewnił go spokojnie, nie zamierzając tłumaczyć się z tego, że nawet jakby miał zaplanowany wypad z kumplem do baru, to i tak by go odwołał tylko po to, żeby przypilnować Gabriela. Mógł być zagubiony, mógł sobie nie radzić, mógł udawać, że da sobie radę, ale Nathaniel wiedział jedno: to był jego Gabriel i nie zamierzał pozwolić mu doprowadzić się do śmierci. Joyce mógł go za to znienawidzić, ale nawet gdyby chciał, to Nate nie oddałby kluczy do jego mieszkania.
    Dłuższą chwilę po prostu wpatrywał się w swojego byłego, jakby zastanawiał się czy dobrym pomysłem będzie poproszenie go o pomoc przy sprzątaniu bałaganu w kuchni, ale po tym jak przypomniał sobie, że nadal było tam szkło, a Gabe już jednym odłamkiem zdążył się zranić... Zrezygnował z tego pomysłu.
    - Posprzątam w kuchni, a później... Może przyjdziesz mi pomóc z tą zapiekanką? Dostaniesz za to ekstra kawę, której jeszcze nie robiłem ci. - Nathaniel często korzystał z formy "nagród", żeby wymusić na Gabrielu jakieś działanie. Nie chciał zostawiać go samego i zmuszać go do patrzenia się w ścianę. Z tego nigdy nie wychodziło nic dobrego. - Ubierz się i chodź - poprosił, zdejmując przy okazji kurtkę i podwijając rękawy cienkiego, szarego swetra, który miał na sobie. Z kieszeni wyjął paczkę fajek, a już po chwili szedł z papierosem do drugiego pomieszczenia w celu wyrzucenia odłamków po stłuczonej misce i nienadającej się do użytku patelni.

    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  33. Od: i.am.so.szatanistik
    Do: seks.o.czwartej.rano
    Temat: Re: …

    Nie spałem, przewracałem się z boku na bok, ale za ilustrację też się nie wziąłem. Przeleżałem więc całą noc prawie i teraz bardzo chce mi się spać. Zaraz się położę, bo jestem już na tyle zmęczony, że mój organizm wręcz wymusi na mnie odpoczynek.
    Poranek był koszmarny. Wstałem około piątej i włączyłem muzykę, żeby jakkolwiek się rozbudzić. Pod prysznicem sterczałem prawie pół godziny i tak do chwili, w której zdarłem sobie skórę na ramieniu. Tak bardzo ją tam szorowałem…
    Przestraszyłem się trochę samego siebie, nawet nie zastanawiałem się nad tym, po prostu przerwałem jak zobaczyłem, że krew ścieka razem z wodą. To bez sensu. Teraz mnie to ramię piecze i najchętniej bym je sobie po prostu odrąbał.
    Ja nie wiem co mi siedzi w głowie już.
    W sklepie miałem ochotę zwiać, bo w moim mniemaniu było tam za dużo ludzi, ale tego nie zrobiłem. Szkoda.
    Nieważne… Zrobiłem zakupy, w których najważniejsze były oczywiście papierosy. Mam dobrą herbatę, która pachnie cynamonem i chyba pachnie mi nim już całe mieszkanie. Trochę ogarnąłem sypialnie, bo nawet ja już się nie odnajdowałem w tym chaosie, więc wyobraź sobie jak źle to musiało wyglądać.
    Dopiję herbatę i idę się przespać, bo twarz leci mi na klawiaturę i mam wrażenie, że jeszcze chwila, a napiszę Ci tu coś nieskończenie głupiego.

    Kosma

    PS. Zdjęcie wcale nie było zachwycające.

    OdpowiedzUsuń
  34. Pewnego dnia ze sobą skończyć... Nathaniel nie zamierzał dopuścić do takiej sytuacji, nie tym razem. Za bardzo starał się utrzymać go w pionie, żeby rak po prostu pewnego dnia pozwolić mu upaść na samo dno i doprowadzić do śmierci. Czy Gabriel naprawdę nie dostrzegał tego, że oni, zarówno on, jak i jego siostra, nie pozwolą aby po raz drugi spróbował się zabić? Obojgu im zależało na chłopaku, troszczyli się o niego każdego dnia, a nawet jeśli po części odbierał to tak, jakby zajmowali się nim z litości, jakby traktowali go jak dziecko to trudno, bo przynajmniej mieli pewność, że żyje, że oprócz fajek i nieograniczonych ilości kawy spożywa też pełnowartościowe posiłki, które dostarczają mu potrzebne do życia substancje. To było też głównym powodem, dla którego Nathaniel przychodził i gotował coś bardziej wymyślnego niż sałatkę czy naleśniki, bo wiedział, że jego obiad będzie jedynym spożytym przez Gabriela daniem. Nawet dzisiaj z całą pewnością nie zjadł niczego przed tym jak podjął próbę zrobienia naleśników, a później... Później było już tylko gorzej i Nathaniel żałował, że nie było go wtedy w mieszkaniu, bo nie dopuściłby do tego, żeby Joyce się zranił.
    Musiał jednak odsunąć od siebie wszystkie te zarzuty, udawać, że wszystko jest w porządku, a Gabriel wcale go nie zawiódł tym, że znowu zrezygnował, poddał się. Musiał pokazać, że to niczego nie zmienia, bo właściwie nie zmieniało. Leifsson jedynie postara się bardziej na niego uważać, o ile dało się w ogóle jeszcze bardziej. Musiałby tu zamieszkać i rzucić pracę, żeby mieć nad nim kontrolę przez dwadzieścia cztery godziny na dobę.
    Podświadomie wyczuł, że ktoś się na niego patrzył, dlatego podniósł wzrok i uśmiechnął się pod nosem, bo fakt, że Gabe jednak wstał i podszedł do niego można było uznać za duży plus. Nie poganiał go, nie wolał z kuchni, wolał poczekać aż chłopak sam tu przyjdzie, żeby nie wymuszać na nim wszystkiego. Nie chciał sprawić, że jego były będzie wykonywał wszystkie ruchy jak bezwładna marionetka, wolał być pewien, że jest w nim chociaż gram chęci do pomocy. Albo że chociaż próbuje współpracować z nim. Szkło i ogólny bałagan na szczęście zdołał już posprzątać, więc Gabriel nie wbije sobie nic w stopy przez to, że był na boso.
    - Co chcesz robić? Sos czy ścierać ser? - zapytał spokojnie, bo jakoś oddawanie mu w ręce noża i zmuszanie do krojenia warzyw mu się nie uśmiechało. Nie po tym jak widział te wszystkie blizny i domyślał się, że noża można użyć też w innym celu niż tylko na desce. - Właściwie to chodź, nauczę cię robić świetny sos do tego. Następnym razem będziesz mógł sam go zrobić i nic się nie potłucze - zapewnił, wyciągając do niego rękę i poczekał aż Gabriel zdecyduje się do niego podejść i stanąć przed nim, żeby mógł mu pomóc w dodawaniu składników.. Trzeba było obchodzić się z nim jak z płochliwym zwierzęciem, ale Nate przywykł już do tego, nie przeszkadzało mu to. Był cierpliwy. - No dalej, Gabe. Chodź tu. - No dobra, w kuchni nie był jednak cierpliwy. - Opowiesz mi co takiego się stało, że rano aż chciałeś robić naleśniki?

    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  35. Odpowiedź na pytanie Gabriela wcale nie była taka prosta, jaka mogła się wydawać.
    Jak się trzymałem? Jak się czułem? Czy było mi dobrze? Czy było chociaż trochę lepiej niż zwykle? Jak miałem odpowiedzieć na te pytania, skoro nawet nie pamiętałem jak to było naprawdę dobrze się czuć i o tym nie wiedziałem? Lepiej niż zwykle mogło być tylko przy Joyce'u, jednak gdy tylko znikał, gdy tylko moja wizyta się kończyła, wszystko wracało do poprzedniego nieładu. Jeśli do tej pory myśli były poukładane, w mojej głowie przechodził huragan, tornado demonów które otwierało gwałtownie wszystkie szuflady i wyrywało z nich kartki, często rozrywając wiele z nich. Czy to było znaczeniem słowa 'dobrze'?
    Jedyne co mogłem wtedy poczuć było chłodem wiejącym z otwartego okna. Zanim jakkolwiek zareagowałem na jego słowa, poszedłem je zamknąć, i dopiero wtedy, gdy poczucie jakiegoś rodzaju niebezpieczeństwa dla Gabriela minęło, mogłem się na czymś skupić. Powróciłem na swoje poprzednie miejsce, podczas gdy dym z papierosa zakręcił mi w głowie. Tak dawno nie czułem jak to całe świństwo mnie wypełniało.
    Podniosłem na niego wzrok, przeczesałem włosy palcami. Nie chciałem odpowiedzieć słowami, bo powiedziałbym to co zwykle; odpowiadałem mu już własnym wzrokiem, i wiedziałem że on byłby w stanie to wszystko odczytać. Tą tęsknotę do tego, czego nigdy nie miałem i nigdy nie miałem mieć; rozdrapywałem przed nim wszystkie swoje rany, pozwalając aby krwawiły, pogłębiając je i tak naprawdę nie martwiąc się tym; pokazywałem wszystko to, co słowami nie mógłbym opisać.
    - Jak zwykle – mruknąłem cicho w odpowiedzi, wiedząc że to i tak nie byłoby potrzebne.
    Wsunąłem jedną dłoń do drugiej kieszeni spodni, w których trzymałem ostatnie pieniądze przeznaczone na ten tydzień; wyczuwając ich rozmiary opuszkami palców, przeliczyłem że wystarczyłyby mi jeszcze na dwie puszki napoju energetyzującego, bez którego praktycznie nie potrafiłem żyć. Rozgrzewał mnie od środka i łudził mnie że wreszcie dostałem to ciepło, którego tak bardzo potrzebowałem, szczególnie w tym momencie.

    Sebastian.

    OdpowiedzUsuń
  36. Od: i.am.so.szatanistik
    Do: seks.o.czwartej.rano
    Temat: Re: Re: Re: …

    Bożego Narodzenia nie obchodzę. W tych przystrojonych domach, rodzinnych kolacjach jest coś ciepłego, to fakt, ale to nie jest dla mnie. W sumie nie pamiętam nawet, kiedy ostatnio miałem okazje przeżyć normalne święta, więc traktuję ten dzień jak każdy inny.
    I jak siostra? Była u Ciebie?
    Jest późno, ale dopiero niedawno się obudziłem i pewnie już tej nocy nie uda mi się zasnąć. Zaparzyłem sobie kolejny kubek tej herbaty, której z chęcią bym Ci zrobił i siedzę, przed chwilą wpatrywałem się w rozłożone na biurku farby i pędzle. Wydaje mi się, że wszystkie te rzeczy zrobiły mi wielką krzywdę i nie chcę nawet brać się za malowanie. To niesamowicie mnie irytuje, bo czuję się taki bezużyteczny…
    Staram się nie rozdrapywać nic, ale wydaje się to niemalże niewykonalne. Nic się nie dzieje… Trochę tylko mi źle, że zrobiłem coś tak idiotycznego, skoro wcale nie czekam na byle okazję, żeby wyrządzić sobie krzywdę i poczuć ból. Ja go nawet nie lubię, ale w jakimś sensie moje ciało teraz współgra w drobnym stopniu z duszą. Wątpię jednak, żeby akurat to pozwoliło uciszyć gonitwę myśli, która odbywa się w mojej głowie. Mam tam chyba stan wojenny, nic tylko czekać na nalot czarnych myśli i nagłe zbombardowanie przez nie.
    Bałagan to mi się zrobił kiedy spałem, a przynajmniej tak sobie wmawiam, bo to o wiele wygodniejsze. Szkoda, że to wszystko się tak szybko nie sprząta, bo zanim znów zmobilizuję się do zrobienia czegokolwiek, to znów zacznę tonąć w kartkach. Cóż, przynajmniej dobrze komponuję się z moją sypialnią i całą resztą mieszkania. Jestem jednym, ogromnym bałaganem. Pełno we mnie niedopałków i zgniecionych prac, które nigdy nie mają ujrzeć światła dziennego.
    Śniłeś mi się. Leżeliśmy na podłodze i wszystko było granatowe. Później wszedł królik, który był bardzo wysoki. Powinien zahaczyć uszami o sufit, ale takowego w pomieszczeniu nie było. Skoczył nam na głowy i zgniótł je.
    To romantyczne, że nasze mózgi się wymieszały.

    Kosma

    OdpowiedzUsuń
  37. [grunt, żem nie olana;)]

    Ostatnimi czasy Satine w ogóle nie myślała o swoim pobycie w szpitalu psychiatrycznym. To wspomnienie, gdy już powracało, było zbyt przygnębiające, dobitne, zbyt realne. Nieraz, gdy obudziła się w nocy, musiała mocno sobie powtarzać, że jest już wolna. Że drzwi mają klamki, a za zasłonami nie czają się kraty. Mogła iść do psychiatry, ale nikt nie prowadził jej siłą. Dlatego nie chodziła, a jeśli nawet dotarła do gabinetu, brała nogi za pas. Nie chciała mówić o swoich odczuciach, o niemożności życia. O przygodnych znajomościach, o dziurze w miejscu serca. O samotności, która bez reszty ją pochłaniała w noce podobne tej.
    Tego wieczoru jednak miała towarzystwo. Na dodatek osoby, której ufała. Której mogłaby powiedzieć wszystko. Zdążyli się już poznać, więc Satine nie widziała sensu w koloryzowaniu prawdy.
    Spojrzała na niego w chwili, gdy podał jej papierosy. Wyciągnęła sobie jednego, włożyła do ust i podpaliła, wciągając pierwszą dawkę samych pyszności. Zwróciła mu resztę fajek.
    - Trzeba było go upić i zamknąć mu usta. - odparła, wracając do tematu dwumetrowego ideału z zarostem. Jej słowom towarzyszył wymowny dzióbek, przy którym dziewczyna zaraz się uśmiechnęła. - Gdybyś siedział w domu, walałabym się teraz gdzieś między kontenerem na śmieci, a ślepą uliczką. - dodała, oczami wyobraźni widząc swoje zwłoki, wykorzystane i porzucone w miejscu, zapomnianym przez ludzi i ... latającego potwora spaghetti?
    - Czasami się puszczam. - odpowiedziała na jego pytanie i chociaż chciała się zaśmiać, zdając sobie sprawę z dwuznaczności jej słów, z ust jej wydobył się jedynie bliżej nieokreślony dźwięk. Kolejny raz się zaciągnęła.
    - Wstaję, bywam na zajęciach. Nawet z pracy mnie nie chcą zwolnić.

    Satine

    OdpowiedzUsuń
  38. [Cześć, cześć.
    Ostatnie zdanie czytałam kilkanaście razy; przed i po zapisaniu. Gabriel od początku przypadł mi do gustu, głównie za to mruczenie do ucha i papierosy (nie oszukujmy się: chodzi głównie o papierosy, bo z kolei one chodzą za mną od tygodnia).]

    OdpowiedzUsuń
  39. [Hej, hej! Postać fajna choć musze przyznać, że nieco smutna. Może mój Dave mógłby go rozweselać?]

    Dave F.

    OdpowiedzUsuń
  40. Nic, co było z nim związane nie było bez sensu. Jemu się tak wydawało, bo nie był przyzwyczajony do myślenia o życiu w pozytywnym sensie, ale Nathaniel też przecież nie należał do zbytnich optymistów, a pomimo to wiedział, że są jakieś plusy wynikające z życia na ziemi, a nie z leżenia kilka metrów pod nią. Jednym z takich pozytywów była na przykład możliwość przytulenia się do kogoś, schowania się w czyichś ramionach w celu uniknięcia zderzenia z rzeczywistością, co właśnie Gabriel próbował zrobić. Nadal szukał bliskości, więc na czymś na tym świecie mu zależało. Było coś czego potrzebował, czego może oczekiwał, pomimo tego że był chory. Nie była to chyba nawet choroba psychiczna, Leifsson w ogóle tak nie uważał. Bardziej wydawało mu się, że Gabe był po prostu znudzony życiem, nie widział żadnego celu, nie miał do czego dążyć, gdy rano wstawał i spotykało go to samo: puste ściany mieszkania, z którego rzadko kiedy wychodził. To faktycznie mogło dobijać i pewnie nawet Nathaniel gdyby znalazł się w takiej sytuacji, to miałby myśli samobójcze. Dlatego właśnie przychodził, z tego samego powodu pewnie przychodziła jego siostra. I nie miało znaczenia czy on twierdzi, że ich tu chce, czy nie. I tak by przychodzili, bo dla nich był ważny. Przynajmniej Nate'owi za bardzo na nim zależało i prawdopodobnie za bardzo go kochał, żeby odpuścić.
    Uśmiechnął się lekko, widząc poczynania byłego faceta i wcale nie przejmując się tym, że jest tylko jego byłym, objął go w pasie, a palcami przesunął łagodnie po jego boku. Wystarczyło, że bardziej się przysunął, to jego wargi znalazły się idealnie przy uchu Joyce'a. Łagodnie musnął wargami to miejsce, chociaż miał szczególną ochotę pochylić się i przytknąć na dłuższą chwilę wargi do jego szyi, zostawić po sobie ślad. W trakcie trwania ich związku Gabriel rzadko kiedy nie miał na ciele jakiejś malinki. Czasem były widoczne, ale na ogół Nathaniel starał się robić je tak, żeby nikt oprócz niego ich nie widział.
    - Za dużo tak nie ugotujesz, wiesz? - Cicho zaśmiał się, owiewając jego skórę ciepłym oddechem, ale mimo wszystko nie zmuszał go jeszcze do odsunięcia się. Zresztą, już teraz wiedział, że sam będzie musiał zrobić ten sos, bo Gabriel jak już się na nim uwiesił, to pewnie nie będzie chciał zmieniać tego. Dlatego też za jego plecami sięgnął po miskę i kilka innych rzeczy potrzebnych do przygotowania sosu. Ostatecznie radził sobie jedną ręką, czasem tylko musiał zabrać dłoń z biodra Gabe'a, żeby przytrzymać miskę. - Pomagasz czy nie? - zapytał, czując jak chłopak tylko bardziej wciska nos w niego, jak szuka sobie jakiejś wygodnej pozycji. To chyba oznaczało nie.
    Poprzedniego pytania nie powielał, bo już było widać, że Gabriel nie chce albo nie wie co odpowiedzieć. Nie przyszedłby się przytulać, gdyby nie chciał uciec od odpowiedzi.

    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  41. Rzygał tym wszystkim. Zwracał rutynę wraz ze śniadaniem i wódką, którą w siebie wlał w końcu ostatnich kilku dni. Z kobietą potrafił przespać się wyłącznie w stanie upojenia alkoholowego, ponieważ na trzeźwo ciało inne od męskiego w jakiś sposób go przerażało. Nagle nie wiedział co zrobić z rękami oraz gdzie dotknąć, żeby było dobrze. Tracił kontrolę. Z mężczyznami było łatwiej. Nawet jeśli sama myśl o stosunku z osobą tej samej płci napawała go odrazą to ciągnęła za sobą również swego rodzaju podniecenie. Chciał faceta, chłopaka… kogokolwiek, kto nie piszczałby jak baba podczas orgazmu.
    Bar dla pedałów nie był miejscem, w którym pojawiał się często. Należał raczej do tych, którzy załatwiają wszystko po kątach i jest im z tym nieźle, ale niespecjalnie komfortowo. Nie pasował do całego tego towarzystwa. Był za bardzo sobą, żeby wtopić się w całe to obrzydliwe, kolorowe tło.
    Czuł odrazę do każdego, przebywającego w lokalu człowieka, łącznie z sobą. Chcąc zagłuszyć to nieprzyjemne poczucie, zamówił alkohol, przy czym nie miał najdrobniejszej ochoty rozdrabniać się na te zabawne, kolorowe drinki.
    Potrzebował dłuższej chwili, żeby przywyknąć do tłumu ludzi i móc spokojnie się rozejrzeć. Całkowicie nie spodziewał natrafić na jakąś znajomą twarz, a jednak, takową napotkał.
    Zmarszczył gniewnie brwi, widząc Gabriela, który obściskiwał się z jakimś całkowicie nieznanym mu chłopakiem. Coś kazało mu podejść, odciągnąć go i zabrać na własność. Nawet się nad tym specjalnie nie zastanawiał, bo nie widział głębszego sensu roztkliwiania się nad wszystkim.
    Znalazłszy się przy zajętej sobą dwójce, chwycił Joyce’a mocno za ramię i pociągnął za sobą. Miał ochotę odejść od tych wszystkich ludzi jak najszybciej. Wzbierającą złość tymczasowo rozładowywał na wciąż trzymanej w bolesnym uścisku ręce chłopaka. Wbijał palce w jego ciało, a świadomość, że w jakiś sposób go oznaczy, zostawiając ślad po mocnym chwycie, wcale nie poprawiała mu nastroju.
    Puścił Gabriela dopiero po opuszczeniu baru. Nie miał ochoty na niego spojrzeć, a cała ta niespodziewana agresja zmusiła do wyładowania się na pobliskim koszu na śmieci. Kopnął go i dopiero wtedy był gotowy spojrzeć chłopakowi w twarz.
    – Co ty odpierdalasz? – warknął, nawet nie wiedząc czemu cała sytuacja aż tak go rozgniewała. Nie chciał Joyce’a, który nie powinien pojawić się w jego życiu, a mimo to wyciągnął go ze sobą z tego pieprzonego baru.

    J.

    OdpowiedzUsuń
  42. – Nie przyniosę ci fajek. Sam po nie wstań – odpowiedziała stanowczo, choć miała szczerą ochotę na to, żeby się ugiąć. Nie lubiła zmuszać swojego brata do czegokolwiek, bo zaraz zaczynały ją zżerać potworne wyrzuty sumienia.
    Dźgnęła swojego młodszego o kilka minut brata palcem u stopy. Trafiła gdzieś w pomiędzy żebra i byłaby gotowa trafić Gabriela jeszcze miliard razy w to samo miejsce. Byleby tylko się ruszył i zaczął żyć normalnie, jak każdy.
    – Wstawaj brat, muszę cię zanudzić opowieściami z drugiej wojny światowej, bo zaczęliśmy o niej mówić na wykładach – wypowiedziała. Nie były to wprawdzie zbyt motywujące i zachęcające słowa, ale zapełniła nimi chociaż odrobinę swoją chęć odezwania się. – Idę nam zrobić kawy. Racz się podnieść do tego czasu, bo nie chce mi się rozmawiać z tobą gdy tak mi zdychasz na podłodze – dopowiedziała jeszcze, by w następnej chwili już pójść do kuchni i nastawić wodę na kawę, o której wspomniała.
    Było jej przykro, gdy widziała swojego ukochanego braciszka w takim stanie. Chciałaby mu oddać część swojej chęci do życia oraz ogólnej żywotności. Zrobiłaby wszystko, żeby mu ulżyć, no… może poza dopuszczeniem do jego samobójstwa.
    Westchnęła ciężko, wyjmując z szafki dwa kubki. Jeden z nich nieoficjalnie należał w tym domu do niej, bo jako jedyny miał tak rażący, czerwony kolor, który niemalże natychmiast zwracał uwagę.
    – Kawa ci się kończy, brat – oznajmiła, wsypując do każdego z kubków tyle samo zmielonych ziaren.

    Ann J.

    OdpowiedzUsuń
  43. Od: i.am.so.szatanistik
    Do: seks.o.czwartej.rano
    Temat: Re: Re: Re: Re: Re: …

    Lubię zimę, a najgorszą z pór roku jest dla mnie wiosna. Nie dość, że stanowi najgorszą porę dla alergików, to wiosną zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo zawodzę. Wszyscy po zimie wychodzą jakby wykluwali się ze swoich mieszkań, domów. Ja natomiast się do tego nie nadaję. Wiosną ludzie wydają się szczęśliwsi, a ja do nich nie pasuję. Kochają, podczas gdy ja nie chcę kochać. Chciałbym, żeby zima albo jesień panowały dłużej. Wtedy przygnębienie nie jest niczym dziwnym i nie sprawia, że odstaje się od normy. Najwięcej samobójstw popełnianych jest wiosną.
    Twoja siostra jest świetna. Przynajmniej tak wnioskuję z tego, co o niej piszesz.
    Jakkolwiek odległy Twój uścisk by nie był, to i tak jest najmilszą rzeczą, która mnie dziś spotkała.
    I tak będę się o Ciebie martwił. Ale nie przejmuj się mną, baw się dobrze. Nie przesadź tylko, w porządku?
    W moim myśleniu nie ma nic fascynującego, czasami tylko przerażam samego siebie tym, co potrafię wytworzyć we własnej głowie. Lubię się też w niej zabijać. Dopóki wszystko dzieje się pod czaszką i nie wychodzi na powierzchnię – jest bezpiecznie.
    Odezwij się jak już będziesz w stanie.

    Kosma

    OdpowiedzUsuń
  44. Prawda wypowiadana w ten sposób mu zdecydowanie przeszkadzała. Drażniła i sprawiała, że miał przeogromną ochotę wyżyć się na kimś, bo człowiek, w przeciwieństwie do przedmiotu, reagował na każde kolejne uderzenie.
    – Bo mam cię, kurwa, gdzieś – oznajmił przez zaciśnięte szczelnie zęby, jednocześnie prostując i znów układając palce w pięść. – Ale nie będziesz się obściskiwał z jakimś pieprzonym pedałem – dodał, jednocześnie przecząc swojej poprzedniej wypowiedzi.
    Absolutnie nie brał pod uwagę faktu, że Gabriel był pod wpływem alkoholu i głównie dlatego śmiał się z nim teraz wdawać w jakże niepotrzebną dyskusję, którą zakończyć mógł szybko, bo w jednej chwili. Chyba właśnie dlatego uderzył chłopaka po raz pierwszy, ponieważ nie chciało mu się więcej z rozmawiać. Pięścią natrafił na jego twarz, a korzystając z chwili, w której Gabriel był zbyt oszołomiony, żeby cokolwiek zrobić, przycisnął go do ściany lokalu, z którego wyszli chwilę temu.
    Chłopak wydawał mu się śmiesznie mały, kiedy znajdowali się tak blisko siebie. Nie był w stanie więc powstrzymać cisnącego mu się na usta krzywego, pełnego pogardy uśmiechu.
    Chciał go udusić za to, że pozwolił się dotykać innemu mężczyźnie. Chciał go zgnieść i zdeptać, ale nie był w stanie zrobić żadnej z tych rzeczy, więc zamiast tego uderzył go w okolice żeber. Zrobił to najpierw raz, a później drugi i trzeci. Wraz z każdym ciosem złość tylko w nim wzbierała i nie mógł znaleźć dla niej drogi ujścia.
    Miał go ochotę uciszyć i najlepiej od razu zapobiec ewentualnemu napotkaniu go z innym mężczyzną po raz kolejny. Chciał go zabić, więc zaczął tłuc na oślep.
    Dopiero w chwili, gdy jego dłonie stały się śliskie i lepkie od ciepłej krwi, zatrzymał się.
    – Mam nadzieję, że w końcu ci się uda siebie zapierdolić – oznajmił, odsuwając się od pobitego chłopaka, jednocześnie pozwalając mu się osunąć na ziemię. Nie chciał na niego patrzeć i widzieć znamion swojej ingerencji w jego życie, ciało. Zamiast więc zrobić cokolwiek więcej, po prostu oddalił się spokojnym krokiem w stronę swojego mieszkania.

    J.

    OdpowiedzUsuń
  45. Chociaż Nathaniel starał się mu pomóc, to tak naprawdę nie do końca wiedział jak to zrobić. Z jednej strony nie byli razem, więc nie powinien aż tak się tym wszystkim przejmować, wystarczyło że dbał o jego spożywanie posiłków, ale z drugiej widział, że to zerwanie nie miało aż tak dużego wpływu na ich relacje, bo Gabriel nadal potrzebował jego bliskości, a Nate... Głupio było się przyznać, ale ciągle go kochał, ciągle chciał być bliżej niego, potrzebował go i tak naprawdę coraz częściej przychodził tutaj nie dla niego, ale dla siebie. Tylko po to, żeby móc się nim zaopiekować, żeby mieć go dla siebie, żeby chociaż przez jakiś czas poudawać, że nadal są parą i tak naprawdę nic się nie zmieniło w ich życiu. On nie ma depresji, nie zerwał z nim z powodu swojej próby samobójczej, nie był w szpitalu. Tak naprawdę łudził się, że może być jak dawniej i chociaż wiedział, że na to są raczej małe szanse, to próbował przypominać sobie jak dobrze było im razem. Teraz też było dobrze. Nate musiał się nim zajmować, ale nie przeszkadzało mu to pod warunkiem, że Gabriel przestanie się ciąć i nie spróbuje znowu się zabić. Nie chciał, żeby się krzywdził. Oglądanie go w stanie ogólnej rozpaczy, płaczącego, z zaschniętą krwią na udach nie było przyjemnym widokiem. Nathaniel naprawdę najchętniej nie wypuszczałby go z ramion byleby tylko mieć pewność, że nic mu nie jest. Mógł bronić go przed każdym, mógł bronić go nawet przed samym sobą pod warunkiem, że on mu na to pozwoli.
    Teraz jednak przez jego kręgosłup przeszedł dreszcz, a on wzdrygnął się czując na całym ciele gęsią skórkę, którą spowodowały jego zimne dłonie. Od razu westchnął cicho, bo to też było coś charakterystycznego dla Gabriela: zawsze miał zimne dłonie i ogrzewał je sobie o rozgrzaną skórę Leifssona.
    - Obiecuję, że będzie tak ładnie pachnieć, że zrobisz się głodny. I że zrobię ci pyszną kawę do tego - zapewnił go, bo naprawdę chciał, żeby coś zjadł. Musiał jeść, jeśli nie chciał, żeby zaraz nie przytulały się do niego same kości. Gabe i tak jadał za mało, schudł sporo od momentu kiedy byli razem, ale nie był jeszcze w krytycznym stanie, na szczęście.
    Nate akurat skończył robić banalny (przynajmniej dla niego) sos i pomimo faktu, że jego były wtulał się w niego, to skroił do końca warzywa i wszystko odpowiednio poukładał w naczyniu żaroodpornym, przyprawił, dodał sos i starty ser, który wcześniej naszykował...
    - Dasz mi to wstawić? - zapytał go cicho, a Gabriel niechętnie go puścił na dosłownie dziesięć sekund, bo tyle Nathanielowi zajęło wstawienie wszystkiego do piekarnika i ustawienie czasu oraz temperatury. Później jak gdyby nigdy nic wrócił do Gabriela, przyciągnął go odrobinę, żeby łatwiej było mu przytulić się do niego i złożyć kilka krótkich pocałunków w skroń chłopaka, gdy ten znowu ufnie wtulał się w niego, w jego szyję, dłonie grzał o jego plecy, a ucho przystawiał do klatki piersiowej, żeby zrównać tempo swoich oddechów z powolnym biciem jego serca.
    - Może obejrzymy film zanim zrobi się jedzenie? - zaproponował spokojnie, nie przejmując się faktem, że tak naprawdę największą ochotę ma teraz na podniesienie podbródka chłopaka i pocałowanie go długie, subtelne i powolne. Potrzebował go, a jednocześnie wiedział, że nie należał do niego. - Gabriel, mów do mnie, proszę - wyszeptał, szturchając go nosem w czubek głowy. Palcami przesuwał po jego karku i ramionach, przez co czuł, że chłopak rozluźnia się przy nim. Było mu z nim dobrze, więc Nate cieszył się z tego.

    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń
  46. Od: i.am.so.szatanistik
    Do: seks.o.czwartej.rano
    Temat: Nic nie wiem.

    Upiłem się i pomyślałem o Tobie tak w środku nocy i nie mogę się teraz Ciebie pozbyć... To takie żałosne, że brakuje mi nawet porównania, a sam wiesz, że zazwyczaj mam ich na pęczki.
    Jakkolwiek… To trochę dziwne zjawisko. W ciągu dnia nie zaprzątasz mi głowy, ale kiedy już się w niej pojawisz, to nie wiem co robić. Okazuje się, że w takich chwilach potrafię rozpatrywać Twoją osobę pod każdym z aspektów.
    To zabawne, że staram się pominąć ten cały smutek, bo wygląda to tak, jakbym go nie akceptował. Tak jednakże nie jest, bo godzę się z całym Tobą. Chciałbym żyć w wiecznej symbiozie z każdą komórką Ciebie. Nawet jeśli brzmi to nieskończenie głupio, to ja tę akurat głupotę jestem w stanie przyjąć do wiadomości.
    Chcę zasnąć na kilka dni, ale wiem, że i tak nie wytrzymałbym tego, bo koniecznością byłoby dowiedzenie się jak się trzymasz.
    Trochę za bardzo uzależniający jesteś.

    Kosma

    OdpowiedzUsuń
  47. Samo myślenie o szpitalu ja przerastało. Pamięta tę niekończącą się podróż wgłąb siebie, która niby miała pomóc jej w zrozumieniu siebie i swych pobudek, by dwukrotnie stanąć nad przepaścią. Oczywiście, prawie się udało, skoro teraz mogła buszować po Londynie nocą, kończąc imprezy w łóżkach nieznajomych, lub przytulona do toalety. Piękne życie, tyle wygrać!
    Wszystko było jednak lepsze od czterech ścian pokoju, w których słyszała tylko swoje, czarne myśli. Do szpitala, tak sobie obiecała ostatnim razem, nigdy nie trafi. Wolałaby nawet znaleźć się sześć stóp pod ziemią.
    Spojrzała w jednej chwili na Gabriela, towarzyszącego jej w tę mroźną noc i zaciągnęła się papierosem, rozkoszując się dymem, który podróżował teraz w jej wnętrzu. Po chwili wypuściła je z płuc, żałując trochę, że nie potrafi robić kółek. Kiedyś się nauczy.
    - Miałabym przynajmniej rozgłos, o jakim zawsze marzyłam. - "Ja i moja matka", przeszło jej przez myśl. Co prawda wolałaby zapewne, żeby córkę znano z jej muzycznych osiągnięć, a nie z ciemnych zaułków Londynu, martwą i zbezczeszczoną. Jest reportaż, jest i koniec udręk młodej Benson. Wilk syty i owca cała, jakby teraz stwierdziła. Matka rudowłosej uwielbiała przysłowia w każdej chwili, pod każdą postacią. Wobec wszelkich życiowych sytuacji.
    Satine uśmiechnęła się lekko w kierunku Gabriela, a w jej specyficznym uśmiechu znajdowało się coś na kształt zrozumienia. Łóżko, które zajmowało większą częśc jej pokoju, nieraz wcale nie wypuszczało jej ze swych objęć. Mogłaby w nim leżeć, dopóki nie umrze, gdyby nie uparta właścicielka mieszkania, która ją zawsze stamtąd wywabiała. I po co? Aby nocami tułała się po knajpach, pijana?
    - To co, szukamy Ci kogoś, kto jest dobry w łóżku, dobrze wyglądający i inteligentny? - rzuciła, zmieniając na tę chwilę temat. Jakoś ciągle szczere rozmowy przychodziły jej z trudem. Zwłaszcza, że jakiś czas nie widziała Gabriela.

    Satine

    OdpowiedzUsuń
  48. [Bardzo interesujący.]

    Dave F.

    OdpowiedzUsuń
  49. Od bliżej nieokreślonego czasu jego organizm prowadził jakąś batalię, która przyprawiała go o realny, bo fizyczny ból. Nie umiał sobie z tym poradzić, więc niemalże przez cały czas chodził przepełniony irytacją i wstrętem do wszystkich ludzi dookoła, jakby to oni byli inni temu, że cokolwiek czuł.
    Prawdą jednakże było, że coś go po prostu zżerało od środka. Wykluczył już chcicę, zarówno tę dotyczącą zwyczajnego przepieprzenia jakiegoś faceta oraz tę, która odpowiedzialna była za ochotę obicia komuś twarzy i ewentualnego przemeblowania twarzoczaszki. Nie potrafił określić czego potrzebuje, więc wałęsał się wyjątkowo dużo, a swoje własne mieszkanie traktował jak hotel.
    Dopiero tej nocy wszystko potoczyło się tak, że w efekcie zawitał w jednym z tych lokalów, które nie zachęcają ani wyglądem zewnętrznym, ani okolicą, a o wnętrzu najlepiej nie wspominać. Paradoksalnie, czuł się w takich miejscach lepiej niż we własnym domu rodzinnym, w którym nie widziano go już od dawna.
    Było tu pełno różnych ludzi. Na pewno znalazłby się również jakiś pedał lub inne ścierwo, ale nie takiej osoby poszukiwał. Potrzebował kogoś, kto mógłby mu sprzedać uśmierzenie bólu. Kiedy odnalazł chłopaka, który był zdecydowanie za młody na przebywanie w takim miejscu, ale nie jemu było to oceniać. Kupił morfinę, bo nie chciał się pobudzać, a chociażby tymczasowo pozbyć walczącego z samym sobą wnętrza.
    Toalety w podobnych przybytkach były brudne i nieprzyjemne. Nie miał jednak ochoty wlec się do domu i odprawiać rytuały. To nie było w jego stylu. Za to całkowicie pasowało do niego ignorowanie całego świata i wstrzyknięcie do napiętego mięśnia dawki, która nie zostałaby pochwalona przez lekarza. Wiedział jednak, że po prostu nie będzie czuł, że po prostu nie będzie myślał i chciał. To było dobre, więc postanowił się w tym pławić, dopóki było to możliwe i odczuwalne.
    Oddychał spokojnie, a ludzie wchodzący i wychodzący z toalety nie zwracali na niego uwagi. Byłoby idealnie, gdyby był w stanie zapalić papierosa, ale po stosunkowo długim przemyśleniu całej sytuacji doszedł do wniosku, że sobie to daruje.
    Nic go nie bolało, wnętrzności się uspokoiły. Cały świat się dookoła niego uspokoił.

    J.

    OdpowiedzUsuń
  50. Rychła śmierć w ogóle nie wchodziła w grę. Gabriel chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że on, Nathaniel Leifsson, nie pozwoli mu umrzeć. Zrobi wszystko byleby tylko Joyce żył. Uratuje go po raz kolejny, przywróci do życia, w ostatniej chwili wpadnie do jego mieszkania, ale go uratuje, nie dopuści do sytuacji, w której Gabriel zniknie na zawsze z jego życia. Nie był na to gotowy, nie chciał tego i czuł, że nie poradziłby sobie w sytuacji, w której straciłby go na zawsze. Nie musieli być razem, nie musiał mieć go na wyłączność, ale musiał wiedzieć że żyje, widzieć go i przyciskać do swojego ciała kiedy tylko było to możliwe. Każdy mówił mu, żeby to olał i ruszył dalej ze swoim życiem, ale on nie chciał. Był uzależniony od Gabe'a. I jakkolwiek dziwnie to brzmiało, to nie chciał tego zmieniać. Mógł mu pomagać przez lata, nie wiązać się z nikim byleby Gabriel był szczęśliwy, byleby był żywy.
    Wiedział, dlatego po prostu podszedł do biblioteczki i wziął jeden z filmów, którego jeszcze nie obejrzeli, a niedawno kupił go Joyce'owi, żeby nie musieli w kółko odtwarzać tych samych historii. W ten sposób bez przerwy powiększał bibliotekę Gabriela, nie brakowało im nigdy rozrywki. Teraz też mogli usiąść w spokoju i obejrzeć jakiś dramat. Nate włożył płytę do odtwarzacza i z pilotem w ręce przeszedł na kanapę, gdzie usiadł obok byłego chłopaka. Za często zapominał, że brunet nie jest już jego, bo za bardzo lubił mieć go w swoich ramionach. I nawet jeśli nie zawsze wyglądało to na przyjacielskie przytulanie, to Leifsson miał to gdzieś.
    - Chodź tu - mruknął, ciągnąć Gabriela za kostkę, żeby się przesunął, gdy na ekranie zaczęły pojawiać się początkowe napisy. Poczekał aż chłopak będzie bliżej niego, aż położy nogi na jego udach i przytuli się do jego boku tak, jak zwykle to robił, gdy oglądali razem filmy. Tak, jak robił to, gdy byli jeszcze razem... Nate jedną ręką objął go w ramionach, a drugą położył jak zwykle na kolanie chłopaka, którą po kilku minutach zaczął przesuwać po jego udzie, wyczuwając pod palcami bandaż, ale starał się nie zwracać na to uwagi. Wolał nie przypominać im obu tej sytuacji, lepiej było cieszyć się chwilą i może dlatego trochę za bardzo go poniosło, gdy przesunął rękę z uda Gabriela pod jego koszulkę, kciukiem przejeżdżając po jego kości biodrowej. Nadal go kochał i chyba nie umiał już tego zmienić. Nawet świadomość tego, że Gabe go nie chce nie mogła nic z tym zrobić, bo brunet i tak sam sobie zaprzeczał. Niby z nim zerwał, ale później sam się łasił, sam się przytulał, chcąc uchronić się przed wykonywaniem niechcianych czynności. Szukał kryjówki, którą Nate chętnie mu dawał w swoich objęciach.

    Nathaniel

    OdpowiedzUsuń